«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis władców 

 krok wstecz »» 

  
Zbigniew i jego czasy
   żył w latach ok. 1070 - 1111/1112

SYN NAŁOŻNICY?

rys. L. Kostulski
       Wyd. Dolnośląskie       

   Zbigniew, najstarszy syn księcia Władysława Hermana, w panteonie polskich władców wydaje się postacią epizodyczną. Przyćmił go młodszy brat, Bolesław Krzywousty. Taką drugoplanową rolę w historii Piastów wyznaczył mu już jego współczesny, kronikarz Gall Anonim: "I niechaj nikt roztropny nie weźmie tego za niedorzeczność, jeśli w tej historii występować będzie razem z prawym synem syn nałożnicy. Bo przecież i w historii naczelnej wzmiankowani są dwaj synowie Abrahama, lecz z powodu niezgody zostali przez ojca od siebie rozdzieleni". Odwołanie się do "historii naczelnej", czyli biblijnej,

Znana historia biblijna opowiada o nałożnicy Abrahama, Hagar, i jej synu Izmaelu. Te postacie stanowiły literackie wzorce, do których odwołał się kronikarz Gall Anonim, pisząc o pochodzeniu Zbigniewa.

w oczach Galla Anonima tłumaczyć miało fakt, iż Zbigniewa w ogóle nie skazano na wymazanie z pamięci potomnych (damnatio memoriae). Niełatwo dziś rozstrzygnąć, kim była w rzeczywistości matka Zbigniewa. Czy nazwanie jej nałożnicą nie trąci przesadą? Piastowscy książęta nie stronili od związków pozamałżeńskich, a i samą instytucję małżeństwa w wielu sytuacjach traktowali nader swobodnie. Przypomnijmy, że Mieszko zażywać miał w czasach pogańskich kilku żon, Bolesław Chrobry dwukrotnie oddalił swoje małżonki, a po wyprawie kijowskiej, mając już czwartą żonę, sprowadził sobie, chyba jako nałożnicę, księżniczkę z Rusi. Również król Mieszko II związał się z kochanką, co doprowadziło do rozpadu jego związku z królową Rychezą. Można by więc zapytać, czy i Władysław Herman nie podtrzymał tej specyficznej tradycji piastowskiego rodu w odniesieniu do matki Zbigniewa.
   Nie sposób jednak dowieść, by pierworodny syn Hermana urodził się poza małżeństwem, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że ostatecznie został uznany za prawowitego dziedzica państwa po ojcu. Do niedawna sądzono, że powodem powszechnego uznania Zbigniewa przez kronikarzy za dziecko z nieprawego łoża był fakt, iż małżeństwo Hermana nie zostało zawarte w kościele, ale według rodzimej - pogańskiej jeszcze - tradycji słowiańskiej. To mógł być argument, który przekonywał duchownych kronikarzy o nielegalności związku Hermana z matką Zbigniewa.
   Niemniej tym bardziej trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że proces wdrażania chrześcijańskich obyczajów i obrzędów w życie ludności polskiej był długotrwały Zatem około 1070 r., kiedy Herman najprawdopodobniej związał się ze swoją polską wybranką, małżeństwo zawarte na modłę słowiańską nie było kwestionowane (zresztą i w czasach Galla Anonima nadal pozostawało powszechną normą). Jeśli więc nawet Herman rzeczywiście wszedł w związek małżeński z matką Zbigniewa nie w kościele, to był to i tak związek legalny.
   Słuszniej więc wydaje się wskazać inny powód zakwestionowania pełnoprawności małżeństwa rodziców Zbigniewa: mezalians. Władysław Herman był synem książęcym, wnukiem królewskim i praprawnukiem cesarskim. Tymczasem jego wybranka nie miała nawet książęcego pochodzenia. Tradycja głosi, iż wywodziła się z rycerskiego rodu Prawdziwców. Samo imię pierworodnego syna Hermana nie miało pochodzenia dynastycznego i zapewne nadała mu je matka. Pierwotnie brzmiało "Zbygniew" i należało do najstarszych imion słowiańskich. Znaczyć mogło tyle co "zbyć gniew", "pozbyć się gniewu", a traktowano je jako życzenie skierowane pod adresem dziecka.
   Zbigniew urodził się około 1070 r. (dawniej opowiadano się za rokiem 1073). Jako syn księcia mazowieckiego mógł zapewne liczyć na następstwo po ojcu w tej dzielnicy.

Papież Grzegorz Wielki (zm. 604) był benedyktynem. Należy do najwybitniejszych postaci w dziejach Kościoła jako reformator liturgii i autor dziel teologicznych. Zasłynął też jako wybitny polityk. W średniowieczu widziano w nim wzór pracowitości i wykształcenia. Te jego cnoty zapewne miał naśladować Zbigniew odsunięty od prawa dziedziczenia władzy po ojcu.

