«« do bram Lochów 
 «« spis "Historia od kuchni i... alkowy" 

 



 Kardynał i sybaryta
   Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki


   Jan Kazimierz był przyrodnim bratem Władysława IV, a jednocześnie najstarszym synem drugiej żony Zygmunta III Konstancji. Usilnym pragnieniem jego matki było oczywiście zapewnienie mu korony królewskiej, ale szanse na to wydawały się nader znikome. Władysław, który objął tron po ojcu, snuł rozległe plany matrymonialne i istniało duże prawdopodobieństwo, iż doczeka się on potomka.
   Przyszłość Jana Kazimierza była więc zupełnie niejasna. Jako szesnastoletni młodzieniec zaciągnął się na służbę do cesarza Ferdynanda II i w randze pułkownika objął komendę nad polskimi zaciągami w wojskach habsburskich. Jego udział w kampanii lotaryńskiej nie przysporzył mu chwały, wystąpił więc z wojska i w imieniu Władysława posłował do Wiednia, aby sfinalizować królewskie małżeństwo z Cecylią Renatą.
   Podczas pobytu na cesarskim dworze otrzymał propozycję objęcia stanowiska admirała floty habsburskiej w Hiszpanii, a jednocześnie wicekróla Portugalii. Ochoczo przystał na tę ofertę i przez Mediolan i Genuę ruszył do swego nowego królestwa. Jechał incognito, w niewielkim orszaku, którego formalnym zwierzchnikiem był jego dawny wychowawca i przyszły biskup warmiński - Jan Konopacki.
   Wyprawa ta nie uszła wszakże uwagi czujnego kardynała Richelieu, pierwszego ministra króla Ludwika XIII. To na jego rozkaz orszak zatrzymano, a Jan Kazimierz, pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Hiszpanii, został aresztowany i osadzony w cytadeli Sisteron. Przez pół roku przebywał tam w bardzo ciężkich warunkach więziennych.
   Akcja dyplomatyczna, którą natychmiast podjęli: republiki Genua i Wenecja, papież Urban VIII, król angielski Karol I i król polski Władysław IV, przyczyniła się do złagodzenia losu więźnia, którego przeniesiono do zamku w Bois de Vincennes w pobliżu Paryża. Znamienne jest natomiast, iż o swego admirała nie upomniał się dwór cesarski.
   Władysław IV wysyłał dwukrotnie poselstwo do Wersalu, ale dopiero druga legacja spowodowała uwolnienie królewicza. Jako "księcia drugiego rzędu" przyjęli go nawet na prywatnej audiencji Ludwik XIII i królowa Anna. Audiencja miała wszakże charakter dość upokarzający, gdyż odbywała się ona w królewskich sypialniach, a królowa, Habsburżanka rodem, nie raczyła zresztą na powitanie gościa podnieść się z łóżka.
   Kiedy Jan Kazimierz dowiedział się, że Władysławowi urodził się następca tronu, pożegnał się ze swoimi sukcesyjnymi planami i postanowił wstąpić do zakonu jezuitów. Uczynił to w Loretto, a kuria rzymska, mimo protestów polskiej dyplomacji, decyzję tę zatwierdziła. W jezuickim nowicjacie nie wytrzymał wszakże długo i już po roku postanowił opuścić zakon. Aby mógł to uczynić z honorem, papież Innocenty X mianował go kardynałem, mimo iż syn Zygmunta III nie posiadał święceń kapłańskich. Po Janie Albrechcie ród Wazów otrzymał w ten sposób swojego drugiego kardynała.
   W kilka lat później sytuacja dynastyczna uległa zdecydowanej zmianie. Najpierw umarł siedmioletni królewicz Zygmunt, a w rok po nim król Władysław IV. Jan Kazimierz stał się najpoważniejszym pretendentem do tronu polskiego. Za rywala miał jedynie swojego brata, biskupa wrocławskiego Karola Ferdynanda. Była to pierwsza elekcja, podczas której biskup konkurował z kardynałem.
