Chojnik - zamek w Sobieszowie
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

PIĘKNA ELŻBIETA I JEJ PAŹ


   Kończyło się już XIV stulecie, gdy rządy w księstwie brzeskim objął dwudziestopięcioletni Ludwik II, przedstawiciel kolejnego pokolenia Piastów śląskich.
   Ówczesnym zwyczajem młody książę przedsięwziął pielgrzymkę do dalekiej Palestyny.
Galeria w wieży >>>
Tam został jednak pojmany przez Saracenów i zatrzymany w niewoli. Dopiero za pokaźną sumę pieniędzy, zebranych przez stany podległych mu ziem oraz przyrodniego brata Henryka IX lubińskiego, odzyskał wolność i powrócił do Europy.
   Latem 1409 roku Ludwik udał się na Węgry. 14 sierpnia odbył się w Budzie jego ślub z Jadwigą Zapolya, hrabianką na Trenczynie. Niestety, już w pięć lat później, w 1414 roku, Jadwiga umarła. Księżna dzieci nie miala.
   W 1417 roku Ludwik II definitywnie przejąl od swego stryja, biskupa wroclawskiego, także księstwo legnickie.
   Pobyt owdowiałego księcia na dworze przychylnego mu króla Zygmunta Luksemburczyka, późniejszego cesarza, jednego z potężniejszych władców środkowoeuropejskich pierwszej połowy XV stulecia, zaowocował nowym związkiem małżeńskim. Luksemburczyk wyswatał bowiem Ludwikowi najpiękniejszą pannę -jak głosiła ówczesna opinia - całej cywilizowanej części naszego kontynentu: urodziwą Elżbietę.
   Tak też uważał i sam leciwy już książę, który mimo, że w młodości wiele przeżył i widział, poznał znaczną część Bliskiego Wschodu, odwiedził bodaj wszystkie ważniejsze kraje Europy, nigdzie nie spotkał - jak otwarcie wyznał Zygmuntowi - równie cudownej dziewicy.
   Elżbieta była córką pierwszego elektora brandenburskiego z rodu Hohenzollernów, Fryderyka I. Zaręczyny odbyły się 9 kwietnia 1418 roku, w czasie trwania głośnego soboru w Konstancji (1414-1418). Narzeczona rozpoczęła wtedy zaledwie 16 rok życia, podczas gdy książę miał już 44 lata, urodził się wszak w 1374 roku. Ślub jednak miał miejsce dopiero 13 stycznia 1420 roku.
   Księżna Elżbieta powiła trzy córki - Elżbietę, Magdalenę i Jadwigę, oraz jednego syna - Ludwika. Niestety, syn zmarł wkrótce po urodzeniu. Nie doczekał się więc Ludwik męskiego potomka. W wieku dziewięciu lat umarła też córka Elżbieta. Magdalenę wydano za mąż w 1443 roku za księcia opolskiego, Mikolaja I. Księżna ta zakończyła życie w 1488 roku. Natomiast Jadwiga zostala żoną księcia Jana lubińskiego w 1445 roku, zmarła zaś w roku 1471.
   Młoda księżna Elżbieta cieszyła się powszechnym uwielbieniem. Składali hold jej urodzie wszyscy możni tego świata.
Galeria w wieży >>>
W skrytości serca adorowali grafowie i ogół rycerstwa. Podziwiali dworacy i służba. Kochał mąż.
   Księżna, zgodnie z ówczesną modą, miała pazia. Był nim Franz von Chilo, kruczowłosy, przystojny młodzieniec, o dość delikatnej budowie. Zawsze schludnie odziany i subtelny w zachowaniu, staranny i miły w mowie. Jednak, jak na mężczyznę i dworskiego sługę, urodziwy paź był przesadnie nieśmiały. W obecności zaś swej pani często spuszczał oczy i nie pytany rzadko kiedy się odzywał.
   Wiedziona kobiecą ciekawością Elżbieta niejeden raz pytała go o przyczynę ciągłego zatroskania, prosiła, aby wyznał jej w największym sekrecie tajemnicę swego cierpienia. Ale mimo należytego posłuchu i ogromnego szacunku dla księżnej młodzian nie chciał w żaden sposób wyjawić powodu zasmucenia. Nie pozwalał mu na to osobisty honor i właściwe pojmowanie niełatwego obowiązku sługi.
   Aliści pewnego razu młode serce nie wytrzymało. Paź, stojąc wieczorem pod oknem jednego z pomieszczeń swej pani, wyjawił na głos bezgraniczne uwielbienie i gorącą miłość do mieszkanki tej komnaty.
