«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis tekstów obcych 

 krok wstecz »» 

.część 3 tekstu.

 dla TYCH co wolą wszystko w czerni »» 

Teksty oryginalne

Pieśń o Rolandzie 

La Chanson de Roland

 autor: 
nieznany
 data: 
XI w.
 nota: 
Najstarszy rękopis powstałego w XI w. poematu, pochodzi z około połowy XII stulecia. "Pieśń o Rolandzie" oparta jest na autentycznych zdarzeniach i opisuje dzieje wyprawy wodza Franków, Karola Wielkiego, do Hiszpanii w 778 roku. Jej głównym tematem, rdzeniem, jest historia Rolanda, rycerza i zarazem siostrzeńca królewskiego, który zginął wraz z innymi znakomitymi wojownikami z tylnej straży armii frankijskiej, zaskoczonymi w wąwozie Roncevaux przez baskijskich górali. Oczywiście treść poematu zawiera znacznie więcej wątków, ale jego głównym celem było ukazanie i upowszechnienie wizerunku doskonałego rycerza chrześcijańskiego. Rycerza, który poświęcał siebie służbie Bogu, oddawał się do dyspozycji swego suwerena i swojej ojczyźnie. Rycerza, który w każdej chwili gotów był oddać życie w obronie chrześcijańskiej wiary.
Obok powyższego wątku, w poemacie mocno zaakcentowane jest także kreowanie obrazu idealnego władcy chrześcijańskiego, jakim jest w tym przypadku Karol Wielki. Posiada on nie tylko cechy doskonałego rycerza, ale pamięta także o swych poddanych, roztaczając nad nimi troskliwą opiekę...
Tekst w przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego
Razem 291 strof i około 4000 wersów
 linki: 
"Pieśń o Rolandzie" (La Chanson de Roland) w języku oryginalnym, starofrancuskim - ze zbiorów Bibliotheca Augustana
"Pieśń o Rolandzie" (Song of Roland) w tłumaczeniu na angielski - ze zbiorów Berkeley Digital Library
 tekst: 
<< CZĘŚĆ 1 [akapity I-C]   ...  << CZĘŚĆ 2 [ akapity CI-CC]

 


[ COFNIJ <<< do części 2 [ akapity CI-CC] ]

CCI

Poganie arabscy wyszli ze statków, po czym wsiedli na konie i muły. Jadą przed siebie, co mogą innego uczynić? Emir, skoro wszystkich pognał, woła Gemalfina, jednego ze swych wiernych: "Powierzam ci wszystkie swoje wojska..." Za czym siada na swego gniadosza. Tak długo jedzie, aż przybył do Saragossy. Zsiada z konia przed marmurowym gankiem; czterech hrabiów trzyma mu strzemię. Wstępuje po schodach do pałacu. Aż Bramimonda wybiega na jego spotkanie i powiada: "Ja nędzna i zrodzona w nieszczęściu, królu, straciłam mego pana, i to tak haniebnie!" Pada do jego stóp, emir podnosi ją i oboje pełni boleści idą do komnaty.

CCII

Kiedy Król Marsyl ujrzał Baliganta, woła dwóch hiszpańskich Saracenów: "Weźcie mnie pod ramiona i podeprzyjcie mnie." Lewą ręką wziął rękawicę. "Królu mój, emirze, oddaję ci wszystkie moje ziemie, i Saragossę, i lenno, które do niej należy. Zgubiłem siebie i zgubiłem cały mój naród!" A emir odpowiada: "Wielce mnie to boli. Nie mogę długo mówić z tobą; wiem, że Karol nie czeka na mnie. Ale przyjmuję twój ą rękawicę." Pełen boleści, oddala się płacząc. Schodzi po schodach, wsiada na konia, wraca do swoich wojsk prąc rumaka ostrogami. Jedzie tak szybko, że przegania innych. Raz po raz krzyczy: "Bywajcie, poganie, bo tamci już zaczynają uciekać!"

CCIII

Rano o pierwszym świtaniu zbudził się cesarz Karol. Święty Gabriel, który go strzeże w imię Boga, podnosi rękę i czyni nad nim znak. Król odpasuje broń i składają; za jego przykładem w całej armii wszyscy zdejmują zbroje. Potem siadają na koń i długimi drogami, szerokimi gościńcami jadą wielkim krokiem. Jadą oglądać straszliwe szkody w Ronsewal, tam gdzie była bitwa.

CCIV

Karol Wielki przybył do Ronsewal. Ujrzawszy pobitych, zaczął płakać. Rzecze do Francuzów: "Panowie, jedźcie wolno; trzeba mi jechać na czele, dla mego siostrzana, którego chciałbym odnaleźć. Byłem w Akwizgranie w dniu uroczystego święta, kiedy moi dzielni rycerze chełpili się wielkimi bitwami, potężnymi utarczkami, jakie stoczyli. Słyszałem, jak Roland powiadał jedno to, że gdyby miał umrzeć w obcym królestwie, wysunąłby się dalej niż jego ludzie i jego parowie i znaleziono by go z głową zwróconą ku ziemi nieprzyjaciół, i w ten sposób skończyłby jako zwycięzca!" Nieco dalej niż na rzucenie kijem przed innymi cesarz wstąpił na pagórek.

CCV

Gdy tak idzie szukając swego siostrzeńca, znajduje na łące tyle ziela, którego kwiaty są czerwone od krwi naszych baronów! Litość go zbiera, nie może się wstrzymać od płaczu. Zaszedł pod owe dwa drzewa. Poznaje na głazach ciosy Rolanda, na zielonej murawie widzi leżącego siostrzana. Któż by się dziwił cesarzowi, jeśli zadrży z boleści? Zsiada z konia, spieszy, biegnie. Chwyta hrabiego w ramiona... Mdleje na jego ciele, tak mu się serce ściska.

CCVI

Cesarz ocknął się z omdlenia. Diuk Naim i hrabia Acelin, Gotfryd Andegaweński i brat jego, Henryk, biorą go, sadzają pod sosną. Patrzy na ziemię, widzi leżącego siostrzana. Łagodnie się z nim żegna. "Przyjacielu Rolandzie, niech Bóg się zlituje nad tobą! Nigdy nie widziano równego tobie rycerza, iżby wydawał tak wielkie bitwy i tak je wygrywał. Moja chwała ma się ku schyłkowi." Karol nie może się wstrzymać, mdleje.

CCVII

Król Karol ocknął się z omdlenia. Czterech baronów trzyma go pod ręce. Patrzy na ziemię, widzi leżącego siostrzana. Ciało jego pozostało piękne, ale straciło barwę; oczy stoją w słup i pełne są ciemności. W miłości i wierze Karol szepce mu swoją skargę: "Przyjacielu Rolandzie, niech Bóg złoży twoją duszę w kwiatach, w raju, pośród błogosławionych. Jakiż zły los zawiódł cię do Hiszpanii! Ani jeden dzień nie wstanie, bym nie cierpiał nad tobą. Jakże słabnie moja siła i moja ochota! Nie znajdę już nikogo, kto by wspierał moją cześć; zda mi się, że nie mam już ani jednego przyjaciela pod słońcem; mam krewniaków, ale ani jednego tak walecznego." Garściami wydziera sobie włosy. Sto tysięcy Francuzów cierpi okrutną boleść; nie masz ani jednego, który by się nie zalał łzami.

CCVIII

"Przyjacielu Rolandzie, wrócę do Francji. Kiedy się znajdę w Laon, mojej dziedzinie, przybędą tam wasale cudzo ziemscy z wielu królestw. Spytają: Gdzie jest hrabia i wódz? Powiem im, że zginął w Hiszpanii; odtąd będę królował w samej boleści i nie przeżyję już dnia bez płaczu i jęków."

