Zamek Czocha w Suchej

BYLIŚMY W SKARBCU!!!


"Przegląd Lubański" - nr 3/2002 (117)
autor: JANUSZ SKOWROŃSKI, zdjęcia: MARIAN ŚWIEŻY


   
Galeria w wieży >>>
Tematem żyliśmy od dawna. Już kilka lat temu po raz pierwszy padło pytanie: dlaczego nie możemy odsłonić wejścia do skarbca zamku Czocha? Owego legendarnego pokoju pancernego, odkrytego w kilka miesięcy po zakończeniu wojny, całkiem przypadkiem, przez pozostawioną tu Kristinę von Saurma. Zamkową bibiotekarkę ostatniego właściciela Czochy - Ernesta Gütschowa.
   Skarbiec przez ostatnie półwiecze obrastał legendą. Po raz pierwszy opisał go w 1959 roku młody dziennikarz "Kuriera Polskiego" Krzysztof Kąkolewski, penetrujący zamek Czocha z fotoreporterem Leonardem Dudleyem. Trzyczęściowy reportaż z wyprawy do Czochy ujrzał ponownie światło dzienne na początku lat sześćdziesiątych, gdy Kąkolewski opublikował "Dziennik tematów", dwutomowy zbiór swoich reportaży. Temat skarbca, czy raczej pokoju pancernego, bo taką nazwą posługiwał się warszawski reporter, znalazł się także w innej jego książce - "Pitaval wrocławski". W międzyczasie wojsko, które od kilku lat organizowało w zamku wczasy wypoczynkowe, skarbiec zamurowało. Prawdopodobnie chciało mieć święty spokój. Poniemiecki skarbiec, w dodatku rozpruty przez polską administrację lokalną (zamieszani w to byli: wicestarosta lubański, burmistrz Leśnej i obaj komendanci MO w Leśnej) przystawał nijak do koncepcji obiektu wypoczynkowego. Nie chciano, by stał się problemem, który mógłby wzbudzać niezdrową ogólnopolską sensację w - bądź co bądź - militarnym obiekcie. Tak było przez długie lata.
   
Galeria w wieży >>>
Dodajmy, że samo zwiedzanie zamku przez kogokolwiek z zewnątrz graniczyło z cudem, zaś wymogiem formalnym było uzyskanie pisemnej zgody(!) na zwiedzanie Czochy aż w dowództwie Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu. Jeszcze w latach osiemdziesiątych przestrzegały o tym drukowane przewodniki o Dolnym Śląsku.
   Najstarszą pracownicą zamkowego kompleksu jest pani Janina Han. To ona, gdy pod koniec lat dziewięćdziesiątych zbierałem materiały do książki o zamku, pierwsza wskazała mi miejsce, gdzie było zejście do skarbca. Zeszliśmy w dół, obok kawiarenki, do tak zwanej sali dyskotekowej. W sali obok był podręczny magazyn, zawalony meblami. - Tu, pod tą podłogą - wskazała mi wówczas pani Janina - powinno znajdować się zejście do skarbca. Wiem, bo na początku mojej pracy w zamku schodziłam do niego po schodach. Potem wojsko wszystko zasypało, zalało betonem, położyło parkiet na podłodze.

   
Galeria w wieży >>>
Na długie lata musiała wystarczyć nam ta relacja. Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych zamek zaczął spełniać funkcję hotelowo-turystyczną, pytania o ponowne odsłonięcie skarbca zaczęto stawiać się coraz częściej. Także na spotkaniach powstałego w międzyczasie Stowarzyszenia "Zamek Czocha". Chęci były duże, przerażała jedynie wizja nie tyle rozbiórki części podłogowego parkietu, co wybrania spod niego znacznej ilości gruzu, bo - według relacji pani Hanowej - gruzem zasypano wejście.
   Brakowało także specjalistycznego sprzętu, który jednoznacznie wykryłby zejście do skarbca. Stowarzyszenie i kierownictwo zamku podjęły się wielomiesięcznych rozmów i przygotowań do profesjonalnej penetracji obiektu. Wyzwanie przyjął Marek Dudziak, reprezentujący grupę eksploratorów skupionych przy miesięczniku "Odkrywca". Wcześniej Dudziak zakładał to pismo. Należało ustalić cele penetracji zamku, a przede wszystkim uzyskać stosowne zezwolenia. Ustalono także datę - pierwszy weekend po świętach wielkanocnych, gdy na zamku będzie względny spokój.