   Siedząca samotnie w głębi pomieszczenia młoda księżna słuchała gorących, milosnych wyznań sługi ze zrozumieniem. Kiedy zaś skończył mówić, przez jej cudne oblicze przemknął ledwie dostrzegalny, radosny uśmiech. Podniosła się, bezszelestnie podeszła w pobliże otwartego okna i możliwie najciszej wyszeptała:
   - Nie traćcie nadziei, wasze marzenia powinny się spełnić. Pod oszalałym ze szczęścia (a może częściowo i z przerażenia) Franzem ugięły się nogi, ale mimo to zdołał niemal natychmiast gdzieś zniknąć.
   Wkrótce jednak książę Ludwik, wraz z małżonką i prawie całym dworem, wyjechał do Cieplic Śląskich na zasłużony wypoczynek.
Galeria w wieży >>>
Na zamku pozostali tylko nieliczni. Wśród nich znalazł się paź von Chilo. Stało się to - o dziwo! - na wyraźne polecenie księżnej.
   Pozostała też młoda dwórka Agnieszka. Już najbliższego wieczoru panna znalazła okazję, aby oświadczyć Franzowi, że onegdaj słyszała jego wyznanie, z którego bardzo się cieszy, gdyż od dłuższego czasu jest w nim zakochana i tylko dziewicza skromność nie pozwalała jej tego ujawnić.
   Von Chilo z wrażenia najpierw całkiem osłupiał i nie potrafił wydobyć z siebie choćby jednego słowa, a potem po prostu... uciekł. Odtąd jak mógł, unikał spotkań z młodą dwórką. Nie potrafił także w źaden rozsądny sposób pojąć, co się właściwie stało: czy pomylił w ciemności zamkowe okna i głos Agnieszki wziął za głos księżnej, czy też - być może - księżna źle zrozumiała jego miłosne wyznanie. Innej ewentualności biedaczyna w ogóle nie brał pod uwagę.
   Na szczęście nadeszła jakaś ważna informacja od cesarza Zygmunta. Von Chilo musiał więc niezwłocznie zawieźć ją do Cieplic. Ponieważ zaś wiadomość była nader pomyślna, na dworze Ludwika zapanowała radość i książę pozwolił Franzowi pozostać w Cieplicach na dłużej. Wieczorami odbywały się tu wesołe uczty, na których młody paź często towarzyszył swej pani.
   Aż kiedyś księżna zapytała dyskretnie sługę o Agnieszkę i ich wzajemne uczucia. W głowie młodzieńca zapanowała zupełna pustka. Teraz utwierdził się ostatecznie w przekonaniu, że zaszła jakaś straszna pomyłka.
   Młody, urodziwy paź księżnej Elżbiety, Franz von Chilo, stracił więc wszelką chęć do dalszego życia.
   Pewnego razu książęca para udała się na pobliski Chojnik - potężne, usytuowane na trudno dostępnych skałach zamczysko, będące już wtedy jednym z gniazd możnego rodu Schaffgotschów.
Galeria w wieży >>>
Gospodarz urządzał tu dla rycerstwa wielki turniej, a dla młodzieży wiele uciesznych zabaw.
   Jedna z konkurencji polegała na tym, że młodzi rycerze po kolei mieli wdrapywać się po zewnętrznej stronie warowni na jej strome mury. Każdy zaś, kto dotrze aż na zamkowe blanki, powinien głośno wymienić imię swej damy serca, a potem na jej cześć opróżnić ~ puchar wina. Za ten wyczyn, po zejściu na dziedziniec, piękna Elżbieta obdarzy go kosztowną nagrodą.
   Niestety, konkurencja okazała się tak trudna, że nikt z młodzieży nie zdołał osiągnąć szczytu murów. Młodzieńcy w porę jednak rezy­gnowali z wspinaczki i nie doszło do żadnego przykrego wypadku.
   I kiedy zamierzano już zrezygnować z niebezpiecznej zabawy, do muru podszedł von Chilo i zaczął zwinnie - niczym wiewiórka - dra­pać się coraz wyżej i wyżej. Aż w końcu z rozwichrzoną czupryną ukazał się - niby jakaś zjawa - pośród blanków najwyższej partii murów.
   Zgromadzonych na dole ogarnęło niemałe zdumienie. Wieżowy strażnik podsunął mu na długim drągu napełniony winem puchar. Młodzian bez namysłu wychylił go do dna, wyprostował się i głośno zawołał:
   - Ja kocham księżną Elżbietę!
   Po czym, spojrzawszy na wybrankę swego serca, rzucił się w stro­mą, skalną przepaść.