CCIX

Przyjacielu Rolandzie, dzielny, piękny młodzieńcze; kiedy będę w Akwizgranie, w mojej stolicy, wasale moi przyjdą, będą pytali nowin. Powiem im dziwne i straszne nowiny: pomarł mój siostrzan, ten, który mi zdobył tyle ziem. Zbuntuj ą się przeciw mnie Sasi i Węgrzy, i Bułgarzy, i tyle przeklętych ludów; i Rzymianie, i Pujanie, i Sycylijczycy, iAfrykany, i Kalifemijczyki. Kto poprowadzi tak potężne moje wojska, skoro pomarł ten, który zawsze nas wodził? Ha, Francjo, jakaś ty osierocona! Żałoba moja jest taka, że chciałbym już nie żyć!" Szarpie białą brodę, dwiema rękami wydziera włosy z głowy. Sto tysięcy Francuzów pada w omdleniu na ziemię.

CCX

"Przyjacielu Rolandzie, niech Bóg się zmiłuje nad Tobą! Niech twoja dusza dostanie się do raju! Ten, który cię zabił, pogrążył Francję w rozpaczy! Dusi mnie taka żałość, że wolejby mi nie żyć! O, moi rycerze, którzyście dla mnie pomarli! Oby Bóg, syn Najświętszej Panny, dał, aby, nim dotrę do przełęczy Cizy, dusza moja oddaliła się w tym samym dniu od ciała i aby została przy ich duszach, i aby moje ciało pogrzebano przy nich!" Płacze, szarpie białą brodę. A diuk Naim powiada: "Wielka jest męczarnia Karola!"

CCXI

"Panie cesarzu - powiada Gotfryd Andegaweński - nie poddawaj się bez miary swej boleści! Po wszystkich polach każ szukać naszych, których ci z Hiszpanii porznęli w bitwie. Nakaż, aby ich zniesiono do wspólnego dołu!" Król powiada: "Zadzwoń w róg, aby dać rozkaz!"

CCXII

Gotfryd Andegaweński zadzwonił w róg. Francuzi zsiadają z koni, tak Karol rozkazał. Wszystkich przyjaciół, których odnaleźli martwych, niosą natychmiast do wspólnego grobu. Jest w armii biskupów i księży bez liku, i mnichów, kanoników, wyświęconych kapłanów, dają im w imię boże rozgrzeszenie i błogosławieństwo. Zapalają mirrę i tymianek, okadzają ich z nabożeństwem, po czym grzebią ich z wielką czcią. Potem zostawiają ich - cóż mogliby uczynić więcej?

CCXIII

Cesarz każe się gotować do pogrzebu Rolanda i Oliwiera, i arcybiskupa Turpina. W swoich oczach każe otworzyć ciało wszystkich trzech. Każe złożyć ich serca w jedwabne całuny; chowająje w trumnie z białego marmuru. Potem wzięto ciała trzech baronów i złożono je, pięknie umyte pachnidłami i winem, w jelenich skórach. Król woła Tybalda i Gebwina, hrabiego Milona i margrabiego Otona: "Zabierzcie ich na trzy wozy..." Pięknie przykryte są wozy galazańskim jedwabiem.

CCXIV

Cesarz Karol chce wracać, gdy przed nim jawią się przednie straże pogan. Od ich najbliższej chorągwi przychodzą dwaj posłowie. W imieniu emira oznajmiają mu bitwę: "Karolu dumny, nie tak łatwo powrócisz! Widzisz Baliganta, który jedzie za tobą! Wielkie są wojska, które przywiódł z Arabii. Nim przyjdzie wieczór, ujrzymy, czy jesteś mężny!" Karol gładzi ręką brodę, przypomina sobie swoją żałobę i wszystko, co stracił. Rzuca z lekka na cały swój orszak dumne spojrzenie, po czym krzyczy silnym i donośnym głosem: "Baronowie francuscy, na koń i do broni!"

CCXV

Pierwszy cesarz przywdziewa zbroję. Szybko obleka swoją kolczugę. Wiąże hełm, opasał swój miecz Radosny, którego blasku samo słońce nie gasi. Wiesza na szyi tarczę z Biterny, chwyta kopię i potrząsa nią. Potem wsiada na Tensendura, swego dzielnego rumaka; zdobył go przy marsońskim brodzie, kiedy wysadził z siodła Malpalina z Narbony i położył go trupem. Zwalnia rumakowi cugle, spina go raz po raz ostrogą i puszcza się galopem na oczach stu tysięcy ludzi. Wzywa Boga i apostoła rzymskiego jest taka, że chciałbym już nie żyć!" Szarpie białą brodę, dwiema rękami wydziera włosy z głowy. Sto tysięcy Francuzów pada w omdleniu na ziemię.

CCXVI

Na całej równinie Francuzi zsiadają z koni; więcej niż sto tysięcy zbroi się ich naraz. Mają piękny rynsztunek, konie żwawe, a broń piękną. Potem siadają na koń. Jeśli godzina przyjdzie, spodziewają się wytrzymać bitwę. Proporce ich spływają aż na hełmy. Kiedy Karol ich ujrzał w tak pięknej postawie, woła Żozerana z Prowancji, diuka Naima, Antelma z Moguncji: "Na takich zuchach można polegać. Szalony byłby, kto by się trapił mając ich ze sobą! Jeżeli Arabowie nie wyrzekną się ataku, sprzedam im, jak sądzę, drogo śmierć Rolanda!" Diuk Naim powiada: "Daj to Bóg!"

CCXVII

Karol woła Rabela i Ginemanta. I tak mówi król: "Panowie, rozkazuję wam, obejmijcie miejsce Rolanda i Oliwiera; niech jeden niesie miecz, a drugi róg; i jedźcie przed innymi, a z wami piętnaście tysięcy Francuzów samej młodzieży, spośród najdzielniejszych. Po nich pójdzie drugie tyle; Gebwin i Laurenty poprowadzą ich." Diuk Naim i hrabia Żozeran pięknie sprawili te dwa szyki. Jeśli ich godzina przyjdzie, walka będzie sroga.

CCXVIII

Dwa pierwsze szyki złożone są z Francuzów. Po nich ustawia się trzeci. W tym są wasale bawarscy; szacują ich na dwadzieścia tysięcy rycerzy. Gdzie oni stoją, tam nie ugnie się szereg bitewny. Nie masz pod słońcem ludzi, których by Karol bardziej miłował, z wyjątkiem Francuzów, którzy podbili mu tyle królestw. Hrabia Ogier duński, dzielny wojownik, poprowadzi ich. Ha, piękne to jest wojsko!

CCXIX

Cesarz Karol narządził już trzy szyki. Diuk Naim sprawuje wówczas czwarty, z baronów pełnych męstwa; są z Alemanii, a szacują ich na dwadzieścia tysięcy. Mają piękne konie, dobrą broń. Nigdy z obawy przed śmiercią nie ustąpią kroku. Herman, diuk tracki, poprowadzi ich; raczej by zginął, niżby okazał się tchórzem.

CCXX

Diuk Naim i hrabia Żozeran utworzyli z Normanów piąty szyk bitewny. Wszyscy Francuzi szacują ich na dwadzieścia tysięcy. Mają piękną broń i rącze konie; raczej umrą, niżby się poddali. Pod niebem nie ma ludu zdatniejszego w bitwie. Stary Ryszard ich powiedzie. Ten dobrze będzie kłuł swoją ostrą włócznią.

CCXXI

Szósty szyk utworzono z Bretonów. Jest tam trzydzieści tysięcy rycerzy. Jadą jak szczerzy baronowie, lance mają z malowanym drzewcem, proporce ich bujają na wietrze. Pan ich zowie się Eudon. Woła hrabiego Newelona, Tybalda rejmskiego i margrabiego Otona: "Powiedźcie mój lud, powierzam wam ten zaszczyt!"

CCXXII

Cesarz ma sześć sformowanych szyków. Diuk Naim złożył siódmy. Składa się z Puatwenów i z baronów owemiackich. Może ich być czterdzieści tysięcy rycerzy. Maj ą dobre konie, a broń ich jest bardzo piękna. Ustawili się na stronie, w dolinie, u stóp wzgórza; prawą ręką Karol im błogosławi. Żozeran i Godzelm poprowadzą ich.

CCXXIII

Zasię ósmy szyk bojowy sformował Naim z Flamandów i z fryzyjskich baronów; jest ich więcej niż czterdzieści tysięcy rycerzy. Gdzie oni będą, nigdy bitwa się nie ugnie. Król powiada: "Ci dobrze spełnią moje służby". Rembalt i Hamon z Galicji we dwóch powiodą tych zacnych rycerzy.

