«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis władców 

 krok wstecz »» 

  
Mieszko II Lambert i jego czasy
   żył w latach 990 - 1034

LWIE SZCZENIĘ

rys. L. Stroynowski,
  Z. Papieski wg J.Matejki  
Wyd. Dolnośląskie

   Mieszko II Lambert w panteonie polskich władców znalazł się w cieniu Bolesława Chrobrego. Po wielkim ojcu niełatwo było być wielkim synem. U schyłku panowania Mieszka II państwo polskie pogrążyło się w kryzysie, za który przez stulecia obciążano właśnie tego władcę. Dziś, dzięki wnikliwej pracy historyków, łatwiej o jego sprawiedliwą ocenę. Upowszechnia się przekonanie, że Mieszko zapłacił rachunek za wielki rozmach polityki ojca, w którą wniósł znaczny wkład.
   Mieszko II nie był pierworodnym synem Chrobrego, jednak to właśnie on został naznaczony na jego następcę. Ten wybór ojca okazał się krzywdzący dla starszego brata o imieniu Bezprym, syna odrzuconej, drugiej już żony Chrobrego pochodzącej z Węgier. Sam Mieszko przyszedł na świat prawdopodobnie w roku 990, a urodziła go Emnilda - trzecia żona Chrobrego. Niespotykana dotąd w życiu Chrobrego trwałość związku małżeńskiego zapewniła Mieszkowi dzieciństwo w dobrej atmosferze życia rodzinnego.
   Mając 10 lat, chłopiec był świadkiem największego wywyższenia Bolesława Chrobrego przez cesarza Ottona III podczas zjazdu w Gnieźnie. Tak uprzywilejowana pozycja ojca otworzyła Mieszkowi, zapewne już wówczas przeznaczonemu na następcę, wejście do ówczesnej elity europejskiej. Czytelnym świadectwem tego faktu było, postanowione być może już podczas pamiętnego zjazdu gnieźnieńskiego, małżeństwo Bolesławowica (czyli syna Bolesława) z Rychezą - córką siostry cesarza Ottona III Matyldy oraz jego palatyna (czyli wysokiego urzędnika dworskiego) Herenfrida, zwanego Ezzonem.
   W 1012 roku, według zapiski źródłowej z klasztoru w Brauweiler, przyszły "król polski Mieszko, wysławszy dziewosłębów z najróżnorodniejszymi darami, jak przystało na osobę królewską, za pośrednictwem wspomnianego władcy [króla Niemiec Henryka II] do jego [Ezzona] pierworodnej córki, prosił o rękę Rychezy", a wierzono, że w ten sposób "królestwo Słowian sprzymierzy się z królestwem Niemców". I nie były to puste słowa, gdyż w tym czasie wciąż trwała druga wojna między ojcem Mieszka, Bolesławem Chrobrym, a władcą niemieckim Henrykiem II.
   Podczas rokowań pokojowych Mieszko posłował z ramienia ojca do Henryka II. W lutym 1013 r. przybył do Magdeburga i nawet złożył hołd królowi Niemiec. To zaskakująca decyzja. Został wasalem monarchy, z którym jego ojciec nadal był w stanie wojny.
   Jednak dobrym wytłumaczeniem tego faktu jest małżeństwo z Rychezą, a konkretnie jej posag, Ezzonianka była bowiem dziedziczką pokaźnych dóbr w Niemczech.
   Mieszko spodziewał się, że dzięki wspólnocie majątkowej stanie się posiadaczem dóbr w Rzeszy. Złożył więc hołd "na przyszłość" (bliską). Do zawarcia tak cennego małżeństwa najprawdopodobniej doszło w maju 1013 r. podczas zjazdu merseburskiego, na którym zawarto pokój polsko-niemiecki. Do Merseburga przybył nie tylko Bolesław Chrobry, ale też Emnilda.
   Ocieplenie stosunków polsko-niemieckich w 1013 r. nie trwało długo. Sporne problemy zostały rozwiązane tymczasowo i naprędce, ponieważ władcy Polski i Niemiec pragnęli zająć się innymi sprawami. Chrobry zdecydował się interweniować zbrojnie na Rusi w obronie zięcia i córki wtrąconych do więzienia, Henryk - we Włoszech, gdzie w 1014 r. zdobył koronę cesarską. W 1015 doszło do ponownego konfliktu między obydwoma władcami.
   Działania wojenne poprzedziły próby zwerbowania sojuszników. Mieszko z ramienia ojca udał się do Czech, do księcia Udalryka, "aby wspomniawszy ich pokrewieństwo, zawarli wzajemny pokój i razem stawili opór wspólnym wrogom, a zwłaszcza cesarzom".
   Misja ta zakończyła się dla Mieszka niefortunnie, został pojmany i uwięziony. Henryk II upomniał się o Mieszka jako swojego wasala i nakazał odstawić więźnia do Niemiec. Udalryk próbował uniżenie protestować: "Jest moim obowiązkiem słuchać we wszystkim rozkazów mego pana według mojej możności i chęci. Mimo iż nie byłem tego godny, wszechmocny Bóg wyrwał mnie z paszczy lwa i wydał w moje ręce jego szczenię [sic!] wysłane na moją zgubę. A jeżeli pozwolę mu odejść wolno, będę miał na zawsze pewnych wrogów w ojcu i synu; jeśli zaś je zatrzymam mogę w przyszłości spodziewać się jakiejś korzyści". Rad nierad - raczej to drugie! - odesłał jednak "lwie szczenię" do Niemiec, w zamian otrzymując mniej konkretną gwarancję swego bezpieczeństwa, niż planował: przyrzeczenie opieki cesarskiej.

Miśnia stanowiła siedzibę biskupstwa, stolicę marchii (okręgu nadgranicznego) i twierdzę - nadzwyczaj ważny punkt strategiczny na wschodzie Niemiec. W 1015 r. Mieszko oblegał Miśnię, której bronił jego szwagier margrabia Hermann.


