Sobień - zamek w Załużu
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

TRAGEDIA PIĘKNEJ HELENY


   
Galeria w wieży >>>
Sobieński zamek w połowie XV stulecia przeżywał okres swojej największej świetności. Okazały i pełen przepychu, pamiętny pobytem króla Jagiełły, był prawdziwie rodową siedzibą Kmitów, pieczętujących się Sreniawą z krzyżem maltańskim. Kmitowie coraz bardziej w dostojeństwa obrastali, uzyskując dostęp do najwyższych godności Królestwa. Wzbogacały ich kolejne nadania królów. Przyznać jednak się godzi, że zasług dla kraju mieli wiele. Poprzez małżeństwa weszli w koligacje z najlepszymi rodami Polski i Rusi.
   Piotr Kmita - imię Piotr najczęściej pojawiało się w ich rodzie, pan na Wiśniczu, Dubiecku, Sobieniu, Lesku etc... miał czterech synów, ale tylko jedną córkę. Na chrzcie świętym dano jej imiona Helena Barbara. Rosła dzieweczka, zdrowo się chowała i ani ojciec się spostrzegł, kiedy pannicą stała się nad podziw piękną. Sława jej urody na całą okolicę się rozniosła. Wielkie było też w niej było zamiłowanie do ksiąg, których na zamku kilkanaście zgromadzono.
   Ale beztroska młodość nie może trwać wiecznie. Przyszedł taki dzień kiedy ojciec wezwawszy córkę, o małżeństwie wszczął rozmowę. - Siedemnaście lat Helenko masz, czas pomyśleć o zamążpójściu. - Och panie ojcze, proszę jeszcze chociaż jeden rok, zostawcie mnie przy sobie. Zgodził się ojciec o rok sprawę odłożyć. Myślała przez ten czas Helena o swoim zamążpójściu. Na zamku wielu gości przebywało. Baczniej niż dotychczas przyglądała się młodzieńcom, jakby szukając wśród nich męża dla siebie. A wielu było przystojnych, postawnych i rozumnych bardzo. Żaden jednak nie przypadł jej jakoś szczególnie do serca. Martwiła się, bo czas tak szybko upływał i wyproszony u ojca rok zbliżał się do końca.
   Gdy skończyła osiemnaście lat, znów zawezwał ją ojciec na rozmowę o małżeństwie. Pytał, czy uwidziała kogo sobie przez ten czas pośród jego gości. Wyznała Helena, że wielu młodzieńców jej się podoba, ale żaden z nich szczególnie. - Przecież to i tak pan ojciec decydują - odparła. - Bo taki u nas obyczaj odpowiedział Kmita - że ojcowie decydują o szczęściu swoich córek. Wybrałem ci ja męża zacnego, statecznego, majętnego i w dostojeństwa urzędów pływającego.
   Zaniepokoiła Helenę ta ojcowska przemowa. Który z młodzieńców miałby tyle zalet, a ona ich nie dostrzegła. Może nie gościł jeszcze na Sobierniu, a ojciec u króla bywawszy go, poznał? Nie mogąc pohamować ciekawości, jęła ojca prosić, żeby wyjawił jego nazwisko. - Toż przecież znasz pana Starnisława Łaszcza. - Tego starego wojewodę, co tu u nas był przeszłego miesiąca? - zapytała zatrwożona. - Tego właśnie, córeczko. - Ojcze, mój ojcze, ja nie wyjdę za niego. Jemu już dwie żony pomarły, ja nie chcę być trzecią. I rzuciła się z płaczem do ojcowskich kolan. Ale on pozostał w swoim postanowieniu niewzruszony. Wszak w zwyczaju jest, że ojcowie decydują, a córki posłuszeństwo rozkazom ojcowskim okazywać winny.
   Nie było żadnej rady zapobiec temu małżeństwu. Na zamku przygotowywano się do wesela. Helenka była z każdym dniem coraz bardziej smutna. Z dawnej, radosnej, uśmiechniętej dziewczyny zmieniła się w płaczliwą pannę. Kiedy "pan młody" na Sobień zjechał i Helenka ponownie go zobaczyła, postanowiła, że raczej śmierć sobie zada niż wyjdzie za niego za mąż. Wieczorem przy pełni księżyca wyszła na mur okalający zamek i tam, gdzie skarpa skalnym występem stromo opada ku rzece, rzuciła się w przepaść. Wiosenny spieniony nurt Sanu zabrał dzieweczkę ze sobą i przepadła w jego burej toni. Nigdy też nie znaleziono jej ciała.
   Może dobra wróżka zmieniła ją w złotą rybkę, a może któryś z czadów wyłowił z nurtów i jeszcze żywą zaniósł do krainy wiecznej szczęśliwości. Lud okoliczny wierzył, że duchy tragicznie zmarłych wracają do miejsc, gdzie dawniej żyli. Ale duch Helenki nigdy nie wrócił na Sobień, bo nikt go tam nigdy nie spotkał...

Powyższy tekst pochodzi z "Księgi legend i opowieści bieszczadzkich" autorstwa Andrzeja Potockiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Bosz (Olszanica).

  Powrót 

  © Xezaar