«« do bram Lochów 
 «« spis "Historia od kuchni i... alkowy" 

 



 Przekleństwo Andegawenów
   Ludwik Węgierski i Andegawenowie, templariusze,
   Kapetyngowie


   Król Polski, a także władca Węgier Ludwik na dobrą sprawę nie miał w sobie nic z Węgra. Był właściwie zniemczonym Francuzem, ponieważ dynastia andegaweńska stanowiła proste odgałęzienie królewskiej dynastii Kapetyngów. Jej założyciel Karol był bowiem synem Ludwika VIII i młodszym bratem Ludwika IX Świętego.
   W 1266 roku Karol Andegaweńczyk, na prośbę papieża Klemensa IV, uderzył ze swoją prowansalską armią na rządzone przez Hohenstaufów królestwo Neapolu i Sycylii. W dolinie Grandelli, po krwawej bitwie, pokonał cesarskiego brata Manfreda.
   W dwa lata później, na czele pokaźnej armii, przybył do Italii cesarski syn Konradyn, aby odebrać Francuzom dziedzictwo szwabskiego domu. Pokonany w pobliżu jeziora Fucino, musiał salwować się ucieczką. Błąkał się po okolicy, ale zdradzony przez przypadkowego rybaka, dostał się w ręce Karola. Ten skazał go na śmierć. Konradyna, praprawnuka Ryksy Piastówny, ścięto w Neapolu w 1269 roku.
   Rządy Karola I były nader okrutne. Król mścił się na stronnikach Konradyna, kazał ich torturować, obcinać im kończyny, palić żywcem. Kiedy umarł w końcu na febrę, rządy po nim objął Karol II Kulawy, żonaty z Marią, córką Stefana V z węgierskich Arpadów. W przeciwieństwie do swego ojca Karol II był człowiekiem spokojnym, nie lubił wojen i przelewu krwi. Największe ukontentowanie sprawiała mu królewska łożnica, w której spłodził aż dziewięcioro dzieci.
   Jego pierworodny syn Karol Martel, żonaty z Klemencją Habsburżanką, po śmierci Andrzeja II Arpada został sukcesorem królestwa węgierskiego, a po śmierci ojca miał także objąć królestwo neapolitańskie.
   Młodszy syn Karola II nie rościł żadnych pretensji do sukcesji, gdyż poświęcił się karierze duchownej. Został biskupem Tuluzy, a po śmierci uznano go za świętego. Ambicje związane z objęciem tronu neapolitańskiego przejawiał natomiast trzeci syn, Robert. To on namówił zaufanego franciszkanina, aby podał bratu zatrutą hostię. Po Martelu pozostał jednak jego syn Karol Robert. Na skutek intryg własnego stryja na dworze papieskim pozbawiono go wszakże sukcesji neapolitańskiej, którą papież przekazał właśnie Robertowi.
   W kilka lat później doszło w Paryżu do pamiętnego procesu templariuszy, w wyniku którego wielki mistrz zakonu Jakub de Molay i prowincjał Normandii Galfryd de Charnay spaleni zostali na stosie. Z wyżyn płonącego stosu Jakub wypowiedział słowa sławnego przekleństwa: "Hańba, hańba! Patrzcie jak giną niewinni. Hańba na was wszystkich! Bóg was osądzi. Papieżu Klemensie... Rycerzu Wilhelmie Nogaret... Królu Filipie... Zanim rok minie powołuję was przed sąd Boży po sprawiedliwą karę. Przeklęci! Przeklęci! Wszyscy przeklęci po trzynaste pokolenie waszego rodu".
   I stała się rzecz dziwna. Król Francji Filip IV, papież Klemens V i sędzia Wilhelm Nogaret umarli jeszcze tego samego roku, a pierworodna linia Kapetyngów wymarła już w następnym pokoleniu, chociaż na tronie zasiadali kolejno trzej synowie Filipa: Ludwik X, Filip V i Karol IV. Umierali oni bez męskiego potomstwa w wieku dwudziestu sześciu, dwudziestu ośmiu i trzydziestu jeden lat. Przekleństwo objęło także boczne linie dynastii. Wywodzący się z niej królowie odznaczali się również znaczną krótkowiecznością, padali ofiarą obłędu i przeróżnych chorób, ginęli otruci, uduszeni lub zasztyletowani.
   Przekleństwo templariuszy dotknęło także Andegawenów, którzy nie tylko wywodzili się w prostej linii od Kapetyngów, ale byli z nimi dodatkowo nader mocno skoligaceni. Córka Karola Martela Klemencja poślubiła króla Ludwika X, jej ciotkę Małgorzatę wydano za mąż za Karola de Valois, ojca późniejszego króla Filipa VI, a stryj Klemencji, Filip de Taranto, ożenił się z garbatą i rozpustną Katarzyną, córką tegoż Karola de Valois.
   Karol Robert żenił się trzykrotnie. Pierwszą jego żoną była Maria, córka Kazimierza bytomskiego, ale urodziła mu ona jedynie dwie córki, które umarły nader młodo. Dziecko zrodzone z drugą żoną, Beatrycze luksemburską, przeżyło zaledwie kilka miesięcy, a jego matka zmarła przy porodzie. Trzecia żona, Elżbieta, córka Władysława Łokietka, urodziła mu wprawdzie pięciu synów, ale poza Ludwikiem umarli oni także w młodym wieku. Karol zmarł w niemowlęctwie, Władysław dożył lat pięciu, Andrzej siedemnastu, a Stefan dwudziestu dwóch. Syn Stefana nie przeżył lat czterech.