   Wprawdzie śledzący bieg wydarzeń na bieżąco kronikarz Thietmar zapewnia, że Mieszko ku radości ojca odzyskał wolność, ale była to raczej zamiana więzienia na areszt domowy. Cesarz nie pozwolił bowiem Bolesławowicowi na powrót do Polski, ale obiecał mu zwolnienie, dopiero gdy Chrobry sam przybędzie na zjazd do Merseburga. Na to rozwiązanie polski książę nie chciał przystać i starał się przez poselstwa i nieoficjalne zabiegi odzyskać syna. W końcu mu się to udało, zdaniem Thietmara dzięki przekupieniu przez Chrobrego części niemieckich możnych, którzy najpierw ręcząc własnym życiem i majątkiem uzyskali kuratelę nad przetrzymywanym Mieszkiem, a potem oddali go ojcu. Przezornie odebrali od Mieszka obietnicę, że nie wystąpi przeciw cesarzowi, ale nie była to wystarczająca gwarancja pokoju.
   W następnym roku po tych wydarzeniach wybuchła trzecia wojna polsko-niemiecka (1015-1018). Mieszko II otrzymał zadanie opóźniania marszu ekspedycji cesarskiej i obrony przepraw na Odrze. Przy jednej z nich, pod Krosnem Odrzańskim, cesarz wysłał do Mieszka jako posłów tych możnych niemieckich, którzy przed rokiem poręczyli swoimi głowami za jego lojalność wobec cesarza. Przypomnieli mu o złożonej obietnicy i o skutkach, jakie mogą ponieść za jej niedotrzymanie. Odpowiedział im dyplomatycznie: "Przyznaję, że przez łaskę cesarza zostałem wyrwany z mocy nieprzyjaciela a wam złożyłem przysięgę; i chętnie bym ją w każdej sprawie wypełnił, jeśli byłbym wolny. Teraz zaś, jak sami wiecie, jestem poddany władzy ojca i, ponieważ on mi tego zabrania i obecni tu jego rycerze tego by nie znieśli, niechętnie tego zaniecham. Ojczyznę moją, na którą wy czyhacie, jeśli mogę, chcę bronić aż przybędzie mój ojciec i wówczas pragnę go skłonić do [przyjęcia] łaski cesarza i waszej miłości".

W kościele katedralnym w Naumburgu umieszczono rzeźby przedstawiające parę dobrodziejów katedry. Przed wiekami postać kobiecą nazwano "śmiejącą się Polką". Według tradycji rzeźby przedstawiają siostrę Mieszka II Regelindę oraz jej męża margrabiego Hermanna.


   Walki zatem trwały nadal i miały bardzo krwawy przebieg. Cesarz w końcu przełamał obronę Mieszka i sforsował Odrę. Polec miało co najmniej 600 Polaków, co w tamtych czasach było ogromną liczbą. Ze strony niemieckiej śmierć poniosło wielu znakomitych rycerzy. Wśród nich znalazł się ugodzony strzałą w oko opiekun i przyjaciel Mieszka w niewoli cesarskiej, syn i imiennik margrabiego Hodona. Cesarz oskarżał go o zbyt wielką przychylność dla Piastów i swą śmiercią ów Hodon niejako oczyścił się z tych zarzutów. "Kiedy Mieszko rozpoznał jego ciało [...] mocno zapłakał i właściwie je zaopatrzywszy odesłał do [niemieckiego] wojska". Okazanie szacunku dla zabitych wrogów nie było w tym czasie czymś nadzwyczajnym. Bolesław wkrótce zahamował sukcesy wyprawy cesarskiej i zadał jej podczas odwrotu ciężkie straty Wówczas nie tylko pozwolił biskupowi miśnieńskiemu Idziemu pogrzebać poległych podczas odwrotu rycerzy niemieckich, ale nawet sam kazał odesłać do Miśni zwłoki magrabiego Gerona.
   Mieszko II otrzymał zadanie pościgu za wojskami cesarza. Dotarł do Miśni, gdzie oblegał swojego szwagra Hermanna (męża Regelindy), podczas gdy Henryk udał się już wcześniej z częścią wojska prosto do Merseburga. Mieszko wykorzystał to rozdzielenie się armii cesarskiej i bez trudu sforsował rzekę Łabę, co pozwoliło mu stanąć pod Miśnią i spustoszyć okalające ją ziemie. Sam gród, stolica marchii, okazał się słabo przygotowany do obrony. Bez walki oddano podgrodzie, które żołnierze Mieszka splądrowali i podpalili. Sam Bolesławowic, nie czekając, aż wszystkie jego siły się połączą (ich część nadał rabowała okolicę), od razu zarządził szturm na warownię. Oglądał go z sąsiadującej z nią góry. Kronikarz oddał dramatyzm tych godzin: żołnierze Mieszka "przypuścili zacięty szturm na podpalony już w dwóch miejscach zamek.

W kronice mistrza Wincentego Kadłubka zachowała się bajeczna opowieść o królowej Prapolaków Wandzie, która stanęła na czele wojska, i bez walki, samą urodą poraziła wojsko najeźdźców, przyprawiając o samobójczą śmierć jego wodza, zakochanego w niej bez pamięci "tyrana lemańskiego ". Opis szturmu na gród w Miśni podany przez Thietmara nie rozwija aż tak mocno, jak opowieść o Wandzie wątku "wojennej" siły kobiecej, ale fakt powstrzymania furii atakujących Polaków przez kobiety jest bezdyskusyjny. Ich widok okazał się ważnym czynnikiem psychologicznym. Thietmar wyeksponował ten moment, choć nie jako pierwszy. Już Juliusz Cezar - bodaj najsłynniejszy z wodzów rzymskich doby antyku i znakomity pisarz - w opisie oblężenia galijskiej twierdzy Gergowii zaakcentował znaczenie kobiet. W obliczu nieuchronnej już klęski swoich mężów, aby zapobiec rzezi własnego potomstwa, ukazując swoją nagość, ugasiły wściekłość i krwiożercze instynkty rzymskich zdobywców.