Sytuacja Zbigniewa uległa zasadniczej zmianie, kiedy jego ojciec - po wygnaniu Bolesława Szczodrego w 1079 r. - objął tron książęcy w Polsce. Jako jego jedyny syn miał szansę zostać w przyszłości władcą całego kraju. Bez wątpienia konkurentem Zbigniewa był przebywający na wygnaniu na Węgrzech królewicz Mieszko, syn Szczodrego. Ale Herman wciąż nie pozwalał bratankowi wrócić do kraju. Wkrótce jednak Zbigniew poczuł gorycz awansu ojca, który w zmienionej sytuacji zdecydował się oddalić jego matkę i pojął za żonę czeską księżniczkę Judytę (1080?).
   Po kilku latach, w roku 1085 lub następnym, z nowego związku Hermana urodzil się syn Boleslaw. To przesądzi los pierworodnego, pełnoletniego syna Zbigniew w "mieście Krakowie w dojrzałym już wieku oddany został na naukę". Fakt, iż nie przeszedł edukacji w wieku dziecięcym, można wyjaśniać na dwa sposoby.
   Pamiętając, że w rodzie piastowskim kształcenie dzieci, zwłaszcza następców tronu, miało kilkupokoleniową tradycję, należałoby się domyślać, że Zbigniewowi w dzieciństwie nie rokowano szans na szczególną karierę ani polityczną, ani duchowną. Również po objęciu tronu przez oj nadal chyba pozostawałby "w rezerwie", gdy rychło zawarty związek małżeński Hermana z Judytą dawał nadzieję na potomka o wyższym, nie skażonym mezaliansem pochodzeniu.
   Jest jednak możliwe drugie wyjście: Herman zerwał z tradycją edukacji piastowskiej i uznał, że przyszłemu władcy potrzebne są zaprawa rycerska i waleczność, a nie uczoność (przecież i Bolesław Krzywousty nie odsiedział lat dziecięcych w szkolnej ławie, ale już jako paroletni chłopiec zaprawiać się miał do wojny i polowań).
   Zanim więc Zbigniew trafił do szkół, zapewne przygotowywał się do życia świeckiego. Gall Anonim poświadcza nawet, że nosił pas rycerski, a zatem ważnym etapem w jego życiu musiała być ceremonia pasowania go na rycerza. Tym większym i boleśniejszym zaskoczeniem musiało być dlań "zesłanie" do szkoły.
   W chwili narodzin brata stało się jasne, że kariera rycerska, wodzowska, a pewnie i książęca Zbigniewa została złamana. Zamiast zbroi czekał go habit, zamiast hełmu czy książęcego diademu - mnisza tonsura.
   Pierwszym miejscem edukacji Zbigniewa był Kraków, który miał już kilkudziesięcioletnią tradycję szkolnictwa. W wieku dziecięcym przy tamtejszej katedrze, zapewne w szkole katedralnej, uczył się dziadek Zbigniewa, Kazimierz Odnowiciel. Pod koniec XI w. przebywał w Polsce wybitny erudyta, benedyktyn Otton, który w przyszłości miał zostać biskupem Bambergu, a wreszcie apostołem Pomorzan. Przypuszcza się, że zaprosił go Władysław Herman, aby zdecydowanie podnieść poziom nauczania w szkole krakowskiej. Istnieje więc szansa, że Zbigniew pobierał nauki u znakomitego nauczyciela. Niemniej w początkach XII w. szkoła w polskiej stolicy nie mogła jeszcze konkurować z czołowymi ośrodkami zachodnimi, o czym przekonuje księgozbiór biblioteki katedralnej, znany dzięki katalogowi z tamtego czasu.
   Zbigniew niedługo zabawił w Krakowie, "a macocha odesłała go do Saksonii, do klasztoru mniszek, aby tam się kształcił". Macochą tą była poślubiona przez Hermana w 1088 r. Judyta Maria, Niemka, wdowa po królu węgierskim Salomonie, i to jej kontaktom ze środowiskami kleru niemieckiego należy zapewne przypisać wybór miejsca dalszej edukacji pasierba.
   Został on w ten sposób oddalony z kraju, co jeszcze bardziej zmniejszało nie tylko jego szanse następstwa na tronie po ojcu, ale też - jako dorosłemu synowi - odebrało możliwość współuczestniczenia w rządach nad krajem, chociażby na drodze ścisłej współpracy z ojcem. Najczęściej wskazuje się jako miejsce pobytu Zbigniewa Kwedlinburg. Na wychowanie i zdobywanie wykształcenia w żeńskim klasztorze młodzieży męskiej nie pozwalało prawo kanoniczne, zatem przypuszczać należy, iż Zbigniew przyjął niższe święcenia kapłańskie.
   Usunięcie z Polski pierworodnego syna księcia zbiegło się w czasie z zamordowaniem królewicza Mieszka, bratanka Władysława Hermana. Pojawiły się nawet podejrzenia, że cały los dynastii piastowskiej został zagrożony. Kronikarz Gall wielokrotnie podkreśla istnienie porozumienia między nową małżonką Władysława Hermana a jego palatynem (wojewodą) Sieciechem. Mieli oni skutecznie sterować nieudolnym księciem i ograniczać wpływ synów na losy państwa. Wysłanie Zbigniewa do Niemiec mogło być więc ogniwem bezwzględnego planu, którego realizację rozpoczął mord na jego kuzynie.

Handel niewolnikami na Słowiańszczyźnie jeszcze w początkach XII w. nie należał do rzadkości. O ten proceder oskarżano też Sieciecha. Niewolnicy ci trafiali do świata muzułmańskiego za pośrednictwem kupców - często żydowskich (scenkę sprowadzania niewolników przedstawia jedna z kwater na drzwiach gnieźnieńskich ukutych w XII w.).