   Nim do tego doszło, dwa tygodnie wcześniej przeprowadziliśmy eksperyment z udziałem radiestety. Wyniki były wielce obiecujące. Radiesteta, Andrzej Ropek z Miastka, nie tylko określił nam precyzyjnie, gdzie na zamkowym dziedzińcu znajdowała się właściwa studnia czerpalna, ale także zlokalizował dokładne położenie skarbca, czym zdumiał wszystkich, bo wskazywał miejsce, które...
Galeria w wieży >>>
wcale nie znajdowało się pod ziemią! Nad głazami dolnego dziedzińca, typowanego miejsca, poprosiłem go:
   - Proszę ustawić się, zrobię panu zdjęcie, by było jasno, kto jest rzeczywistym wskazicielem - powiedziałem do radiestety, czując, że wkrótce inni zaczną przypisywać sobie wszelkie zasługi. Wkrótce okazać się miało, że moje przeczucia potwierdziły się. Bo sukcesy mają zawsze wielu ojców, tylko porażka jest samotną matką...

   W poświąteczny piątek do Czochy przyjechało około dwudziestu eksploratorów, miłośników starych obiektów. Marek Dudziak sprawnie powyznaczał zadania poszczególnym grupom: budowlanej, nurkom, radiestetom, bo i oni znaleźli się w ekipie, "sprzętowcom", obsługującym skomplikowane wykrywacze, georadar i magnetometr.
   
Galeria w wieży >>>
Sukces nadszedł już po niespełna godzinie pracy! Najpierw w ruch poszedł wykrywacz typu Whites XL TM 808, który "nastawiony na metal" zaczął przeraźliwie piszczeć w sali, o której wiadomo wcześniej, że to jest z niej zejście do skarbca, a później przestawiony "na pustkę" potwierdził wolną przestrzeń.
   Kilka uderzeń przecinaków (dosłownie kilka!) i czterej "panowie B" - Mirosław Benk i jego syn Marcin, Radek Biczak i Krzysztof Bartnik - ujrzeli, jak spod podłogi wyłoniła się głęboka na metr dziura! Żadnego gruzu. Raptem kilka wiaderek. W kącie sali zejście do skarbca przykrywały metalowe płaskowniki, ułożone obok siebie. Na nich zalano warstwę betonu i ułożono parkietową klepkę, komponującą się z resztą podłogi. Wszystkiego może z piętnaście centymetrów grubości. Było tak, jak w opisie u Kąkolewskiego. Ciasny przedsionek, z drewnianymi drzwiami maskującymi właściwe zejście do skarbca. Nawet drzwi zachowały się, choć drewno przez tyle lat wyraźnie "zmiękło".

   Gdy w niedzielę było po wszystkim i ucichł gwar poszukiwawczy, dzwonię do Mariana Świeżego. On - jak przed laty Leonard Dudley - bierze aparat fotograficzny, dodatkowo trzy lampy halogenowe i w zupełnej ciszy zabieramy się do sesji zdjęciowej w piwnicach Czochy.
   Jeśli można zachwycać się skarbcem, to rzeczywiście jest tu pięknie, choć tajemniczo i troszkę groźnie. Przy doskonałym oświetleniu Mariana, sprawdzamy krok po kroku, metr po metrze, co zdarzyło się tu pięćdziesiąt dwa lata temu.
   