   Graf Hermann, widząc jak jego nieliczna załoga traci siły, na kolanach prosząc o miłosierdzie Chrystusa i święte wstawiennictwo jego słynnego męczennika Donata, wezwał na pomoc kobiety Te stanęły na murach i miotając kamienie wsparły mężów, podłożony ogień - ponieważ brakło wody - ugasiły miodem i, Bogu dzięki!, osłabiły szał i zuchwałość wroga".
   Ostatecznie Mieszko nie zdobył Miśni, a zadecydował o tym kaprys rzeki Łaby Jej wody zaczęły gwałtownie przybierać, tak że mogły odciąć drogę do Polski. Nie czekając na zmrok, Mieszko przezornie rozkazał przeprawić się na jej drugi brzeg i w ten sposób zapewnił swoim wojskom bezpieczny powrót do domu.
   Następną wyprawę na Polskę cesarz zarządził w 1017 r. Bolesław nie dopuścił, by weszła zbyt daleko w głąb jego terytorium i powstrzymał ją na Śląsku, do czego walnie przyczyniła się bohaterska obrona Niemczy. Jeszcze zanim do niej doszło, Mieszko na czele "dziesięciu legionów" wtargnął do Czech pod nieobecność ich władcy Udalryka (który przebywał z wojskami w obozie cesarskim). Splądrował kraj przeciwnika i uprowadził mnóstwo jeńców.
   Po zawarciu pokoju budziszyńskiego (styczeń 1018 r.) Chrobry podjął wyprawę na Ruś. Źródła milczą o uczestnictwie Mieszka w tej imprezie wojennej i można się domyślać, że pozostał w Polsce i na nim spoczął obowiązek rządzenia krajem pod nieobecność ojca. Przyjmuje się, że Mieszko już wcześniej otrzymał jako swoją stolicę Kraków i tam cieszył się władzą nad własną dzielnicą (ziemią Wiślan) w ramach państwa piastowskiego. Współrządziła z nim żona Rycheza. W 1016 r. urodził się ich syn Kazimierz, a potem dwie córki: Gertruda, w przyszłości wydana za księcia ruskiego Izasława, i druga -nieznana z imienia - która poślubiła króla Węgier Belę I.
   Mieszko sprawował mecenat nad Kościołem. W kraju przyczynił się do rozwoju budownictwa sakralnego, za granicy, w Niemczech, udzielał wsparcia wspólnotom zakonnym. W opactwie św. Michała w Bambergu odnotowano szczodrą darowiznę Mieszka. Określono go w tej zapisce jako "naszego brata", co oznaczało przynależność do szeroko rozumianej wspólnoty klasztornej. Otaczano go modlitwą jako dobrodzieja opactwa. Takich gestów dobroczynnych Mieszko wykonał znacznie więcej. Wkraczał więc na tron po ojcu jako książę znany w ówczesnym świecie i dla wielu już zasłużony.

KRÓL PRZENIEZWYCIĘŻONY
   Śmierć Henryka II 13 lipca 1024 r. była końcem panowania dynastii Ludolfingów w Niemczech. We wrześniu 1024 r. dokonano elekcji na króla Niemiec Konrada II. Zapoczątkowano w ten sposób w Niemczech rządy nowej dynastii zwanej salicką. Przeciwni tej elekcji byli panowie lotaryńscy i nadreńscy, za nią opowiedzieli się Sasi i Bawarzy. Ten moment rozłamu w Rzeszy Piastowie wykorzystali do zdobycia korony królewskiej dla swego rodu. Konrad II był zbyt słaby, by przeciwstawić się ich akcji, a w dodatku jeszcze nie wszedł na urząd cesarski, który gwarantowałby mu pierwszy glos w tej sprawie.
   Najpierw koronę królewską założył sędziwy już Bolesław, potem jego następca, Mieszko II. Obydwie koronacje w Polsce miały miejsce w tym samym roku - 1025. Historycy przyjmują nawet możliwość, że Chrobry zadecydował o nałożeniu korony synowi jeszcze za swojego życia, czym zapewniłby państwu przejście pod władzę następcy bez wstrząsów wewnętrznych. Niemniej Mieszko u progu rządów musiał pozbyć się z kraju braci Bezpryma i Ottona, którym nie wydzielił księstw.
   Konrad II uznał te polskie koronacje za działania uzurpatorskie. Ale i Mieszko II nie był mu dłużny: opowiedział się po stronie przeciwników Konrada II, który zmagał się z opozycją wewnętrzną wrogą jego elekcji aż do roku 1027. Ważnym jej ośrodkiem była peryferyjnie położona w Rzeszy, ale silna gospodarczo i kulturalnie Lotaryngia. W kręgach tamtejszej arystokracji polski król cieszył się ogromnym szacunkiem jako partner polityczny Księżna Lotaryngii Matylda wystosowała słynny list dołączony do księgi liturgicznej ofiarowanej Mieszkowi II, w którym nazwała go mianem rex invictissimus - "król przeniezwyciężony".
   Podkreślała, że z łaski Boga cieszy się on jednocześnie tak tytułem królewskim, jak i właściwym temu urzędowi dostojeństwem oraz odpowiednimi zdolnościami w rządzeniu.
   Pochwały te otrzymał Mieszko w początkach swojego panowania (najpóźniej w 1027 r.) i zawarcie ich na piśmie dołączonym do znakomitego podarunku było z pewnością nie tylko aktem kurtuazji czy należnego szacunku, ale też demonstracją woli politycznej - współpracy ze strony ofiarodawczyni i jej środowiska. Współdziałanie to skierowane było przeciw Konradowi II, który kwestionował legalność koronacji Mieszka, a zarazem sam jeszcze nie doczekał się pełnej akceptacji na tronie niemieckim. W 1027 r. podczas nieobecności Konrada II, który wciąż przebywał w Italii na wyprawie uwieńczonej zdobyciem korony cesarskiej, doszło w Niemczech do buntu antykrólewskiego. Przewodził mu książę szwabski Ernest, ale wśród jego zwolenników znaleźli się syn Matyldy Konrad oraz rządzący w Lotaryngii książę Fryderyk. Mimo iż powracający z Włoch Konrad II wkrótce pojmał przywódcę buntu, to niepokoje wewnętrzne w Niemczech przedłużyły się aż do późnej jesieni.
   W styczniu 1028 r. Mieszko II - jak zapisał nadworny kronikarz Konrada II, Wipo - "zbójecko najechał ze swoim potężnym wojskiem na wschodnie tereny Saksonii, i paląc i łupiąc, pomordował wielu mężów, pojmał w niewolę wiele kobiet, wręcz niezliczoną ilość dzieci zabił w niesłychany i nieszczęsny sposób, i on sam z udziałem swoich [ludzi], raczej towarzyszy diabla, srożył się z niezwykłym okrucieństwem w kraju chrześcijan na oczach Boga". Wydaje się, iż zniszczenie i złupienie tej sprzyjającej Konradowi II krainy bylo spóźnioną próbą wsparcia wewnątrzniemieckiej opozycji antycesarskiej. Przygotowania do wyprawy podjęto jesienią, kiedy jeszcze trwała wojna domowa w Niemczech. Poza Polską słabnących buntowników wsparli Węgrzy Natomiast po stronie Konrada II opowiedzieli się Czesi.