   Omnia vincit amor! Miłość wszystko zwycięża!

   Przerażenie oglądających tę scenę było tak ogromne, że przez dłuższy czas na dziedzińcu zamkowym panowała grobowa cisza choć nie był to jeszcze hołd należny nieszczęśliwemu paziowi.
   W jakim zaś stopniu ten tragiczny wypadek wpłynąl na Elżbietę trudno powiedzieć. Dalsze bowiem życie pięknej niewiasty związane było z wieloma przykrymi wydarzeniami.
   Jej małżonek, Ludwik II, zmarł nagle w czasie kąpieli w łaźni.
Galeria w wieży >>>
Nieszczęście wydarzyło się 30 kwietnia 1436 roku w Legnicy. Był to już szesnasty rok pożycia z Elżbietą. Książę miał wtedy 62 lata. Jak na owe czasy dożył zatem dość sędziwego wieku.
   Natomiast księżna-wdowa była jeszcze niewiastą w pełnym roz­kwicie, skończyła wszak dopiero 33 lata. Jako wdowie dożywocie otrzymała miasta Legnicę i Złotoryję(oczywiście, przyrzeczone już dużo wcześniej).
   W trzy lata później, w 1439 roku, owdowiała księżna wyszła za mąż ponownie, tym razem za młodszego od siebie o dziesięć lat (a być może nawet o piętnaście - jak chcą poniektórzy historiografo­wie) księcia cieszyńsko-bytomskiego, Wacława I, pochodzącego, podobnie jak pierwszy mąż, również z roku Piastów śląskich.
   Pożycie Elżbiety z Wacławem nie bylo jednak szczęśliwe. Po nie­spełna siedmiu latach doszło do rozwodu. Małżeństwo bylo bezdzietne. Piękna Elżbieta nie dożyła też późnej starości. Zmarła w nocy z 30 na 31 października 1449 roku. W chwili śmierci miała zaledwie 46 lat. Pochowano ją w klasztorze kartuzów w Legni­cy, obok jej pierwszego męża, księcia Ludwika II.
   Natura obdarzyła Elżbietę cudowną urodą, ale czy ludzie zgotowa­li jej w pełni szczęśliwe życie, na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć.

Powyższy tekst pochodzi z książki "Legendy zamków śląskich" autorstwa Juliana Janczaka. Prawa do rozpowszechniania, powielania i kopiowania należą do wydawnictwa Erechtejon i Anny Janczak.

  Powrót 

  © Xezaar