   Sieciech w kronice Galla Anonima przedstawia się jako zły duch Hermana - "wiele popełniał czynów okrutnych i nie do zniesienia. Jednych mianowicie z błahego powodu zaprzedawał w niewolę, innych z kraju wypędzał, ludzi niskiego stanu wynosił ponad szlachetnie urodzonych. Stąd poszło, że wielu z własnej woli, bez przymusu uchodziło z kraju, gdyż obawiali się, że doznają bez własnej winy tego samego losu. Lecz gdy przedtem ci zbiegowie błąkali się w różnych stronach, teraz za radą księcia Brzetysława zaczęli się gromadzić w Czechach. I tak z czeską chytrością wynajęli jakichś ludzi z klasztoru mniszek. Mając tedy ze sobą Zbigniewa w Czechach zbiegowie posłali do komesa wrocławskiego poselstwo w te słowa:
   «Co do nas, komesie Magnusie, to bawiąc na obczyźnie jakoś znosimy zniewagi ze strony Sieciecha, lecz tobie, Magnusie, któremu tytuł książęcy więcej przynosi chluby niż władzy, żałośnie współczujemy, skoro masz tylko trudy związane z władzą, ale nie władzą samą, bo nie śmiesz wydawać rozkazów przystawom [urzędnikom] Sieciecha. Lecz jeślibyś chciał zrzucić z karku jarzmo niewoli, przyjmij spiesznie pod tarczę swej obrony młodzieńca, którego mamy wśród siebie»". Sprawy te działy się najprawdopodobniej w 1093 r.
   Magnus z wahaniem, po naradzie z możnymi, przyjął Zbigniewa i powracających do kraju przeciwników Sieciecha. Spotkało się to z ostrą reakcją Władysława Hermana, jego małżonki i samego Sieciecha. Wysłali do Wrocławia posła z zapytaniem, "co by to miało znaczyć, że Zbigniewa wraz ze zbiegami przyjęli bez rozkazu ojca: czy chcą być buntownikami, czy też zachować dlań posłuszeństwo?". Magnus i jego otoczenie zapewniali księcia o wierności, lecz podkreślali, "że pragną wszelkimi sposobami przeciwstawić się Sieciechowi i jego złym postępkom".
   Argumentacja ta tylko rozgniewała Władysława. Stanął po stronie swojego palatyna i podjął wyprawę na Wrocław. Nie znalazła ona jednak poparcia wśród poddanych, którzy -jak twierdzi Gall Anonim - nie chcieli podejmować bratobójczej walki. Herman wezwał więc na pomoc króla

Dokument praski z około 1086 r., w którym cesarz Henryk IV wyznacza granice diecezji w Pradze obejmując ziemie Śląska jest przez część uznawany za nie autentyczny. Niemniej nawet jeśli jest on sfałszowany, to ukazuje pretensje Czech do zwierzchności nad tą krainą za czasów Władysława Hermana. Nie przypadkiem więc tak ważna była rola władców czeskich w nadaniu Zbigniewowi i jego przyrodniemu bratu Bolesławowi Wrocławia i Kłodzka jako pierwszych stolic.

Węgier Władysława i księcia czeskiego Brzetysława, którego pomoc musiał okupić zapłaceniem zaległego trybutu ze Śląska. Jednak tak szeroka koalicja okazała się mało skuteczna w działaniu.
   Sam Sieciech niemal padł ofiarą tej wojny, gdyż król węgierski chciał go uwięzić i zabrać do swojego kraju. Zapewne w ten sposób starał się wywrzeć zemstę na palatynie, na którym ciążyło podejrzenie o zamordowanie Mieszka Bolesławowica. Syn Szczodrego przebywał bowiem do momentu powrotu do Polski w 1086 r. na Węgrzech i cieszył się przyjaźnią króla Władysława. Sieciech wywinął się niebezpieczeństwu, uciekając wraz z nieletnim synem Hermana, Bolesławem, do Wielkopolski. W obliczu braku sukcesów militarnych Władysław Herman wbrew własnej woli zawarł pokój ze Zbigniewem i "wtedy to - jednoznacznie dowodzi Gall Anonim - po raz pierwszy uznał go swoim synem". Dla Zbigniewa skończył się bolesny czas odrzucenia przez ojca i droga do następstwa tronu stanęła otworem. Ponadto otrzymał władzę nad własną dzielnicą, której stolicą był Wrocław. Śląsk wówczas nadal trybutarnie podlegał władcy Czech i zapewne jego interwencja pozwoliła Zbigniewowi uzyskać władzę dzielnicową. Źródło czeskie informuje też, że małoletni jeszcze wówczas młodszy syn Władysława, Bolesław, również otrzymał dzielnicę w porozumieniu z księciem Brzetysławem. Była nią ziemia kłodzka, dotąd teren sporny między Polską a Czechami.

W ŁASCE I NIEŁASCE OJCA
   Zwycięstwo Zbigniewa w 1093 r. było dziełem nie tyle jego samego, co tych środowisk możnych i rycerzy, które przeciwstawiły się pozycji Sieciecha na dworze Hermana. Powrót Zbigniewa dawał szansę zmiany układu sil. Już sama jego obecność jako członka dynastii panującej w Polsce sprawiała, że Sieciech nie mógł czuć się bezpieczny. Zbigniew bowiem, uznany za prawowitego syna Hermana, stawał się sztandarową postacią opozycji. Obrona jego interesów pozwalała uzasadniać wystąpienia nawet przeciwko samemu władcy Polski, oskarżanemu o uleganie wpływom podejrzanego sojuszu małżonki Judyty Marii i Sieciecha.
   Trzeba też zwrócić uwagę na ambicje środowisk możnowładczych, które dążyły do zbudowania lokalnych ośrodków władzy Takie tendencje widać było we Wrocławiu, który stal się czasową stolicą Zbigniewa. Komes Magnus i możni śląscy wykreowali go na księcia dzielnicowego. Nie odmawiali wprawdzie posłuszeństwa Władysławowi Hermanowi, ale z wyraźnym zastrzeżeniem, że musi odsunąć od władzy Sieciecha. Zatem obrona interesów syna książecego pozwalała wywierać wpływ na samego księcia, stawiać mu warunki. Zbigniew czul siłę tego zaplecza politycznego. Istnieją przesłanki, że został obwołany księciem Śląska we Wrocławiu przez wiec.
   Gród kujawski, pamiętający jeszcze czasy plemiennej odrębności, okazał się zatem drugim znanym ośrodkiem opozycji, zapewne też pretendującym do rangi stolicy dzielnicowego księstwa. Władysław Herman "wszakże rozgniewany, że [Zbigniew] bezkarnie uszedł oraz że go kruszwiczanie przyjęli, [występując w ten sposób] przeciw niemu samemu, z tym samym wojskiem ruszył w pościg za uciekającym i z wszystkimi siłami podstąpił pod gród. Zbigniew zaś, przyzwawszy [na pomoc] mnóstwo pogan i mając przy sobie siedem hufców kruszwiczan, wyszedł z grodu i stoczył walkę z ojcem". Pomoc pogan - Pomorzan, a może Prusów - w starciu z ojcem przekonuje, że akcja Zbigniewa była dość dobrze przygotowana. Niemniej, jak zapewnia kronikarz Gall, "Bóg wszechmogący księciu Władysławowi tak wielkie okazał miłosierdzie, że wytępił nieprzeliczone mnóstwo przeciwników, a z jego żołnierzy tylko bardzo niewielu śmierć zabrała. Tyle bowiem rozlano tam krwi ludzkiej i taka masa trupów wpadła do sąsiadującego z grodem jeziora [Gopło], że od tego czasu żaden dobry chrześcijanin nie chciał jeść ryby z owej wody".