Polska u progu rządów Mieszka II. Taki przypuszczalnie kształt terytorialny państwa odziedziczył Mieszko II Lambert po ojcu. Niemniej władza na części zaznaczonych terytoriów, jak Pomorze Zachodnie czy Słowacja, mogła być już tylko iluzoryczna lub ich wcale nie obejmowała.


   Czas na odwet za saską wyprawę Mieszka II przyszedł w 1029 r. "W tymże roku - odnotował rocznikarz z Hildesheim - cesarz postanowił poprowadzić wojsko na Polskę. W wyznaczonym czasie zebrał on mnóstwo wojska za Łabą w miejscowości, która nazywa się Liszka”. Stamtąd Konrad II wyruszył w drogę "przez lasy, bezdroża, bagna i miejsca puste i niebezpieczne, nadto wyczerpany, nie dotarł dokąd zamierzał, ale za radą niektórych obległ gród Budziszyn, należący niegdyś do jego państwa. Koło niego wielu zostało rannych i zabitych z obydwu stron. Cesarz, widząc, że nie zdoła pokonać przeciwników, przesunął wyprawę na rok następny i zawrócił do Saksonii".
   Wyprawa Konrada II osiągnęła zatem jedynie Milsko i Łużyce, z których i tak musiała się wycofać. Z zapowiedzi, iż wyprawa na Polskę zostanie przesunięta na rok następny, również nic nie wyszło, gdyż cesarz musiał zaangażować się w kilkuletni konflikt z Węgrami. Niemniej Mieszko II nie wyszedł z tych zmagań bez szwanku. Jego kosztem powiększył swój stan posiadania sojusznik cesarski czeski książę Udalryk. Jego wojska uderzyły na należące wówczas do państwa piastowskiego Morawy i wyparły z grodów polskie załogi.
   Zdaniem części historyków w 1030 r. Mieszko II podjął jeszcze jedną wyprawę na Saksonię (w odwecie za najazd Konrada II z 1029 r.), jednak była ona już ostatnią manifestacją jego potęgi militarnej jako króla Polski. W 1031 r. został zawarty pokój między cesarstwem a Węgrami. Górą była strona węgierska, jednak odtąd Konrad II miał wolne ręce w rozprawie z polskim sąsiadem. Rozpoczęło się montowanie zgubnej dla Mieszka II koalicji międzynarodowej.

FERALNY ROK 1031 i EPIZOD Z BEZPRYMEM
   Rok 1031 przyniósł Mieszkowi II i jego państwu klęskę. W rocznikach z Hildesheim odnotowano, iż cesarz Konrad II na czele nielicznego wojska saskiego "jesienną porą najechał Slowian i zmusił Mieszka [...] do oddania kraju Łużyczan z kilkoma grodami, a także łupów, które zdobył w Saksonii w poprzednich latach, oraz do zawarcia pokoju". Zapewne jeszcze w toku walk na Łużycach do Mieszka dotarła wiadomość o nowym zagrożeniu, które przesądziło jego los na tronie. "Ów Mieszko po miesiącu [od zawarcia pokoju z Konradem II] wskutek nagłego najazdu został wygnany przez swojego brata Bezpryma".
   Najazd Bezpryma nie przypadkiem nastąpił tuż po operacjach militarnych na Łużycach. Kronikarz Wipo wspomina, że wygnany n Ruś brat polskiego króla "żył tam przez jakiś czas w smutku", po czym "zaczął błagać cesarza Konrada o łaskę, aby z jego naciskiem i pomocą mógł powrócić do swej ojcowizny. Gdy cesarz zechciał to uczynić, postanowił, że ruszą na Mieszka; on sam z wojskami z jednej strony, z drugiej zaś ów brat”. Osłabiony dopiero co zakończoną wojną na Łużycach Mieszko nie był w stanie skutecznie przeciwstawić się najazdowi ze wschodu. Zmuszony został do ucieczki z kraju do Czech.
   "Opowiadają - zapisał Gall Anonim - że Czesi schwytali go zdradziecko na wiecu i rzemieniami skrępowali mu genitalia tak, że nie mógł już płodzić potomstwa, za to, że król Bolesław, jego ojciec podobną im wyrządził krzywdę oślepiwszy ich księcia a swego wuja [Bolesława Rudego]. Mieszko tedy powrócił wprawdzie z niewoli, ale żony nie zaznał". Niestety, nasz kronikarz nie chce wdawać się w szczegóły wygnania Mieszka z kraju ani jego powrotu. Spróbujmy zatem na podstawie innych źródeł i badań historyków przyjrzeć się temu, co działo się w Polsce podczas jego pobytu w czeskim więzieniu.