   Wydawało się, iż najświetniejsza kariera czeka brata króla Ludwika, Andrzeja, który dzięki swemu małżeństwu miał odzyskać sukcesję neapolitańską. Następcą króla Neapolu Roberta został bowiem jego syn zrodzony w małżeństwie z Violantą aragońską - Karol. Robert miał wprawdzie jeszcze syna z damą dworu królowej Gugielmą Cantelmo oraz córkę z Marią d'Aquino, ale dzieci te nie miały żadnych praw do sukcesji. Karol nie przeżył jednak własnego ojca. Pozostała po nim słynna z piękności i rozwiązłości córka Joanna, po śmierci dziada królowa Neapolu. To właśnie Joannę pojął Andrzej za żonę.
   Joanna nie znosiła swojego gburowatego męża. Miała w tym czasie licznych kochanków, między innymi Roberta de Cabani, Bertranda d'Artois, Rajmonda di Catania. Małżeństwo nie było jej wcale na rękę i dlatego kazała swego męża udusić. Po trzech miesiącach powiła syna Karoberta, którego do chrztu trzymał papież Klemens VI. Nikt w Neapolu nie wierzył wprawdzie w ojcostwo Andrzeja - przypisywano je któremuś z licznych kochanków królowej. Dwór neapolitański przypominał bowiem w tym czasie biblijną Sodomę. Nie tylko Joanna, ale także jej ciotki: Katarzyna, Matylda i Agnieszka prześcigały się w rozpuście, trwoniąc skarb państwa na swych zalotników, z których wielu dorobiło się pokaźnej fortuny.
   Ludwik dowiedziawszy się o śmierci brata zapowiedział krwawą zemstę. Pociągnął do Neapolu, gdzie począł rozprawiać się z mordercami Andrzeja. Na pierwszy ogień poszli Rajmond di Catania i Robert de Cabani. Wleczono ich po ulicach miasta, rozrywano ciała obcęgami, aż wreszcie spalono na stosie.
   Joanna na wszelki wypadek opuściła Neapol i udała się do Francji. Wróciła, kiedy nadciągająca epidemia dżumy zmusiła Ludwika do powrotu na Węgry. Wyjeżdżając zabrał ze sobą młodego Karoberta, który umarł jednak po kilku miesiącach.
   Owdowiała królowa Neapolu jeszcze trzy razy wyprawiała sobie wesele. Najpierw poślubiła Ludwika z Tarentu, swego bliskiego kuzyna, później Giacomo d'Aragona, a na koniec Ottona z Brunszwiku. Wszyscy jej mężowie umierali młodo i to na ogół w sposób dość gwałtowny. Życie Joanny dopełniło się za sprawą innego kuzyna, Karola III z Durazzo, który pojmał ją i kazał udusić. Nie jest wykluczone, że działał on w porozumieniu z królem Ludwikiem.
   Król Węgier, który tytułował się także królem Sycylii i Jerozolimy, nie powrócił już więcej do Neapolu. Znacznie bliższe były mu królestwa węgierskie i polskie, które zamierzał zostawić swoim córkom. Kiedy jednak umarł, o sukcesję po nim upomniał się jego kuzyn, wzmiankowany już Karol III z Durazzo. Przybył nawet do Budy, ale na polecenie królowej-wdowy został pochwycony i zamordowany. Tron węgierski objęła Maria, poślubiona Zygmuntowi Luksemburczykowi.
   Najmłodsza córka Ludwika, Jadwiga, wbrew swojej woli poślubiła starego i nieokrzesanego Jagiełłę i została królową Polski. Przez trzynaście lat pożycia z Jagiełłą nie zachodziła jednak w ciążę i wydawało się, iż rządy Jagiellonów będą jedynie krótkim historycznym incydentem. Wielka radość zapanowała zatem w 1399 roku, kiedy okazało się, że królowa jest w ciąży. Urodziła córkę Elżbietę, ale zarówno ona, jak i matka umarły przy porodzie.
   Córka Jagiełły była ostatnim potomkiem Andegawenów węgierskich. Linia neapolitańska przetrwała zaledwie kilkanaście lat dłużej. Kiedy jednak Jadwiga umierała w aureoli świętości, ostatni panujący w Neapolu, Władysław, schodził z tego świata jako znienawidzony tyran, morderca i rozpustnik.
   Przeklęty przez mistrza templariuszy ród Kapetyngów w swojej głównej linii andegaweńskiej wymarł w pokoleniu czwartym. Klątwa trwała jednak aż po pokolenie trzynaste. Objęła ona odgałęzienie Walezjuszy, w którym częściej posługiwano się trucizną i sztyletem niż dyplomacją. Przeklęty był zatem jeszcze król Polski i Francji Henryk Walezy i jego następca Henryk IV z Nawarry, których życiu położył kres sztylet mordercy.

Powyższy tekst pochodzi z książki "Monarsze sekrety" autorstwa Jerzego Jankowskiego i zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą wydawnictwa Toporzeł. Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

 «« do bram Lochów 

 «« spis 

  krok wstecz 

  © Xezaar