Zamek Rajsko
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

ŚLĄSKI KAWAŁEK EGIPTU
(Rajsko i Biedrzychowice)



Etruskie dzieła * Tunel-cmentarzysko * Kto szepce nocą w komnatach? * Duchy przywleczone z Egiptu * Tajemnicze ruiny * Jak w zamku zrobiono schronisko * Gdzie podziały się mumie?

   Trudno uwierzyć, że kiedyś tętniło tu życie.
Galeria w wieży >>>
Jeszcze trudniej, że znajdowała się tutaj największa na Śląsku kolekcja egipskich mumii. Strzelista, samotna wieża z trudem opiera się na ledwie stojących ruinach. To zameczek Rajsko, z którego roztacza się przecudny widok na Jezioro Leśniańskie. Przy dobrej pogodzie, na przeciwnym brzegu zobaczycie również dachy Czochy. Rajsko nie ma jednak z Czochą nic wspólnego. No, może tyle, że wraz ze Świeciem i Gryfem wchodziły w skład tzw. Okręgu Kwisy, zespołu zamków chroniących zachodnią granicę księstwa świdnicko-jaworskiego. Zamki te ciągnęły się wzdłuż Kwisy, która w 1032 roku stała się granicą pomiędzy Śląskiem a Łużycami. Rajsko wniósł w XIII wieku Bolko I. Dwa wieki później, podczas najazdców husyckich, twierdza została zburzona i w takim stanie pozostała aż do XIX wieku. Wtedy zakupił ją baron Aleksander von Minutoli, jeden z najwybitniejszych kolekcjonerów i znawców sztuki na Śląsku. Rodrina magnata pochodziła z Włoch, a jej członkowie od wieków należeli do elit, byli wśród nich kardynałowie, biskupi a nawet wicekrólowie. Sam Minutoli przemierzał kilkakrotnie i to pieszo Włochy oraz Niemcy. Podczas podróży, zafascynowany historią zbierał coraz to nowe dzieła sztuki. Kiedy w 1863 roku kupił okazały pałac w Biedrzychowicach, wraz z nim nabył zameczek Rajsko.
   Minutoli nie zwlekał ani chwili. Rajsko, zwane inaczej Zamczyskiem było w zupełnej ruinie. Baron niemal natychmiast zaczął odbudowywać swoją własność. Trzy lata, od 1875 do 1878 rekonstruowano zabytek, wykorzystując przy tym oryginalne, średniowieczne detale; przede wszystkim rzeźby, żelazne kraty, obramienia okien, drzwi, klamki. U podnóża zamku ustawiono kamienne schodki, które miały umożliwić damom bezpieczne zejście w kierunku wody. Wewnątrz zaś udostępniono zwiedzającym zgromadzone przez barona cuda; szkło weneckie, egipską, etruską, grecką i rzymską ceramikę, antyczne puchary i dzbany, medale, afrykańskie maski, pieczęcie, monety, średniowieczne i renesansowe bibeloty. Jednak chlubą tego mini-muzeum były obrazy. Obrazy, którymi dzisiaj nie pogardziłyby największe muzea świata; płótna Diego Velasqueza, Johanna Breughla de Witte, Hansa Holbeina Młodszego, Paolo Veronese, Lucasa Cranacha i wielu, wielu innych. Turystom nie dane było cieszyć się tymi dziełami długo. Po pierwszej wojnie światowej część kolekcji zaginęła, a jej pozostałości przeniesiono do Biedrzychowic. Wtedy też córka barona Minutoliego, Anna von Pfeil zdecydowała się wydzierżawić Rajsko lubańskiemu towarzystwu przyjaciół schronisk młodzieżowych.
   Wkrótce zgorzelecki architekt Stange wykonał projekt według którego zamek miał uzyskać barokowy charakter. W 1925 roku do nowego schroniska weszła młodzież. W krótkim czasie Rajsko uznano za jedną z najpiękniejszych tego typu placówek w Niemczech, a warto wiedzieć, że funkcjonowało wtedy około dwóch tysięcy takich obiektów. Zameczek nad Kwisą był jednak szczególny. Pięknie położony na urwisku, blisko wody, ze wspaniałą wieżą. Prawie dwadzieścia lat odwiedzali go turyści. Po drugiej wojnie został zniszczony i rozgrabiony. Dzisiaj wrócił do stanu sprzed wieków. Znowu jest romantyczną ruiną.
   Inne natomiast były losy jego barokowego brata, pałacu w Biedrzychowicach. Tutaj także umieszczał swoje zbiory baron Minutoli. Ponieważ wszystkie nie mogły się pomieścić, dobudował jeszcze wieżę widokową. Znajdowała się około trzystu metrów od biedrzychowickiego pałacu i łączyła się z nim podziemnym tunelem. Kiedy wybuchła epidemia cholery, w tym właśnie tunelu umieszczono tymczasowy szpital. Legenda mówi, że po wygaśnięciu zarazy, ktoś - być może był to sam baron - kazał zasypać tunel, grzebiąc w nim zarażonych zmarłych. Jak wynika z kroniki Zespołu Szkół Rolniczych, który znajduje się w zabytku, spod pałacu rozciąga się jeszcze wiele tuneli. Nie tak dawno podczas prac przy trawniku, zapadł się - niemal pod ziemię – jeden z uczniów. Powstała dziura, którą szybko zasypano. Chłopcy, którzy zaglądali do środka, twierdzili, że znajdował się tam jakiś tunel. Wszystko jest możliwe. Pałac w Biedrzychowicach stoi przecież na podwalinach XVI-wiecznego, renesansowego dworu. Mańusz Tomiczek, dyrektor znajdującej się w zabytku szkoły mówi, że jeszcze w dziesięć lat zakończeniu II wojny światowej, tunele były drożne i penetrowali je ciekawscy.

