«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Zamek w Sanoku

JAGIEŁŁO W GOŚCINIE U KMITY


   Piotr Kmita zwany Lunak, podczaszy sandomierski i pan na Sobieniu z przyległościami, przez umyślnego posłańca królewskiego dostał wezwanie, by 1 maja 1417 roku stawił się na zamku sanockim, gdzie natenczas monarcha Władysław Jagiełło ma przybyć. Król zgodnie z zapowiedzią zjawił się w Sanoku, ale nie sam, lecz w towarzystwie Elżbiety Granowskiej. Kmita znał Elżbietę jeszcze z dawniejszych czasów, znał też jej ojca Ottona z Pilczy, wojewodę sandomierskiego. Elżbieta pomimo słusznego już wieku nadal zachwycała swoją urodą. Właśnie uroda była przyczyną jej burzliwego życia. W młodości została porwana, kiedy pewien młodzian na zabój się w niej zakochał i wtedy też po raz pierwszy, pod przymusem, wyszła za mąż. Potem znów porwanie i drugie wymuszone zamążpójście, za zabójcę pierwszego męża. Po raz trzeci stanęła na ślubnym kobiercu już bez zbędnych emocji, ale wkrótce owdowiała.
Galeria w wieży >>>
   Propozycja króla Władysława Jagiełły, by została jego żoną była jej wielce miła, chociaż przeczuwała, że wielu dworzan z otoczenia monarchy będzie temu małżeństwu przeciwnymi. Król jednak nalegał i wszystko zostało w największej tajemnicy przygotowane. Arcybiskup lwowski Jan 2 maja 1417 roku w kościele farnym w Sanoku dał Władysławowi i Elżbiecie ślub. Ona po raz czwarty wychodziła za mąż, on trzeci raz się ożenił. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zdarzenie na sanockim rynku. Kareta, którą jechała królowa Elżbieta tak głęboko wpadła w błoto, aż trzeba było na folwark posłać po woły, by ją wyciągnąć. Kiedy Elżbieta szła pieszo do kościoła zbliżył się do niej Kmita i zaprosił ją wraz z królem do siebie na Sobień. Elżbieta zaproszenie przyjęła i króla obiecała do złożenia wizyty na Sobieniu namówić. Po ślubie i uczcie na zamku sanockim, Jagiełło z żoną i kilkunastu dworzanami i rycerzami zjechali na Sobień. Król podziwiał obronne położenie zamku i piękny widok na przepływający w dole San oraz rysujące się w oddali szczyty Bieszczadu.
   Na zamku Kmita prezentował monarsze swoją rodzinę, a wśród niej syna Jana i córkę Małgorzatę. Pobyt pary królewskiej upływał w miłej i wesołej atmosferze, pośród nieustającej uczty. Niestety ze względu na padające ciągle deszcze, myśli o polowaniu trzeba było poniechać, co króla wielce smuciło, bo był zapalonym myśliwym i miał nadzieję w puszczy bieszczadzkiej na niedźwiedzia się zasadzić. Kiedy trochę się przejaśniało i deszcze przestały padać, król nie czekając aż drogi zupełnie obeschną, postanowił wracać do Krakowa. Elżbieta chociaż czuła się nienajlepiej, bo uporczywy kaszel jej dokuczał, woli małżonka musiała się podporządkować. Podziękował król Kmicie za wspaniałą gościnę i do Krakowa na Wawel zaprosił.
   Mieszkańcy podegrodzia i okolicznych wsi, kiedy orszak królewski odjeżdżał, wyszli na gościniec, by obaczyć swego monarchę i jego świeżo poślubioną małżonkę. Chłopi podziwiali piękne konie, a także zbroje rycerzy, baby i dziewczęta stroje dwórek. Firany w karecie były zasłonięte i monarchy ani jego żony nie udało się obaczyć. Ale i tak widowisko było ciekawe i na długo utkwiło ludziom w pamigci. Nawet czas wedle tego przejazdu liczyli, mówiąc: - Było to trzy roki po tym, jak król tędy przejeżdżał.

Powyższy tekst pochodzi z "Księgi legend i opowieści bieszczadzkich" autorstwa Andrzeja Potockiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Bosz (Olszanica).

  Powrót 

  © Xezaar