«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Sobień - zamek w Załużu

BIAŁA DAMA SOBIEŃSKIEGO ZAMKU


   
Galeria w wieży >>>
Tu na Sobieniu historia zaczęła się już we wczesnym średniowieczu, na wyniosłym wzgórzu nad Sanem zbudowano gród - strażnicę. Pod koniec XIII wieku gród został spalony, gdy czambuły tatarskie weszły na Ziemię Sanocką. Zapewne w połowie XIV stulecia w miejscu spalonego grodu wzniesiono kamienną warownię. Z czasem Sobień stał się własnością rodu Kmitów, którzy na terenie Bieszczadów uzyskali rozległe nadania od króla Jagiełły.
   Dawniej pomiędzy gminem krążyła taka oto legenda. Owdowiały kasztelan Kmita postanowił wstąpić w związek małżeński. Wybranką jego serca została piękna i młodziutka Węgierka o imieniu Margarita. Dziewczyna przymuszona rozkazem ojcowskim, wbrew swojej woli poślubiła starszego od siebie o dwadzieścia lat kasztelana. Na zamku sobieńskim życie upływało wśród uczt, polowań, turniejów rycerskich i uczonych dysput, które wiedli goście kasztelana. Ale Margarita wciąż była smutna i ciągle wystawała w oknie komnaty, z którego widać było trakt węgierski. Tam za Bieszczadem został jej Andreas, któremu ślubowała skrycie, a i on też jej ślubował wieczne miłowanie. Któregoś dnia przez kupców udało się podać Margericie pismo dla ukochanego. Napisała w nim: - Niech bym Cię jeszcze chociaż raz jeszcze ujrzała, a potem niech się dzieje wola nieba.
   Andreas otrzymawszy list, wraz z kilkoma druhami przez uhorskie wrota pędził co koń wyskoczy. Nikt nie wie, jakim sposobem zmylił czujność straży i wszedł do komnat Margarity. Kasztelana w owe dni nie było na zamku, bowiem w pilnej potrzebie musiał wyjechać do Dubiecka. Wiele by słów trzeba użyć do opisania szczęścia kochanków. Andreas ułożył plan porwania Margarity. Po tygodniu tajnego pobytu w komnatach kasztelanowej, jeszcze przed powrotem Kmity, Andreas wyjechał przygotować porwanie. Pobyt Andreasa nie uszedł jednak uwagi karła trefnisia, któremu kasztelan zlecił sekretne baczenie na swoją młodą i piękną żonę.
   Gdy Kmita wrócił z podróży, karzeł natychmiast zdał mu relację z tajemnych wypadków, jakie zaszły w komnatach kasztelanowej. Kmita z wściekłości miotał się po zamku jak ranny niedźwiedź po kniei. Kilku ze straży kazał wybatożyć, a dowódcę wartowników wrzucić do lochu pod wieżą. Z podegrodzia zawezwał kilku mularzy i kazał im przegrodzić murem piwniczkę, w której uprzednio umieścił Margaritę. No cóż, tak w owe czasy mężowie, bywało, karali swoje niewierne żony.
   Andreas zebrał tymczasem żądnych przygód kilkunastu młodzieńców i przygotował wszystko, co było niezbędne do porwania i ucieczki. Ale kiedy znalazł się pod Sobieniem i wysłał kilku swoich na zwiady, ci wrócili ze straszną wiadomością o zamurowaniu Margarity. Pierwszą myślą Andreasa było uderzyć na zamek, ale przecież w kilkunastu niesposób zdobyć tak warownego kasztelu. Trzeba by więcej ludzi zwerbować. W owych czasach w Karpatach wiele było band zbójeckich. Druhy Andreasowe popędzili w góry ściągnąć tołhajów. Po kilku dniach Andreas miał już ponad setkę ludzi, gotowych na wszystko. Nie najlepiej byli uzbrojeni jego zbójnicy, ale za to spryciarze nie byle jacy. Rzekłbym z niejednego pieca już chleb ukradli. Znienacka nocą uderzyli na zamek. Kasztelan, gdy się zorientował, co się święci, kazał do piwnicy, gdzie była Margarita za murem, znieść beczkę prochu i długi lont...
   Od wybuchu rozpadł się mur, ale i dużo kamienia zleciało ze sklepień. Kiedy Andreas wdarł się do piwnicy, zrozumiał, że cały jego wysiłek poszedł na marne. W pośpiechu, z sercem ściśniętym żalem, opuścił zamek. Wsiadł na konia i nie troszcząc się o towarzyszy, znikł w ciemnościach. Nikt nigdy już o nim nie usłyszał. Margarita na zawsze została w tej zawalonej piwnicy.
   Ale podobno okoliczni kmiecie jeszcze nieraz ją widzieli, jak księżycową nocą stała w wyłomie murów i spoglądała na południe, ku węgierskiej krainie. Zapewne wciąż wypatrywała swojego Andreasa, któremu ślubowała dozgonną miłość.

Powyższy tekst pochodzi z "Księgi legend i opowieści bieszczadzkich" autorstwa Andrzeja Potockiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Bosz (Olszanica).

  Powrót 

  © Xezaar