Uroczysta kremacja zwłok i składanie ich w popielnicach stanowiły starosłowiański, pogański sposób pochówku zmarłych. Upowszechnianie się pochówków szkieletowych na ziemiach polskich rozpoczęło się jeszcze przed oficjalnym przyjęciem chrześcijaństwa, co traktuje się jako początek przenikania zwyczajów nowej religii nawet do pogańskiej kultury. Całkowite odejście od kremacji u Słowian dokonało się jako wyraz pełnej chrystianizacji obrzędowości pogrzebowej. Proces ten za czasów Mieszka II był w toku. Nowe cmentarze, już wyłącznie z grobami szkieletowymi, zakładano obok budowanych kościołów.


   Władzę w kraju objął pierworodny syn Chrobrego, blisko 45-letni Bezprym. Dokonał tego przede wszystkim dzięki pomocy Rusi. W ruskiej „Powieści minionych lat”, zwanej też latopisem Nestora, odnotowano, że jeszcze przed wygnaniem Mieszka II, w roku 1030 książę kijowski Jarosław zajął Bełz, gród należący wówczas do Polski. Z interwencją na rzecz Bezpryma wypada łączyć następną wzmiankę o książętach ruskich: "Roku 6539 [liczonym umownie od założenia świata, czyli roku 1031] Jarosław i Mścisław zebrali licznych wojów, poszli na Lachów [Polaków] i zajęli Grody Czerwieńskie znowu i spustoszyli ziemię lacką, i mnóstwo Lachów przywiedli i rozdzielili ich. Jarosław osadził swoich nad [rzeką] Roś, i są tam do dziś dnia". Sojusznicy Bezpryma dali się zatem mocno we znaki jego poddanym, a i on sam musiał się pogodzić z okrojeniem terytorialnym obejmowanego królestwa.
   Wygranie rozgrywki o władzę ułatwiły Bezprymowi trudności wewnątrzpaństwowe Mieszka II. Pojawiły się nawet przypuszczenia, że w rozprawie ze stronnikami Mieszka - biskupami i możnowładcami – Bezprym wykorzystał narastający bunt ludności przeciw feudałom i Kościołowi. Dążąc do umocnienia władzy Bezprym starał się o poparcie w Niemczech. Aby je uzyskać, zrzekł się suwerenności monarszej, co odnotował annalista (rocznikarz) z Hildesheim: „Bezprym przesłał cesarzowi koronę wraz z insygniami królewskimi , które brat jego niesłusznie sobie przywłaszczył, a równocześnie przez posłów swoich pokornym przesłaniem obiecał poddać się cesarzowi".
   Gest ten oznaczał zaprzepaszczenie osiągnięć Bolesława Chrobrego i Mieszka II w polityce międzynarodowej. W polskiej świadomości historycznej mocno zdegradował Bezpryma, którego traktuje się niekiedy jako zwykłego uzurpatora, a nawet pierwszego zdrajcę narodowej sprawy. Tym samym w ogóle pomija się fakt, że Chrobry nie tylko odsunął Bezpryma od władzy zwierzchniej, choć był to jego pierworodny syn, ale nawet nie dał mu należnej ojcowizny w postaci wydzielonego księstwa. Istnieją przesłanki, aby mniemać, że ojciec skierował go na drogę duchowną i oddał do zakonu (być może we Włoszech). Jednak ucieczka Bezpryma na Ruś u progu samodzielnych rządów Mieszka II przekonuje, że nawet jeżeli nosił habit, to najwyżej do śmierci ojca.
   Bezprym cieszył się władzą książęcą zaledwie kilka miesięcy. Jest też prawdopodobne, że musiał wydzielić dzielnicę swojemu najmłodszemu bratu Ottonowi. Już wiosną 1032 r. Bezprym został zamordowany, prawdopodobnie przez jednego ze swych dworzan. Okoliczności tego wydarzenia nie są jasne, lecz zdaniem rocznikarza z Hildesheim polski książę po części sam zgotował sobie ten los: "został zabity z powodu najstraszliwszej srogości swojego tyraństwa, ale także nie bez knowań swoich braci". Zatem drogą spisku Mieszko II Lambert torował sobie powrotną drogę do kraju, a wspomagał go jego brat Otton.

POWRÓT NADZIEI
   Mieszko II powrócił do Polski natychmiast po śmierci Bezpryma wiosną 1032 r. Pod jego władzą znalazły się na pewno: Wielkopolska, Kujawy, Małopolska i Śląsk. Nie jest jasna sytuacja na Pomorzu i Mazowszu, czy już nie nastąpiło oderwanie tych ziem przez lokalne elity władzy. Zmniejszył się też potencjał ludnościowy państwa nie tylko z racji skurczenia jego obszaru, ale i uprowadzenia ludności w niewolę za granicę. Kraj odczuwał też łupiestwa dokonane podczas najazdu ruskiego. Osłabiły one również organizację kościelną, podupadłą także wskutek zaburzeń wewnętrznych. Annalista zapisał, że Mieszko "rozeznawszy, że wszystko, co wycierpiał, słusznie go spotkało z powodu nieumiarkowanej swej zuchwałości, której dopuścił się w poprzednich latach, skierował teraz swoich posłów do cesarza i prosił o wyznaczenie czasu dla osobistego stawienia się i dania [cesarzowi] godnego zadośćuczynienia". Patetyczny i moralizatorski ton tej. tyrady nie zmylił jednak badaczy i studiując inne jeszcze źródła doszli oni do wniosku, że Mieszko II nie podążał przed oblicze cesarza z taką ochotą. Wręcz przeciwnie. Został do tego przymuszony groźbą kolejnej wyprawy Konrada II na Polskę, a może nawet - tu nie ma zgody źródeł - już samą wyprawą.

