«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis władców 

 krok wstecz »» 

  
Bolesław Krzywousty
i jego czasy
   żył w latach 1085 - 1138

WILCZE SZCZENIĘ

rys. L. Stroynowski,
  Z. Papieski wg J.Matejki  
Wyd. Dolnośląskie

   W XII w. pielgrzymi udający się do Santiago de Compostela w Hiszpanii, gdzie znajdował się grób św. Jakuba, a zarazem, jak wówczas sądzono, zachodni kraniec świata - odwiedzali po drodze wiele innych sanktuariów. Pomagały im do nich trafić fachowe przewodniki. W jednym z nich zalecano odwiedzić opactwo Saint-Gilles-du-Gard w Prowansji, gdzie czczono św. Idziego. Tam, przy trumnie świętego patrona klasztoru, znajdował się złoty wizerunek, dar jakiejś ważnej osoby. Kim był hojny darczyńca? - przewodnik milczy. Ale podana w nim wiadomość o podarunku dla św. Idziego kojarzy się z opowieścią kronikarza Galla Anonima o narodzinach Bolesława Krzywoustego.
   Jego rodzice, książę Władysław Herman i czeska księżniczka Judyta, nie mogąc doczekać się przez kilka lat potomka, usłuchali rady, której udzielił im biskup Franko: "Jest - rzecze - pewien święty w ziemi francuskiej, ku południowi, koło Marsylii, gdzie Rodan wpada do morza - ziemia zwie się Prowansją, a święty Idzim - ma on tak wielkie wobec Boga zasługi, że każdy, kto pobożnie mu zaufa i czci jego pamięć, jeżeli poprosi o coś, z pewnością to otrzyma. Każcie więc zrobić posąg ze złota wielkości dziecka, przygotujcie królewskie dary i co prędzej wyślijcie je do świętego Idziego". Rady tej para książęca posłuchała i, jak w baśni, "jeszcze mnisi z Prowansji nie skończyli [postu i modlitw], a już matka w Polsce cieszyła się z poczęcia syna!". 20 VIII 1085 r. Bolesław przyszedł na świat.
   I tak św. Idzi stał się patronem narodzin Bolesława. Ich wyjątkowe okoliczności stanowiły prognozę wielkiej przyszłości upragnionego syna książęcego. Jego patronem życiowym był jednak nie kapłan Idzi, mąż Kościoła, ale - jak przystało na wojownika i władcę - starorzymski bóg wojny Mars. "Nie uganiał się on bowiem za czczymi zabawami, jak to zwykła czynić częstokroć swawola chłopięca, lecz starał się naśladować dzielne i rycerskie czyny, o ile mógł to w tym wieku. I aczkolwiek jest zwyczajem chłopców szlachetnego rodu zabawiać się z psami i ptakami, to Bolesław jeszcze w pacholęctwie więcej cieszył się służbą rycerską. Jeszcze bowiem nie zdołał o własnych siłach dosiąść lub zsiąść z konia, a już wbrew woli ojca lub "niekiedy bez jego wiedzy, wyruszył na wyprawę przeciw wrogom jako wódz rycerstwa . Ta opinia Galla Anonima pośrednio ukazuje panujący wówczas model wychowania z "z psami i ptakami" (nabywanie umiejętności myśliwskich i zaprawa rycerska. Do samodzielnego objęcia władzy Bolesław wdrażał się od najmłodszych lat w sposób praktyczny, przez podejmowanie coraz to nowych zadań z polecenia ojca. Byly to jak najbardziej "dorosłe" zajęcia, zatem pomagał mu i nadzorował go wyznaczony przez Hermana "piastun" (opiekun-wychowawca) - najpierw zapewne wojewoda Sieciech, który poprowadził pierwszą znaną wyprawę wojenną z udziałem małoletniego Bolesława. Miała ona miejsce w roku 1092 (lub 1093), a jej celem były Morawy.