Jezioro Gopło - niemy świadek bitwy Zbigniewa z ojcem pod Kruszwicą i grób wielu jej uczestników. Widoczna w tle tzw. Mysia Wieża postawiona została w XIV w.


   Zbigniew zaś, "ocaliwszy się wraz z nieliczną garstką ucieczką do grodu, nie był pewien czy życie straci, czy któryś z członków. Atoli ojciec, nie szukając pomsty za młodzieńczą głupotę, by w rozpaczy nie przystał do pogan lub obcych ludów, skąd większe [jeszcze] mogłoby grozić niebezpieczeństwo - udzielił mu żądanej gwarancji nietykalności życia i członków, zabrał go [jednak] ze sobą na Mazowsze i tam go przez pewien czas trzymał w więzieniu w grodzie Sieciecha".
   Jako miejsce uwięzienia zbuntowanego Władysławowica na ogół przyjmuje się Sieciechów nad Wisłą, ale posiadłości potężnego palatyna były bardzo rozlegle i nie sposób dociec, czy pod nazwą "gród Sieciecha" nie kryje się inna miejscowość. Z pewnością upokorzenie pokonanego buntownika było tym większe, że trafił pod straż znienawidzonego doradcy ojca.
   Nie ma zgody wśród uczonych co do daty tych dramatycznych wydarzeń. Większość stoi na stanowisku, że wszystkie rozegrały się już w 1093 r. Jednak niektórzy przypuszczają, że czas rządów Zbigniewa na Śląsku należy przeciągnąć aż do 1096 r. Wówczas do jego wypędzenia przyczyniłby się książę czeski Brzetysław II, który latem tego roku uderzył na Śląsk, plądrując i zajmując okolice Kamieńca Ząbkowickiego.
   Niewola Zbigniewa trwała do 1097 r., kiedy to "przy konsekracji kościoła gnieźnieńskiego za wstawieniem się biskupów i możnych [Władysław Herman] przyzwał go do siebie i za ich prośbami odzyskał łaskę, którą utracił”. Pamiętna uroczystość poświęcenia katedry w Gnieźnie, wzniesionej przez Hermana, odbyła się 1 maja 1097 r.

