«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Szczerba - zamek w Gniewoszowie

JEŹDZIEC BEZ GŁOWY


Galeria w wieży >>>
   W XIV wieku na górze Szczerba w Sudetach stał potężny zamek, a panem jego był z dziada pradziada możny rycerz Glaubicz. Miał on niezwykle urodziwą córkę, którą chciał wydać za mąż za syna które­goś z sąsiadów, aby połączone włości tym większą przedstawiały war­tość.
   Najmożniejszym z jego sąsiadów był rycerz Tyczko Panwicz i jego właśnie syna najchętniej wziąłby za zięcia Glaubicz licząc, że w ten sposób powstanie jedna z największych fortun rycerskich w okolicy Gniewoszowa.
   Wszystkie te obliczenia dokonywane były jednak bez udziału dziew­czyny, która już dawno oddała swe serce młodemu i pięknemu, choć ubogiemu giermkowi swego ojca. Na nic się nie zdały namowy. Dziewczyna postanowiła dochować wierności wybranemu przez sie­bie. Ponieważ zaś ojciec zaczął ją zmuszać do poślubienia Panwicza, młodzi postanowili uciec.
   Ucieczka była dobrze przygotowana. Zaopatrzono się we wszystko, co potrzebne było do drogi, aby konno przekroczyć Góry Orlickie i znaleźć schronienie w zamku przyjaciół, w rokitnickich włościach. Ale nie wiadomo, jakim sposobem, stary rycerz Glaubicz dowiedział się o wszystkim i urządził na uciekających zasadzkę przy wielkim gła­zie pod Poniatowem (w głazie tym później wykuto umękę i umiesz­czono kapliczkę).
   
Galeria w wieży >>>
Po niedługim oczekiwaniu oczom starego rycerza i jego ludzi uka­zały się sylwetki dwojga konnych. Kochankowie zobaczywszy wyła­niające się zza głazu postacie, rzucili się do ucieczki. Ale niedaleko uszli pogoni. Dziewczyna przebita oszczepem zginęła z ręki własnego ojca, który nie oglądając się nawet, pognał za jej towarzyszem do pobliskiego lasku, a dognawszy go tam, u stóp młodego świerka strasznym cięciem miecza odrąbał mu głowę.
   Wiele lat upłynęło od tego czasu, ale niektórzy twierdzą, że co noc o północy w tymże lesie wśród drzew podnosi się dziwna jakaś mgławica, daje się słyszeć przeraźliwy gwizd i pojawia się rycerz na białym koniu, niosąc pod pachą swą odrąbaną głowę. Pędzi on przez las aż do owego świerka, a potem powoli wraca w głąb lasu i znika. Podobno gdy kiedyś ktoś zetnie ów świerk i zrobi zeń kołyskę, to dziecko wychowane w tej kołysce będzie miało moc uwolnienia błądzącego ducha od ciążącego na nim przekleństwa, i odtąd zjawa przestanie się już pokazywać.

* * *

   Zamek na Szczerbie, wspomniany w dokumentach już w XIV wieku był w owym czasie naprawdę własnością rycerzy, których nazwisko dochowało się w formie Glaubitz. Niektórzy Glaubicze herbu Glaubicz (przedstawiającego rybę) nosili też nazwisko Rokossowski. Już w XV wieku w czasie wojen hu-syckich zamek został zniszczony. Podanie jest interesujące ze względów na słowiańskie brzmienie imion bohaterów. Jeżeli chodzi o postać jeźdźca bez głowy, to wiele wskazuje na to, że podobnie jak tzw. "przeklęty łowiec", jest to postać zapożyczona na Śląsku z wierzeń niemieckich, podobnie jak wiele innych magicznych wyobrażeń konnych postaci. Koń w polskich wierzeniach ludowych występuje dość rzadko, choć w starodawnym kulcie słowiańskim znany był też na Pomorzu biały, wyroczny koń Swantewita.

według R. Kühnau - "Schlesische Sagen" - Leipzig-Berlin 1913-1914 - t.1, s. 356 

Powyższy tekst pochodzi z książki "Podania dolnośląskie" autorstwa Krzysztofa Kwaśniewskiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Skryba (Wrocław).

  Powrót 

  © Xezaar