   Królem wybrano ostatecznie Jana Kazimierza, który uzyskawszy dyspensę papieską, poślubił wdowę po swoim bracie Marię Ludwikę Gonzagę. Urodziła mu ona nawet córkę i syna, ale dzieci te umarły w niemowlęctwie. Stało się jasne, iż sukcesora tronu nie będzie i należało myśleć o zabezpieczeniu po sobie następstwa.
   Inicjatywę wzięła w swoje ręce królowa, która postanowiła adoptować własną siostrzenicę Annę Marię i wydać ją za mąż za syna Kondeusza, księcia d'Enghien, aby w ten sposób osadzić go na polskim tronie. Miała to być elekcja vivente rege, dokonana jeszcze za życia króla. Plany Marii Ludwiki poparło stronnictwo francuskie, natomiast sprzeciwili się im zwolennicy Habsburgów. Doprowadziło to w konsekwencji do wojny domowej, która przekreśliła ostatecznie plany elekcyjne.
   Panowanie Jana Kazimierza, przebiegające pod inicjałami ICR (Ioanes Casimirus Rex), odczytywano jako Initium Calamitatis Regni - co miało oznaczać początek nieszczęść królestwa. Szarpały nim bowiem, oprócz wojny domowej, najazdy kozackie, rosyjskie, szwedzkie, tureckie. Byłoby oczywiście grubą przesadą twierdzić, iż Potop szwedzki nastąpił za sprawą królewskiego romansu, chociaż tego rodzaju teza nie rozmija się całkowicie z prawdą.
   Na dworze królewskim już za Władysława IV do coraz większych zaszczytów dochodzić począł Hieronim Radziejowski, syn Stanisława, wojewody łęczyckiego. Najpierw był krajczym Cecylii Renaty, później starostą sochaczewskim, łomżyńskim, kamionackim, soleckim, wareckim, kozienickim, bielskim, czerskim. Ośmiokrotny starosta został wreszcie podczaszym królowej, marszałkiem zerwanego sejmu, a na koniec podkanclerzym koronnym. Była to zatem kariera polityczna nie mająca sobie równej w Rzeczypospolitej. Radziejowski należał jednak do intrygantów i warchołów i sądzono go nawet za gwałt popełniony na szlachciance. Żenił się trzy razy, za każdym razem równie bogato. Jego trzecią żoną była Elżbieta ze Słuszków, wdowa po Adamie Kazanowskim, marszałku koronnym.
   Ta nie pierwszej już młodości dama spodobała się królowi do tego stopnia, że nawiązał z nią burzliwy romans. Dowiedziawszy się o tym, Radziejowski począł rozpowszechniać paszkwile skierowane przeciwko Janowi Kazimierzowi. Żona zażądała wówczas od niego unieważnienia małżeństwa i zamknęła się w klasztorze klarysek. Radziejowskiego król odsunął ze dworu, ale kiedy ten wdał się w awanturę ze swoim szwagrem Słuszką i w awanturze tej zginęli ludzie, oddał go pod sąd. Wyrok sądu był bardzo surowy. Podkanclerzego skazano na śmierć, wieczną infamię i konfiskatę majątku.
   Radziejowski nie czekał oczywiście na wykonanie wyroku. Uciekł do Wiednia, gdzie na dworze cesarskim przedstawił projekt akcji zbrojnej przeciwko Polsce. Później pojechał do Szwecji i namówił Karola Gustawa do wojny z Polską, obiecując mu pomoc ze strony Chmielnickiego i Rakoczego. Kiedy Karol Gustaw najechał Polskę, Radziejowski towarzyszył Szwedom i przyczynił się do kapitulacji pod Ujściem.