W grodzie w Gieczu znajdują się fundamenty imponującej budowli. Prawdopodobnie byt to kościół wzniesiony przez Mieszka II (być może nie ukończony). W początkach XI w. w Polsce istniało już prawdopodobnie ponad sto, w większości jednak nie tak pokaźnych i przeważnie drewnianych, kościołów.

   Mieszko - kontynuujemy lekturę "Roczników hildesheimskich" - "za zgodą cesarza przybył do Merseburga i 7 lipca pokornie oddał siebie pod władzę cesarską, zapomniawszy o koronie i wszystkich królewskich ozdobach. Cesarz przyjął go łaskawiej, niż on sam [Mieszko] przypuszczał, a królestwo, które ten przedtem sam jeden posiadał, podzielił między niego a jego stryjecznego brata, pewnego Thiedryka [Dytryka]". Kronikarz Wipo uzupełnił kwestię podziału królestwa o wzmiankowanie trzeciej części. Jej posiadaczem został Otton, najmłodszy z synów Chrobrego.
   Otton miał wówczas około 30 lat. Imię otrzymał ku czci ukochanego przez Bolesława Chrobrego Ottona III, a przypuszcza się, że podczas zjazdu gnieźnieńskiego (1000) cesarz został jego ojcem chrzestnym. Jednym z pierwszych dorosłych jego zadań była podróż do Miśni, aby niebawem po pokoju budziszyńskim (1018) uroczyście sprowadzić do Polski nową małżonkę Chrobrego, a swoją macochę, saską margrabiankę Odę. Wydarzenie to odnotował Thietmar, podkreślając efektowne przyjęcie zgotowane orszakowi narzeczonej w grodzie zwanym Cziczani (być może dzisiejsze Zützen na Łużycach). "Gdy tam przybyła, ponieważ noc już zapadała, olbrzymi tłum obojga płci przyjął ją rzędem zapalonych pochodni". Jest więc prawdopodobne, że Otton tym i innymi zachowaniami zaskarbił sobie sympatię Sasów. Teraz, gdy Konrad II decydował o przyszłości Polski, został obdarzony własnym księstwem.
   Podział państwa piastowskiego zarządzony przez cesarza na krótko wszedł w życie. Krewniak Bolesławowiców Dytryk (Teodoryk) uważany jest za potomka jednego z synów Mieszka I i Ody wypędzonych wraz z matką przez Bolesława Chrobrego do Niemiec. Nawet jeżeli ów Dytryk zdążył przybyć do Polski, to - jak odnotowały roczniki - Mieszko znowu zajął jego dzielnicę. Natomiast władca drugiej dzielnicy, Otton, zmarł w 1033 r. Nie wiadomo, z jakiej przyczyny. Nie wiemy też, czy miał żonę i potomstwo, ale źródła nie wspominają, że ktokolwiek upomniał się o spadek po nim. W tej sytuacji Mieszko II został jedynowładcą i otworzyła się przed nim perspektywa utrwalenia własnego stanu posiadania, a może i odbudowy potęgi państwowej. Niestety, był to już ostatni w jego życiu uśmiech losu. Zmarł przedwcześnie 10 maja 1034 r.
   Tym samym dzieło odbudowy państwowości polskiej zostało przerwane. Ujawniło się, jak ogromną rolę w przetrwaniu młodych monarchii posiadała osobowość władcy. Narastającego kryzysu nie zdołał zażegnać blisko 18-letni syn zmarłego, Kazimierz. Początek jego panowania stanął pod znakiem całkowitej katastrofy państwa, ale czasy chwały Mieszkowica miały dopiero nadejść.