   W 1093 r. starszy, przyrodni brat Bolesława Zbigniew, zbuntowawszy się przeciw ojcu, odzyskał pełnię praw synowskich, a zatem możliwość odziedziczenia władzy, i jeszcze za życia ojca własną dzielnicę ze stolicą we Wrocławiu. W tej sytuacji siedmioletni Bolesław przestał być jedynym następcą tronu w Polsce, jednak - jakby dla podkreślenia jego pozycji - i jemu wydzielono wówczas dzielnicę. Była nią ziemia kłodzka, teren sporny między Polską i Czechami. Bolesław, siostrzeniec króla Czech Wratysława, zapewne objął tę ziemię na mocy porozumienia między ojcem i wujem jako lenno czeskie. Nie jest jasne, na ile zmieniła się sytuacja Bolesława, gdy Zbigniew został zbrojnie zmuszony przez ojca do opuszczenia Wrocławia, a po krwawej bitwie pod Kruszwicą schwytany i osadzony w więzieniu na Mazowszu.
   Do zasadniczej zmiany doszło w 1097 r., kiedy Władysław przebaczył buntowniczemu Zbigniewowi. Wkrótce też obydwu synów wysłał na wyprawę przeciwko Pomorzu, oni jednak zawarli tajemne porozumienie i zawrócili z drogi. Herman zdecydował się ustąpić wzbierającym na sile ambicjom politycznym synów i przeprowadził nowy podział państwa. Najprawdopodobniej Bolesławowi przypadł jedynie Śląsk, natomiast Zbigniew objął rządy w Wielkopolsce. Nawet w tych dzielnicach Herman nie oddał jednak synom "głównych stolic państwa" i nadal był wobec nich władcą zwierzchnim.
   Jako małoletni, Bolesław pozostawał pod opieką wyznaczonego przez ojca opiekuna, Wojsława, który był krewnym Sieciecha. Podjął wówczas udaną wyprawę na Międzyrzecz, jedną z bram na Pomorze, oraz inne łupieskie wypady na tę krainę.
   W 1099 r. miało dojść do próby zamachu na życie nastoletniego Bolesława. Młodzieniec otrzymał polecenie od ojca, aby zapobiegł rzekomemu najazdowi czeskiemu. Kiedy wyprawa opuściła Wrocław, okazało się, że nie stawił się na niej Wojsław, a wśród jej uczestników znaleźli się jedynie stronnicy Sieciecha. W tej sytuacji "lęk ogarnął małego Bolesława i cały zalał się potem i łzami" i pospiesznie posłał gońca do Zbigniewa, aby przybył mu z pomocą. Sam natychmiast wrócił do Wrocławia, tam zwołał wiec i "ze łzami jak to chłopiec (...) opowiedział im, jakie zasadzki grożą mu ze strony Sieciecha", wywoławszy u zebranych łzy współczucia i oburzenie na wojewodę. Gdy przybył Zbigniew, obydwaj bracia podjęli zdecydowane kroki w celu zmiany dotychczasowej polityki ojca, a zwłaszcza pozbawienia Sieciecha jego wpływowej pozycji. Negocjacje, ugody, zerwane umowy, zbrojne działania doprowadziły ostatecznie do wygnania palatyna, a przede wszystkim do wymuszenia na Władysławie Hermanie nowego podziału państwa. Bolesław poszerzył swoje posiadłości o Małopolskę i zajął "główne stolice" we Wrocławiu, Krakowie i Sandomierzu.
   Południowe położenie władztwa Bolesława nie przekreśliło północnego kierunku planów zdobywczych. Kiedy pogańscy Pomorzanie wystawili gród na wprost Santoka - "strażnicy i klucza królestwa" polskiego, Zbigniew podjął wprawdzie przeciw nim wyprawę, ale nieudaną. Pomorzanie "naigrawając się zarzucali [Zbigniewowi] gnuśność, Bolesława zaś, który z nieliczną garstką później przybył, a śmiało ścigał swych wrogów aż do bram, nazwali «wilczym szczenięciem»".
   Zatem "młodszy brat z garstką późno nacierając, więcej zyskał zaszczytu i sławy niż starszy (...). Poganie widząc, iż chłopiec odstępuje dlatego, że miał małe siły, a obawiając się, że gdyby powrócił z dużymi, sami zburzyli gród swój, który przedtem zbudowali, a zmarnowawszy trud na darmo schronili się w bezpiecznych kryjówkach".