CCXXIV

Naim i hrabia Żozeran narządzili z dzielnych junaków dziewiąty szyk bojowy. To są Lotaryńczyki i Burgundy; jest ich dobre pięćdziesiąt tysięcy rycerstwa; hełmy zamknięte, kolczugi na grzbiecie; majątęgie włócznie o krótkich drzewcach. Jeżeli Arabowie nie odmówią bitwy, ci będą bili dobrze, skoro raz ich dopadną! Poprowadzi ich Tiery, diuk argoński.

CCXXV

Dziesięty korpus bojowy składa się z baronów francuskich. Jest ich sto tysięcy najlepszych naszych rycerzy. Ciała mają chwackie, postawę butną, głowy siwe, brody białe. Wdziali pancerze i kolczugi z podwójnej siatki, przypasali miecze francuskie i hiszpańskie; pawęże ich, pięknie wyrobione, zdobne są licznymi znaki. Już siedli na koń i domagaj ą się bitwy. Krzyczą: "Montjoie!" Z nimi to trzyma się Karol Wielki. Gotfryd Andegaweński dzierży sztandar, Oriflammę. Sztandar ten był w kościele św. Piotra i zwał się Rzymski, ale zmieniono mu imię.

CCXXVI

Cesarz zsiada z konia. Na zielonej murawie położył się twarzą do ziemi. Obraca lica ku wschodzącemu słońcu i z całego serca wzywa Boga: "Ojcze prawdziwy, broń mnie w tym dniu dzisiejszym, ty, któryś ocalił Jonasza i wydobył go z brzucha wieloryba; ty, któryś oszczędził króla Niniwy i oswobodził Daniela ze straszliwej meczami w jamie, gdzie był wśród lwów; ty, któryś ocalił trzech młodzianków w piecu gorejącym! Niechaj w dniu dzisiejszym miłość twój a będzie mi ku pomocy! Przez twoją łaskę, jeśli ci się tak spodoba, dozwól mi pomścić mego siostrzana, Rolanda!" Tak pomodliwszy się, stanął na nogi i uczynił potężny znak krzyża świętego. Dosiada swego rączego bieguna. Naim i Źozeran trzymali mu strzemię. Bierze tarczę i swoją ostrą włócznię. Ciało ma szlachetne, dzielne i postawne; twarz jasną i spokojną. Jedzie, mocno trzymając się w strzemionach. Przed nim, za nim surmy grają; głośniej nad wszystkie inne wydziera się róg. Przez litość nad Rolandem Francuzi płaczą.

CCXXVII

Bardzo wspaniale cesarz jedzie na koniu. Na piersi jego, na kolczudze rozkłada się broda. Przez miłość dlań inni robią tak samo; po tym można poznać sto tysięcy Francuzów, jego szyk bojowy. Przebywaj ą góry i wysokie skały, głębokie doliny i wąwozy pełne trwogi. Wychodzą z wąwozów i z dzikiej okolicy. Weszli w Hiszpanię i rozwinęli się na równinie. Do Baliganta wracają jego przednie straże. Syryjczyk pewien zdaje mu sprawę z poselstwa: "Widzieliśmy dumnego króla Karola. Ludzie jego są hardzi, nie chybią mu z pewnością. Zbrójcie się, za chwilę będziecie mieli bitwę." Baligant powiada: "Pięknie się zapowiada. Grajcie w surmy, iżby moi poganie wiedzieli o tym".

CCXXVIII

W całym wojsku każe bębnić w bębny i dąć w trąby i rogi głośno i dźwięcznie; poganie zsiadaj ą na ziemię, aby przywdziać zbroje. Emir nie chce być najopieszalszy. Wdziewa szmelcowany pancerz, wiąże hełm strojny złotem i kamieniami. Potem do lewego boku przypasuje miecz; w pysze swojej znalazł dlań imię - z przyczyny miecza Karola, o którym słyszał, nazywa go Szacownym; "Szacowny!" to jego krzyk bitewny. Każe tak wykrzykiwać swoim rycerzom, potem wiesza na szyi wielką, szeroką tarczę; guz na niej złoty, brzeg strojny kryształem; pas z tęgiego jedwabiu haftowany. Chwyta swoją włócznię, którą nazywa Maltet: drzewce jest grube jak maczuga, a żelazo starczyłoby na brzemię dla muła. Baligant wsiadł na swego rumaka. Markules zza morza trzymał mu strzemię. Waleczny rycerz rozkraczył się szeroko; lędźwie ma wąskie, a boki szerokie, pierś obszerną i dobrze utoczoną, barki krzepkie, płeć rumianą, twarz hardą; jego kędzierzawa głowa biała jest jak kwiat wiosenny; co zaś do dzielności, tej dowiódł nieraz. Boże, co za rycerz, gdyby był chrześcijański! Spina konia - jasna krew tryska pod ostrogą. Puszcza się galopem, skacze przez rów; był może pięćdziesiąt stóp szeroki. Poganie krzyczą: "Ten jest stworzony, aby bronić granic! Który Francuz odważy się walczyć przeciw niemu, chcący czy niechcący przypłaci to życiem. Karol jest bardzo szalony, że nie uszedł stąd!"

CCXXIX

Emier podobny jest do szczerego barona. Broda u niego biała jest jak kwiat. Jest bardzo uczony w swoim prawie; w bitwie jest dumny i śmiały. Syn jego, Małpramis, jest z rzędu wielkich rycerzy; wysoki i silny, podobny do swoich przodków. Powiada do ojca: "Naprzód, panie, naprzód! Bardzo bym się dziwował, gdybyśmy ujrzeli Karola". Baligant powiada: "Ujrzymy go pewnie, bo bardzo jest waleczny. Liczne kroniki mówią o nim z wielką pochwałą. Ale nie ma już swego siostrzana, Rolanda; nie stanie mu siły, aby nam zdzierżyć."

CCXXX

"Miły synu Malpramisie - powiada Baligant - przedwczoraj ubito Rolanda, dobrego wasala, i Oliwiera, dzielnego rycerza, i dwunastu parów, których Karol tak kochał; dwadzieścia tysięcy rycerzy ubito, samych Francuzów. Wszyscy inni mniej dla mnie warci od tej rękawicy. To prawda, że cesarz wraca; goniec mój, Syryjczyk, oznajmił mi to. Dziesięć wielkich chorągwi zbliża się. Ten, który dzwoni w róg, jest bardzo waleczny. Towarzysz odpowiada mu na bardzo dźwięcznym rogu; ci dwaj jadą na czele, z nimi piętnaście tysięcy Francuzów, z owej młodzi, którą Karol nazywa swymi dziećmi; potem jedzie ich drugie tyle; ci będą potykać się bardzo śmiało". Malpramis rzecze: "Proszę cię, ojcze, o dar - niech ja zadam pierwszy cios!"

CCXXXI

"Synu Malpramisie - rzecze Baligant - daję ci to, o co mnie prosisz. Przeciw Francuzom wnet przyjdzie ci walczyć. Powiedziesz Torleja, króla perskiego, i Dapamorta, króla lutyckiego. Jeżeli zdołasz zetrzeć pychę wrogów, dam ci kawał mego kraju od Szeriantu aż do Walmarkis." Odpowiada: "Dzięki ci, panie!" Podchodzi, przyjmuje dar, ziemię, która należała wówczas do króla Florisa. Nigdy nie miał jej ujrzeć; nigdy tego lenna nie posiadł ani nie zajął.