   Królewski romans z jego żoną nie trwał jednak długo, ponieważ kiedy zamknęła się ona w klasztorze, król swoje zainteresowanie obrócił ku dworce Marii Ludwiki - Annie Schnfeld. Była to miłość pełna namiętności. Dręczony obawą, aby królowa nie oddaliła Anny ze dworu, postanowił wydać ją za mąż za Jana Zamoyskiego, który ze względu na swoje bogactwo stanowił najlepszą partię w Rzeczypospolitej. Maria Ludwika nie zgodziła się jednak na ten związek, ponieważ upatrzyła sobie Zamoyskiego na męża Marii d'Arquien, o której powiadano, iż jest jej nieślubną córką. Król musiał przystać na tę propozycję i wydał Annę za barona de Soye, przyjaciela cesarskiego posła.
   W tym czasie Waza zakochany był już jednak w Katarzynie Denhoffowej, żonie podkomorzego koronnego. Katarzyna, mimo iż cieszyła się na dworze opinią kobiety statecznej i cnotliwej, odwzajemniała królewskie uczucia. Była zresztą na tyle sprytna i inteligentna, iż Maria Ludwika po raz pierwszy zaczęła się obawiać, że może utracić swój dotychczasowy wpływ na męża. Kategorycznie zażądała przeto zakończenia tego romansu, ale Jan Kazimierz pozostał tym razem nieugięty. Denhoffowa z królewskiej kochanki przekształcać się zresztą poczęła w królewską powiernicę i jej wpływ na monarchę był coraz większy.
   Po niespodziewanej śmierci królowej w 1667 roku romans z podkomorzyną stał się już zupełnie jawny. Przez królewską sypialnię przewijać się zresztą zaczęło coraz więcej bezimiennych kochanek, aż zarzucać poczęto królowi nadmierną rozwiązłość.
   Nie wiadomo, czy pod wpływem śmierci żony, czy też pod wpływem nieszczęść, jakie nękały kraj, Jan Kazimierz, zupełnie niespodziewanie dla wszystkich, powziął decyzję o swej abdykacji. Pomimo różnych nacisków nie dał się od niej odwieść i w 1668 roku, jako pierwszy polski monarcha, zrzekł się korony. Przez jakiś czas przebywał jeszcze w Polsce, ale potem wyjechał do Francji, która kiedyś więziła go w cytadeli. Papież mianował go opatem komendatariuszem paryskiego opactwa benedyktynów Saint Germain des Prs, ale były monarcha nie zamierzał oddawać się pobożnym kontemplacjom. W Paryżu poślubił dawną praczkę z Grenoble Marię Mignot, wdowę po Franciszku de l'H§pital, marszałku Francji. Pod koniec swego życia chciał jeszcze wrócić do Polski, ale rozchorował się i zmarł w 1672 roku.
   Opinie o panowaniu Jana Kazimierza były bardzo podzielone. Mówiono, że był "ambitny a bez stałego celu, raz pełen fantazji i dumy, to znów zgryziony pesymizmem, religijny a niemoralny, często względem Polaków nietaktowny i wprost wyzywający".
   Nieszczęścia królestwa polskiego nie zakończyły się jednak wraz z jego abdykacją. Burzliwa elekcja, podczas której stanęli w szranki syn księcia Kondeusza i Karol, książę lotaryński, miała zupełnie niespodziewaniy finał. Osiemdziesiąt tysięcy szlachty za namową kanclerza księdza Olszowskiego wybrało "króla Piasta" - Michała Korybuta Wiśniowieckiego.
   Wiśniowieccy z Piastami nie mieli oczywiście nic wspólnego. Wywodzili się z Rusi, a protoplasta rodu Dymitr był atamanem kozackim, który przeszedł na służbę do Iwana Groźnego. Później ogłosił się niezależnym hospodarem Mołdawii, ale umarł powieszony w Stambule za uprawianie rozboju.
   Inny Dymitr dzierżył już jednak później buławę wielką hetmańską i kasztelanię krakowską, a ojciec Michała Jeremi, wojewoda ruski, wsławił się podczas wojny polsko-kozackiej.
   To przede wszystkim ze względu na zasługi ojca zubożały Michał trafił na tron. Pisano, że "król nieborak, stworzenie biedne, zahukane, już w najwyższym stopniu nieporadne, leniwy, ociężały, małostkowy, słabego umysłu, bez woli i charakteru, bez idei i szerszego poglądu na sprawy Rzeczypospolitej, był podobno wymowny, ale i tego daru nie potrafił używać".
