Sobień - zamek w Załużu
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

JAGIENKA KMITÓWNA


   Zamek sobieński, chociaż w części zniszczony przez Węgrów w 1474 r., wkrótce został z grubsza wyremontowany. Remont ograniczono do części mieszkalnej i gospodarczej, zaś wyłomy w murach pozatykano byle jak. Tak więc po pewnyrn czasie znowu można było zamieszkać w warowni, chociaż do dawnej świetności nigdy już nie powróciła. Z tym na wpół zniszczonym zamkiem wieść gminna związała losy Jagienki Kmitówny. Jagienka miłowała się w Wilczku, rycerzu wielce urodziwym, chociaż niezbyt majętnym. Wilczek na zabój zakochany był w Jagience. Cóż, kiedy ojciec Jagienki już wcześniej przyrzekł jej rękę Gniewoszowi. Jego w zasadzie też nikt nie pytał o zdanie, a on prawdę powiedziawszy do Jagienki nijakiego afektu nie czuł.
Galeria w wieży >>>
   Ojciec kazali to i ożenił się z Jagienką. Kilka niedziel po ślubie Gniewosz musiał iść spełnić swoją rycerską powinność, z królem Olbrachtem na wyprawę mołdawską. Poszedł też i Wilczek na nią w nadziei, że śmierć chwalebną spotka, bo mu życie zbrzydło. Ta niefortunna wyprawa zakończyła się klęską polskich rycerzy, a jej echa przetrwały nawet w przysłowiu: - "Za króla Olbrachta, wyginęła szlachta". Gdzieś pod Suczawą zaginął Gniewosz i wszyscy byli przekonani, że poległ w boju. Takie też wieści dotarły do Jagienki na Sobień. No cóż, za mężem nie rozpaczała, ale strój żałobny przywdziała.
   Natomiast Wilczek wrócił z wojaczki cały i zdrów. Wkrótce też podążył do Jagienki na Sobień. Teraz, kiedy nie stało już Gniewosza, mogli się wreszcie pobrać. Po roku urodził im się syn.
   I kiedy wydawało się, że będą żyli długo i szczęśliwie, na Sobieniu pojawił się Gniewosz. Tam pod Suczawą został ranny i dostał się do niewoli. Teraz udało mu się za poręczeniem krewnych co do okupu uwolnić. Wracał więc do żony na Sobień, bo i gdzie miałby wracać. Już na podgrodziu dowiedział się, że tam na zamku mają go za umarłego i Jagienka poślubiła Wilczka. Nie zamierzał dochodzić swoich praw, ale taki szmat drogi przebył, to chociaż Jagienkę zobaczy i o zdrowie przepyta.
   Kiedy wszedł na dziedziniec zamkowy, ujrzał Jagienkę jak stała w otwartym oknie komnaty na piętrze w białej sukni z dzieckiem na ręku. Przywitał ją skinieniem głowy i zawołał: - To ja Gniewosz. Wracam z wołoskiej niewoli. Jagienka przez dłuższą chwilę przypatrywała mu się, zlękniona, jakby zjawę ujrzała, po czym weszła w głąb komnaty. - O Boże, Boże czemu nie pozwoliłeś mi być szczęśliwą - zaszlochała. Przeszła do komnaty od strony skarpy nad Sanem i otworzywszy okno, skoczyła wraz z dzieckiem w przepaść ku rzece.
   I tak kończy się historia mieszkańców Sobienia, który po tym zdarzeniu zupełnie opustoszał. Podróżni przejeżdżający nocą pod ruiną zamczyska nieraz widzieli dziewczynę w bieli z dzieckiem na ręku, jak schodziła od zamkowych murów, stromą skarpą ku rzece. Bez wątpienia była to Jagienka Kmitówna.

Powyższy tekst pochodzi z "Księgi legend i opowieści bieszczadzkich" autorstwa Andrzeja Potockiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Bosz (Olszanica).

  Powrót 

  © Xezaar