KRÓLOWA RYCHEZA

Rycheza
  rys. J.Matejki  
   Wyd. Dolnośląskie  

   Rycheza, żona Mieszka II, zwana również Ryksą, w świadomości historycznej Polaków cieszy się złą sławą, odegrała bowiem kluczową rolę w wywiezieniu do Niemiec królewskich insygniów męża. Była zapewne wykonawczynią woli szwagra. Wysyłając ją wraz z synem Kazimierzem do Rzeszy, Bezprym pozbywał się problemu, jaki stwarzała obecność w kraju tak prawowitej królowej, jak i legalnego dziedzica wygnanego Mieszka II. Dar dla cesarza w postaci piastowskich insygniów królewskich był więc nie tylko aktem wiernopoddańczym złożonym przez Bezpryma, ale też swego rodzaju przepustką do Rzeszy dla najbliższej rodziny Mieszka II.
   Według tradycji zapisanej w klasztorze w Brauweiler w krytycznym dla Polskim roku 1031 stosunki między polskim władcą a jego małżonką układały się źle. "Królowa Rycheza, dokonawszy rozwodu z królem mężem swoim tak z powodu nienawiści i podjudzania niejakiej nałożnicy [...] zmieniwszy ubiór z kilkoma pomocnikami w ukryciu pomagającymi jej w ucieczce, jak też ze wzgardy do obrządku Słowian, przybyła do Saksonii do cesarza, przez którego została z czcią przyjęta; i on też sam nie mniej wspaniałymi darami został przez nią uczczony, otrzymał bowiem od niej dwie korony, jej własną i małżonka króla, a zezwolił jej z tym samym upoważnieniem jak długo będzie żyła, nosić ją [koronę] z tą samą czcią tak w jego jak i w jej własnym królestwie".
   Tak pozytywny ton w przedstawieniu Rychezy pod piórem mnicha-kronikarza nie dziwi, jeśli weźmie się pod uwagę, że klasztor w Brauweiler pod Kolonią był wspieraną przez polską królową fundacją jej znakomitych rodziców - palatyna Ezzona i cesarzówny Matyldy. W chwili gdy Rycheza znalazła się na powrót w Niemczech, obydwoje już nie żyli. Czekało jednak na nią w ojczyźnie liczne rodzeństwo: siedem sióstr i dwóch lub trzech braci (najstarszy z nich, Ludolf zmarł w 1031 r. zapewne tuż przed jej przybyciem). Wszystkie jej siostry wstąpiły do zakonu i stosownie do wysokiego pochodzenia piastowały urzędy opatek. Cieszyły się opinią dobrych zarządców dóbr i budowniczych. Tym, co łączyło je z Rychezą, było gruntowne wykształcenie i troska o rozwój szkolnictwa.
   Rycheza wspierała prowadzoną przez Mieszka II działalność fundacyjną na rzecz Kościoła w Polsce i w Niemczech, zwłaszcza w zakresie budownictwa. Przypisuje się jej też ogromną zasługę, jaką było przywiezienie do Krakowa dziś zaginionego rocznika, zwanego „Rocznikiem Rychezy”. Sukcesywnie uzupełniany, stał się podstawą innych polskich roczników, w których zawarto bezcenne dane źródłowe do naszych dziejów. Innym przypisywanym jej osiągnięciem jest przeniesienie do Krakowa psałterza biskupa trewirskiego Egberta, który w Polsce uzupełniono o miejscowy (krakowski) kalendarz liturgiczny i ponad 80 modlitw córki Rychezy, Gertrudy. Wreszcie wiąże się z polską królową „Sakramentarz tyniecki”. Ten ostatni zabytek to księga modlitw wypowiadanych przez kapłana podczas mszy i sprawowania sakramentów. Trafił on do klasztoru w Tyńcu pod Krakowem już pod koniec życia królowej i świadczy o jej nieustannych kontaktach z królestwem opuszczonym jeszcze za czasów Bezpryma.
   Rycheza nie powróciła do Polski nawet wtedy, gdy władzę już na trwale objął jej syn Kazimierz Odnowiciel. Dumna krewniaczka cesarzy najpewniej źle zapamiętała sobie ostatnie lata w kraju męża, zwłaszcza jego romans z nałożnicą. Niemniej na drodze dyplomacji wydatnie wspomagała wysiłki syna włożone w odbudowę monarchii.
   W działaniach tych wspierali ją wysoko postawieni krewni, zwłaszcza bracia: książę szwabski Otto i arcybiskup koloński Herman. W 1058 r. spotkał ją dotkliwy cios - śmierć syna Kazimierza. Wiodła już wówczas od 5 lat życie mniszki (choć nie wstąpiła formalnie do zakonu). Zmarła w roku 1063 w wieku ponad 60 lat. Dzisiejsza nauka historyczna odkrywa w niej wybitną osobowość i podkreśla jej zasługi dla Polski.

OD BAŁTYKU PO KRAKÓW
   Czy Mieszko II Lambert znał grekę? Już samo postawienie tego pytania w odniesieniu do polskiego władcy uzmysławia, z jakim poziomem wykształcenia mamy w jego przypadku do czynienia. Jego umiejętności językowe wychwala list dedykacyjny załączony do księgi ofiarowanej mu przez księżnę Matyldę lotaryńską. Nosi ona nazwę Ordo Romanus, zawiera opisy porządku nabożeństw, a używano jej od VII do XI w. Księgę napisano po łacinie i ten język był znany adresatowi uroczystego listu. Natomiast znajomość greki była na Zachodzie w tym czasie taką rzadkością, że trzeba by się uporać z pytaniem, gdzie ewentualnie Mieszko mógłby się jej nauczyć.

Oddanie św. Wojciecha do szkoły katedralnej w Magdeburgu (kwatera z XII wiecznych drzwi gnieźnieńskich prowadzących do katedry). Tę najsłynniejszą szkołę w Niemczech założył w 968 r. Otton I. W niej otrzymał edukację kronikarz Thietmar, a jego kolegą ze szkolnej lawy był spokrewniony z nim Bruno z Kwerfurtu, znakomity biograf św. Wojciecha i zaufany współpracownik Bolesława Chrobrego.

   Po odnowieniu cesarstwa rzymskiego na Zachodzie przez Ottona I (962) doszło do zacieśnienia kontaktów politycznych i kulturalnych z greckojęzycznym Bizancjum. Stąd też Grecy działali jako nauczyciele w ośrodkach w Niemczech, jak Reichenau czy Kolonia. Niemniej sama znajomość ich języka przez to nie stała się zbyt powszechna, za to pojawiła się moda na wprowadzanie do używanej przez krąg ludzi wykształconych łaciny pojedynczych wyrazów i fraz greckich. Wydaje się więc, że wyniesiona ze szkoły znajomość tych właśnie grecyzmów stała się udziałem Mieszka II. Możemy więc śmiało orzec, że polski król osiągnął rzadko spotykany wśród monarchów - w zasadzie dostępny duchownym -stopień wykształcenia. Pojawiły się nawet przypuszczenia, że przynajmniej przez część życia Mieszko musiał być zakonnikiem.

Stan posiadania Mieszka II w chwili śmierci. Szczupłość danych źródłowych uniemożliwia ostateczne rozstrzygnięcie, które z ziem Mieszko II zdążył zjednoczyć i przekazać synowi Kazimierzowi. Organizacja państwowa w tym okresie wciąż pozostawała słabo rozwinięta i należy liczyć się z możliwością, że na niektórych obszarach mógł powrócić dawny porządek plemienny. Aby tak się stało, wystarczyło, że załogi wojskowe Piastów opuściły grody stanowiące ośrodki administracji państwowej. Przypuszcza się, że w ten sposób faktyczną władzę nad Pomorzem Zachodnim utracił już Bolesław Chrobry, gdy musiał swoje siły wojskowe w pełni zaangażować w wojny z Niemcami. Dziś trudno rozstrzygnąć, czy Mieszko II w ogóle panował nad tą peryferyjnie położoną częścią państwa piastowskiego.