   Wreszcie 15 sierpnia 1100 r. Władysław Herman pasował owo "wilcze szczenię" na rycerza. Niedługo potem młody rycerz odparł łupieżczy najazd półkoczowniczych Połowców, którzy przybyli nad Wisłę z nadczarnomorskich stepów. W 1102 r., po śmierci ojca, Bolesław otrzymał część "skarbca ojcowskiego" i "połowę" Polski, czyli Małopolskę i Śląsk. Jeszcze w tym samym roku wzmógł swą aktywność na Pomorzu. Śmiałym wypadem zdobył i złupił bogaty i ludny Białogard. Przeciwnikiem jego wojowniczych planów na północy był Zbigniew, który sąsiadując z Pomorzanami, zawarł z nimi sojusz. W wieku około 18 lat Bolesław poślubił Zbysławę, córkę kijowskiego księcia Świętopełka i siostrę księcia wołyńskiego Jarosława. Przypuszcza się, że jej babką była cesarzówna bizantyńska, a jej pradziadkiem król polski Mieszko II. Małżonkowie byli więc dalekimi krewnymi, stąd też, aby zawrzeć małżeństwo, musieli zabiegać o odpowiednie zezwolenie (dyspensę) w Rzymie u papieża Paschalisa II. Związek ten zapewnił Bolesławowi na kilka lat ważny sojusz z Rusią przeciwko Zbigniewowi. Zbysława urodziła najstarszego z przyszłych dziedziców Bolesława - Władysława. Zmarła najpóźniej w 1114 r.

Sól - obok ryb - stanowiła podstawę zamożności miast nadmorskich. W XII-XII w. solankę czerpano ze studni solankowych żurawiem i odprowadzano rynnami do odstojników, zbudowanych z beczek bez dna.

   Czas, w którym Krzywousty zawarł pierwsze małżeństwo, był niespokojny. Jeszcze "gdy odbywało się wesele, Czesi rozpuścili zagony po ziemi wrocławskiej (...) zbierając łupy i jeńców". Zbigniew, który nie przybył na ślub brata, został nawet oskarżony o namówienie Czechów do tego napadu. W odwecie Bolesław "wysłał na Morawy trzy hufce", ale te po zdobyciu łupów zostały zaatakowane przez morawskiego księcia Świętopełka. W krwawej bitwie w górskich wąwozach Polacy obronili zdobycz, choć z wielkimi stratami. Ich męstwo zostało przez Krzywoustego sowicie wynagrodzone. Komes Żelisław, który utracił w boju prawicę, został uczczony wręczeniem mu ręki ze złota. Wkrótce też Bolesław sam wkroczył na Morawy, siejąc spustoszenie.
   Kilka miesięcy później, zapewne jeszcze w 1103 r., Krzywousty śmiałym wypadem zaatakował Pomorze i Kołobrzeg. Grodu nie zdobył, ale złupił podgrodzie i pojmał wielu jeńców. Następne wyprawy pomorskie w latach 1105-1106 książę prowadził osobiście lub zlecał ich dowództwo komesowi pałacowemu Skarbimirowi.
   Bolesław, wzmocniony sojuszem z Węgrami, zmusił brata na zjeździe w 1106 r., aby zobowiązał się do prowadzenia wspólnej polityki zewnętrznej. Postanowienie to godziło w sojusz Zbigniewa z Pomorzanami, lekceważył je więc i nie udzielał Bolesławowi obiecanej pomocy, licząc zapewne na jego osłabienie walką na kilku frontach. Nie była to jednak dobra taktyka w stosunku do Krzywoustego, który zaatakował starszego brata jeszcze w tym samym roku, a po pokonaniu go (ale z pomocą sojuszników ruskich i węgierskich) uczynił wasalem jako księcia Mazowsza. Ostatecznie, gdy w 1107 r. Zbigniew nie wywiązał się z obowiązku wspierania brata na wyprawie wojennej na Pomorze, został wygnany z kraju. Co istotne, w tej decydującej rozprawie Bolesław nadal musiał odwoływać się do pomocy zewnętrznej - ruskiej i węgierskiej - a zatem Zbigniew miał w Polsce dość silne poparcie.