ROZPRAWA Z SIECIECHEM
   "Po poświęceniu bazyliki gnieźnieńskiej i po odzyskaniu przez Zbigniewa laski ojcowskiej, książę Władysław powierzył obu synom swe wojsko i wysłał ich na wyprawę na Pomorze. Oni zaś odszedłszy i powziąwszy nie znane mi bliżej postanowienie zawrócili z drogi z niczym. Wobec tego ojciec, podejrzewając coś, natychmiast podzielił między nich królestwo, jednakże nie wypuścił ze swych rąk głównych stolic państwa". Zwięzła wiadomość kronikarza Galla dotyczy przełomowych wydarzeń, które wypełniły około dwóch lat działań Władysławowiców.
   Czego mogło dotyczyć porozumienie między braćmi, które odwiodło ich od wykonania polecenia ojca? Domyślamy się, że zawarli sojusz mający na celu zmianę dotychczasowej polityki ojca. Gall Anonim tłumaczy jej kierunek wpływem wojewody Sieciecha. W sytuacji, gdy starzejący się Władysław Herman tracił siły, pozycja doradcy niewątpliwie nabierała większego znaczenia. Podobnie wzrastała też zapewne rola w państwie małżonki Hermana, Judyty Marii. Sojusz pary książęcej z Sieciechem przeciw aspirującemu do udziału we władzy Zbigniewowi był więc sprawą dość naturalną. Pojawiły się nawet podejrzenia, że ich plany sięgały dalej, aż po detronizację Piastów i zastąpienie ich dynastią zapoczątkowaną przez Sieciecha i Judytę Marię. To poważne oskarżenie oparte jest jednak jedynie na poszlakach i trudno mu uwierzyć. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że działali w ścisłym porozumieniu z księciem Władysławem. Przymierze zawarte przez braci zupełnie zmieniło sytuację w państwie piastowskim. Władysław Herman, zapewne w obawie przed kolejnym wystąpieniem przeciw niemu Zbigniewa, teraz wspartego przez Bolesława, zdecydował się podzielić władzą z synami w bardziej dla nich korzystny sposób. Z pewnością popierały ich kręgi możnowładztwa i rycerstwa, co przyspieszyło decyzję księcia zwierzchniego.
   Szczegóły dokonanego podziału kronikarz Gall znamiennie pominął milczeniem. Jako chwalca młodszego z synów Władysława, przypuszczalnie wolał zmilczeć fakt, iż większą dzielnicę otrzymał pierworodny Zbigniew. Historycy domyślają się, że była nią Wielkopolska. Bolesław najprawdopodobniej otrzymał Śląsk, ale bez głównych ośrodków grodowych.
   Władysław Herman nie chciał zapewne pogodzić się z nową sytuacją. Kronikarz jednak niejako zdejmuje z niego zarzut walki z synami i na obrońcę poprzedniego porządku kreuje Sieciecha. To on, zdaniem Galla, młodym książętom "gotował [wiele] zasadzek i przy pomocy wielu intryg starał się odwrócić serce ojcowskie od miłości ku synom [...] Bracia zaś zaprzysięgli sobie nawzajem i ustalili znak pomiędzy sobą, że na wypadek, gdyby Sieciech gotował któremu z nich zasadzkę, to jeden drugiemu bez najmniejszej zwłoki pospieszy na pomoc ze wszystkimi swoimi siłami".
   Do decydującej konfrontacji z Władysławem i jego palatynem doszło w latach 1099-1100 r. Sprowokował ją według Galla Anonima pewien incydent na Śląsku. Po fałszywym alarmie, iż Czesi chcą najechać na tę dzielnicę, Krzywousty wyruszył im zbrojnie naprzeciw. W trakcie wyprawy ludzie z najbliższego otoczenia Bolesława zaczęli podejrzewać, że doszło do zdrady i zagrożone jest życie księcia, gdyż w wyprawie wzięli udział tylko dostojnicy mianowani przez Sieciecha. Natychmiast Bolesław zawrócił do Wrocławia i wezwał na pomoc Zbigniewa. Obydwaj bracia ze swoimi wojskami ruszyli na spotkanie z ojcem.
   Do zjazdu książąt doszło w Żarnowcu. Atmosfera musiała być napięta, skoro "przez dłuższy czas prowadzili rokowania przez posłów, aż wreszcie pod wpływem rad wielmożów, a gróźb młodzieńców, chłopcy zmusili starego [ojca] do oddalenia Sieciecha". Usunięty z urzędu palatyn "uszedł do grodu własnego imienia", "który sam zbudował", czyli Sieciechowa. Wkrótce zarządzono za nim pościg, aby w ogóle wypędzić go z kraju. Niemniej kiedy Herman wraz z synami stanął pod Sieciechowem, zachował się według kronikarza Gall w zaskakujący sposób:
   "[...] w nocy, gdy sądzono, że spoczywa już w swym łożu, bez wieda kogokolwiek ze swoich, z trzema tylko najzaufańszymi powiernikami, potajemnie wymknął się spośród wojska i z drugiej strony rzeki Wisły przepłynął w łódce do Sieciecha. Wobec tego wszyscy wielmoże oburzeni oświadczyli, że opuszczanie synów i tylu dostojników wraz z wojskiem n jest decyzją człowieka rozumnego, lecz szalonego". Natychmiast też zwołano radę, która zadecydowała o nowym podziale państwa. Bolesławowi do Śląska dołączono Małopolskę, "Zbigniew zaś miał pospieszyć na Mazowsze i zająć miasto Płock oraz leżące w tamtej stronie ziemie", jednak "uprzedzony przez ojca nie zdołał wypełnić swego zamiaru".
   Zdaje się, że zachowanie Władysława pod Sieciechowem nie było aż tak zaskakujące, jak chciał przedstawić Gall. Otóż należy przypuszczać, że Władysław nie chciał pogodzić się z nową rolą synów w państwie, a w Sieciechu znalazł ostatnią deskę ratunku. Można przypuszczać nawet, że to właśnie dzięki wojskom skupionym przy wojewodzie udało się Władysławowi utrzymać władzę na Mazowszu. Nie zdołał on jednak uchronić umiłowanego palatyna przed karą. Sieciech został wygnany z Polski, a o jego dalszych losach brak pewnych wiadomości.
   Rola palatyna Sieciecha wydaje się w przekazie Galla Anonima mocno wyolbrzymiona, i to nie przypadkiem. Dzięki wykreowaniu go na złego ducha księcia zwierzchniego, którego wpływ mógł okazać się zgubny dla państwa i dynastii, kronikarz znalazł dostateczny powód propagandowy, by uzasadnić występek, jakim w ówczesnym widzeniu świata był bez wątpienia bunt synów książęcych przeciw ojcu.
   Jeszcze inaczej role w "dramacie Sieciecha" rozdzielił o wiek poźniejszy od Galla mistrz Wincenty Kadłubek. Według niego "krnąbrny" Zbigniew pozostawał ciągle w konflikcie z ojcem, stąd też głównym przeciwnikiem Sieciecha okazał się Bolesław Krzywousty Palatyn starał się więc wzniecić między Hermanem a jego młodszym synem "zarzewie niezgody. Bolesław nie tylko je gasi, lecz także wykorzenia zarodek wszelkiego zła. Wydaliwszy bowiem Sieciecha na wygnanie, pozyskuje zwaśnione części królestwa i prowincje zajęte podczas powstania [wywołanego przez Sieciecha] przywraca ojcu..." W ten sposób zdecydowany poplecznik i urzędnik Hermana przedstawiony został jako sprawca buntu, a jeden z nieposłusznych synów przekształcił się w obrońcę sędziwego księcia.
   Te zaskakujące nadinterpretacje nie powinny nas jednak zrażać do kronikarzy. W ich czasach historię tak pisano, aby była tą przysłowiową nauczycielką życia - a więc gdy dawny, jak mniemano, pozytywny bohater nie przystawał do ideału w rzeczywistości, to przynajmniej starano się, by tak się stało... na karcie pergaminu.