Galeria w wieży >>>
Imponująco przedstawiają się główne drzwi skarbcowe. Pancerne, ciężkie z grubej stali.
   - Dziesiątka, albo i lepiej - analizuje Marian.
   Widać, że musiały być montowane już tu, na miejscu. Pomiędzy obie warstwy metalu zalano do wewnątrz warstwę betonu. Obramowanie drzwi także solidne, stalowe. Obok pozostawiono wewnętrzną płytę pancerną, którą odbito, oderwano. gdy próbowano dostać się do środka, wypalając dziurę, wybijając warstwę betonu i ponownie wypalając drugą dziurę w wewnętrznej części drzwi.
   - Niepotrzebie pruli te drzwi - analizuje dalej Marian - gdyby wiedzieli, że tu obok jest ściana z murowanej cegły, wystarczyło zacząć od tej strony.
   - Ale nie wiedzieli - odpowiadam. - Zresztą, któż mógł przypuszczać, że skarbiec będzie szerszy od drzwi do niego? My to wiemy, bo widzimy wszystko otwarte a rabusie? Co kłębiło się w mózgach tych chciwych ludzi? Czy tylko zwykła żądza posiadania?
   
Galeria w wieży >>>
W kącie porzucony mechanizm ryglowy, także przecięty, bo inaczej drzwi nie puściłyby. Tak grube bolce z rygla, zazębiające się precyzyjnie w licznych otworach stalowej framugi widzę po raz pierwszy.
   W pomieszczeniu skarbcowym jest dużo miejsca, Może tu wejść nawet 6-8 osób jednocześnie i swobodnie się wyprostować, bo wysokość sięga do trzech metrów. Zastanawia tu względna czystość.
   - Jak to możliwe - głośno myślę - po tylu latach?
   Żadnej wilgoci na ścianach, a jeśli już widać jej działanie, to jedynie na stalowych drzwiach, pokrytych warstwą rdzy. Ale chromowany uchwyt i gałka z mechanizmem szyfrujacym zachowały się w idealnym stanie.
   Przy wyjściu ze skarbca trzeba uważać i schylić się w odpowiednim momencie. Jeśli nie, można zawadzić głową. Niestety, przy moim wzroście... Przez kilka dni noszę dowód, że rzeczywiście penetrowałem skarbiec.

   
Galeria w wieży >>>
Pierwsze informacje "idą w świat" w niedzielnych wydaniach "Panoramy". Wieczorem do zamku dzwonią telefony. Turyści proszą o potwierdzenie odkrycia i pytają, kiedy będzie można zobaczyć pancerny skarbiec. Rzeczywiście, dla wielu znających zamek "od podszewki" skarbiec jest nową, nieznaną atrakcją. Bo ile zamków w Polsce może poszczycić się takim pomieszczeniem? I to w dodatku rozprutym! Chyba żaden...

   
Galeria w wieży >>>
Kierownictwo zamku i władze stowarzyszenia nie chcą przegapić nadarzającej się okazji. Przed sezonem jest to znakomity produkt turystyczny. Coraz realniej rysuje się koncepcja zagospodarowania trzech-czterech pomieszczeń piwnicznych z przeznaczeniem na muzeum zamkowe. Z bezpośrednim zejściem to skarbca - byłby to prawdziwy szlagier! Muzeum uatrakcyjni zamek, podniesie jego znaczenie edukacyjne dla dzieci i młodzieży. Tu mogłyby odbywać się lekcje historii, regionalistyki, biologii (byłaby ekspozycja poświęcona dolinie rzeki Kwisy), geografii i geologii (poszukiwanie złota w okolicy, poławianie pereł w Kwisie) a nawet techniki (planuje się ukazanie procesu walki z powodziami i budową zapór na Kwisie). Nie należy zapominać o dokumentowaniu filmowej roli zamku nad Kwisą. Lubomierz dał temu znakomity przykład.

   Działacze stowarzyszenia nawiązują już pierwsze rozmowy, obiecująco wygląda deklaracja współpracy z Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze. Miłośnicy Czochy liczą także na zrozumienie i pomoc Związku Gmin "Kwisa", skupiających samorządy leżące - tak, jak i zamek - nad tą samą rzeką. Trzeba próbować otwierać kolejne drzwi - mówią - bo te najcięższe, pancerne, mamy już otwarte.

Powyższy tekst pochodzi z Przeglądu Lubańskiego i jest autorstwa Janusza Skowrońskiego (ze zdjęciami Mariana Świeżego). Zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą autora i dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie (tekstu lub zdjęć) zabronione.

  Powrót 

  © Xezaar