Zamek w Miliczu
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

O JADWIDZE ZARĘBIANCE


   Kasztelania milicka należała w XIII wieku zarówno do książąt W Henryka III i Bolesława II Rogatki, jak i do biskupa wrocławskiego.
   Toteż na zamku w Miliczu rządziło dwóch kasztelanów: z ramienia książąt dzielny rycerz Jan, zwany Korzbokiem, a z ramienia biskupa - rycerz z Sośnic. Z początku stosunki układały się między nimi do­brze, ale po pewnym czasie powstały waśnie i wreszcie Sośnicki znie­cierpliwiony przeniósł się do małego zameczku, który stał nie opodal wielkiego zamku milickiego, nad brzegami Baryczy. Oba zamki połą­czone były nawet podziemnym przejściem dla ułatwienia wspólnej obrony.
   W tym samym mniej więcej czasie do kasztelana Korzboka przyje­chała jego siostrzenica Jadwiga Zarębianka, panna pełna wdzięku i urody. Była sierotą, a umierający rodzice polecili ją opiece wuja. Jeszcze dzieckiem przyrzeczono ją za żonę możnemu panu Domara­towi Urbańskiemu. Ale ponury i okrutny ten rycerz nie zdołał zaskar­bić sobie względów Jadwigi, która dorósłszy odmówiła poślubienia go. Urbański zapałał wtedy wściekłym gniewem i poprzysiągł zemstę, dodając, że Jadwiga nie poślubi nikogo innego. Następnie zaś wyru­szył na daleką wyprawę aż do Palestyny i wszelki słuch o nim zaginął.
   Tymczasem na dwór kasztelana Sośnickiego przybył drogi gość: jego krewniak, młody i piękny rycerz Borzywój Prorzecki, który wra­cał właśnie z wyprawy krzyżowej z Palestyny. Mimo nieprzyjaźni mię­dzy oboma kasztelanami on i Jadwiga zaczęli się spotykać, a wkrótce zapałali ku sobie głębokim uczuciem.
   Niewiele upłynęło czasu, a miłość Jadwigi i Borzywoja przestała być tajemnicą. Powaśnieni kasztelanowie w obliczu szczęścia swoich bliskich poniechali dawnych uraz. Tylko nowy kapelan kasztelana Korzboka ojciec Hilary, sprzeciwiał się ostro temu małżeństwu, a jako spowiednik Jadwigi straszył ją wszelkimi karami doczesnymi i wiecz­nymi, gdyby złamała przyrzeczenie dane przez jej rodziców Urbań­skiemu. Mimo to jednak ślub został postanowiony, a Prorzecki wyru­szył do rodzinnego zamku, aby tam wszystko przygotować na przyję­cie przyszłej żony.
   Po jego wyjeździe zjawił się na zamku w Miliczu jakiś waloński ku­piec. Przywiózł wiadomość, że Urbański zginął gdzieś w odległym kraju, a przed śmiercią nakazał mu zanieść dawnej narzeczonej pole­cenie: pod groźbą strasznej klątwy umierającego ma dochować mu wierności i nie wychodzić za mąż. Ale i słowa kupca nie wpłynęły na zmianę postanowienia Jadwigi.
   Zbliżał się dzień wesela. Prorzecki powrócił już i na zamku Sośnic­kiego oczekiwał niecierpliwie dnia swego szczęścia. Wieczorem w przeddzień wesela zapragnął ujrzeć swą narzeczoną. A że rozszalała się właśnie burza i ulewa, chętnie przystał na propozycję ojca Hilare­go, który podjął się przeprowadzić go wygodnie podziemnym przej­ściem. Zaledwie jednak znaleźli się w podziemiach, z ukrycia wysko­czył ów waloński kupiec, razem z mnichem pochwycili młodego ryce­rza, związali go, zakneblowali i złożyli do przygotowanej trumny. Hi­lary sam poszedł na zamek Korzboka, gdzie wszyscy spali głębokim snem po wypiciu nasennego napoju domieszanego im do wina przez chytrego mnicha. Nie spała tylko ~ladwiga, zmusił ją więc, aby udała się z nim do podziemi. Tam ojciec Hilary zerwał sztuczną brodę i oto przed Jadwigą stał sam Domarat Urbański. Z piekielną radością po­kazał Jadwidze, jak Walon zamurowuje żywcem jej ukochanego, a następnie porwał ją i zaczął uciekać.
   Tymczasem pan z Sośnic, niepokojąc się o krewniaka, wysłał za nim pachołka. Pachołek powrócił wkrótce, przynosząc dziwną wiado­mość, ze bramy górnego zamku śtoją otworem, a wszyscy jego mieszkańcy są pogrążeni w głębokim śnie. Nie namyślając się długo, z mieczem w ręku ruszył kasztelan na czele swoich ludzi podziemnym przejściem. Przybyli na czas, aby schwytać Walona i uwolnić Borzy­woja. Ale gdy biegli w dalszej pogoni za drugim złoczyńcą, doszedł ich żałosny krzyk dziewczyny.
   Kilkadziesiąt kroków dalej leżała Jadwiga ze śmiertelną raną w ser­cu, a nad nią stał Urbański trzymając w ręku krwawy sztylet. Wszyscy rzucili się pomścić morderstwo. Ale Urbański spokojnie ukazał im pergamin, nadający mu godność kościelną i rozgrzeszający go z góry za zabicie Zarębianki, ponieważ złamała uroczyste przyrzeczenie. Rycerzom opadły ręce, bo pergamin nosił pieczęć i podpis papieża Innocentego IV!
   W smutku, ale i w zgodzie dokonali swych dni starzy kasztelanowie. Urbański odszedł i nikt już o nim odtąd nie słyszał. Ukarano walońskiego kupca, którego zamurowano żywcem pod czarnym kamieniem w południowej stronie zamku. Plam krwi Jadwigi nie udało się zmyć, później więc pomalowano całe miejsce na kolor czerwony.
   Borzywoj Prorzecki wstąpił do klasztoru benedyktynów i powrócił potem do zamku w Miliczu jako kapelan. Tam wspominał pamięć ukochanej, a na ścianie wielkiej sali wyrył całą tę smutną opowieść. Tam też życia dokonał.

według H.Goedsche - "Schlesicher Sagen- Historien-
und Legendenschatz" - Meissen 1840 - s. 108

Powyższy tekst pochodzi z książki "Podania dolnośląskie" autorstwa Krzysztofa Kwaśniewskiego. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Skryba (Wrocław).

  Powrót 

  © Xezaar