Zamek w Kraskowie
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

HISTORIA JEDNEJ KALMERKI


Pół tysiąca zegarów * Co wywieźli Rosjanie? * Poszukiwacze skarbów penetrują podziemia * Jak wykurzyć samotną kobietę z zamku? * Indochiny i Austriacy * Basen w stajni

   Zbliżał się front. Niemcy w popłochu pakowali swoje skarby. Piękne zastawy, obrazy i meble wywożono z Wrocławia i ukrywano w dolnośląskich pałacach. Także w Krakowie koło Świdnicy pojawił się transport zabezpieczonych przez konserwatora antyków. Do przypałacowego młyna wniesiono kilkaset paczek. Spod papieru dobiegało cichutkie tykanie.
Galeria w wieży >>>
   Pudła zawierały zegary. Było ich ponad pięćset, filigranowych, zrobionych z najlepszej porcelany i ogromnych, podobnych do szaf. Spokojnie przetrwały wojnę. Równie spokojnie na koniec walk czekał właściciel Kraskowa - baron von Salisch. Od dawna wszyscy wiedzieli, że oszalał po śmierci swego syna, który zginął na froncie wschodnim. Może dlatego Salisch nie chciał, wzorem innych arystokratów, opuścić swego pałacu. Nic już nie było go w stanie wzruszyć. Rosyjscy żołnierze zastali majątek pełen przepychu. Biały, bogato zdobiony pałac, gospodarstwo, młyn, ogromny park. Najbardziej jednak zachwyciły ich dywany. Wielkie jak morza, których horyzont trudno było odnaleźć na końcu sal.
   Wszystkie sprzęty wywieziono na czternastu ciężarówkach, ale kłopot był właśnie z dywanami. Nikt nie mógł ich zwinąć. Były za duże. Dlatego Rosjanie cięli je na metrowej szerokości pasy i ładowali do samochodów. Potem do pałacu przyjechał komisarz i rozdał między ludzi to, czego nie dało się zabrać. Jeszcze później polska komisja przeprowadziła inwentaryzację i resztki mebli pozabierano do okolicznych domów.
   Dzisiaj Krasków jest jednym z najpiękniej odrestaurowanych, śląskich pałaców, ale jeszcze kilka lat temu... Obraz nędzy i rozpaczy.
   Pierwszym właścicielem zbudowanego w 1480 roku Kraskowa był Jan von Seidlitz, starosta księstwa świdnicko-jaworskiego. Przez wieki zamek znajdował się w rękach Zedlitzów, Hochbergów - Henryka III i Henryka IV, następnie ponownie Zedlitzów, którzy w 1746 roku przebudowali posiadłość na styl barokowy. Później wielokrotnie porównywano ją z dwoma innymi obiektami; Biblioteką Dworską i Kancelańą Rzeszy. W 1848 roku Krasków zapisała swojemu siostrzeńcowi - Rudolfowi von Salischowi wdowa po Erneście Wilchelmie Zedlitzu.
   Ostatni właściciel został w zamku do 1945 roku, kiedy weszli tu Rosjanie. Żołnierze zostali w Kraskowie do 1950 roku. Potem w majątku rozlokowały się kolonie i stołówka dla pracowników kamieniołomów, po nich do pałacu wprowadził się PGR. W tym czasie, a były to lata siedemdziesiąte, w komnatach mieszkała samotna kobieta z dziećmi. Nikt nie wiedział jak ją wykurzyć, więc kierownik PGR-u osobiście odłączył jej prąd. Musiała się wyprowadzić, żeby w zimie nie zamarznąć...
   W czasach PGR-u każdy robił z pałacem co chciał, traktory wyrywały kawałki zdobień, w drzazgi szły podłogi i okna. Mało kto pamiętał, że jeszcze w 1932 roku pisano: "Zamek Krasków należy zaliczyć do najbardziej wartościowych pod względem artystycznym i do najbardziej znaczących budowli barokowej architektury świeckiej". W 1993 roku Kraskowa właściwie nie było, jednak... Pewnego dnia resztki pałacu zobaczył przyjaciel mieszkającego w okolicy Mieczysława Brzozowskiego - austriacki antykwariusz Thomas Gamperl. Właśnie krwawo zachodziło słońce, którego światło dodało trochę blasku walącej się ruinie.
Galeria w wieży >>>
   - Kupię go - oświadczył Gamperl Brzozowskiemu i wkrótce urzeczywistnił swój pomysł. Zamek nabyła spółka Gamko, której prezesem jest Austriak. Udziały w pałacu mają też dwaj przyjaciele antykwariusza, a ich prokurentem jest dzisiaj właśnie Mieczysław Brzozowski. Krasków kosztował prawie półtora miliarda starych złotych, a ile trzeba było włożyć w jego remont to lepiej nie pytać.
   - Wszyscy myśleli, że zakup to przykrywka dla poszukiwania skarbu - opowiada Mieczysław Brzozowski - Co tu się działo! Kiedyś przez tydzień poszukiwacze skarbów przekopali tyle ziemi, że zapełniłaby ciężarówkę. Potem okazało się, że wykrywacz metali dawał im sygnał, bo za ścianą znajdował się żelazny piec. Ale się napracowali. My zresztą też, bo trzeba było tu wszystko zaczynać od nowa.
   Jesienią 1996 roku Krasków wyglądał już tak pięknie, że wydaje się to aż nierealne. Taki widok musieli podziwiać przez wieki wieloletni właściciele zamku - stary ród Zedlitzów. Ich herb widać na zamku. Wiąże się z nim pewna ciekawostka... Tradycyjny herb Zedlitzów to trzy rybki, tymczasem w Kraskowie znajdziecie na herbie... klamerkę. Podczas jednej z bitew Zedlitz otrzymał cios szablą. Szczęśliwie jednak ostrze zatrzymało się na klamrze przy ubraniu, co uratowało arystokracie życie. Od tej pory owa zbawcza, choć pęknięta klamerka znalazła się na herbie.
   Herby mieszkających w Kraskowie rodów można tu znaleźć wszędzie, nawet w toaletach i u wezgłowi łóżek. W pałacu, dawnych budynkach folwarcznych i w młynie stworzono luksusowy hotel oraz centrum kulturalne. Nocleg tu kosztuje od stu do czterystu marek. Goście śpią w apartamentach z kominkami, które bardziej przypominają muzeum niż miejsce do odpoczynku. Apartamenty mają po sto metrów kwadratowych. Rzeźbione drzwi do łazienek, podobnie jak parasole sprowadzono z wysp Bali, z Indochin. Żyrandole to antyki z Włoch. Tylko łóżka są nowe, mimo, że stylizowane. Przed zamkiem stoją trzy motory z 1947 roku na których jeździ właściciel albo goście. Do dyspozycji są też konie. Krasków jest też pewnego rodzaju centrum kulturalnym. W stodole - sali koncertowej można słuchać muzyki poważnej, do zamku zjeżdżają znani artyści i twórcy. Do Kraskowa przywieziono z jednego z austriackich uniwersytetów szesnaście ton książek. Tam się już nie mieściły, więc wgrano je do komputera i przekazano tutaj. Wszystkie pochodzą z przełomu wieków i w większości są anglojęzyczne.

Powyższy tekst pochodzi z książki "Tajemnice Zamki Podziemia" autorstwa Joanny Lamparskiej i zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą autorki. Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

  Powrót 

  © Xezaar