«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis tekstów rodzimych 

 krok wstecz »» 

 dla TYCH co wolą wszystko w czerni »» 

Teksty oryginalne

Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią 

 autor: 
nieznany
 data: 
koniec XV w.
 nota: 
Najdłuższy polski wiersz średniowieczny. Obraz w nim przedstawiony bardzo umiejętnie oddaje mentalność ówczesnego społeczeństwa, racząc nas przy okazji sporą dawką humoru.
Rękopis wiersza pochodził z końca XV wieku i był przechowywany w Bibliotece Kapituły Płockiej, został jednak zniszczony podczas II wojny światowej. Zakończenie, które zaginęło znacznie wcześniej, zachowało się jedynie w staroruskim przekładzie z końca XVI wieku.
498 wersów w formie dialogu
 


   Gospodzinie Wszechmogący,
Nade wszytko stworzenie więcszy,
Pomoży mi to działo słożyć,
Bych je mogł pilnie wyłożyć
Ku Twej fały rozmnożeniu,
Ku ludzkiemu polepszeniu!
  Wszytcy ludzie, posłuchajcie,
Okrutność śmirci poznajcie!
Wy, co jej nizacz nie macie,
Przy skonaniu ją poznacie.
Bądź to stary albo młody
Żadny nie ujdzie śmiertelnej szkody;
Kogokoli śmierć udusi,
Każdy w jej szkole być musi;
Dziwno się swym żakom stawi,
Każdego żywota zbawi.
Przykład o tem chcę powiedzieć,
Słuchaj tego, kto chce wiedzieć!

   Polikarpus, tak wezwany
Mędrzec wieliki, mistrz wybrany,
Prosił Boga o to prawie,
By uźrzał śmierć w jej postawie.
Gdy się moglił Bogu wiele,
Ostał wszech ludzi w kościele,
Uźrzał człowieka nagiego,
Przyrodzenia niewieściego,
Obraza wielmi skaradego,
Łoktuszą przepasanego.
Chuda, blada, żołte lice
Lści się jako miednica;
Upadł ci jej koniec nosa,
Z oczu płynie krwawa rosa;
Przewiązała głowę chustą,
Jako samojedź krzywousta;
Nie było warg u jej gęby,
Poziewając skrżyta zęby;
Miece oczy zawracając,
Groźną kosę w ręku mając;
Goła głowa, przykra mowa,
Ze wszech stron skarada postawa -
Wypięła żebra i kości,
Groźno siecze przez lutości.
Mistrz widząc obraz skarady,
Żołte oczy, żywot blady,
Groźno się tego przelęknął,
Padł na ziemię, eże stęknął.
Gdy leżał wznak jako wiła,
Śmierć do niego przemowiła.

[ M o r s  d i c i t:]

   Czemu się tak barzo lękasz?
Wrzekomoś zdrow, a [w]żdy stękasz!
Pan Bog tę rzecz tako nosił,
lżyś Go o to barzo prosił,
Abych ci się ukazała,
Wszytkę swą moc wzjawiła;
Otoż ci przed tobą stoję,
Oglądaj postawę moję:
Każdemu się tak ukażę,
Gdy go żywota zbawię.
Nie [lę]kaj się mie tym razem,
Iż mię widzisz przed obrazem;
Gdy przydę, namilejszy, k tobie,
Tedy barzo zeckniesz sobie;
Zableszczysz na strony oczy,
Eż ci z ciała pot poskoczy;
Rzucęć się, jako kot na myszy,
Aż twe sirce ciężko wdyszy.
Otchoceć się z miodem tarnek,
Gdyć przyniosę jadu gamek -
Musisz ji pić przez dzięki;
Gdy pożywiesz wielikiej męki,
Będziesz mieć dosyć tesnice,
Otbędziesz swej miłośnice.
Ostań tego wszech, tobie wielę,
Przez dzięki cię z nią rozdzielę.
Mów ze mną, boć mam działo,
Gdyć się ze mną mowić chciało;
Widzisz, iżem ci robotnica -
czemu cię wzięła taka tesnica?
Ma kosa wisz, trawę siecze,
Przed nią nikt nie uciecze.
Wstań, mistrzu, odpowiedz, jestli umiesz!
Za po polsku nie rozumiesz?
Snać ci Sortes nie pomoże,
Przeklęknąłeś się, nieboże!
Już odetchni, nieboraku,
Mow ze mną, ubogi żaku,
Nie boj się dziś mojej szkoły,
Nie dam ci czyść epistoły.

