Zamek w Lesku
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

WOJEWODZIANKA I KASZTELANIC


   Mezalianse zdarzały się zawsze, wszak miłość nie zna granic, także społecznych. Niewiele brakowało, by do takiego mezaliansu doszło w Lesku, kiedy w konkury do rękę wojewodzianki Ossolińskiej Anny Teresy stanął kasztelanic Brześciański z Ustianowej. Anna Teresa urodziła się w 1736 roku. Matką jej była Teresa Stadnicka, za którą wojewoda Józef Ossoliński wziął Lesko i bieszczadzkie dobra Stadnickich. Anna Teresa, jak odnotowali współcześni, była jedną z najpiękniejszych kobiet stanisławowskiej Warszawy. Niektórzy wręcz twierdzą, że pośród stołecznych piękności była najpierwsza. Jej nieprzeciętna uroda została też dostrzeżona w Paryżu i Wiedniu, gdzie wojewodzianki nie odstępował tłum adoratorów.
   Kasztelanic Kasper Brześciański był przystojny, gadatliwy, lubujący się w łowach i zabawach. Pomimo pozornej otwartości usposobienie miał melancholijne i długie godziny trawił na rozmyślaniach w samotności. Chętnie grywał na gitarze, a nawet komponował melodie. Chętnie też, u siebie na dworze, gościł wędrownych muzykantów, czy to Węgrów, czy nawet Cyganów.
Galeria w wieży >>>
   Roku Pańskiego 1759 na Zielone Świątki zjechało na sumę do leskiej fary sporo szlachty. Byli między innymi: Fredro z Hoczwi, Deręgowski z Ustrzyk, Bal z Baligrodu oraz Krzysztof i Kasper Brześciańscy z Ustianowej. Jak co roku, wojewoda Ossoliński zaprosił panów braci na zamek, na wódkę i suszone śliwki. Tuż przed Zielonymi Świątkami wróciły z zagranicznych wojaży, wprost z Paryża, wojewodzianki Marianna i Anna Teresa. Panny podczas wojaży wydoroślały i wypiękniały. Stroje też sobie przywiozły, jakich nikt nigdy tu pod Bieszczadem nie widział. Wojewodzianka Teresa piękna była nad podziw. Wielu swój wzrok, zamiast na ołtarz i księdza odprawiającego mszę, na nią kierowało. I Kasper wpatrywał się w nią nieustannie, na przebieg mszy w ogóle nie zważając. Także na zamku nie spuszczał z panny wzroku. Nic, tylko zakochał się od pierwszego wejrzenia.
   Brat Krzysztof odradzał mu konkury do ręki Teresy. Za wysokie wojewodziańskie progi na kasztelanica nogi. Kasper jednak o niczym nie chciał słyszeć. W kilka dni po zielonoświątkowym nabożeństwie zebrał cygańską kapelę i pojechał do Leska, muzykować pod oknami wojewodzianki. Trzeba Wam wszakże wiedzieć, że natenczas przebywali na zamku: Józef Mniszech starający się o rękę wojewodzianki Marianny i Józef Potocki, wojewodzic poznański, będący już po słowie z Anną Teresą. Wojewodzie Ossolińskiemu spodobało się cygańskie muzykowanie, kazał przeto zaprosić kasztelanica i kapelę do zamkowej świetlicy. Teresa także chwaliła muzykalność Ichmość Brześciańskiego, chwilę z nim rozmawiała, poczem przedstawiła mu swojego narzeczonego, wojewodzica Potockiego.
   Kasper nie zważając na to, że wojewodzianka była już po słowie z Potockim, nadal przyjeżdżał z kapelami do Leska i muzykował pod zamkowymi oknami. Czasem udawało mu się, tak przynajmniej mniemał, dostrzec ją w oknie. Te nieustanne wizyty zaczęły niepokoić wojewodę. Umyślił wtedy razem ze swoim dworakiem Osuchowskim intrygę. Wmówił służącej Tekli, iż to do niej kasztelanic z muzyką jeździ. Osuchowski nawet dał jej list, który podobno Kasper podał przez Cyganów z kapeli. Tekla uwierzyła w afekt kasztelanica. Nieraz nocą w otwartym oknie słuchała muzykującej kapeli, aż doszło do tego, że umówiła się z Kasprem na spotkanie. Ten był przekonany, że rozmawia z wojewodzianką... Oboje pełni niepokoju, omijając zamkowe straże, zeszli się w parku nad Sanem. Wśród westchnień rozmowa zeszła na list. I wtedy wydało się, że to Teklusia, a nie wojewodzianka przyszła na spotkanie.
   Kasper zrozumiał, że wojewoda zakpił sobie z niego. Miał dwie możliwości, albo wyzwać Ossolińskiego na pojedynek, lubo też wyjechać z Bieszczadów. Wybrał to drugie rozwiązanie. Wyruszył w świat, zaciągnął się do wojska. Najlepsze lata zeszły mu na tułaczce, wojaczce, burdach i miłostkach. Teresa poślubiła Józefa Potockiego, któremu urodziła dwóch synów Jana i Seweryna. Jan to późniejszy autor "Rękopisu znalezionego w Saragossie" i "Parad". Seweryn został senatorem i założył uniwersytet w Charkowie. Mieli też córkę Marię Annę, która poślubiła Jana Krasickiego z Baranowa Sandomierskiego.
   Około 1870 roku Teresa Potocka, już jako krajczyna koronna, przebywając w Wiedniu dowiedziała się, że za wywołanie burdy w mieście aresztowano polskiego szlachcica, niejakiego Kaspra Brześciańskiego. I wtedy przypomniała sobie młodzieńca, który przed dwudziestoma laty muzykował pod jej oknami w Lesku. Być może wówczas nie był jej obojętnym, skoro teraz używając swoich wpływów wydostała go z austriackiego więzienia.

Powyższy tekst pochodzi z "Księgi legend i opowieści bieszczadzkich" autorstwa Andrzeja Potockiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Bosz (Olszanica).

  Powrót 

  © Xezaar