   Rok 1108 upłynął Krzywoustemu na walkach na licznych frontach od Pomorza i Prusów po Morawy i Czechy. Wyprawa na ten ostatni kraj odciążyła węgierskiego sojusznika Krzywoustego, którego zaatakował cesarz Henryk V wespół z księciem czeskim Świętopełkiem. Wobec najazdu polskiego Świętopełk wycofał się wyprawy cesarskiej, co prawdopodobnie zadecydowało o niepowodzeniu Henryka na Węgrzech. Cesarz miał wówczas obiecać Świętopełkowi srogi odwet na Bolesławie za własne niepowodzenie i klęskę Czechów. Pretekstem do wyprawy na Polskę stała się interwencja w sprawie wypędzonego Zbigniewa.

ROK 1109
   Pierwsze pokolenia polskich władców stawały nieustannie wobec pytania o stosunek do zachodniego sąsiada. Miarą potęgi królów Niemiec było odnowienie przez nich w 962 r. tytułu cesarskiego na Zachodzie. To prawda, że prymat cesarzy rzymskich z niemieckiej dynastii saskiej (919-1024) i następującej po niej salickiej (1025-1152) na Zachodzie byl sprawą raczej honorową, ale w przypadku Polski w grę wchodziła nie tylko zależność od uniwersalnego cesarstwa, ale od najbliższego sąsiada - królestwa Niemiec. Koronacje polskich władców spotykały się w Niemczech, a zwłaszcza w Saksonii, stanowiącej rdzeń niemieckiej państwowości, z nieprzyjaznym przyjęciem. Traktowano je jako uzurpacje, uważając, że Polska podlega władcom Rzeszy Niemieckiej zarówno wtedy, gdy noszą koronę cesarską, jak i wówczas, gdy tylko niemiecką. Innymi słowy, postrzegano Polskę jako księstwo podległe Niemcom, a nawet jako część Rzeszy Z takim statusem Piastowie rzadko się godzili. O ile nie kwestionowali zwierzchności cesarskiej, o tyle królewską władców Niemiec - tak. Jednak nawet w przypadku cesarskich uprawnień sąsiednich władców istotne było określenie skali ich interwencji w sprawy polskie. To zagadnienie nurtowało kronikarza Galla, gdy przystępował do opisu kulminacyjnego momentu w ówczesnych stosunkach polsko-niemieckich: roku 1109.
   Oto, według kronikarza, treść listu Henryka do Bolesława: "Niegodnym jest cesarza i przeciw prawom rzymskim wkraczać zbrojnie do kraju wroga, a zwłaszcza swego wasala, zanim się z nim nie porozumie co do pokoju, jeśli chce być posłusznym, lub co do wojny, jeśli stawić chce opór, aby mógł się ubezpieczyć. Dlatego winieneś albo przyjąć z powrotem brata swego oddając mu połowę królestwa, a mnie wypłacić 300 grzywien trybutu, lub tyluż rycerzy dostarczyć na wyprawę, albo ze mną, jeśli czujesz się na siłach, podzielić mieczem królestwo polskie". Na to książę północny Bolesław odpowiedział: "Jeżeli pieniędzy naszych lub rycerzy polskich żądasz tytułem trybutu, to mielibyśmy się za niewiasty, a nie za mężów, gdybyśmy wolności swej nie bronili. Do przyjęcia zaś buntownika lub do podzielenia się z nim niepodzielnym królestwem nie zmusi mnie przemoc żadnej obcej władzy, a chyba tylko jednomyślna rada moich doradców i swobodna decyzja mojej własnej woli. Przeto jeślibyś po dobroci, a nie pogróżkami zażądał pieniędzy lub rycerzy na pomoc Kościołowi rzymskiemu, uzyskałbyś zapewne nie mniej pomocy i rady u nas niż twoi przodkowie u naszych. Zatem bacz, komu grozisz: jeśli zaczniesz wojnę, znajdziesz ją".