[ M a g i s t e r  r e s p o n d i t]

   Mistrz przemowił wielmi skromnie:
Lęknąłem się, eż nic po mnie.
Ta mi rzecz barzo niemiła,
lżeś mię tako postraszyła;
By była co przykrego przemowila,
Zerwałaby się we mnie każda żyła;
Nagle by mię umorzyła
I duszę by wypędziła.
Proszę ciebie, ostąp mało,
Boć nie wiem, coć mi się stało:
Mgleję wszytek i bladzieję,
Straciłem zdrowie i nadzieję;
Racz rzucić od siebie kosę,
swoję głowę podniosę!

[ M o r s  d i c i t:]

   Darma, mistrzu, twoja mowa,
Tegom ci uczynić nie gotowa;
Dzirżę kosę na reistrze,
Siekę doktory i mistrze,
Zawżdy ją gotową noszę,
Przez dzięki noclegu proszę.
Wstań ku mnie, możesz mi wierzać,
Nie chcęć się dzisia zniewierzać!
   Wstał mistrz jedwo lelejąc się,
Drżą mu nogi, przelęknął się.

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   Miła Śmierci, gdzieś się wzięła,
Dawno li-ś się urodziła?
Rad bych wiedział do ostatka,
Gdzie twoj ociec albo matka.

[ M o r s  d i c i t:]

   Gdy stworzył Bog człowieka,
Iżby był żyw eż do wieka,
Stworzył Bog Jewę z kości
Adamowi ku radości.
Dał jemu moc nad zwierzęty,
By panował jako święty;
Podał jemu ryby z morza,
Chcąc go zbawić wszego gorza;
Polecił mu rajskie sady,
Chcąc ji zbawić wszej biady.
To wszytko w jego moc dał,
Jedno mu drzewo zakazał,
By go owszejki nie ruszał
Ani się na nie pokuszał,
Rzeknąc jemu: "Jedno ruszysz,
Tedy pewno umrzeć musisz!"
Ale zły duch Jewę zdradził,
Gdy jej owoc ruszyć radził.
Ewa się ułakomiła,
Śmiałość uczyniła;
W ten czas się ja poczęła,
Gdy Ewa jebłko ruszyła;
Adamowi jebłka dała,
A ja w onem jebłk[u] była.
Adam mie w jebłce ukusił,
Przeto przez mię umrzeć musił;
W tem Boga barzo obraził,
Wszytko swe plemię zaraził.

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   Miła Śmirci, racz mi wzjewić,
Przecz chcesz ludzie żywota zbawić,
Czemu twą łaskę stracili.
Zać co złego uczynili?
Chcem do ciebie poczty nosić,
Aby się dała przeprosić;
Dałbych dobry kołacz upiec,
Bych mogł przed tobą uciec.

[ M o r s  d i c i t:]