WŁADZTWO ZBIGNIEWA
   W 1102 r. zmarł Władysław Herman. Gall Anonim przypisał mu taki testament polityczny: "Po śmierci mojej atoli Zbigniew niechaj ma Mazowsze wraz z tym, co obecnie posiada, Bolesław zaś [...] niech obejmie główne stolice księstwa we Wrocławiu, w Krakowie i w Sędomirzu. Na koniec zaś, jeśliby obaj nie byli zacni lub jeśliby przypadkiem niezgoda ich rozdzieliła, to ten, który by do obcych przystał ludów i sprowadził je dla zniszczenia królestwa, niechaj pozbawiony władzy straci prawo do ojcowizny; ów zaś niech tron królestwa na wieki prawnie posiędzie, który lepiej będzie troszczył się o sławę i pożytek kraju".

Prawdopodobny podział Polski w 1102 r.


   Przestrogi, co do interwencji "obcych ludów" Gall przypisał Hermanowi sztucznie, zapewne znając już dalsze losy państwa rządzonego przez jego synów i ich wzajemne konflikty. Na szczególną uwagę zasługuje natomiast jego postanowienie w sprawie dziedziczenia władzy nad Polską. Podział państwa na dwie równorzędne części między dwóch władców, bez wyznaczenia księcia zwierzchniego, wydaje się decyzją zaskakującą, nowatorską. (Historycy skłonni byli nawet podejrzewać, że Gall chciał ukryć w ten sposób prawdę o zwierzchności starszego z braci nad młodszym. Jednak o tym, iż państwo polskie podzielono "po połowie", mówi też, niezależnie od Galla Anonima, współczesny wydarzeniom kronikarz Kosmas, Czech).
   Domyślać się można, że nie wyznaczając księcia zwierzchniego (czyli princepsa), Władysław Herman chciał zaspokoić ambicje obydwu braci i nie stwarzać okazji do buntu przeciw princepsowi. Państwo, choć podzielone, w jakimś sensie nadal pozostawało jednością. Piastowie bowiem jako ród "panów naturalnych" nadal byli jego właścicielami, a w założeniu - o czym wspomina Gall -obydwaj bracia mieli też prowadzić zgodną politykę zagraniczną i w żaden sposób nie pozwalać sąsiadom interweniować w sprawy polskie. Tego ideału współpracy bracia nie chcieli jednak realizować.
   Do pierwszego konfliktu między synami Władysława Hermana doszło jeszcze przed pogrzebem ojca. Przedmiotem sporu był podział jego skarbów i dzielnicy Wkrótce też Zbigniew zaczął dążyć do scalenia państwa pod swoją władzą, a przynajmniej podporządkowania sobie brata. Już w 1102 r. sprzymierzył się przeciw niemu z Pomorzanami i podjął słabo znany najazd na dzielnicę Krzywoustego (który tymczasem zyskał sojusznika i teścia w osobie księcia kijowskiego Świętopełka).
   W 1103 r. Zbigniew starał się kupić pomoc czeskiego księcia Borzywoja. Wojska czeskie i morawskie wtargnęły na podległy Krzywoustemu Śląsk, ale ten podjął skuteczną akcję dyplomatyczną: przebił ofertę Zbigniewa większą ilością mieszków srebra i ocalił władzę nad własną dzielnicą. Co więcej, Bolesław przeszedł do ofensywy, którą skierował przeciwko pomorskim sojusznikom brata, a nawet rozpoczął przygotowania do wspólnej z Węgrami wyprawy przeciwko Czechom. Aby ustrzec się od walki na dwa fronty, Krzywousty doprowadził do porozumienia ze Zbigniewem.

Kronikarz Kosmas pochodził z możnego czeskiego rodu. Niemal cale życie związany był z Pragą. Tam odebrał wykształcenie w szkole katedralnej, a po powrocie ze studiów zagranicznych został najpierw kanonikiem, a wreszcie dziekanem kapituły katedralnej św. Wita. Jego Kronika Czechów jest najdawniejszym zabytkiem czeskiego dziejopisarstwa. Zawiera cztery księgi, przy czym ostatnią już niedokończoną. Ojciec czeskiej historiografii zmarł w 1125 r. w wieku 80 lat. Jego dzieło zawiera cenne, chęć czysto niezbyt ściśle wiadomości z dziejów Polski. Niestety, na ogół utrzymane są one w niechętnym wobec Polaków tonie.

   W trakcie rokowań, do których doszło w końcu 1105 lub w już 1106 r., ustalono, że politykę zagraniczną bracia będą odtąd prowadzić w ścisłym porozumieniu. Zbigniewowi udało się odciągnąć brata od planów ataku na Czechy, w zamian zobowiązując się do wsparcia jego poczynań przeciwko Pomorzanom. Jednak gdy w 1106 r. Krzywousty podjął wyprawę na Pomorze, Zbigniew nie wywiązał się z postanowień układu. Nieobecność jego wojsk na pomorskiej wyprawie Bolesława przypuszczalnie zadecydowała o niepowodzeniu przedsięwzięcia. Doprowadziło to do kolejnego konfliktu między braćmi (zimą 1106/1107 r.). Dzięki pomocy ruskiej i węgierskiej Bolesław pokonał Zbigniewa, który uznał się za wasala swojego brata i "zatrzymał Mazowsze jako lennik, nie zaś jako władca udzielny". Zimą 1107/1108 r. Krzywousty podjął kolejną wyprawę pomorską. Zbigniew - według Galla - okazał się wiarołomnym lennikiem i, zapewne zachęcany przez otoczenie, nie stawił się na wyprawę. Tym samym przesądził o swoim losie - został przez brata wypędzony z Polski. "Tak to przez złych doradców - konkluduje kronikarz - skończyło się władztwo Zbigniewa".