    *
   Wielu ludzi twierdzi, że po pałacu w Biedrzychowicach "coś" chodzi. Niekiedy w nocy widać, jak przez poszczególne sale przepływa tajemnicze światło. Mieszkająca tu niegdyś rodzina opowiadała o dziwnych głosach i nawoływaniach, które dobiegały z zamkniętych pomieszczeń. Może to duchy chorych na cholerę? A może zaklęte w afrykańskich maskach dusze albo duchy egipskich książąt, przywleczone wraz z mumiami? Historia tych mumii jest niezwykle ciekawa. Baron Aleksander von Minutoli miał największą na Śląsku kolekcję tych eksponatów. Jednak po II wojnie światowej zapadła się jakby pod ziemię. Legenda mówi, że ukryto je po prostu w przepastnych podziemiach. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy. Inne fragmenty zbiorów również przepadły. Zaginął ślad po potężnej bibliotece - kilkanaście tysięcy książek - w której znajdowała się karta z Biblii Marcina Lutra. Rzekomo, zbiory biedrzychowickie wywieziono w 1945 do Wrocławia i następnie wymieniono z Niemcami na skradzione w czasie wojny polskie zbiory.
   Pasję barona Aleksandra odziedziczyła po nim jego ukochana córka, Anna Pfeil und Klein-Ellguth. Była ona żoną jednego z pierwszych niemieckich kolonizatorów, hrabiego Pfeila, który podobnie jak jego teść, baron Minutoli, nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu ani chwili.
   
Galeria w wieży >>>
Już jako 10-letni chłopiec Pfeil przejawiał zainteresowanie geografią i etnologią. Kiedy miał 17 lat postanowił przyłączyć się do towarzystwa misyjnego, które właśnie zmierzało ku Afryce Południowej. Nastolatek szybko zaprzyjaźnił się z wieloma mieszkańcami Czarnego Lądu, zauważył też, że niezwykle silne wpływy w tych okolicach mieli Anglicy. Po powrocie do Europy, Pfeil związał się z Niemieckim Towarzystwem Kolonialnym i dziesięć lat później poprowadził do Afryki Wschodniej wyprawę badawczą. Zadaniem jej członków było zapoczątkowanie tworzenia najważniejszej i największej kolonii Deutsch - Ostafrika; Niemiecka Afryka Wschodnia. Kiedy inni wrócili do rodzinnego kraju, aby propagować tam idee kolonializmu, Pfeil podążał w głąb Afryki. Był pierwszym Europejczykiem, który dotarł do górnego brzegu Rufijiflusse, rzeki płynącej przez Tanzanię i był to dopiero początek sukcesów hrabiego. Wkrótce przyczynił się do zagospodarowania kolonii na wyspach Pacyfiku, przemierzył Australię, Jawę, dotarł także do Indii. I nie były to takie podróże jak dzisiaj, kilka godzin samolotem, a potem klimatyzowany hotel. Trzeba było naprawdę charakteru, żeby poznawać w tamtych czasaeh świat. Hrabia miał jednak wiele szczęścia, nie opuściło go także po powrocie do Europy. W Biedrzychowicach poznał córkę barona Minutolego, Annę i wziął z nią ślub. A co zrobili państwo młodzi? Natychmiast udali się w podróż; Bałkany, Egipt Arabia, niemieckie kolonie w Afryce Południowej, Meksyk, Ameryka Północna i w końcu Maroko. Pfeil uważał, że Maroko właśnie jest najwłaściwszym krajem do skolonizowania. Rząd niemiecki nie wykazał jednak zrozumienia dla sugestii hrabiego, a w 1911 roku Konferencja Marokańska przyniosła ostateczną rezygnację Niemiec z Maroka. Pfeil poświęcił się szerzeniu idei kolonializmu, otrzymał też tytuł honoris causa.
   W czasie I wojny światowej zginął syn Pfeila. Miał zaledwie dwadzieścia sześć lat. Jego śmierć była prawdziwym ciosem dla pana Biedrzychowic. Wkrótce schorowany i załamany, zmarł. Jego żona, Anna pozostała na Śląsku do 1945 roku. Uciekła prawdopodobnie tuż przed wejściem wojsk radzieckich. Nie wiadomo, czy udało jej się coś zabrać I pałacu. Wkrótce Biedrzychowice zostały zajęte na ośrodek szkoleniowy dla pracowników Urzędu Bezpieczeństwa, a pobliskie Rajsko, w których niegdyś pokazywano turystom egipskie mumie - jak już wiecie - zostało rozgrabione.
   Rajsko pozostało ruiną do dzisiaj, Biedrzychowice zostały uratowane dzięki Zespołowi Zasadniczych Szkół Rolniczych, który się w nim mieści od 1961 roku. W szkole można zobaczyć jeszcze piękne piece i stare malowidła na sufitach. Jest tu nawet portret Augusta II Mocmego, który bywał niegdyś w Biedrzychowicach na polowaniach, nigdzie bowiem nie było większych jeleni. Jest w pałacu również portret pięknej kobiety, którą niektórzy uważali za hrabinę Cosel. Panna z obrazu to jednak ktoś zupełnie inny, hrabianka Eva Maria von Schweidnitz. Skąd się wzięła tu jej podobizna, nie wiadomo. Biedrzychowice, tak jak każdy pałac na świecie muszą mieć swoje tajemnice i na tym między innymi polega ich urok, prawda?

Powyższy tekst pochodzi z książki "Tajemnice Zamki Podziemia" autorstwa Joanny Lamparskiej i zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą autorki. Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

  Powrót 

  © Xezaar