CCXXXII

Emir jedzie przez szeregi swoich wojsk. Syn jego, wyniosłej postawy, jedzie za nim. Król Torlej i król Dapamort wystawiają natychmiast trzydzieści chorągwi; rycerzy mają w cudownej mnogości; najlichsza chorągiew liczy pięćdziesiąt tysięcy. Pierwszą tworzą ludzie butentroccy; drugą z Miśni, z wielkimi głowami - na krzyżu, wzdłuż grzbietu, mają szczeć, zgoła jak wieprze. A trzecia składa się z Nublów i B losów, a czwarta z Brunów i Esklawonów, a piąta z Sorbrów i Sorów, a szósta z Ormian i Maurów, a siódma z Jerychończyków, a ósma z Nigrów, a dziewiąta z Grosów, a dziesiąta z mieszkańców krzepkiej Balidy: to plemię nigdy nie chciało niczego dobrego. Emir klnie się wszelakim zaklęciem na cuda Mahometa i na jego ciało: "Szalony ten Karol francuski, że jedzie na nas! Będzie miał bitwę, jeśli sienie cofnie. Nigdy już nie będzie nosił złotej korony!"

CCXXXIII

Potem składają dziesięć innych chorągwi SKŁADAJĄ DZIESIĘĆ INNYCH CHORĄGWI. Pierwsza złożona jest z brzydkich Kananejczyków: przybyli z Walfitu na krótsze drogi; druga z Turków, a trzecia z Persów; zasię czwarta z Pieczyngów, a piąta z Solterasów i Awarów, a szósta z Ormalejów i Eugiezów, a siódma z ludu Samuela, a ósma z mieszkańców Bruizy, a dziewiąta z Klawerczyków, a dziesiąta z mieszkańców pustyni Okcjanu: plemię, które nie służy Bogu. Nigdy nie słyszeliście o gorszych okrutnikach; mają skórę tak twardą jak żelazo, toteż nie dbają o kolczugę ani o hełm; w bitwę zasię twardzi są i uparci.

CCXXXIV

Emir kazał sprawić dziesięć dalszych chorągwi. Pierwsza składa się z olbrzymów malproskich, druga z Hunów, a trzecia z Węgrów, czwarta zasię z mieszkańców Baldyzy Długiej, a piąta z Walpenejczyków, a szósta z ludzi z Marozy, a siódma z Leusów i Astrymonów, a ósma z Argoilów, a dziewiąta z mieszkańców Klarbony, a dziesiąta z Frondów długobrodych; to plemię nigdy nie kochało Boga. Kroniki francuskie wymieniają tak trzydzieści chorągwi. Wielkie to jest wojsko, w którym surmy dzwonią. Poganie jadą odważnie w bój.

CCXXXV

Emir jest bardzo potężny pan. Przed sobą każe nieść swojego smoka i sztandar Terwaganta i Mahometa, i obraz okrutnego Apollina. Dziesięciu Kananejczyków jedzie dokoła niego; jadąc śpiewają donośnym głosem: "Ten, który chce być zbawiony przez naszych bogów, niechaj się modli do nich i niech im służy w wielkiej pokorze!" Francuzi powiadają: "Rychło, łajdaki, pomrzecie! Oby ten dzień stał się wam zgubą! Ty, Boże nasz, broń Karola! Niechaj ta bitwa będzie wygrana w jego imieniu!"

CCXXXVI

Emir jest to wódz bardzo roztropny. Woła do siebie syna swego i dwóch królów: "Panowie baronowie, będziecie jechali na przedzie. Prowadzicie wszystkie moje chorągwie, ale trzy najlepsze zatrzymam przy sobie - pierwszą turecką, drugą ormalejską, a trzecią z olbrzymów małproskich. Ze mną będą Okcjańczycy; oni to będą walczyć przeciw Karolowi i Francuzom. Jeżeli cesarz spróbuje targnąć się na mnie, zdejmę mu głowę z ramion. Nie doczeka się - niechaj wie o tym! - żadnego innego prawa!"

CCXXXVII

Wielkie są wojska, piękne chorągwie i szyki. Między poganami a Francuzami nie masz góry ani doliny, pagórka ani lasu, ani boru, które by mogły skryć wojsko: widzą się jasno na otwartej równinie. Baligant powiada: "Owo, moi poganie, pospieszajcie szukać bitwy!" Amborz Olufemii niesie sztandar. Widząc go, poganie wykrzykują jego imię: "Szacowny!" - swoje zawołanie. Francuzi powiadają: "Niech ten dzień ujrzy waszą zgubę!" I krzyczą znów potężnie: "Montjoie!" Cesarz każe uderzyć w trąby i w róg, który dzwoni donośniej nad wszystkie. Poganie mówią: "Piękny jest lud Karolowy! Będziemy mieli ostrą i zaciętą bitwę!"

CCXXXVIII

Szeroka jest dolina i widać kraj w oddali. Hełmy o kamieniach oprawnych w złoto błyszczą, i tarcze, i pancerze szmelcowane, i włócznie, i proporce wiszące u żeleźców. Surmy grają, a głosy ich są bardzo jasne, a róg dzwoni głośno do ataku. Emir woła swego brata, Kanabeja, króla Floredy; ten dzierżył ziemię aż doWalsewry. Pokazuje mu chorągwie Karolowe: "Patrzcie tę pychę sławnej Francji! Cesarz jedzie bardzo dumnie. Jedzie z tyłu z owymi starcami, którzy na pancerzach rozłożyli swoje brody, tak białe jak śniegi na lodach. Ci będą dobrze bili mieczem i kopią. Będziemy mieli bitwę twardą i zawziętą; nigdy nie widziano podobnej." Daleko przed swoim wojskiem, dalej niż na rzucenie laską, Baligant jedzie na koniu. Krzyczy: "Pójdźcie, poganie, bo ja ruszam w drogę!" Potrząsa włócznią; obrócił ostrze przeciw Karolowi.

CCXXXIX

Kiedy Karol Wielki widzi emira i smoka, chorągiew i sztandar, i jak wielka jest siła Arabów, i jak oni pokryli całą okolicę prócz pola, które on zajmuje, król francuski woła, a głos jego niesie daleko: "Baronowie francuscy, dobrzy z was wasale! Wytrzymaliście tyle szczerych bitew. Widzicie pogan - okrutnicy są i tchórze. Cała ich wiara nie zda się im za szeląga. Liczne jest ich plemię, ale co to jest dla was, panowie? Kto nie chce w tej chwili pójść ze mną, niech sobie idzie!" Po czym spina konia ostrogami, Tensendur daje cztery susy. Francuzi powiadają: "Dzielnego mamy króla! Jedź, wielki rycerzu, żaden z nas ci nie chybi!"

CCXL

Dzień był jasny, słońce jaskrawe. Piękne są wojska, potężne szyki bojowe. Przednie szeregi zderzają się. Hrabia Rabel i hrabia Gwinemant puszczają cugle koniom i prą żywo ostrogą. Wówczas Frankowie wypuszczają konie, gotują się uderzyć ostrymi kopiami.

CCXLI

Hrabia Rabel jest śmiały rycerz. Spina konia szczerozłotą ostrogą i gotuje się ugodzić Torleja, króla perskiego; ani tarcza, ani pancerz nie wytrzymują ciosu. Wbił mu w ciało pozłocistą włócznię, zwalił go trupem w zarośla. Francuzi powiadają: "Niech Bóg nam pomaga! Karol ma za sobą prawo, nie możemy mu chybić!"

CCXLII

I Gwinemant pędzi przeciw lutyckiemu królowi. Strzaskał mu tarczę malowaną w kwiaty; potem rozdarł mu pancerz; wbija mu w ciało cały swój proporzec i - niech kto z tego śmieje się lub płacze! - kładzie go trupem. Na ten cios Francuzi krzyczą: "Bijcie, baronowie, nie ociągajcie się! Prawo jest przy Karolu przeciw tym nienawistnym: Bóg nas wybrał, abyśmy wydaliprawdziwy sąd".

CCXLIII

Malpramis siedzin na koniu cale białym. Rzuca się w ciżbę Francuzów. Od jednego do drugiego idzie zadając srogie ciosy i waląc trupa na trupa. Najpierwszy Baligant krzyczy: "O, moi baronowie, długo was żywiłem! Patrzcie na mego syna! Karola on chce dosięgnąć. Ilu baronów wzywa ze swego szyku! Dzielniejszego nadeń nie żądam. Wspomóżcie go waszymi ostrymi włóczniami!" Na te słowa poganie rzucają się. Zadaj ą krzepkie ciosy, wielka jest rzeźba. Bitwa jest piękna i krwawa; ani wprzód, ani potem nie widziano tak zażartej bitwy.

