«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Zamek w Lesku

SKÓRZANE PIENIĄDZE


   Przed ponad stupięćdziesięciu laty zamek leski niemal był w ruinie. Należał wówczas do Krasickich, którzy odziedziczyli go po Ossolińskich. W tej na wpół zburzonej warowni mieszkał Seweryn Łysakowski, zubożały szlachcic. Onże któregoś dnia włócząc się po różnych zakamarkach zamczyska, odkrył tajemne wejście do nieznanego lochu. W swoim pamiętniku tak oto opisał to zdarzenie: "Odważyliśmy drzwi, ciężkie ale niezamknięte. Jest wiele rupieci kradzionych i stoją jakieś ciężkie beczki, dwie harmat i dużo połamanych rzeczy. Hrabia Ksawery Krasicki zlazł z konia i chciał leźć w loch ale brzuch nie pomieścił mu się. Krzyczał żeby wszystkich wypędzić z lochu i żeby otwór powiększyć, tak, żeby on sam wlazł. Nikogo puszczać nie pozwolił. A ciągle pytał - z czym beczki, z winem czy z pieniędzmi? - Zdaje się z pieniędzmi, krzyczano z lochu, bo stojące, szerokie jak kadzie i bardzo ciężkie.
Galeria w wieży >>>
   Wtedy gwałt się zrobił, ludzie zbiegli się do otworu, osobliwie Żydkowie, usłyszawszy o pieniądzach. Hrabia sam odpędzał kijem od otworu. Na drugi dzień zleciała się cała zgraja komisarzy, sam pan Kreishauptman, kilku lancdragonów z bronią. Rozmurowali otwór tak, że i Jaśnie Wielmożny wlazł i Kreishauptman i cała zgraja komisarzy i wszyscy.
   Gdy otworzono drzwi żelazne, zbito obręcze z jednej beczki, posypały się pieniądze - skórzane, okrągłe z herbem Kmitów. Rozbito drugą beczkę i we wszystkich to samo. Pieniądze skórzane, na nich wybity herb Kmitów. Z drugiej strony też jakiś herb, widać Jaśnie Wielmożnej Wojewodziny. Okropne to było fiasko, a najwięcej dla Jaśnie Wielmożnego Ksawerego i Kreishauptmana, którzy już w duchu się dzielili, worki mieli w pogotowiu".
   Niestety nikt nie próbował wówczas ustalić, czy na pewno te pieniądze stały w tym lochu od czasu Kmitów i w jakim celu zostały tam w beczkach zdeponowane. Powiadano wszakże, że nikt zdrowy na rozumie pieniędzy ze skóry by nie robił, przeto nic innego stać się nie mogło jak tylko czarci złote dukaty w skórzane krążki zmieniły. Wszelako inni powiadali, że na zamku odbywały się praktyki czarnoksięskie i próbowano owe skórzane pieniądze na złote zamienić, ale nic z tego nie wyszło.

Powyższy tekst pochodzi z "Księgi legend i opowieści bieszczadzkich" autorstwa Andrzeja Potockiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Bosz (Olszanica).

  Powrót 

  © Xezaar