   Chowaj sobie poczty swoje,
Rozdraźnisz mię tyle dwoje!
W pocztach ci ja nie korzyszczę,
Wszytki w żywocie zaniszczę.
Chceszli wiedzieć statecznie,
Powiem tobie przezpiecznie:
Stworzyciel wszego stworzenia
Pożyczył mi takiej mocy,
Bych morzyła we dnie i w nocy;
Morzę na wschod, na południe,
A umiem to działo cudnie;
Od połnocy do zachodu
Chodzę nie pytając brodu.
Toć me nawięcsze wiesiele,
Gdy mam morzyć żywych wiele:
Gdy się jimę z kosą plęsać,
Chcę jich tysiąc pokęsać.
Toć jest mojej mocy znamię -
Morzę wszytko ludzkie plemię:
Morzę mądre i też wiły,
W tym skazuję swoje siły;
I chorego, i zdrowego,
Zbawię żywota każdego;
Lubo stary, lubo młody,
Każdemu ma kosa zgodzi;
Bądź ubodzy i bogaci,
Szwytki ma kosa potraci;
W[o]jewody i czestniki,
Wszytki świeckie miłostniki,
Bądź książęta albo grabie,
Wszytki ja pobierzę k sobie.
Ja z krola koronę semknę,
Za włosy ji pod kosę wemknę;
Też bywam w cesarskiej sieni,
Zimie, lecie i w jesieni.
Filozofy i gwiazdarze,
Wszytki na swej stawiam sparze;
Rzemieślniki, kupce i oracze,
Każdy przed mą kosą skacze;
Wszytki zdradźce i lifniki,
Zostawię je nieboszczyki.
Karczmarze, co źle piwa dają,
Nieczęsto na mię wspominają;
Jako swe miechy natkają,
W ten czas mą kosę poznają;
Kiedy nawiedzą mą szkołę,
Będę jim lać w gardło smołę.
Jedno się poruszę,
Wszytki nagle zdawić muszę;
Naprzod zdawię dziewki, chłopce,
Aż się chłop po sircu smiekce.
Ja zabiła Golijasza,
Annasza i Kaifasza;
Ja Judasza obiesiła
I dw[u] łotru na krzyż wbiła;
Alem kosy naruszyła,
Gdym Krystusa umorzyła,
Bo w niem była Boska siła.
Ten jeden mą kosę zwyciężył,
Iż trzeciego dnia ożył;
Z Tegom się żywotem biedziła,
Potem jużem wszytkę moc straciła.
   Mam moc nad ludźmi dobremi,
Ale więcej nade złemi;
Kto nawięcej czyni złości,
Temu złamię kości.
Chcesz li, jeszcze wzjawię tobie,
Jedno bierz na rozum sobie:
Powiem ci o mej kosie,
Jedno jej powąchaj w nosie;
Chcesz li spatrzać, jako ostra,
Zapłacze nad tobą siostra,
Mistrzostwać nic nie pomogą,
W ocemgnieniu wezdrzysz nogą;
Jedno wyjmę z puzdra kosy,
Natychmiast zmienisz głosy.
Dał ci mi to Wszechmogący,
Bych morzyła lud żywiący;
Zawżdy wsłynie moja siła;
Jam obrzymy pomorzyła,
Salomona tak mądrego,
Absalona nadobnego,
Sampsona wielmi mocnego
I Wietrzycha obrzymskiego.
Ja się nad niemi pomściła,
A swą kosę ucieszyła;
Jać też dziwy poczynam,
Jedny wieszam, drugie ścinam.

[ M a g i s t e r  r e s p o n d i t]

   Jać nie wiem, z kim się ty zbracisz,
Gdy wszytki ludzie potracisz;
Gdy wszytki ludzie posieczesz,
A gdzież sama ucieczesz?
Wżdyć trzeba ludzkiej przyjaźni,
By cię zgrzeli w swojej łaźni,
Aby się w niej napociła,
Gdyby się urobiła,
A potem lepiej [czyniła].

[ M o r s  d i c i t:]

   Owa, ja tu ciebie zmyję,
W ocemgnieniu zetnę szyję.
Czemu się tako z rzeczą wciekasz,
Snać tu jutra nie doczekasz!
Mowisz mi to tako śmiele,
Utnęć szyję i w kościele!
Otoż, mistrzu barzo głupi,
Nie rozumiesz o tej kupi;
Nie korzyszczęć ja w odzieniu
Ani w nawięcszem jimieniu;
Twe rozynki i migdały
Zawżdyć mi za mało stały;
Eksamity i postawce -
Tych się mnie nigdy nie chce.
W grzechu się ludzkiem [nie kocham],
A tego nigdy nie przeniecham;
Duchownego i świeckiego,
Zbawię żywota każdego;
A każdego morzę, łupię,
O to nigdy nie pokupię:
Kanonicy i proboszcze
Będą w mojej szkole jeszcze,
I plebani z miąszą szyją,
Jiżto barzo piwo piją,
I podgardłki na pirsiach wieszają;
Dobre kupce, rostocharze,
Wszytki moja kosa skarze;
Panie i tłuste niewiasty,
Co sobie czynią rozpasty,
Mordarze i okrutniki,
Ty posiekę nieboszczyki;
Dziewki, wdowy i mężatki,
Posiekę je za jich niestatki;
Szlachcicam bierzę szypy, tulce,
A ostawiam je w jenej koszulce;
Żaki i dworaki,
Ty posiekę nieboraki;
Wszytki, co na ostre gonią,
Biegam za nimi z pogonią;
Kto się rad ku bitwie miece,
Utnę mu rękę i plece,
Rozdzielę ji z swoją miłą,
A ostawię ji prawym wiłą;
Chcę mu sama trafić włosy,
Iże zmieni głosy.