CCXLIV

Wielkie są wojska, hufce śmiałe. Wszystkie chorągwie wdały się w bitwę. A poganie walą krzepko nad podziw. Boże, tyle drzewców pęka na dwoje, tyle tarczy się łamie, tyle stalowych kolczug się pruje! Ziemia jest cała nimi zasypana i trawa na polu, tak zielona i miękka... Emir woła niewiernych: "Bijcie, baronowie, bijcie to nasienie chrześcijańskie!" Bitwa jest uparta i twarda. Ani przedtem, ani potem nie widziano równie zaciętej. Aż do nocy będzie trwała bez wytchnienia.

CCXLV

Emir wzywa swoich: "Bijcie, poganie; przybyliście jeno po to, aby bić! Dam wam kobiet szlachetnych i pięknych, dam wam lenna, dziedziny, ziemię!" Poganie odpowiadają: "Tak powinniśmy czynić!" Od tego ciągłego bicia dużo ich włóczni się łamie; wówczas dobywają więcej niż sto tysięcy mieczów. Oto potrzeba bolesna i straszliwa - kto jest pośród nich, widzi, co to jest bitwa.

CCXLVI

Cesarz wzywa swoich Francuzów: "Panowie baronowie, miłuję was, wierzę w was! Dla mnie wydaliście tyle bitew, zdobyliście tyle królestw, zdarli z tronu królów; uznaję to dobrze, winien wam jestem zapłatę: ciało moje, ziemię, bogactwa. Pomścijcie waszych synów, waszych braci i waszych dziedziców, którzy w Ronsewal padli tamtego wieczoru. Wiecie, że przeciw poganom mam prawo za sobą." Frankowie odpowiadają: "Panie, prawdę powiadasz!" I dwadzieścia tysięcy jest ich koło niego, którzy jednym głosem przysięgają mu wiarę, iż nie chybią mu, choćby mieli paść; każdy dobrze użyje swej kopii. Wnet dzwonią miecze; bitwa jest nad podziw zacięta.

CCXLVII

I Malpramis jedzie polem. Srogą rzeźbę czyni wśród Francuzów. Diuk Naim patrzy nań hardym wzrokiem i zamierza ugodzić go jako rycerza. Rozdziera skórę na jego tarczy, rozpruwa mu kolczugę, wbija mu w ciało swój żółty proporzec, wali go trupem między innych, którzy leżą bez liku.

CCXLVIII

Król Kanabej, brat emira, spina konia mocno ostrogami. Dobył miecza; gałka jest z kryształu. Wali Naima w hełm, łamie mu go na dwoje, przecina stalowym mieczem pięć rzemieni - czapa nie zda się na nic - przecina ją aż do skóry, zrzuca jej kawał na ziemię. Cios był srogi, diuk jest jak piorunem rażony. Ma upaść, ale Bóg go wspiera. Chwyta oburącz szyję swego bieguna. Jeśli poganin ponowi cios, szlachetny wasal polegnie. Karol francuski przybywa, on go wspomoże.

CCXLIX

Diuk Naim jest w wielkiej niedoli. A poganin gotuje się ugodzić go znowu. Karol powiada mu: "Ladaco, na swoje nieszczęście porwałeś się na niego!" I mężnie naciera nań. Kruszy tarczę poganina, miażdży mu ją o serce. Rozdziera kolczugę na piersi i kładzie go trupem; siodło zostaje próżne.

CCL

Karol Wielki, król, pełen jest boleści, kiedy widzi przed sobą rannego Naima i jasną krew, która ścieka na zieloną murawę. Pochylony nad nim, powiada: "Miły panie Naimie, jedź przy moim boku! Zginął ladaco, który na ciebie nastawał; na ten raz wbiłem mu w ciało swą włócznię." Diuk odpowiada: "Panie, polegam na tobie; jeśli wyżyję, nie stracisz na tym." Potem, w miłości i wierze, jadą obok siebie, z nimi dwadzieścia tysięcy Francuzów; nie masz jednego, który by nie walił i nie kosił.

CCLI

Emir jedzie polem. Uderzy hrabiego Gwinemanta. Miażdży mu białą tarcz o serce, rozdziera mu kolczugę, otwiera na dwoje pierś i wali go trupem z rączego konia. Potem zabił Gebwina i Loranta, i Ryszarda Starego, pana Normanów. Poganie krzyczą: "Szacowny? wart jest swojej ceny! Bijcie, poganie, mamy obrońcę!"

CCLII

Pięknie jest widzieć rycerzy arabskich i okcyjańskich, i owych z Argoli, i z Baskli, jak walą swymi włóczniami. Z drugiej strony Francuzi nie myślą ustępować. Wielu Francuzów, wielu pogan umiera. Aż do wieczora bitwa szaleje. Ilu pomarło baronów francuskich! Ile żałoby jeszcze, nim się to skończy!

CCLIII

Francuzi i Arabowie biją na wyprzódki. Tyle drzewców się łamie, tyle ostrych włóczni! Kto by widział te potrzaskane tarcze, kto by słyszał te białe kolczugi dzwoniące, te tarcze zgrzytające o hełmy, kto by widział tych rycerzy padających i tych ludzi wyjących i umierających na ziemi, ten by sobie przypomniał wielką boleść. Ciężko jest strzymać tę bitwę. Emir wzywa Apollina i Terwaganta, a także Mahometa: "Moi panowie bogowie, długo wam służyłem. Zrobię wam posągi ze szczerego złota!..." Staje przed nim wiemy sługa Gemalfin, przynosi mu złe nowiny. Powiada: "Baligancie, wielkie nieszczęście przyszło na ciebie. Małpramis, twój syn, stracony. I Kanabej, twój brat, zabity. Dwom Francuzom los dał ich pokonać. Jeden, zda mi się, to sam cesarz, rycerz wielkiej postawy, wygląda na potężnego pana, brodę ma białą jak kwiaty w kwietniu." Emir spuszcza głowę, której hełm ciąży, twarz mu się chmurzy, boleść jego jest wielka, zda się, iż z niej skona. Woła Jangleja z Zamorza.

CCLIV

Emir powiada: "Jangleju, przybądź! Jesteś dzielny i mądry wielce; zawsze zasięgałem twojej rady. Co sądzisz o Arabach i o Frankach? Czy będziemy mieli zwycięstwo w tej bitwie?" A tamten odpowiada: "Zginąłeś, Baligancie, bogi twoje nie ocalą cię. Karol jest dumny, ludzie jego waleczni. Nigdy nie widziałem plemienia tak śmiałego w boju. Ale wezwij na pomoc baronów z Okcjanu, Turków, Enfrunów, Arabów i Olbrzymów. Co bądź się stanie, nie ociągaj się!"

CCLV

Emir rozłożył na pancerzu swą brodę, tak białą jak kwiat głogu. Co bądź się zdarzy, nie chce się chować. Bierze do ust róg jasno grający, dzwoni weń tak głośno, że poganie usłyszeli; na całym polu wojska skupiają się koło niego. Okcyjańscy krzyczą i rżą, argoilscy szczekają jak psy. Żądaj ą Francuzów, i z jakim zuchwalstwem! Rzucają się w gęstwę, gromią ich i dzielą. Od jednego razu pokładli trupem siedem tysięcy.

CCLVI

Hrabia Ogier nie znał nigdy tchórzostwa; nigdy mężniej szy baron nie oblókł pancerza. Kiedy ujrzał, że szyki Francuzów się łamią, woła Tierego, diuka Argony, Gotfryda andegaweńskiego i hrabiego Żozerana. Bardzo śmiało upomina Karola: "Patrz na tych pogan, jak oni zabijają twoich! Nie daj Bóg, aby twoja głowa nosiła koronę, jeśli nie natrzesz w tej chwili, aby pomścić nasz wstyd!" Nikt nie odrzekł ani słowa. Wszelako bodą konie ostrogą, popędzają j e, natrą na pogan, gdziekolwiek ich dopadną.