DWA POWROTY: NIECHLUBNY i TRAGICZNY
   Wygnaniec Zbigniew miał dokąd uciekać. Przypuszcza się, że pierwszą przystań znalazł u Pomorzan. Na pewno zaś w początkach 1109 r. był już w Czechach, skąd udał się do Niemiec. Tradycja zwierzchności cesarzy rzymskich i zarazem królów Niemiec nad Polską dala Henrykowi V - podówczas jeszcze nie cesarzowi, ale do tego tytułu pretendującemu - argument, by wystąpić w roli rozjemcy braterskiego sporu. Gdy Bolesław jednak odrzucił ultimatum Henryka w sprawie warunków powrotu brata, ruszyła niemiecka wyprawa wojenna na Polskę.
   Zbigniew zachęcał do niej Henryka, "obiecując, że tylko niewielu Polaków będzie mu stawiało opór". Najeźdźcom sprzyjał fakt, iż Bolesław jeszcze nie ściągnął ze swoimi siłami z kolejnej wyprawy pomorskiej. Ale optymizm najeźdźców wkrótce ostudziła postawa obrońców Bytomia nad Odrą. Ujrzeli bowiem "gród Bytom tak uzbrojony i obwarowany, że [cesarz] zagniewany zwrócił się ze słowami oburzenia do Zbigniewa: «Zbigniewie - rzekł cesarz - tak to Polacy ciebie uznają za swego pana? Tak to pragną opuścić twego brata i objęcia rządów przez ciebie?»". Przyszło więc Zbigniewowi przeżyć nie lada upokorzenie tym większe, że w starciu zbrojnym z wojskami niemieckimi znacznie gorzej uzbrojeni bytomianie okazali niebywałe męstwo. Otóż co słynniejsi z niemieckich "rycerzy zboczyli pod gród, pragnąc okazać w Polsce swą cnotę rycerską, a wypróbować siły i odwagę Polaków. A grodzianie, otwarłszy bramy, wyszli naprzeciw z dobytymi mieczami, nie obawiając się ani mnogości różnorodnych wojsk, ani napastliwości Niemców, ani obecności samego cesarza, lecz czołowo stawiając im odważny i mężny opór. Widząc to cesarz niesłychanie się zdumiewał, że tak ludzie bez zbroi ochronnej walczyli gołymi mieczami przeciw tarczownikom, a tarczownicy przeciw pancernym, spiesząc tak ochoczo do walki jakoby na biesiadę. Wtedy jakoby rozgniewany na zakusy swoich rycerzy cesarz posłał tam kuszników i łuczników, aby przynajmniej przed ich groźbą grodzianie ustąpili i cofnęli się do grodu. Ale Polacy na pociski i strzały zewsząd lecące tyle zwracali uwagi co na śnieg lub na krople deszczu. Tam cesarz po raz pierwszy przekonał się o odwadze Polaków, bo nie wszyscy jego rycerze wyszli cało z tej walki".
   Był to początek zmagań, których apogeum stanowiła bohaterska obrona Głogowa przed wojskami Henryka V latem 1109 r. Wreszcie, nękany przez wojska Krzywoustego podczas odwrotu, cesarz "opuścił Polskę, wynosząc mianowicie żałobę zamiast wesela, trupy poległych zamiast trybutu na wieczną rzeczy pamiątkę".
   Zbigniew schronił się w Czechach. Stamtąd wraz z wiernymi mu Polakami i siłami czeskimi urządzał zbrojne napady na Śląsk. Sprowokowały one ostatecznie wyprawę odwetową Krzywoustego na Czechy (1110 r.). W wyniku porozumień pokojowych między czeskim księciem Władysławem I i Bolesławem doszło do swoistej transakcji wiązanej: władca Czech pozwolił na powrót do kraju swemu bratu Sobiesławowi, przebywającemu na wygnaniu w Polsce, a Krzywousty - Zbigniewowi. Obydwaj wygnańcy mieli otrzymać własne dzielnice i uznać zwierzchność braci.
   "Atoli Zbigniew idąc za podszeptem ludzi głupich, niepomny przyrzeczonego poddaństwa i pokory, przybył do Bolesława nie w pokornej, lecz wyzywającej postawie, nie jak przystało na człowieka skruszonego długotrwałym wygnaniem, znużonego tylu trudami i niepowodzeniami, lecz owszem, jak pan [udzielny], każąc miecz nieść przed sobą, z poprzedzającą go orkiestrą muzykantów grających na bębnach i cytrach, okazując w ten sposób, że nie będzie służył, lecz panował, dając do poznania, że nie będzie wasalem brata, lecz że bratu będzie rozkazywał. A niektórzy nierozumni ludzie [...] taką radę podsunęli Bolesławowi, której uwierzywszy natychmiast pożałował i zawsze będzie żałować, że jej posłuchał".
   Kronikarz Gall zataił przed czytelnikami czyn, którego Krzywousty na zawsze miał pożałować. Niedomówienie to w czasie, gdy pisał kronikę, nie było jednak próbą ukrycia prawdy - tę na dworach polskim i krajów sąsiednich znano powszechnie. My dowiadujemy się o niej od współczesnego Gallowi, ale nie podzielającego jego sympatii dla Krzywoustego Kosmasa. Bolesław "swego brata Zbigniewa pod przysięgą wierności podstępami przywołał i trzeciego dnia pozbawił go oczu.
   Do uwięzienia i oślepienia Zbigniewa doszło w roku 1111 i najpóźniej w następnym, załamany i wyniszczony na zdrowiu tym okaleczeniem, polski książę zmarł.

SĄD NAD ZBIGNIEWEM
   Perypetie życiowe Zbigniewa otacza w pamięci potomnych tragiczna legenda. W przekonaniu kronikarza Galla nieszczęśliwy los

ORDALIA, tzw. sądy boże, we wczesnym średniowieczu stanowiły formę dowodzenia winy albo niewinności. Jedną z form takiego sądu był pojedynek. Rycerze walczyli na miecze, a chłopi na kije.

