«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Zamek w Chrzelicach

CYRYL I METODY, TEMPLARIUSZE, HRABIA MAKSYMILIAN


   Jedna z legend chrzelickiego zamku mówi o braciach misjonarzach, świętym Cyrylu (826-869) i świętym Metodym (815-885), którzy w IX wieku na prośbę księcia morawskiego Rościsława udali się na Morawy, aby szerzyć chrześcijaństwo wśród mieszkańców tych ziem. Prawdopodobnie w tym okresie mieli oni udzielać nauk i chrztu miejscowej ludności na terenie starego grodziska w Chrzelicach, na miejscu którego stanął później gotycki zamek. Podobno kazali zbudować na tym zamku (który był jeszcze wtedy drewnianym grodziskiem i inaczej się nazywał), szeroką i murowaną studnię, zwaną baptysterion, czyli chrzcielnicę.

 * * *

Kilka słów o odkryciach w ruinach:
   "Kilka wieków później właśnie w za sprawą templariuszy stanęła potężna wieża obronna, kryjąca w swoich fundamentach, aż do końca XX wieku studnię, która jak się niedawno okazało, rzeczywiście istnieje. Na początku ubiegłego roku udało mi się do niej wejść i dokonać pomiarów, niestety jej wewnętrzna szerokość wynosi "zaledwie" 3 m, chociaż według niektórych autorów miała dochodzić nawet do 6 metrów. Brakuje natomiast informacji na temat jej głębokości, ale w stanie w jakim ją zastałem wynosiła ona niewiele ponad 3 m, gdyż jej dno zalegały zwały gruzu."
         słowa Eryka Murlowskiego (badacza-amatora, pasjonata dziejów Chrzelic)

 * * *

   Inna legenda wspomina
Galeria w wieży >>>
m.in. o tajemniczym lochu czy też tunelu mającym połączenie z zamkiem w Mosznej i na Grodzisku. I rzeczywiście, wypowiedzi starszych mieszkańców Chrzelic potwierdzają te pogłoski. Podobno jeszcze w okresie międzywojennym oraz krótko po zakończeniu działań wojennych II wojny światowej (okres 1945 - 55) niektórzy z nich próbowali zapuszczać się w głąb tunelu chrzelickiego zamku. Były wśród nich także odważne kobiety. Wszyscy oni zgodnie twierdzili, że szli głębokim, wysokim na ponad 3 m tunelem kilkadziesiąt metrów w jego głąb, aż do momentu gdy zaczynały gasnąć świeczki. Później otwór ten został zamurowany. Znajduje się on podobno w zasypanej piwnicy południowo-zachodniego skrzydła zamku, do której nie ma obecnie żadnego dostępu.
Galeria w wieży >>>

   Wielu jednak dementuje te pogłoski z uwagi na fakt, że tunel lub tunele te musiałyby przebiegać pod bagnistymi terenami, pod rzeczkami, rowami, itd. Jednakże pomiędzy zamkiem w Chrzelicach, a miejscem gdzie stało stare grodzisko na terenie Wielkiego Stawu, widoczny jest ślad (najlepiej widać go wczesną wiosną z lotu ptaka) wskazujący na jego istnienie. I co ciekawe ślad ten omija koryto rzeczki. Zresztą, wszyscy zainteresowani tym tematem wiedzą, że w tamtych czasach istniały techniczne możliwości zbudowania nie takiego tunelu, wobec czego nie można wykluczyć jego istnienia. Ponadto w zamku w Mosznej podobno istniało wejście do lochu, o którym mówią pracujący tam kiedyś mieszkańcy Chrzelic, a które także zostało zamurowane. Jednakże w tym przypadku, skłonny jestem przypuszczać, że tunel ten biegł raczej w kierunku starego grodziska, odkrytego na początku XX wieku w ogrodach pałacowych, a stamtąd do następnego grodziska Grumna Wieża, a z niego dopiero do zamku w Chrzelicach. Jeżeli w owych czasach budowa takiego tunelu była uzasadniona z racji funkcji obronnych, to na pewno został on zbudowany, tym bardziej, że w tym przedsięwzięciu mogła być wiele pomocna wiedza templariuszy. Możliwe też jest, że tunel wychodził tylko poza teren zamku, a jego wylot starannie ukryty i zamaskowany pozwalał jego załodze i mieszkańcom wyjść cało z niejednej opresji, np. z oblężenia.