CCLVII

Karol Wielki uderza srodze i diuk Naim, i Ogier Duńczyk, i Gotfryd andegaweński, który dzierżył sztandar. A pan Ogier duński najwaleczniejszy jest ze wszystkich. Spina konia, prze go całą siłą i zadaje temu, który trzyma smoka, taki cios, że przewraca na miejscu przed sobą Ambora i smoka, i sztandar królewski. Baligant widzi, że jego sztandar padł i że chorągiew Mahometa zhańbiono; wówczas emir zaczyna pojmować, że nie ma słuszności, a prawo jest z Karolem. Poganie arabscy podają tył, cesarz wzywa Francuzów: "Powiedzcie, baronowie, na Boga, czy mi pomożecie?" Francuzi odpowiadają: "Czemu pytasz o to? Zdrajca ten, kto nie będzie walił co siły!"

CCLVIII

Dzień mija, zbliża się wieczór, Francuzi i poganie walą mieczami. Ci, którzy się potykają tą bronią, dzielni są, i jeden, i drugi. Nie zapominaj ą swego zawołania. Emir krzyczy: "Szacowny!", Karol: ,Montjoie!"', słynne swe zawołanie. Po swoich głosach donośnych i silnych poznali się. W szczerym polu spotykają się, szukają się, zadają sobie wielkie ciosy, kopią w pawęże zdobne obręczami. Łamiąje wzajem pod szerokimi guzami. Poty obu kolczug drą się, ale obaj nie są ranni. Popręgi pękają, siodła zsuwają się, obaj królowie spadają... Powstają szybko na nogi. Dobywają śmiało mieczów. Nikt nie przerwie tej walki; nie może się skończyć bez ludzkiej śmierci.

CCLIX

Bardzo jest dzielny Karol z lubej Francji; i emir nie boi się go ani nie drży. Dobywają nagich mieczów i walą straszliwe ciosy w swoje pawęże. Przecinają skórę i deski podwójne pod spodem; gwoździe wypadają, guzy lecą w kawały. Potem, odsłoniwszy ciało, walą się po pancerzach: z ich jasnych hełmów sypią się iskry. Nie skończy się ta walka, aż jeden z nich uzna swój błąd.

CCLX

Emir powiada: "Karolu, wejdź w samego siebie; zgódź się okazać mi, że żałujesz! W istocie, zabiłeś mi syna i bardzo niesłusznie żądasz mego kraju. Zostań moim wasalem... Pójdź ze mną aż na wschód jako mój sługa." Karol odpowiada: "To byłaby, wierę, wielka nikczemność. Poganinowi nie lżą mi użyczyć pokoju ani miłości. Przyjm prawo, jakie Bóg nam objawił, prawo chrześcijańskie, wnet będę cię miłował; potem służ mu i uwierz w Króla wszechpotężnego." Baligant rzecze: "Głupie słowa powiadasz!" Za czym jęli na nowo walić mieczem.

CCLXI

Emir jest bardzo silny. Wali Karola Wielkiego w hełm z ciemnej stali, łamie mu go na głowie i rozcina, brzeszczot sięga aż do włosów, nadcina ciało na dłoń i więcej, kość jest obnażona. Karol chwieje się, omal nie upadł. Ale Bóg nie chce, aby go zabito ani zwyciężono! Święty Gabriel wrócił doń i pyta: "Wielki Królu, co czynisz?"

CCLXII

Kiedy Karol usłyszał święty głos anioła, już się nie lęka, wie, że nie umrze. Odzyskał siłę i zmysły. Mieczem francuskim wali emira. Kruszy mu hełm, na którym błyszczą drogie kamienie, otwiera mu czaszkę rozlewając mózg, rozcina mu głowę aż po białą brodę i bez żadnego ratunku kładzie go trupem. Krzyczy: "Montjoie!", iżby się skupili koło niego. Na ten krzyk przybywa diuk Naim, chwyta konia Tensendura, Karol wsiada nań z powrotem. Poganie uciekają. Bóg nie chce, aby zostali. Francuzi osiągnęli tak upragniony cel.

CCLXIII

Poganie pierzchają, Bóg tak chce. Frankowie i cesarz z nimi pędzą ich przed sobą. Król powiada: "Panowie, pomścijcie wasze żałoby, czyńcie waszą wolę i niechaj serca wasze rozjaśnią się, widziałem bowiem dziś rano, że oczy wasze płakały." Frankowie odpowiadają: "Panie, tak trzeba nam czynić!" Każdy bije, ile tylko może. Z pogan, którzy tam byli, mało który uszedł.

CCLXIV

Skwar jest wielki, kurz wzbija się w górę. Poganie uciekają, a Francuzi nękają ich. Pogoń trwa aż do Saragossy. Na szczyt wieży wyszła Bramimonda, z nią jej kleryki i kanoniki fałszywej wiary, których nigdy Bóg nie kochał; nie mają ani święceń, ani tonsury. Kiedy ujrzała Arabów w takiej rozsypce, głośno krzyczy: "Ha, miły królu, oto pobito naszych ludzi! Emir poległ tak haniebnie!" Kiedy Marsyl to słyszy, obraca się do ściany, oczy jego lejąłzy, głowa opada. Umarł z boleści, od klęski, która się nań zwaliła. Oddaje duszę czartu.

CCLXV

Poganie pomarli; Karol wygrał bitwę. Zwalił bramy Saragossy; wie, że nie będą jej bronili. Zajął miasto; wojska jego weszły w nie prawem zdobyczy i spały tam tej nocy. Król z białą brodą pełen jest dumy. A Bramimonda oddała mu wszystkie wieże, dziesięć wielkich, pięćdziesiąt małych. Kto zyska pomoc bożą, dobrze wieńczy swoje dzieła.

CCLXVI

Dzień się kończy, noc zapada. Kiężyc jest jasny, gwiazdy błyszczą. Cesarz zdobył Saragossę; oddziały Francuzów plądrują do szczętu miasto, synagogi i meczety. Ciosami mieczów i toporów kruszą obrazy i wszystkie bałwany; nie zostanie tam czarów ani uroków. Król wierzy w Boga, chce spełnić swoją służbę; a biskupi błogosławią wody. Prowadzą pogan aż do chrzcielnicy; jeśli znajdzie się taki, który opiera się Karolowi, król każe go pojmać albo spalić, albo zabić żelazem. O wiele więcej niż sto tysięcy ochrzczono na prawdziwych chrześcijan, ale królowej nie. Zawiodą ją do słodkiej Francji jako brankę, król chce, aby się nawróciła z miłości.

CCLXVII

Noc mija, dzień wstaje jasny. W wieżach Saragossy Karol osadza załogę. Zostawił tam tysiąc dobrze wypróbowanych rycerzy; strzegą miasta w imię cesarza. Król siada na koń; tak samo wszyscy jego ludzie i Bramimonda, którą bierze jako brankę, ale nie chce jej nic zrobić, jeno samo dobre. Wracają pełni radości i dumy. Zajmują siłąNarbonę i przechodzą mimo. Karol przybywa do Bordeaux, głośnego miasta; na ołtarzu barona, świętego Seweryna, składa róg pełen złota i dukatów, pielgrzymi, którzy tam chodzą, oglądają go jeszcze. Przebywa Żyrondę na wielkich galarach, które tam znajduje.Aż do Blaye odprowadził swego siostrzana i Oliwiera, jego szlachetnego towarzysza, i arcybiskupa, który był roztropny i dzielny. W kościele św. Romana w białe trumny każe złożyć trzech parów, tam leżą dzielni rycerze. Francuzi oddają ich Bogu i Jego Imionom. Przez doliny, przez góry Karol jedzie; aż do Akwizgranu nie chce stanąć dla odpoczynku. Tak długo jedzie, aż ujrzał się przed swym tarasem. Kiedy przybył do swego królewskiego pałacu, wezwał przez posłów swoje sędzię: Bawarów i Sasów, i Lotaryńczyków, i Fryzów; wezwał Alemanów i Burgundów, i Puatwenów, i Normanów, i Bretonów, i Francuzów nad inne roztropnych. Wówczas zaczyna się sąd nad Ganelonem.