Inną formą sądu bożego była próba żelaza; tu polega ona na przeniesieniu sztaby gorącego żelaza na odległość 3 kroków. Oskarżony był uważany za niewinnego, jeśli po 3 dniach rany opatrzone woskiem się zagoiły.

Próba wody, również zaliczała się do sądów bożych. Skrępowanego podejrzanego wrzucano do wody, zabezpieczając go liną lub łańcuchem. Tonącego uznawano za niewinnego i wyciągano go z wody. Winny natomiast miał unosić się na wodzie. O winie zatem mógł niekiedy decydować sposób ubrania podejrzanego, gdyż wypełnione powietrzem części ubioru mogły go utrzymywać na powierzchni wody.

Formą sądu bożego mogła być też walka z dzikim zwierzęciem.

Próba ognia. Specyfiką procesu sądowego we wczesnym średniowieczu stało się nie udowodnienie podejrzanemu winy (jak to miało miejsce w starożytności), ale konieczność udowodnienia przez oskarżonego swojej niewinności. W tym celu postawiony przed sądem musiał przedstawić co najmniej dwóch wiarygodnych świadków albo też poddać się wspomnianym tu tzw. sądom bożym (ordaliom), których rezultat odczytywano jako: wyrok wydany przez siły nadprzyrodzone. W dobie rozkwitu średniowiecza (XII-XIII w.) Kościół podjął jednak stanowczą i zakończoną sukcesem walkę z ordaliami, uznając je za przejaw barbarzyństwa.

Władysławowic sprowadził na siebie sam, kiedy w 1093 r. doprowadził do bratobójczej wojny "Była to bowiem wojna gorzej niż domowa, gdzie syn przeciw ojcu, a brat przeciw bratu wzniósł zbrodniczy oręż. Tam to, jak sądzą, nieszczęsny Zbigniew przeklęty przez ojca zasłużył sobie na to, co się z nim stać miało [...]". Od tego momentu zatem nad winowajcą tej wojny zaciążyło fatum, nieodwracalny wyrok sił nadprzyrodzonych. Ziścił się on tym łatwiej, że Zbigniew miał okazać nie lada pychę wobec brata, który jako zwycięzca obdarzył go laską i życzliwością. Gall Anonim potępia wprawdzie haniebny czyn Krzywoustego, ale bezpośrednią przyczynę tak brutalnej rozprawy ze Zbigniewem znajduje właśnie w prowokacyjnym zachowaniu samego poszkodowanego.
   Mistrz Wincenty Kadłubek ponad 100 lat po tych wydarzeniach decydujące rozstrzygnięcie konfliktu między Zbigniewem i Bolesławem przedstawił w formie procesu sądowego. Fikcyjne mowy obydwu stron pęcznieją w tej rozprawie mądrością prawniczą starożytnych bohaterów. Kadłubek nawet nie wspomina o okaleczeniu Zbigniewa i jego śmierci. Wyrok brzmiał: "dozgonne wygnanie". Los zbiega Kadłubek znalazł nawet wpisany już w samo w imię Zbigniewa. Jego ludowe wyjaśnienie odwoływało się bowiem do wyrazu "zbieg" i to podchwycił kronikarz: "z powodu piętna matczynej hańby lub aby uniknąć zasadzek macochy, bardzo długo ukrywał się na wygnaniu i z tego powodu nazwano go Zbigniewem.
   Jednak uzasadnienie wyroku wygnania polskiego księcia przez brata nie brało pod uwagę owej "matczynej hańby", czyli nieprawego pochodzenia. "Zbigniewowi - konkluduje mistrz Wincenty - przeszkodą było nie tyle podejrzane pochodzenie, ile zbrodnicze czyny".
   Klęska życiowa najstarszego z Władysławowiców była więc w opinii dziejopisów skutkiem występków przeciwko ojcu i realizacją sprawiedliwości boskiej na ziemi. Przekonywać o tym miał też legendarny pojedynek sądowy, jaki Zbigniew podobno stoczył z pewnym wielmożą, stronnikiem Bolesława Krzywoustego. Zbigniew przegrał i został skazany na banicję. Wyrok ten miał charakter tzw. sądu bożego, który polegał na poddaniu podejrzanego określonym próbom. W tym wypadku była to walka z wyznaczonym przeciwnikiem. Opowieść ta znalazła się w powstałej pod koniec XIII w. w Lubiążu "Kronice polsko-śląskiej". Miejscem pojedynku miała być miejscowość Sądowel, która od tego wydarzenia ponoć otrzymała nazwę "walka sądowa" (w rzeczywistości chodzi o Sądową Wolę).
   Cóż, Zbigniewowi brakło szczęścia w życiu. Skazany na walkę z bratem o jedynowładztwo - przegrał. Jednocześnie zabrano mu prawo do sprawiedliwego obrazu w dziełach kronikarzy zafascynowanych osiągnięciami jego przyrodniego brata i rywala. Zasług Zbigniewa nie odnotowano też w żadnym z roczników. Ale starając się spojrzeć na tego polskiego księcia bez uprzedzeń, sine ira et studio, możemy dostrzec, iż w wielu sytuacjach dowiódł swoich talentów wojskowych i nie brakowało mu zdolności podejmowania ważkich decyzji. Z drugiej strony - jak zauważa nawet niechętny mu Gall -był to "człowiek dość pokorny i prostoduszny", a przede wszystkim w walce z bratem niezdolny do posunięć okrutnych i bezwzględnych, jak zbrodnia bratobójstwa.
   Czy dlatego właśnie przyszło mu przegrać?

"ZBIGNIEW i jego czasy" - Stanisław Rosik, zeszyt 7 serii Wydawnictwa Dolnośląskiego


  Powrót 

  © Xezaar