Zamek w Stolcu
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

TUNEL POD JEZIOREM


Co z pałacu zabrali Cyganie? * Fabryka pod kopalnią * Gdzie wjechały ciężarówki? * Droga do wnętrza góry * Rozkaz: zakopać

   Stolec to niewielka wioska w pobliżu Ząbkowic Śląskich. Niegdyś w Stolcu podziwiano barokowy pałac, po którym dzisiaj zostało kilka ścian i wspomnienia. Budynek wzniesiono w pierwszej połowie XVIII wieku, a w XIX i w XX przebudowywano. W czasie drugiej wojny światowej znajdował się tu ośrodek SA Obergruppe "Schlesien", a w 1944 Niemcy zaczęli zwozić do pałacu skarby z Wrocławia. Były to eksponaty z Muzeum Zamkowego i część miejskich zbiorów sztuki. Ustawiano je w wielkich paczkach w każdym możliwym kącie. W ten sposób zabezpieczano przed działaniami wojennymi większość wrocławskich eksponatów. Autochtoni opowiadali poźniej, że pałac był pełen cennych rzeźb, obrazów i książek. Trafili na nie wchodzący na Dolny Śląsk radzieccy żołnierze.
   Rosjanie siedzieli w Stolcu prawie rok. Polska komisja rewindykacyjna nadaremnie starała się o możliwość wejścia do pałacu. Żołnierze systematycznie wywozili dzieła sztuki na Wschód, a w wolnych chwilach zabawiali się niszczeniem stoleckiego zabytku. Kiedy już opuścili pałac, budynkiem zainteresowali się wędrujący po Śląsku Cyganie. Oni prawdopodobnie ogołocili pałac do końca.
   Stolec powoli popadał w ruinę. Wkrótce przestano się nim w ogble interesować, bowiem wioskę obiegła sensacyjna wiadomość; niedaleko pałacu znajduje się podziemna fabryka.
   Kilkaset metrów na zachód od wsi leży pasmo wzgórz znane jako Skałki Stoleckie. To właśnie pod nimi umiejscowiono tajemnicze, poniemieckie obiekty. Informację o nich przekazał jeden z autochtonów. W latach pięćdziesiątych do Stolca przyjechali więc funkcjonariusze UB. Szczególnie interesowali się wzgórzem nazywanym w tamtych okolicach Wapienną Górą. Rzeczywiście, niegdyś funkcjonowała tu niewielka kopalnia srebra, po której w wyrobisku zostało jeziorko. Woda stoi w najniższym punkcie kopalni, jezioro ma około sześciu metrów głębokości. Najciekawsze jest jednak to, że pod wodą znajduje się gruzowisko, które mogło kryć jakieś przejście bądź pomieszczenie. Ślady w ścianach starej kopalni sugerowały, że jeszcze niedawno ktoś pogłębiał dno wyrobiska, że robiono to przy pomocy świdrów pneumatycznych. Tuż nad poziomem wody widać zakotwiony w skale fragment rur do kompresora, co może oznaczać, że używali go Niemcy. Tylko po co?
   O Wapiennej Górze krążyło wiele legend. Miejscowi wspominali przede wszystkim o kolumnie ciężarówek, która pod koniec wojny wjechała w te okolice i nikt już jej nigdy nie zobaczył. Inni twierdzili, że pod górą funkcjonowała fabryka zbrojeniowa. Fakt istnienia pod wodą gruzowiska jakby potwierdzał te opowieści. Fachowcy ocenili, że odstrzał w wyniku którego powstało rumowisko miał w założeniu spowodować zawalenie całej komory kopalni. Coś jednak poszło nie tak i zawaliła się tylko jej część. Co chciano ukryć? Autochtoni opowiadali o pancernej bramie, która pod jeziorem broniła wstępu do podziemnego kompleksu. Trudno powiedzieć jakimi jeszcze informacjami dysponowało UB, skoro w latach pięćdziesiątych podjęto szeroko zakrojoną akcję przeszukania całego terenu. Do jednej ze Stoleckich Skałek biegła droga, która wcinała się w zbocze i nagle, gwałtownie kończyła. Mogło to oznaczać tylko jedno. Droga musiała mieć dalszy ciąg we wnętrzu góry. Do Stolca zwieziono kilkudziesięciu junaków ze Służby Polsce. Każdy dostał łopatę, taczkę i zadanie rozkopania wzgórza. Prace trwały prawie trzy miesiące. W końcu w ziemi zamajaczyło coś czerwonego. Później okazało się, że były to płyty z piaskowca, którymi niegdyś wyłożono wjazd do wnętrza góry. Piaskowiec prowadził do ogromnego tunelu z cegły. Tunel miał cztery metry wysokości i tyle samo szerokości. Prawdopodobnie przeznaczony był dla samochodów. Obok biegł mniejszy, "spacerowy". Na posadzce z czerwonych płyt widniały ślady opon. Tunel prowadził do potężnej, zaspawanej bramy. UB miało to, na co czekano. Wejście do podziemnego obiektu. Teraz należało już tylko sforsowac bramę.
   Brakowało zaledwie kilku minut do otwarcia tajemnicy, kiedy z Ząbkowic nadszedł szyfrogram: zostawić, zasypać, zapomnieć. Nikt nie rozumiał takiej decyzji. Rozkaz był jednak rozkazem. Robotnicy powoli i systematycznie zaczęli iść tym samym szlakiem co kilka dni temu. Powoli odtwarzali dawny kształt góry.
   Do tej pory nie wiadomo dlaczego podjęto taką decyzję. Niektórzy poszukiwacze twierdzą, że ktoś przesłał do UB informację o schowanych w górze gazach bojowych z Brzegu Dolnego. Może czekano na dogodniejszą chwilę? Pancerna brama nadal znajduje się pod ziemią i czeka na odważnych.

Powyższy tekst pochodzi z książki "Tajemnice Zamki Podziemia" autorstwa Joanny Lamparskiej i zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą autorki. Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

  Powrót 

  © Xezaar