CCLXVIII

Cesarz wrócił z Hiszpanii. Przybywa do Akwizgranu, najpiękniejszego miasta we Francji. Wstępuje do pałacu, idzie do sali. Oto wychodzi ku niemu Oda, piękna panienka. Rzecze królowi: "Gdzie jest wódz Roland, który przysiągł pojąć mnie za żonę?" Karol czuje wielki ból i strapienie. Płacze, szarpie białą brodę: "Siostro, droga przyjaciółko, o kogo ty pytasz? O umarłego! Dam ci lepszego w zamian. Dam ci Ludwika, nie mogę rzec lepiej. To mój syn, on to będzie dzierżył moje marchie." Oda odpowie: "Dziwne to słowa! Nie daj Bóg ani Jego święci, ani aniołowie, abym po śmierci Rolanda została przy życiu!" Blednie, pada do nóg Karola Wielkiego. Umarła natychmiast; niech Bóg zlituje się nad jej duszą. Baronowie francuscy płaczą i żalą się jej.

CCLXIX

Piękna Oda dożyła swego końca. Król mniema, że ona zemdlała; lituje się nad nią, płacze. Bierze ją za ręce, podnosi ją; głowa jej opada na ramiona. Kiedy Karol widzi, że jest martwa, przywołał zaraz cztery hrabiny. Niosąją do klasztoru mniszek, całą noc aż do świtu czuwają przy niej; pod ołtarzem pięknie ją chowają. Król wielce ją uczcił.

CCLXX

Cesarz wrócił do Akwizgranu. Ganelon zdrajca, w żelaznych kajdanach, jest w mieście, przed pałacem. Niewolnicy przywiązali go do słupa, spętali mu ręce rzemieniami z jeleniej skóry, biją go silnie rózgami i kijami. Nie zasłużył na nic lepszego. W wielkiej boleści czeka swego sądu.

CCLXXI

Napisane jest w starej kronice, że Karol z wielu krajów zwołał swoich wasalów. Zebrali się w Akwizgranie w kaplicy. Jest to dzień uroczystego święta; dzień (powiada wielu) świętego barona Sylwestra. Wówczas zaczyna się sąd; a oto historia Ganelona zdrajcy - cesarz kazał go zawlec przed siebie.

CCLXXII

"Panowie baronowie - rzecze Karol, wielki król - osądźcie mi Ganelona wedle prawa. Przybył z wojskiem aż do Hiszpanii ze mną; wydarł mi dwadzieścia tysięcy moich Francuzów i mego siostrzana, którego już nie ujrzycie, i dzielnego, dwornego Oliwiera, i dwunastu parów; zdradził ich dla pieniędzy." Ganelon rzekł: "Hańba na mnie, jeśli co będę taił! Roland mnie pokrzywdził na majątku, na moich dostatkach i dlatego szukałem jego śmierci i zguby. Ale żeby w tym była jaka zdrada, temu przeczę." Frankowie odpowiadają: "Będziemy nad tym radzili."

CCLXXIII

W olbiczu króla Ganelon stoi prosto. Ma ciało krzepkie, twarz rumianą; gdyby był wiemy, wzięlibyście go za dzielnego rycerza. Patrzy na Francuzów i na wszystkich sędziów, i na trzydziestu krewnych, którzy zaręczyli za niego; po czym krzyczy silnym i doniosłym głosem: "Na miłość Boga, baronowie, wysłuchajcie mnie! Panowie, byłem w wojsku przy cesarzu. Służyłem mu z całą wiarą, z całą miłością. Roland, jego siostrzan, znienawidził mnie i skazał mnie na śmierć i na cierpienie. Wysłano mnie za posła do króla Marsyla; przez mój ą zręczność zdołałem się ocalić. Wyzwałem rycerzy Rolanda i Oliwiera, i wszystkich ich towarzyszów. Karol i jego szlachetni baronowie słyszeli moje wyzwanie. Pomściłem się, ale to nie była zdrada." Frankowie odpowiadają: "Będziemy nad tym radzili".

CCLXXIV

Ganelon widzi, że zaczyna się wielki sąd nad nim. Trzydziestu jego krewnych zebrało się. Jest jeden, któremu dają posłuch wszyscy - to Pinabel z sorenckiego zamku. Umie dobrze mówić i powiedzieć swoje racje, jak się godzi. Jest dzielny, gdy chodzi o to, aby bronić swego herbu. Ganelon powiada doń: "Przyjacielu, ocal mnie od śmierci i hańby!" Pinabel powiada: "Niebawem będziesz ocalony. Jeżeli choćby jeden Francuz osądzi, aby cię powiesić, niechaj cesarz nakaże walkę między nami na udeptanej ziemi; mój stalowy miecz zada mu łgarstwo." Hrabia Ganelon pochyla mu się do stóp.

CCLXXV

Bawarowie i Sasi weszli do sali obrad, i Puatweni, i Normanowie, i Francuzi. Alemanowie i Niemcy są tam w wielkiej liczbie; Owemiacy są najdworniejsi. Spuszczają z tonu z przyczyny Pinabela. Jeden powiada do drugiego: "Trzeba tego poniechać! Dajmy spokój sądom i prośmy króla, aby odpuścił Ganelonowi na ten raz; niech Ganelon służy mu odtąd wiernie i z miłością. Roland umarł, już go nie ujrzycie; złoto ani srebro go nie wrócą. Szalony, kto by stawiał czoło Pinabelowi!" Nie masz takiego, który by się przeciwił, wyjąwszy Tierego, brata wielmożnego Gotfryda.

CCLXXVI

Wracają baronowie do Karola Wielkiego. Powiadają królowi: "Panie, prosimy cię, uniewinnij hrabiego Ganelona i niech ci potem służy z miłością i wiarą. Zostaw go przy życiu, bo jest pan bardzo potężny. Ani złoto, ani srebro nie wróciłoby ci Rolanda." Król rzecze: "Jesteście zdrajcy!"

CCLXXVII

Kiedy Karol ujrzał, że wszyscy mu chybili, spuszcza głowę z boleścią. "Ja nieszczęśliwy!" - powiada. Aż staje przed nim rycerz niejaki, Tiery, brat Gotfryda, diuka andegaweńskiego. Ciało ma chude, wątłe, smukłe, włosy czarne, twarz dosyć ciemną. Nie jest zbyt wielki, ale i niezbyt mały. Powiada grzecznie do króla: "Miły królu, panie, nie rozpaczaj tak. Długo ci służyłem, wiesz o tym. Przez pamięć przodków winienem ci rzec te słowa. Gdyby nawet Roland przewinił wobec Ganelona, Roland był w two Jej służbie; to powinno było starczyć mu za rękojmię. Ganelon jest zdrajca, albowiem zdradził; wobec ciebie to krzywo przysiągł i dopuścił się zbrodni. Dlatego sądzę, że powinien być powieszony i umrzeć; a z ciałem jego godzi się postąpić tak jak z ciałem zdrajcy, który dopuścił się zdrady. Jeżeli ma krewnego, który chce mi zadać łgarstwo, gotów jestem tym mieczem, który noszę przy boku, podtrzymać natychmiast mój sąd". Frankowie odpowiadają: "Dobrze rzekłeś!"

CCLXXVIII

Przed króla wystąpił Pinabel. Jest wielki i silny, dzielny i zwinny; kogo jego cios kiedy dosięgną!, ten zakończył życie. Rzecze do króla: "Panie, tu jest twój sąd; nakażże tedy, aby nie czyniono tyle zgiełku. Widzę tu Tierego, który wydał sąd. Zadaję łgarstwo jego sądowi i będę walczył przeciw niemu!" Daje królowi do ręki rękawicę z jeleniej skóry, rękawicę z prawej ręki. Cesarz powiada: "Żądam dobrych zakładników" Trzydziestu krewnych ofiaruje się jako wiemy zakład. Król powiada: "Zgadzam się na to!" Oddaje ich pod dobrą straż, póki nie będzie uczyniona sprawiedliwość.