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   By mię chciała trocha słuchać,
Chciałbych cię nieco pytać:
Czemu się lekarze stają,
Gdy z twej mocy nie wybawiają,
I też powiedają,
Eże wieliką moc zioła mają?

[ M o r s  r e s p o n d i t]

   Otoć każdy lekarz faści,
Nie pomogą jego maści;
pożywają mistrzostwa swego,
Poki nietu czasu mego;
A poki jest wola Boża,
Poty człowiek praw niezboża.
Nie pomogą apoteki,
Przeciw mnie żadne leki,
A wżdy umrzeć każdy musi,
Kto jich lekarstwa zakusi;
Na mały czas mogą pomoc,
Iż niemocny weźmie swą moc.
A wżdy koniec temu będzie,
Gdy lekarz w mej szkole siędzie,
Powiem przeciw śmirtelnej szkodzie
Nie najdzie ziela na ogrodzie.
Darmo pożywasz lubieszczka,
Jużci zgotowana deszczka;
Nie pomoże kurzenie piołyna,
Gdy przydzie moja godzina;
Nie pomogą i szełwije -
Wszytko śmirć przez ługu zmyje.
Jać nie dbam o żadne ziele,
A wżdy już lat przeszło wiele,
Gdy pożywam swego państwa,
A nie dbam o żadne lekarstwa;
Swe poczwy nad ludźmi stroję,
A wżdy w jenej mierze stoję.
Morzę sędzie i podsędki,
Zadam jim wielikie smętki.
Gdy swą rodzinę sądzą,
Często na skazaniu błądzą;
Ale gdy przydzie sąd Boży,
Sędzia w miech piszczeli włoży,
Już nie pojedzie na roki,
Czyniąc niesprawnie otwłoki,
Co przewracał sądy wierne,
Bierząc winy nieumierne,
Bierząc od złostników dary,
Sprawiając jich niewiery -
To wszytko będzie wzjawiono
I ciężko pomszczono.

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   Proszę ciebie, słuchaj tego,
A niechaj mowienia swego.
Twoja kosa wszytki siecze,
Tako szlachtę, jako kmiecie;
Dawisz wszytki przez lutości,
Nie czyniąc żadnej miłości.
Chciałbych oto mowić z tobą:
Mogłli bych się skryć przed tobą,
Gdybych się w ziemi chował
Albo twardo zamurował?
Żali bych uszedł twej mocy,
Gdybych strzegł we dnie i w nocy,
Temu bych uczynił wrożę
I postawił dobrą strożę?

[ M o r s  d i c i t:]

   Chcesz li tego skosztować,
Dam ci się w żelezie skować
I też w ziemi zakopać -
Ale cię pewno potrzepię,
Jed[no] sobie kosę sklepię;
Uwijaj się, jako umiesz,
Aza mej mocy ujdziesz.
Jużem ci naostrzyła kosę,
A darmo jej nie podnoszę,
Ciębie ją podgolić muszę.

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   Miła Śmierci, nie mow mi tego,
Zbawisz mię żywota mego;
Już ci nie wiem, coć mi się złego stało:
Głowa mi się wkoło toczy,
Z niej chcą wypaść oczy.