   W odpowiedzi przypisanej Krzywoustemu przez kronikarza uderza, iż zgodziłby się on na udzielanie "pomocy i rady" (typowe obowiązki wasala) cesarzowi dla realizacji planów uniwersalnych (stąd przywołanie Kościoła rzymskiego), jedynie "po dobroci", ale sprawy wewnętrzne Polski jako suwerennego państwa (królestwa) wyraźnie zastrzega dla siebie. Wojna 1109 r. stanowiła więc nie tylko obronę jedynowładztwa Bolesława, ale też niezależności Polski. Co ciekawe, Gall, choć ma świadomość, że Henryk był w tym czasie jeszcze tylko królem niemieckim, niejako awansem przyznaje mu cesarskie kompetencje.
   W sierpniu ruszyła wyprawa Henryka V na Polskę. Pierwszą linię obrony stanowiły grody strzegące przepraw na Odrze. W połowie miesiąca wojska niemieckie stanęły pod Krosnem Odrzańskim, oczekując na nadejście czeskiego sojusznika. Nie mogąc się go doczekać, wyprawa skierowała się na południe. Pierwsze starcie z Polakami miało miejsce pod wałami Bytomia Odrzańskiego. Postawa obrońców tej dobrze obwarowanej twierdzy odstraszyła króla niemieckiego. Zdecydował się wędrować wzdłuż Odry pod Głogów. W ten sposób Bolesław, przebywający wówczas na wyprawie pomorskiej, zyskał parę dni na powrót.
   Część wojska Bolesław skierował do Głogowa, sam zaś zatrzymał się ze swoimi głównymi siłami w pewnym oddaleniu od grodu. Początek zmagań okazał się dlań niepomyślny, bowiem 24 sierpnia Henryk V nieoczekiwanie przeprawił się przez rzekę w niestrzeżonym miejscu. Zaskoczenie było tak wielkie, że do grodu nie zdołała schronić się znaczna część wysłanych tam przez Bolesława żołnierzy, stacjonujących na podgrodziu. Z nielicznym wojskiem, które przy nim pozostało, polski książę zdecydował się na nękanie przeciwnika z ukrycia.
   Tymczasem rozpoczęło się oblężenie Głogowa. Grodzianie nie czuli się przygotowani do obrony i, aby ocalić życie, zdecydowali się na pertraktacje z cesarzem. W ich rezultacie uzgodnili, że wyślą do Bolesława posłów, którzy w ciągu pięciu dni podejmą próbę wynegocjowania układu między nim a cesarzem. Jako porękę lojalności zostawili w obozie cesarskim zakładników, których mieli odzyskać "niezależnie od tego, czy pokój zostanie zawarty, czy odrzucony.
   Bolesław, "wysłuchawszy poselstwa o daniu zakładników, uniesiony gniewem zagroził mieszczanom szubienicą, gdyby ze względu na nich poddali gród". Gdy po powrocie posłańców głogowianie obwieścili cesarzowi fiasko rokowań i zażądali zwrotu zakładników, ten złamał dane słowo i nie wypuścił ich. Następnie nakazał budowę machin oblężniczych, do których polecił przywiązać "co znaczniejszych pochodzeniem spośród zakładników z miasta oraz syna komesa [grodowego], "sądząc, że litość nad synami i krewniakami zmiękczy serca mieszczan". Obrońcy grodu jednak "wcale nie oszczędzali synów i krewnych więcej niż Czechów i Niemców, lecz zmuszali ich kamieniami i orężem do odstąpienia od muru". Oblężenie przedłużało się i pochłaniało coraz więcej ofiar z obydwu stron.
   "Tymczasem Bolesław nie spoczywał ani we dnie, ani w nocy, lecz nieraz rozpędzał Niemców wychodzących z obozu po żywność, często też w obozie samego cesarza siał postrach". Wciąż "ginęli tam szlachetni mężowie, których po wypruciu wnętrzności balsamowano solą oraz wonnościami i składano na ładownych wozach, aby cesarz mógł ich zawieźć do Bawarii lub do Saksonii, jako jedyny trybut z Polski".
