Zamek w Bolkowie
- historie niesamowite
- dziwne przypadki
- autentyczne zdarzenia

KARA ŚMIERCI ZA POŚWIĘCENIE ŻYCIA


Galeria w wieży >>>
   "Gdy książęca para seniorów - książę Bernard i księżna Kunegunda - znalazła odpowiednią "partię" dla swego syna w osobie księżniczki austriackiej Agnieszki, okazało się - jak to często bywa w takich sytuacjach - że sam zainteresowany, Bolko, miał już inne sercowe zamiary. Zakochał się on bowiem w pięknej Kunegundzie, jedynej córce rycerza Lottara.
   Rodzice wiedzieli o miłostkach syna i wcale nie zamierzali odstępować od własnych matrymonialnych planów wobec Bolka. Uknuli więc spisek rozwiązujący sprawę.
   Najpierw wysłano z zadaniem rycerza Lottara do jednego z polskich zamków. Tam podstępnie został pochwycony i uwięziony.
   Następnie uprowadzono Kunegundę, której matka zmarła wcześniej, i zamknięto w klasztorze, nakazując przygotowania do przyjęcia ślubów mniszych. Po sprawnie zrealizowanym zadaniu ogłoszono publicznie, że rycerz Lottar i jego córka zmarli tragicznie.
   Jakiż żal ogarnął serce młodego księcia. Załamany po niewysłowionej stracie ukochanej, zgodził się na ślub z nie kochaną Austriaczką. Matka Bolka, powodowana ciągłym strachem o możliwość ujawnienia miejsca pobytu młodej Kunegundy i co gorsza ujawnienia samej intrygi, postanowiła (co nie było specjalnie niezwykłym czynem jak na owe czasy) otruć niedoszłą synową.
   Zleciła staremu zielarzowi Wolfsheimerowi sporządzenie odpowiedniego specyfiku i oczywiście wykonanie zadania. Dodatkowo na dwór dotarła wiadomość o chorobie młodej nowicjuszki, sytuacja więc wydawała się sprzyjać spiskowi. Zielarz jednak wcale nie zamierzał wystawiać swojej starej głowy i do chorej posłał ucznia - Jakuba Thaua - nie mówiąc mu o prawdziwej zawartości buteleczki.
Galeria w wieży >>>

   Rychło okazało się, że sprytniejszy i uczciwszy był ów młodzian. Widząc co za "medykament" jest przeznaczony dla dziewczyny, poszedł nie do chorej a do ksieni klasztoru opowiadając jej o wszystkim co odkrył. Rozsądna zakonnica wymyśliła chytry plan...
   Ogłosiła niebawem, że nowicjuszka zmarła na dziwną i nieznaną chorobę, i po cichu posłała młódkę do matki rezolutnego młodzieńca, nakazując mówić wścibskim, że jest to bratanica. W grobowcu natomiast poleciła ustawić pusty sarkofag.
   Wyrafinowany zielarz Wolfsheimer, przekonany o spełnionym zadaniu, wszem i wobec obwieścił, że winę za śmierć dziewczęcia ponosi nieudolny uczeń i wygnał go z zakładu. Cóż, tak bywa...
   Nie wpłynęło to ujemnie na przyszłą karierę młodzieńca. Jakub Thau w swych rodzinnych stronach szybko zdobył uznanie i dobre imię zdolnego medyka. Nie zapominał oczywiście o młodej Kunegundzie. Na jej prośbę często odwiedzał Świdnicę by tam zasięgnąć wiadomości o księciu Bolku, zyskując w końcu nawet posadę błazna na książęcym dworze!
   W stolicy jednak sprawy wydawały się toczyć już własnym torem. Książę może nawet trochę zapomniał o swej wielkiej miłości, Kuni. Wszak urodził mu się syn, któremu nadano imię Bolesław.
   W parę lat później zmarła księżna matka, inicjatorka okrutnej intrygi. Zgodnie z umową mógł wtedy wyjść na wolność, więziony od wielu lat, rycerz Lottar - ojciec młodej Kunegundy.
Galeria w wieży >>>

   Zaraz po uwolnieniu kroki swe skierował oczywiście do domu, ale nie odnalazł tam ukochanej córki. Poszukiwania na nic się zdały i w końcu Lottar dowiedział się, że jego jedynaczka wstąpiła do klasztoru, a potem zmarła otruta niewłaściwym lekarstwem sporządzonym przez Jakuba Thaua.
   Biedny i zdesperowany ojciec nie przypuszczał nawet przez chwilę, że Kunegunda żyje i że to nie ów młodzian starał się jego córę otruć... Cóż... Niewiele myśląc postanowił odpłacić Jakubowi Thauowi za wlasną krzywdę. Wywiedział się gdzie można go znaleźć i pognał do zamku w Bolkowie, gdzie przebywał książę ze swą świtą, w tym z poszukiwanym błaznem.
   Było to popołudnie dnia 29 lipca 1367 r. Rycerz Lottar dotarł w przebraniu do zamku i na pustym dziedzińcu spostrzegł domniemanego winowajcę bawiącego się z małym dzieckiem. Podbiegł do znienawidzonego młodziana i zakrzyknął:
     - Czyje to dziecko?
   Żartując sobie ze wszystkiego, jak na dobrego trefnisia przystało, Jakub odparł przewrotnie:
     - Moje !
   Cóż jednak za tragedię spowodowały te słowa. Lottar wyciągnął spod płaszcza niewielki toporek i z wielką siłą uderzył w główkę malca, charcząc:
     - Dziecię za dziecię! Twój syn za moją córę!
Galeria w wieży >>>

   Odwrócił się szybko na pięcie i zostawiając osłupiałego błazna, popędził do wyjścia. Przerażony i zrozpaczony Jakub płakał nad malutkim następcą tronu, zawodząc w głos:
     - To ja go zabiłem... To ja...
   Takim zastała go dziewka ze służby i czym prędzej doniosła gdzie trzeba.
   Potem, zasmucony młodzian, wyznał księciu, że bawiąc się z jego synkiem przez przypadek uderzył chłopca kamieniem... Uratował w ten sposób życie Lottarowi, ojcu kochanej skrycie Kunegundy.
   Jego zaś czekał przykry los - ścięcie u wejścia do bramy i brak pochówku, gdyż tacy przestępcy według ówczesnego prawa nie zasługiwali na pogrzeb.
   Nim wykonano wyrok, pozwolono jeszcze skazanemu zobaczyć się z rodzicielką. Jakub wyprosił u matki przekazanie Lottarowi wiadomości, że jego córka żyje i to on - Jakub Thau - uratował jej życie. Tak też się stało... Nie wiemy jaka była reakcja Lottara. Na pewno jednak nie zapobiegł on, bo i nikt nie mógł tego uczynić, śmierci trefnisia ściętego w bramie miasta..."

   [ Mały Bolesław, tragicznie zmarły synek księcia Bolka, spoczął w Mauzoleum Piastów Świdnickich w Krzeszowie, chociaż większość historyków nie wierzy w prawdziwość powyższej opowieści. Cóż, jacy są historycy każdy widzi...]

"Niezwykłości miejsc niezwykłych" tom I, zeszyt 2, str. 6


  Powrót 

  © Xezaar