   Wiśniowiecki wychowywał się na dworze królewicza Karola Ferdynanda i zdobył tam wykształcenie, chociaż podejrzewano go o ograniczenie umysłowe. Kiedy zasiadł na tronie, miał lat dwadzieścia osiem, ale nigdy przedtem nie interesował się polityką. Nie interesował się nią także i wtedy, kiedy został już monarchą. Odwiedzał kościoły, chadzał na bale, uczestniczył w ucztach, ale nie potrafił wpłynąć na tok obrad sejmowych. Największą przyjemność znajdował w jedzeniu i piciu.
   Matka, Gryzelda z Zamoyskich, zamierzała go ożenić z siostrzenicą Sobieskiego Teofilą Ostrogską, ale kiedy zasiadł na tronie, kandydatek na żonę poczęto szukać wśród księżniczek francuskich i hiszpańskich. Ostateczny wybór padł jednak na Eleonorę Marię Józefę, przyrodnią siostrę cesarza Leopolda I i narzeczoną księcia lotaryńskiego Karola, który podczas elekcji również starał się o polską koronę.
   Wesele odbyło się w Częstochowie i pamiętnikarze zanotowali, że spożyto wówczas 300 bażantów, 5 tysięcy par kuropatw, 6 tysięcy par indyków, 3 tysiące par cieląt, 400 wołów, 4 tysiące baranów, 5 tysięcy jagniąt, 100 jeleni, 5 łosi, 2 tysiące zajęcy, kilkadziesiąt dzików, a także niezliczoną ilość owoców, konfitur, ciast i słodyczy. Zapijano wszystko to hektolitrami wina, piwa i miodu. Była to bodaj największa uczta w dziejach Rzeczypospolitej.
   Młoda królowa była kobietą lojalną wobec swego małżonka i z cierpliwością znosiła objawy poufałości ze strony dworzan. Bywało, iż ciągnięto ją za włosy, aby sprawdzić, czy są naturalne, czy też nosi perukę. Cierpliwością i taktem zdołała sobie zjednać powszechny szacunek, którego nie posiadał nigdy jej królewski małżonek.
   Doszło nawet do tego, iż postanowiono monarchę zdetronizować. Żądał tego między innymi hetman Sobieski, a także prymas Polski Prażmowski. Prymasowi król odpowiedział wszakże, że "wiem, żeś waszmość mnie koronował, ale nie jeden obierał. Jeżeli wszyscy na to pozwolą i zgodzą się, rad do tych rąk, z których ją wziąłem, oddam koronę".
   Opowiadano jednak, że w tym samym czasie Eleonora na polecenie męża symulowała ciążę, aby zasugerować senatorom, że wkrótce narodzić się może następca tronu. Michał Korybut dzieci jednakże nie miał. Mówiono, że był homoseksualistą i że żył ze swoim faworytem, niejakim Konarzewskim.
   Niewydarzony monarcha przez całe swoje panowanie był tylko pionkiem na politycznej szachownicy, przesuwanym z jednej strony przez stronnictwo francuskie, z drugiej zaś austriackie. Popierała go jednak cała rzesza drobnej szlachty, która w jego obronie zawiązała nawet konfederację. Doszłoby zapewne do wojny domowej i rozlewu krwi, gdyby nie niespodziewana śmierć króla. Umarł mając zaledwie trzydzieści trzy lata. Jedni powiadali, że zmarł od przejedzenia się korniszonami, inni zaś - że został otruty. W każdym razie wojna została zażegnana, Eleonora mogła powrócić do Austrii i poślubić Karola, a szlachta gotować się do nowej elekcji.

Powyższy tekst pochodzi z książki "Monarsze sekrety" autorstwa Jerzego Jankowskiego i zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą wydawnictwa Toporzeł. Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

 «« do bram Lochów 

 «« spis 

  krok wstecz 

  © Xezaar