   Wreszcie po bezskutecznych próbach zdobycia Głogowa cesarz ruszył pod Wrocław, pozostawiając część sił, aby kontynuowała oblężenie. Bolesław nękał jego wyprawę. Kronikarz podkreśla, że w obozie wroga nazywano go "Bolesławem, który nie śpi" i... śpiewano o nim pieśni. Henryk miał jeszcze raz listem proponować polskiemu księciu porozumienie, ale tym razem już jedynie za cenę 300 grzywien. Bolesław odpowiedział: "Bolesław, książę polski ofiarowuje cesarzowi pokój, ale nie za cenę denarów" i wojna trwała nadal.
   Pod Wrocławiem Henryk V również doświadczyć miał talentów wojennych polskiego księcia. Wiek później mistrz Wincenty Kadłubek opisał te starcia jako wielką bitwę, po której "skąpe (...) rozbite resztki pozbierała smutna Lemania [Alemania, czyli Niemcy], życie cesarza za laskę, a ucieczkę za tryumf poczytując. Na dowód tego istnieje jeszcze nazwa owego miejsca, zbiegła się tam bowiem niezmierna sfora psów, które pożerając tyle trupów wpadły w jakąś szaloną dzikość, tak że nikt nie śmiał tamtędy przejść, i dlatego owo miejsce nazywa się Psim Polem".
   Bitwa na Psim Polu, jak po długoletniej dyskusji ustalili historycy, jest rodem z legendy, która zresztą nie była pochlebna dla Polaków. Obraz trupów pokonanych, wleczonych przez sfory psów, oskarża zwycięzców o brak szacunku dla zmarłych, co było rażącym odstępstwem od zasad etyki obowiązujących chrześcijańskich rycerzy.
   Odwrót wyprawy króla Henryka przesądzał o klęsce Zbigniewa i jedynowładztwie Bolesława w Polsce, ale nie kończył pasma wojen. Już w 1110 r. pogranicze Polski napadli Czesi ze Zbigniewem. W rok później, gdy relacje Krzywoustego z cesarzem poprawiły się, na mocy układu z Czechami doszło do powrotu Zbigniewa do kraju. Bolesław nie nadał mu nawet osobnej dzielnicy, ale jedynie kilka grodów Niebawem zresztą w okrutny sposób w ogóle wyeliminował brata z życia politycznego - kazał go oślepić. Okaleczony Zbigniew wkrótce zmarł.
   Zbrodnicze postępowanie Krzywoustego wywołało powszechne oburzenie w kraju i za granicą. Tron pozornie bezpiecznego jedynowładcy zatrząsł się w posadach. Kościół zagroził mu klątwą. Ile było skruchy w praktykach pokutnych podjętych przez Krzywoustego, jego pielgrzymkach do sanktuariów - św. Idziego na Węgrzech i św. Wojciecha w Gnieźnie - nie dociekniemy Przywdzianie wora pokutnika pozwoliło mu jednak uniknąć losu wygnanego z Polski za zbrodnię na biskupie Stanisławie jego stryja, Bolesława Śmiałego.

ANONIM ZWANY GALLEM
   Na dworze Bolesława Krzywoustego znalazł gościnę tajemniczy przybysz z zagranicy, autor najstarszej polskiej kroniki zatytułowanej Czyny książąt i królów Polski, zwanej też Kroniką polską. W XVI w. wybitny historyk Marcin Kromer domyślał się, że "napisał ją Gall", co w dobie renesansu oznaczało Francuza. W XVIII stuleciu przydano nawet anonimowemu Gallowi imię Marcin - przez pomyłkę wynikającą ze skojarzenia z nim określenia martinus Gallicus wyczytanego z wstępnej części Dziejów Polski Jana Długosza, które zresztą nie odnosiło się do jakiejkolwiek osoby. Niemniej Gall rzeczywiście był cudzoziemcem, benedyktynem, który - jak sam stwierdził - "podjął się tak wielkiego dzieła nie w tym celu, aby chlubić się swą ojczyzną lub rodzicami, będąc wśród was cudzoziemskim pielgrzymem, lecz po to, ażeby jakiś plon swej pracy zabrać ze sobą do miejsca, gdzie składał śluby zakonne". Do Polski, jak ustalono, Gall najprawdopodobniej przybył z Węgier z opactwa w Samogyvar, ale nie był Węgrem, lecz Francuzem (może Włochem?). Klasztor w Samogyvar założyli mnisi sprowadzeni z prowansalskiego opactwa Saint-Gilles-du-Gard i ten związek podtrzymywano w czasach Galla. Wydaje się więc, iż nasz kronikarz nie przypadkiem znal geografię południowej Francji - stamtąd pochodził, a przynajmniej tam wstąpił do klasztoru. W Polsce Gall znalazł się około 1113 r. i być może przybył w orszaku Krzywoustego, powracającego z pokutnej pielgrzymki do Samogyvar, miejsca kultu patrona jego narodzin - św. Idziego. "Widzieliśmy bowiem - zaświadcza Gall - tak znakomitego męża, tak potężnego księcia, tak lubego młodzieńca, jak po raz pierwszy przez dni czterdzieści pościł publicznie".