[ M o r s  d i c i t:]

   Czemu się tak wiele przeciwiasz,
Mirziączki ze mną nabywasz!
Nikt się przede mną nie skryje,
Wszystkiem żywem utnę szyje.
Sama w lisie jamy lażę,
Wszytki liszki w zdrowiu każę;
Za kunami lażę w dzienie,
Łupieże dam na odzienie;
Ja dawię gronostaje
I wiewiorkam się dostaje;
Jać też kosą siekę wilki,
Samy łapam drugiej filki,
Przez płoty chłopie
Gonię żorawie i dropie;
Z gęsi też wypędzam [duszki],
Pierze dawam na poduszki -
Zwierzęta i wszytki ptaki
Ja posiekę, nieboraki.
Cokoli martwym niosą,
Ci byli pod mą kosą.
   Przetoć ten przykład przywodzę:
Każdego w żywocie szkodzę.
By się podnosił na powietrze,
Musisz płacić świętopietrze.
Jen ma grody i pałace,
Każdy przed mą kosą skacze;
By też miał żelazna wrota,
Nie ujdzie ze mną kłopota.
Wszytki sobie za nic ważę,
Z każdego duszę wydłażę:
Stoić za mało papież,
I naliszszy żebrak takież;
Kardynały i biskupy -
zadam jim wielikie łupy;
Pogniatam ci kanoniki,
Proboszcze, sufragany,
A ni mam o to przygany;
Wszytki mnichy i opaty
Posiekę przez zapłaty.
   Dobrzy mniszy się nie boją,
Ktorzy żywot dobry mają;
Acz mą kosę poznają,
Ale się jej nie lękają;
To wszytkim dobrem pospolno -
Jidą przed mą kosą rowno,
Bo dobremu mało płaci,
Acz umrze, nic nie straci;
Pozbędzie świeckiej żałości,
Pojdzie w niebieskie radości;
Prosty mnich w niebo ciągnie,
A żadny mu nie przeciągnie;
Wziął od wszytkich wzgardzenie,
Świeccy mu się naśmiewali,
Za prawego ji wiłę mieli;
Ale gdy przydzie dzień sądny,
Gdzie się nie skryje żadny,
Uźrzą mądrzy tego świata,
Iż dobra Boska odpłata;
Chowali tu żywot swoj ciasno,
Alić jich sirca nad słońce jasno;
Jidą w niebieskie radości,
A nie w piekielne żałości.
Co nam pomogło odzienie
Albo obłudne jimienie,
Cośmy się w niem kochali,
A swe dusze za nie dali?
Przeminęło jak obłoki,
A my jidzim przez otwłoki.
Jinako morzę złe mnichy,
Ktorzy mają zakon lichy,
Co z klasztora uciekają,
A swej wolej pożywają.
Gdy mnich pocznie dziwy stroić,
Nikt go nie może ukoić;
Kto chce czynić co na świecie,
Zły mnich we wszytko się miece.
Jestli wsiędzie na szkapicę,
Wetknie za nadra kapicę,
Zawodem na koniu wraca,
A często kozielce przewraca.
Kiedy mnich na koniu skacze,
Nie weźrzałby na nalepsze kołacze;
Umaże się jako wiła,
Wżdy mu ta rzecz barzo miła.
Gdy piechotą jimie biegać,
Muszę mu naprzod zabiegać.
Azaż ci ji czarci niosą,
Jedwo ji pogonię z kosą!
Nie dba, iż go kijem biją,
Zawod biega z krzywą szyją;
A drugdy mu zbiją plece,
A wżdy się w niem coś złego miece -
A wżdy za niem biegać muszę,
Aż z niego wypędzę duszę.
Mowię to przez kłamu, wierę,
Dam ji czartom na ofierę.
Kustosza i przeora,
Wezmę je do swego dwora;
Z opata zejmę kapicę,
Dam komu na nogawicę;
Z skaplerza będą pilśnianki,
Suknia pachołkom na lanki;
Odejmę mu torłop kuni,
A nie wiem, gdzie się okuni;
Odejmę mu kożuch lisi
I płaszcz, co nazbyt wisi.
Koniecznie mu zejmę infułę
I dam za szyję poczpułę.

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   Chcę cię pytać, Śmirci miła,
By mię tego nauczyła:
Panie, co czystość chowają,
Jako się u Boga mają?

[ M o r s  r e s p o n d i t]

   Azaś nie czytał świętych żywota,
Co mieli ciężkie kłopoty:
Jako panny mordowano,
Sieczono i biczowano,
Nago zwłoczono, ciało żżono
I pirsi rzezano,
Potem do ciemnice wiedziono,
Niektore głodem morzono,
Potem w powrozie wodzono,
Okrutnemi dręcząc mękami,
Targano je osękami.
Ja się temu dziwowała,
Gdym w nich tę śmiałość widziała:
Dziwno jest nie dbać okrutności,
Cirzpiąc tak ciężkie boleści.

