«« do bram Lochów 
 «« spis "Legend i tajemnic zamków i miast" 

Zamek w Nowej Rudej

DIABELSCY GOŚCIE RYCERZA STOIMIRA


   Panem znakomitym w całej ziemi kłodzkiej był rycerz Zygmunt Jerzy Stoimir. Jego własnością były Nowa Ruda, Drogosław, Ludwikowice i Jugów. Toteż gdy pewnego roku nadchodził już czas dożynek, uroczystość zapowiadała się wspaniale. Przygotowane stoły uginały się pod jadłem i napojami, sproszono licznych gości. Ale tak się nieszczęśliwie w owym roku składało, że prawie nikt z zaproszonych nie mógł przybyć: ten zachorował, ów miał jeszcze pilne prace w polu, tamten wyjechał. Zal się zrobiło uciechy i towarzystwa gościnnemu gospodarzowi i wpadł w złość, że wszystkie przygotowania są daremne.
   - A to niech przyjdą wszyscy diabli z piekieł, skoro ludzie nie chcą! - zaklął, po czym pojechał w pole dojrzeć jeszcze ostatnich prac. Nagle jednak przybiegł doń zadyszany sługa.
   - Panie - zawołał - do dworu zjechała gromada jakichś dziwnych gości! Czarni jacyś, siarką ich czuć, wrzeszczą nieludzkimi głosami, a hulają i dokazują tak, że cała służba uciekła ze dworu!
   Przerażony Stoimir powrócił do wsi i z daleka już zobaczył straszne postacie uwijające się i latające koło dworu. Diabli - bo oni to byli - jedli i pili na umór, wyjąc i kwicząc głosami, od których skóra na ludziach cierpła, a przez okna dworu pokazywały się ich ohydne, wykrzywione gęby, to znów głowy lwów, niedźwiedzi, kotów, wilków. Zaproszeni nieopatrznie "goście" przybyli skwapliwie! Na łące wiejskiej zgromadziła się rodzina rycerza i zalękniona służba. Nagle Stoimir spostrzegł ze zgrozą, że brak między nimi jego najmłodszego dziecka i w tej samej chwili ujrzał je w oknie dworu, trzymane przez jakąś straszną, czarną postać. Z rozpaczą w sercu zwrócił się rycerz z prośbą o radę do doświadczonych starców. Wystąpił spomiędzy nich stary kmieć i rzekł:
   - Ja sam pójdę, panie, by wyratować dziecię z diabelskich szponów. Stary już jestem, ale żyłem uczciwie. Krzywda ludzka ani ludzka krew nie splamiły tych rąk, które zawsze pług jeno, nie miecz dzierżyły i ciężką pracą jeno zarabiałem na życie. Uczciwe jest takie życie, to i diabli nie będą do mnie mieli przystępu.
   I poszedł dzielny starzec. Wszedł do dworu, przeszedł wśród wyjących diabłów, wyrwał dziecko trzymającemu je szatanowi i z nieulęknionym sercem wyszedł wśród wycia i wrzasku, aby oddać dziecko uszczęśliwionemu ojcu.
   A diabli, zanim się ostatecznie wynieśli, hulali jeszcze we dworze przez trzy dni. I wszyscy mieli odtąd nauczkę, aby nigdy zła nie wzy-wać, bo łatwo przyjść może. Według tradycji niemieckiej Zygmunt Jerzy Stoimir mógł się otrząsnąć z wrażenia jakie na nim zrobiło to przerażające zdarzenie dopiero dzięki temu, że wykpiwać go zaczął jako zabobonnego katolika jego krewniak, Henryk Stoimir, protestant.

* * *

   Wymieniona w podaniu rodzina Stoimirów znana była później pod niemieckim nazwiskiem hrabiów von Stillfried. Polskie pochodzenie niemieckiego Stillfried od formy Stoimir uznaje nawiasowo autor niemieckiego zbioru, R. Kühnau. Jest to tzw. replika (kalka), tj. dokładne tłumaczenie formy polskiego imienia na wyraz niemiecki. Rodzina ta, później całkowicie zniemczona, utrzymała przez kilkaset lat swoje posiadłości. Siedzibą jej była Nowa Ruda.

według R. Kühnau - "Schlesische Sagen" - Leipzig-Berlin 1913-1914 - t.2, s. 592 

Powyższy tekst pochodzi z książki "Podania dolnośląskie" autorstwa Krzysztofa Kwaśniewskiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Skryba (Wrocław).

  Powrót 

  © Xezaar