   Ten wzniosły ton w wychwalaniu Bolesława może dziś razić ucho czytelnika przesadą. Jednak trzeba pamiętać, że kronikarz pisał na zamówienie, a dzieło swe adresował do środowiska dworskiego, można wręcz powiedzieć, że uprawiał coś w rodzaju publicystyki zaangażowanej. Z pewnością przedstawiony przez niego obraz dojścia do władzy i panowania Bolesława jest stronniczy, ale powstał po to, aby bronić racji Krzywoustego jeszcze za jego życia, a także dobrej pamięci o nim u potomnych.
   Kronika polska sięga roku 1113 i wydaje się dziełem niedokończonym. Co zadecydowało o przerwaniu pracy dziejopisa? To kolejne pole domysłów. Niektórzy sądzą, że stało się tak, gdyż w tym czasie zmarli bezpośredni inspiratorzy i sponsorzy pracy Galla - kanclerz Michał ze znaczącego rodu Awdańców i biskup poznański Paweł. Osamotniony kronikarz musiał nawet we wstępie do ostatniej, trzeciej księgi kroniki w jakimś sensie usprawiedliwiać się przed adresatami dzieła. Zastrzegał, że nie podjął twórczości, "aby puszyć się swoją skromną osobą", i tłumaczył niechętnym mu: "jeżeli sądzicie, że królowie i książęta polscy nie zasługują na własne dzieje i roczniki, to najwidoczniej królestwo polskie stawiacie z jakimi bądź niekulturalnymi ludami barbarzyńców".
   Warto pamiętać, że Gall był pisarzem niejako z zawodu, liczył zresztą na hojną zapłatę (co dawał do zrozumienia w niektórych miejscach kraniki). Dzieje Polski, powstające w atmosferze walki o jej suwerenność, były elementem tworzenia odpowiedniej dla tego czasu tradycji ojczystej. Osią historii są dzieje dynastii Piastów - "panów naturalnych" rządzących Polską i z łaski niebios zapewniających jej pomyślność. Podbudowany legendą "złoty wiek" Bolesława Chrobrego stał się w dziele Galla wzorem panowania, którego naśladowcą był imiennik i praprawnuk, pogromca (przyszłego) cesarza.
   Gall wykreował Bolesława na bohatera, podkreślając jego cudowne poczęcie za sprawą św Idziego, a później wielokrotnie dowodząc, iż z Marsowego został zrodzony rodu. Dokonał tego w duchu kanonów literackich stosowanych w żywotach wielkich bohaterów. Już jako dziecko Bolesław daje dowody niepospolitej odwagi na polowaniach, chłopięcą szczerością i łzami zdobywa miłość poddanych. Najważniejsze są jego czyny wojenne. Sprawiają, że posiadający największy autorytet w społeczeństwie możni "dopatrywali się w nim kogoś wielkiego na przyszłość". Czy taki był w rzeczywistości Bolesław? Z pewnością nie tylko taki - Gall wybrał z jego życia to, co najlepsze, to, co odpowiadało ideałowi wielkiego bohatera. Ale widać, że materiału mu nie brakowało. Niemal do ostatnich stron swego dzieła kronikarz walczył o dobre imię chlebodawcy, podkreślając jego pokutę za zbrodnię na Zbigniewie (choć szczegóły okaleczenia i zgonu zataił). Ta gorliwość nie zmazała jednak wszelkiej skazy z pamięci o księciu Bolesławie. Zbrodnia, jakiej się dopuścił wobec brata, nie została mu zapomniana. W XIII w. upowszechnił się w języku polskim znany nam dziś jego przydomek: Krzywousty. Wielu uczonych sądzi, że odnosi się on wprost do wyglądu fizycznego księcia. Jednak nie brak i tych, którzy za "krzywymi ustami" Bolesława widzą krzywoprzysięstwo, jakie padło z jego ust w stosunku do Zbigniewa, któremu zaręczył przecież bezpieczeństwo.