*

[ M a g i s t e r  d i c i t:]

   [Miła Śmirci, racz powiedzieć,
Co od ciebie chciałbych wiedzieć:
Wiem, iż wszemu koniec będzie,
Kiedy Bog na sądzie siędzie;
Gdzie ty, Śmirci, w ten czas będziesz?
Czy i ty na sądzie siędziesz,
Iże nas tak barzo nędzisz?

[ M o r s  d i c i t:]

   Ten, kto ma rozum stateczny,
Wie, iż Bog jest żywot wieczny:
A przeto gdzie Kryst kroluje,
Tamo już Śmirć nie panuje.
Gdy Bog będzie grzeszne sędzić,
Ja je mam do piekła pędzić,
A kiedy już w piekle siędą,
Wielkie męki cirzpieć będą.
Gdy je tako będą męczyć,
Oni do mnie będą jęczeć:
Prosim, by nas umorzyła
I z mąk takich wybawiła.
A ja mam się w ten czas chronić;
Nie mam ich ot męki bronić.
Przeto, Mistrzu, uważ sobie,
Strzeż się, bo pokażę tobie!
Służ Bogu we dnie i w nocy,
Ujdziesz mąk przy tej pomocy.
Możesz mię dobrze rozumieć
I, co ci mowię, uczynić.
Kiedy ci się znowu zjawię,
Koniecznie żywota zbawię.

* * *

   Wtem Mistrz krzyknął wielkim głosem,
Bo tuż Śmirć ujrzał tym czasem.

[M a g i s t e r  d i c i t:]

   Już nam, wszytkim ludziom gorze,
Śmirć nas wlecze jako morze.
Straciłem wsze swoje lata,
Bom telko używał świata.]





działo - dzieło

fały - chwały



nizacz - za nic
wezwany - nazwany
wybrany - uznany, dostojny
prawie - szczerze


ostał wszech ludzi - został bez innych ludzi


obraza... - o wyglądzie bardzo brzydkim, szkaradnym
łoktuszą - białą chustą
samojedź - ludożercy (rzeczownik zbiorowy)


miece oczy - przewraca oczyma




przez lutości - bez litości

żywot - brzuch

eże - aż, iż, że
wiła - błazen
nosił - sprawił
zeckniesz sobie - ogarną cię mdłości
zableszczysz... - będziesz niespokojnie przewracać oczami



otchoceć się - odechce ci się; tarnek - śliwek

przez dzięki - wbrew woli
pożywiesz - doznasz
tesnice - przykrości, żalu
otbędziesz - stracisz
ostań tego... - zostaw to wszystko - jak ci każę!

mów ze mną... - rozmów się ze mną, bo mam robotę



wisz - sitowie


za - aza, czy
Sortes - Sokrates




czyść epistoły - czytać epistoły (lekcji, części mszy)




rzecz - mowa
- niech





na reistrze - w pogotowiu




się dzisia zniewierzać! - sprzeniewierzać się
wstał mistrz... - mistrz podniósł się, z trudem utrzymując równowagę



się wzięła - zjawiła się
gorza - zła, cierpień




owszejki - właśnie, zwłaszcza
pokuszał - próbował, zuchwale próbował
ukusił - skosztował, spróbował
poczty - podarunki
przezpiecznie - śmiało, otwarcie

pożyczył - użyczył




nie pytając - nie szukając
skazuję - udowadniam, wykazuję
czestniki - kasztelanów
miłostniki - kochanków