 * * *

   Wspomniani wcześniej rycerze zakonu temlpariuszy także są bohaterami kilku legend w regionie, które m.in. przedstawiają ich jako budowniczych niektórych miast, np. Prudnika, lub zamków np. w Chrzelicach, Prężynie czy też w Mosznej.
   Większość historyków uważa te historie za romantyczne opowieści lub wyssane z palca, ale fakt przebywania rycerzy tego zakonu na ziemiach polskich jest niezaprzeczalny. Pierwsza ich placówka na Śląsku mieściła się w Oleśnicy, którą to miejscowość podarował im w 1227 roku książę Henryk Brodaty (ok. 1165-1238). Placówka ta szybko rozrosła się do rangi komandorii, ale pomimo tego nie stała się ośrodkiem większej ekspansji na tych terenach, a rycerze ci nie odegrali większej roli w walkach religijnych na naszych ziemiach z tej prostej przyczyny, że było ich za mało. Liczba rycerzy tego zakonu nie przekroczyła bowiem ogółem w Polsce 100 osób. Po części możemy zgodzić się z teorią historyków, że templariusze nie budowali wspomnianych powyżej grodów lub zamków, ale czyż nie mogli oni swoimi umiejętnościami technicznymi i wiedzą wspomagać lokalnych książąt i ich przedstawicieli? Na koniec można jeszcze wspomnieć o ich skromnym udziale w bitwie pod Legnicą w 1241 roku. Tak więc brak udokumentowanych pisemnych świadectw nie jest dowodem na to, że nie mogli oni przebywać na ziemi prudnickiej. Ponadto weźmy pod uwagę jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, a mianowicie to, że każdy ówczesny władca, czy też książę bardzo dbał o bezpieczeństwo swoje jak i swoich poddanych. Wobec powyższego, gdy chciał on budować w różnych formach tajne zabezpieczenia czy też przejścia to czy informował o swych zamiarach wszystkich, czy też próbował utrzymać to w tajemnicy?

 * * *

   Hrabia Maksymilian często przebywał w Nysie gdzie spotykał się z królem pruskim Fryderykiem II w trakcie przeprowadzania manewrów wojskowych. Król Fryderyk nie lubił hrabiego, jako że ten był Austriakiem oraz dlatego, że wydawał mu się niebezpiecznym fakt posiadania przez człowieka sympatyzującego tylko z domem Habsburgów, tak wielkich dóbr w zdobytej prowincji. Któregoś razu we Wrocławiu przy okazji jakiegoś spotkania, została rzucona niby mimochodem propozycja kupna tych dóbr. Hrabia Karol odpowiedział z uśmiechem, że chętnie przystałby na sprzedaż, ale pod warunkiem otrzymania takiej sumy, jakiej zażąda. Nie wierzy jednak, aby ktoś taki się znalazł. Po dalszych wypytywaniach, nie mając już wyjścia z sytuacji podał dziwną sumę 333 333 i 1/3 dukata, wiedząc dobrze, że moneta o nominale 1/3 dukata nie istnieje i sprzedaż, o której w żadnym przypadku poważnie nie myślał, nie dojdzie do skutku. W odpowiedzi na to, król Fryderyk rozpoznając w tej wypowiedzi złośliwość i żartobliwość hrabiego, nakazał wybicie w mennicy monety o wartości 1/3 dukata. Dnia 24 listopada 1783 r Król Fryderyk II Hohenzolern osiągnął swój cel i odkupił prószkowskie dobra za wspomnianą już kwotę, a hrabiego Maksymiliana Ditrichsteina nakazał natychmiast pod eskortą odstawić na granicę.

Powyższe teksty wzięte są z serii artykułów Eryka Murlowskiego, które ukazały się w "Tygodniku Prudnickim" na przełomie 2001/2002 r. a zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą autora.
Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

"Niezwykłości miejsc niezwykłych" tom 8, zeszyt 2, str. 9

  Powrót 

  © Eryk Murlowski, Xezaar