«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Zamek w Świnach

JAK RYCERZ JAN ŚWINKA ŻONĘ SOBIE ZNALAZŁ


Galeria w wieży >>>
   Dwa wielkie rody szlacheckie na Dolnym Śląsku, Świnkowie ze Świn i Czedlice z Bolkowa, nie żyły z sobą w przyjaźni. Ciągłe waśnie i spory graniczne, a nawet i zajazdy często zakłócały sąsiedzkie współ­życie. Toteż gdy pewnego razu jeden z Czedliców nie pytając o ze­zwolenie nakazał swym ludziom, aby przejechali wozami grunty Świn­ków, pan na Świnach, Jan, zawrzał wielkim gniewem.
   - Moje ziemie tratować! - wołał - Właśnie jakby mi w pysk dał. Na koń, kto żyw, i do szabli!
   Zakotłowało się w zamku. Po niedługim czasie na dziedzińcu zebrali się konno i zbrojnie dworscy i służba. W porę jednak przypomniał sobie Jan Świnka o tajemnym, podziemnym przejściu, które jakiś jego przodek przekopał był przed laty między zamkami w Świnach i w Bolkowie.
   - Weź waść konnych - rzekł do jednego ze swych rękodajnych ­i wrzawę uczyniwszy nie mieszkając na Bolków następuj. Ja zasię z garścią wybranych podkopem onym starym do zamku się dostanę i niespodziewanie Czedlica zajdę.
   Z obnażonymi rapierami w dłoni, przy drżącym świetle pochodni ruszył Jan Świnka ze swymi ludźmi podziemnym korytarzem. Przeszli już spory kawałek drogi, gdy wtem dał się słyszeć jakiś jękliwy głos kobiecy. Zatrzymali się, zadrżeli co lękliwsi: czyżby duchy i upiory ja­kieś dawały znać o sobie? Świnka ruszył znów naprzód, jego ludzie za nim. Ale gdy przeszli kawałek drogi, znów do uszu ich doszedł tym razem wyraźny płacz niewieści. Jeszcze parę kroków - i ujrzeli jakby podziemną komnatę w miejscu, gdzie korytarz się rozszerzał. Siedzia­ła tam cudnej piękności młoda dziewczyna, płacząc żałośnie. Świnka zdumiony rozpoznał w niej Adelundę Czedlicównę, córkę pana na Bolkowie. Postąpił ku niej żywo.
   
Galeria w wieży >>>
- Co się waćpannie przygodziło? - rzekł - Zali skrzywdził cię kto?
   - Skądeś waćpan tu trafił? - odparło zapłakane dziewczę. - przecie dla bezpieczności mojej pan ojciec mnie w tym lochu trzymają i słońca bożego oglądać nie dają. Bo trzeba waści wiedzieć, że książę pan sam afektem mnie swoim prześladuje i rodzic mój aż tu mnie ukryć musiał, aby czci mojej dziewczyńskiej przed nim bronić.
   - Broń się szelmo, miast córkę mi bałamucić! - ozwał się nagle groźny głos i pan Czedlic niespodziewanie przybyty rzucił się na Świnkę z kordem w dłoni. Ale na bieglejszego trafił. Po paru złożeniach pan Jan wytrącił oręż przeciwnikowi, a nogą leżący kord przystąpiwszy tak mówić począł:
   - Nie źlij się waść już dłużej! Moi ludzie w tej chwili Bolków już pewnie szturmują, a i w tym korytarzu za mną kilkadziesiąt szabel stoi, więc nie oprzecie się nam. Ale po co się dalej wadzić? Rozeźliłem się na waszmości okrutnie, ale teraz wdzięczne oczy jejmość panny Adelundy w taką mnie niewolę pojmały, że i najazdu poniecham i waszmości proszę, abyś za żonę mi ją dać raczył, przez co waśni nasze na zawsze się zakończą, a jejmościanka od książęcych nagabywań będzie bezpieczna.
   Spojrzał pan Czedlic na zarumienioną córkę, rozważył wszystko rychło i grzecznymi słowy niedawnemu przeciwnikowi zgodę swoją oświadczył.
   Tak to Jan Świnka żonę zamiast pomsty znalazł, a na zamkach w Świnach i w Bolkowie zapanowały wesele i spokój.

według H.Goedsche - "Schlesicher Sagen- Historien-
und Legendenschatz" - Meissen 1840 - s. 280

Powyższy tekst pochodzi z książki "Podania dolnośląskie" autorstwa Krzysztofa Kwaśniewskiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Skryba (Wrocław).

  Powrót 

  © Xezaar