semknę - zdejmę, zemknę
wemknę - wsadzę, wetknę
w cesarskiej sieni - w pałacu

gwiazdarze - astrologów
wszytki na swej... - jestem zagrożeniem dla wszystkich


lifniki - lichwiarzy



miechy - torby, worki




zdawić - udusić, zdławić

smiekce - zadrży, zamigota
wzjawię - objawię, pokażę
wezdrzysz nogą - w przedśmiertnym skurczu
Absalona - Absalom, biblijna postać - trzeci syn Dawida,
znany ze swej urody (stąd Absalona nadobnego)
Wietrzycha... - inaczej Dytrych z Bernu (Teodoryk
z Werony), król Ostrogotów, który zasłynął
w średniowieczu z męstwa, siły i cnót. Jego imię stało się
przysłowiowe i weszło do tradycji.
z rzeczą wciekasz - w przedśmiertnym skurczu
nie rozumiesz o tej kupi - nie znasz się na tym handlu

jimieniu - majątku, bogactwie

mi za mało stały - niewiele dla mnie znaczyły
eksamity i postawce - aksamity i cenne tkaniny
o to nigdy... - nigdy za to nie dostanę kary


z miąszą - z grubą

podgardłki - podbródki
rostocharze - handlarzy końmi


rozpasty - rozpusty
mordarze - morderców
ty posiekę nieboszczyki - posiekę ich, że umrą (staną się
nieboszczykami)

bierzę szypy, tulce - biorę strzały, kołczany



co na ostre gonią - biorą udział w turniejach

miece - rzuca



trafić - trefić, elegancko układać
faści - oszukuje, zwodzi

pożywają - używają


praw niezboża - wolny od nieszczęścia



zakusi - spróbuje
lubieszczka - lubczyka, mikstur




śmirć przez... - śmierć da sobie radę bez trudu ("zmyć
bez ługu - powiedzenie oznaczające zrobić coś bez trudu)

pożywam... - używam swej władzy

poczwy - igraszki, figle, zabawę
sędzia... - straci pewność siebie (zwrot przysłowiowy)
na roki - na sądy
czyniąc niesprawne otwłoki... - odwlekając,
przeciągając, sprawy sądowe
winy nieumierne - nadmierne kary (pieniężne)
złostników - złoczyńców
sprawiając jich niewiery - usprawiedliwiając ich niewiery






niechaj - zaniechaj
J. Krzyżanowski proponuje inne brzmienie - "K temu
bym uczynił wieżą."
mirziączki... - wywołujesz mój gniew, denerwujesz mnie



w zdrowiu każę - pozbawiam życia
w dzienie - w dziury, dziuple
łupieże - skóry



drugiej filki - w innej chwili (chwilce)
cokoli martwym - cokolwiek martwego
jen - który




wydłażę - wycisnę



zadam... - dam im łupnia
płaci - znaczy




mu nie przeciągnie - nie wyprzedzi go
obłudne jimienie - złudne bogactwo



przez otwłoki - bez zwłoki

mają zakon lichy - nie liczą się z regułą

pożywają - używają
wetknie... - schowa habit za pazuchę
zawodem - pędem
jedwo... - ledwo go dogonię

zawod biega - biega w zawody
drugdy - czasami, niekiedy



przez kłamu, wierę, - naprawdę, bez fałszu

kustosza - przełożonego nad kilkoma klasztorami



z skaplerza...- ze skaplerza buty (skaplerz to część habitu
okrywająca piersi i plecy); na lanki - na szatę wierzchnią
torłop - futro
się okuni - włoży kunie futro


koniecznie - na koniec
poczpułę - uderzenie
żżono - palono
osękami - drągami z hakiem na końcu
nędzisz - nękasz

PODSTAWY TEKSTU i PRZYPISÓW:
    - "Poeci polscy od Średniowiecza do Baroku" - PIW - W-wa 1977 - oprac. Kazimiera Żukowska
    - "Średniowieczna poezja polska świecka" - Wrocław 1952 - oprac. S. Vrtel-Wierczyński
    - "Nadawniejsze zabytki języka polskiego" - Wrocław 1975 - oprac. W. Taszycki

 OPRACOWANIA:
    (polecane przez Warownię.pl oznaczone "###")

   - Rozważania o marności życia i nieuchronności śmierci w "Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią"
   - W średniowiecznym kręgu śmierci - Maciej Włodarski ###
   - Człowiek wobec Boga, życia i śmierci w literaturze średniowiecza, renesansu i baroku

 Katalog zbiorów Biblioteki 

 Spis tekstów 

 Góra 

 Powrót 

  © Xezaar