CCLXXIX

Kiedy Tiery widzi, że będzie bitwa, podaje Karolowi prawą rękawicę. Cesarz daje zań rękojmię, po czym każe wynieść cztery ławy na plac. Ci, którzy mają walczyć, siadają. Powszech nym sądem wyzwali się wedle prawideł. Ogier duński zaniósł podwójne wyzwanie. Po czym żądają swoich koni i oręża.

CCLXXX

Skoro są gotowi do bitwy, spowiadają się; rozgrze szeni są i pobłogosławieni. Słuchają mszy i przyjmują komunię. Czynią kościołom wielkie ofiary. Potem obaj wracają przed Karola. Przypięli ostrogi, wdziewaj ą białe kolczugi, silne i lekkie, wiążą na głowie jasne hełmy, przypasują miecze o rękojeści z czystego złota, wieszają na szyi tarcze, biorą w prawe ręce ostre kopie, po czym dosiadają swych szybkich rumaków/Wówczas zapłakało sto tysięcy rycerzy, którzy, przez miłość do Rolanda, litują się Tierego. Jaki będzie koniec, Bóg to wie dobrze.

CCLXXXI

Jest pod Akwizgranem pole bardzo szerokie; tam to starli się dwaj baronowie. Są mężni i dzielni wielce, a konie ich rącze są i rwące. Tęgo spinają je ostrogami, puszczają cugle. Całą siłą zetrą się ze sobą. Tarcze się łamią, lecą w sztuki, kolczugi się drą, popręgi pękają, łęki skręcają się, siodła spadają na ziemię. Sto tysięcy ludzi płacze patrząc na nich.

CCLXXXII

Dwaj rycerze spadli na ziemię. Szybko wstają na nogi. Pinabeijest silny, zwinny i lekki. Szukają się wzajem; nie mają już koni. Mieczami o rękojeściach ze szczerego złota walą raz po raz w stalowe hełmy; ciosy są silne, zdolne strzaskać hełm. Lęk ogarnia francuskich rycerzy. "Ha, dobry Boże - rzecze Karol - spraw, aby zajaśniało prawo!"

CCLXXXIII

Pinabel rzecze: "Tiery, poddaj się! Będę twoim wasalem wiernym i miłującym, dam ci, ile wola, moich skarbów, ale spraw zgodę Ganelona z królem!" Tiery odpowiada: "Nie będę z tobą długo radził. Hańba mi, jeśli ustąpię w czymkolwiek! Niech między nami uczyni dziś prawo Bóg!"

CCLXXXIV

Tiery powiada: "Pinabelu, waleczny jesteś, jesteś wielki i silny, członki twoje są kształtne, a parowie znaj ą twój ą dzielność - wyrzeczże się tej bitwy! Uzyskam dla ciebie zgodę z Karolem Wielkim. Co zaś do Ganelona, uczynią mu sprawiedliwość, i taką, że przez wieki co dzień będą o tym mówili!" Pinabel rzecze: "Nie daj to Bóg! Nie poddam się nikomu żywemu! Wolę raczej zginąć niż cierpieć hańbę!" Zaczynają znów walić mieczami po hełmach wykładanych złotem. Lecą w niebo jasne iskry. Nikt by ich nie rozdzielił. Nie może się skończyć ta walka, aż jeden z nich nie padnie.

CCLXXXV

Pinabel z Sorencji bardzo jest silny. Wali Tierego w hełm prowancki, ogień tryska, trawa płonie. Błyska mu ostrzem stalowego brzeszczota. Miecz spada na jego czoło. Prawe lico ma całe we krwi i krwawą kolczugę na grzbiecie i na piersi. Bóg czuwa nad nim - Pinabel nie położył go trupem.

CCLXXXVI

Tiery widzi, że jest ranny w twarz. Krew jego spada jasna na trawę na łące. Wali Pinabela w hełm z ciemnej stali, kruszy i przecina go aż do przyłbicy, wypuszcza z czaszki mózg; obraca brzeszczot w ranie i wali go trupem. Ten cios rozstrzygnął bitwę. Frankowie krzyczą: "Bóg sprawił cud! Słuszna jest, aby Ganelona powiesić i jego krewnych, którzy ręczyli za niego!"

CCLXXXVII

Kiedy Tiery wygrał walkę, cesarz Karol podszedł ku niemu. Czterech baronów towarzyszy mu: diuk Naim, Ogier Duńczyk, Gotfryd z Andegawenii i Wilhelm z Blaj. Król wziął Tierego w ramiona, wielkimi połami gronostajowego płaszcza ocieramu twarz; po czym odrzuca płaszcz, dają mu inny. Bardzo czule zdejmują zbróję z rycerza, sadzają go na arabskiego muła; wiodą go z radością i w pięknym ordynku. Baronowie wracają do Akwizgranu, zsiadają z koni na dziedzińcu. Wówczas zaczyna się uśmiercanie tamtych.

CCLXXXVIII

Karol woła swoich diuków i hrabiów: "Co radzicie o tych, których zatrzymałem? Przyszli na sąd nad Ganelonem; oddali mi się jako zakładnicy za Pinabela." Frankowie odpowiadają: "Żaden z nich nie ma prawa żyć!" Król woła Bastruna, swojego rządcę: "Idź i powieś wszystkich na drzewie z przeklętego drewna. Na tę brodę, której włos jest siwy, jeśli ujdzie śmierci bodaj jeden, zginąłeś ty i przyszedł dzień twojej zguby!" Odpowiada: "Co mogę począć innego?" Ze stoma strażnikami zabiera ich siłą; jest ich trzydziestu, wszystkich powieszono. Kto zdradza, gubi innych z sobą.

CCLXXXIX

Wówczas odeszli Bawarowie i Alemanowie, i Puatweni, i Bretonowie, i Normanowie. Wszyscy zgodzili się, a Frankowie pierwsi, że Ganelon musi umrzeć w osobliwych mękach. Przyprowadzają cztery rumaki, potem przywiązują mu ręce i nogi. Konie są ogniste i rącze, czterej strażnicy pędzą ich przed siebie do klaczy, która jest na środku pola. Przyszedł na Ganelona dzień zguby. Wszystkie jego nerwy prężą się, wszystkie jego członki pękają, na zieloną murawę leje się jego jasna krew. Umarł Ganelon śmiercią, która przystała jawnemu zdrajcy. Kiedy człowiek jeden zdradzi drugiego, nie jest słuszna, aby się tym mógł chełpić.

CCXC

Skoro cesarz wziął już pomstę, zawołał swoich biskupów z Francji, z Bawarii i z Alemanii. "W moim domu mam szlachetną brankę. Tyle słyszała kazań i przypowieści, że chce uwierzyć w Boga i żąda stać się chrześcijanką. Ochrzcijcie ją, iżby Bóg miał jej duszę!" Odpowiadają: "Przeznaczcie jej matki chrzestne!" W źródłach akwizgrańskich ochrzcili królową hiszpańską, znaleźli jej imię Julianna. Stała się chrześcijanką przez szczere poznanie świętej wiary.

CCXCI

Kiedy cesarz uczynił sprawiedliwość i uśmierzył swój wielki gniew, wówczas kazał ochrzcić Bramimondę. Dzień się skończył, nadeszła czarna noc. Król ułożył się do snu w sklepionej komnacie. I przyszedł od Boga święty Gabriel, i rzekł: "Karolu, w całym swym cesarstwie zwołaj wojsko pod broń. Z wielką siłą pójdziesz do ziemi birskiej, wspomożesz króla Wiwiana w jego mieście Imfie, gdzie go obiegli poganie. Chrześcijanie wzywającię tam i wołają!" Cesarz rad by nie iść: "Boże - powiada - ileż męki w mym życiu!" Oczy jego leją łzy, targa siwą brodę.

Tu kończy się pieśń, którą Turold pisał...



 OPRACOWANIA:
    (polecane przez Warownię.pl oznaczone "###")

   - "Pieśń o Rolandzie" ###
   - "Pieśń o Rolandzie"
   - Cechy wzorowego rycerza średniowiecznego na podstawie fragmentów "Pieśni o Rolandzie"

 Katalog zbiorów Biblioteki 

 Spis tekstów 

 Góra 

 Powrót 

  © Xezaar