   Doceniali go współcześni. Podkreślali jego osiągnięcia duchowni autorzy, zwracając uwagę na jego zasługi na polu religii. Nawet rocznikarz z Hildesheimu, który cieszył się z pozbawienia Mieszka królewskiej korony, z żalem odnotował jego śmierć i przyznał, że umocnione przez niego w Polsce chrześcijaństwo po jego śmierci pogrążył się upadku. W początkach XII w. pamięć o dokonaniach i przyczynach klęski Mieszka II była wciąż żywa, czemu dal świadectwo Gall Anonim: "Mieszko był zacnym rycerzem, wiele też dokonał dzieł rycerskich, których wyliczanie za długo by trwało. On też stal się przedmiotem nienawiści dla wszystkich sąsiadów, a to skutkiem zawiści, jaką żywili dla jego ojca; lecz nie oznaczał się już tak jak ojciec zaletami żywota ani obyczajów, ani też bogactwami.
   Kronikarz słusznie zauważa, że kres królewskiej władzy Mieszka na tronie polskim (w 1031 r.) przyniosło połączenie się dwóch strategicznych sojuszników: Niemiec i Rusi. Stanowi to pierwszy przypadek, kiedy sojusz zachodniego i wschodniego sąsiada zadecydował o katastrofie militarnej polskiej państwowości. Jednak Gall nie usprawiedliwia klęski i nie waha się bez entuzjazmu oceniać osobowość Mieszka. Blisko 100 lat później mistrz Wincenty Kadłubek odmówi mu ducha zdobywcy: "Albowiem jeśli z kimkolwiek staczał jakieś boje, wiadomo, że wynikały z konieczności, nie z poczucia siły". W połowie XIII w. w żywocie św. Stanisława Mieszko II otrzymał już bardzo negatywną ocenę: "Nie dorównywał już ojcu rozumem ani zacnością [...]. Oddany przesiadywaniom i przyjemnościom g n u ś n i e j  rządził państwem". Przydomek "Gnuśnego" odtąd przylgnął do Mieszka II na długie wieki. U schyłku XVIII w. wybitny przedstawiciel polskiego oświecenia historyk Adam Naruszewicz nie szczędził mu epitetów: "Gnuśny, leniwy, płochy, prostak, bez pojęcia rzeczy i własnego zdania".

Inicjał napisany ręką Thietmara w księdze liturgicznej jest literą "T'. Wokół niej kronikarz umieścił napis z wyrazami swojej pokory: "Kapłanie Boży, wspomnij "Thietmara, brata twego, grzesznika i niegodnego . Wyznanie kronikarza, który wielokrotnie obnosił się ze swym arystokratycznym pochodzeniem, może wydawać się fałszywą skromnością. Jednak średniowiecze - zwłaszcza wczesne - było epoką takich kontrastów. Gesty pokory należały do "dobrego smaku" nie tylko u dygnitarzy kościelnych, ale i u monarchów – królów i cesarzy. Thietmarowi takie wyznania mogły przychodzić łatwo ze względów osobistych: od dzieciństwa na twarzy nosił ślady odniesionej kontuzji, a gdy osiągnął dojrzałość, również nie budził respektu swoim wyglądem.

   Rozpoczęta w XIX w. rewizja tych poglądów doszła dziś do etapu, na którym wolno nam orzec, że "wyprodukowany" w kałamarzach dziejopisów Mieszko II Gnuśny przeszedł do lamusa historii, a na swoje miejsce w poczcie władców Polski powrócił Mieszko II Lambert. Uff! Bez wahania też przyznam, że najlepiej z dostępnych nam kronikarzy jego osobowość poznał Thietmar z Merseburga. Niestety, jego wiadomości urywają się na roku 1018, kiedy dobiegło kresu jego krótkie - 43-letnie - życie. Z żalem przychodzi nam się rozstać z tym nieocenionym dziejopisarzem.
   Jako informator o początkach państwa Piastów Thietmar nie ma sobie równych, choć nie można go traktować bezkrytycznie. Zaangażowany w bieżącą politykę, starał się tak przedstawić dzieje, by wygrał jego interes polityczny. Cenił Mieszka I, ale przede wszystkim za momenty jego uległości wobec cesarzy i panów saskich. Za to całego serca nie znosił on Chrobrego. Drażniło go nawet, że imię "Bolesław" oznacza "więcej sławy" i zaraz dodawał, że Chrobremu nadano je tylko ze względu na zwyczaj, a nie stoją za nim jakieś zasługi. W Mieszku II Lambercie widział wasala Henryka II, a zapewne też czuł wobec niego respekt jako zięcia palatyna Ezzona. Sam był arystokratą w każdym calu i cenił koligacje Mieszka w najwyższych sferach Rzeszy Nic dziwnego, że pisząc o nim, dystansował się od niechętnych ocen, a czasami dawał wyraz umiarkowanej sympatii.
   Te bardzo osobiste nastawienia Thietmara nie zmieniają faktu, że wiele odnotowanych przezeń informacji świadczy o daleko posuniętym obiektywizmie i rzetelności. Być może działo się tak też dlatego, że jako duchowny "z krwi i kości" nad władcami tego świata zawsze widział autorytet Chrystusa. Nie stronił od pouczania na rozmaitych przykładach, jak należy postępować. Potrafił wreszcie zdobyć się na niezależność sądów i krytykę największych znakomitości - nawet cesarza, choć w tym wypadku bardzo ostrożną, gdyż szacunek i wierność wobec władcy były największymi cnotami w świecie feudalnym. Stać go było wreszcie na to, by nie zbywać milczeniem zasług swoich wrogów.
   Dostrzegając wielki niedostatek danych źródłowych dla przedstawienia spójnego obrazu samodzielnych rządów Mieszka II Lamberta i początków kryzysu polskiej państwowości w latach 30. XI w, wypada tylko wyrazić ubolewanie, że merseburski kronikarz zmarł przedwcześnie i nie znalazł godnego następcy po piórze.

"MIESZKO II LAMBERT i jego czasy" - Stanisław Rosik, zeszyt 3 serii Wydawnictwa Dolnośląskiego


  Powrót 

  © Xezaar