   Tajemniczy cudzoziemiec opuścił Polskę najpóźniej w 1116 r., chyba z poczuciem rozczarowania i niezrozumienia przez otoczenie. Dziś jednak trudno byłoby sobie wyobrazić dyskusję nad początkami Polski bez wiadomości skrupulatnie przez niego zebranych zarówno na podstawie źródeł pisanych - żywotów świętych, roczników, dokumentów, jak i tradycji ustnej, a wreszcie ~ego, co sam widział i słyszał. Jak przystało na dobre dzieło literackie, nie brakło w nim też elementów fikcji.
   Na ostatnich kartach kroniki Gall zdążył jeszcze zacząć opis nowego etapu działań Bolesława Krzywoustego na północy kraju, rozpoczęty opanowaniem Wyszogrodu nad Wisłą i Nakła nad Notecią. Dzięki tym zdobyczom przed polskim księciem stanęły otworem wrota Pomorza.

NA POMORZE!
   Pomorze, włączone do państwa polskiego przez Mieszka I, szybko się usamodzielniło, być może już za czasów Bolesława Chrobrego. Krótkotrwała przynależność do państwa piastowskiego nie scementowała trwale Pomorzan. W XI w. ich kraina była wewnętrznie podzielona pod rządami lokalnych książąt, wywodzących się z dawnych piastowskich naczelników grodowych. W tym zróżnicowaniu zaznaczał się podział Pomorza na część wschodnią, bliższą Polakom, oraz zachodnią - ściślej związaną z sąsiadującymi z nią przez Odrę plemionami wieleckimi. U ujścia Odry w Wolinie w X w., a w XI w. w Szczecinie ukształtowały się republiki miejskie. W czasach Krzywoustego cieszyły się one dużą autonomią wobec zwierzchności książęcej. Pozbawienie władzy Zbigniewa w 1107/1108 r. oznaczało dla Pomorzan utratę sojusznika zdolnego powstrzymywać podbój prowadzony przez Bolesława Krzywoustego. W latach 1116-1119 opanował on wschodnią część Pomorza, nie znamy jednak szczegółów tego sukcesu. Z pewnością niejakie zakłócenia spowodowane były zaburzeniami wewnętrznymi (w 1117 r. Krzywousty stłumił bunt wojewody Skarbimira, którego skazał na oślepienie) oraz kilkuletnim konfliktem z Rusią (w 1120 r. Krzywousty podjął nawet wyprawę przeciwko kijowskiemu księciu Włodzimierzowi Monomachowi).
   Lepiej znane są koleje podboju Pomorza Zachodniego. Rezydujący w Kołobrzegu książę Warcisław okazał się niełatwym przeciwnikiem. Choć musiał zmagać się z Polską, udało mu się samemu podbić pewne obszary na zachód od Odry, dotąd podległe plemionom wieleckim. Losy jego panowania rozstrzygnęły się w latach 1119-1121, kiedy wojska polskie zajęły główne grody zachodniopomorskie. Niemniej Warcisław nie utracił pełni władzy - jako książę Pomorza Zachodniego został lennikiem Bolesława Krzywoustego. Polski władca poszedł więc na kompromis, pozostawiając odrębność terytorialną księstwa Warcisława, który odtąd płacił mu trybut i miał udzielać wsparcia podczas wypraw wojskowych. Niektórzy historycy sądzą, że podboje Krzywoustego sięgnęły też posiadłości Słowian zamieszkujących bałtycką wyspę Rugię (w roku 1122 lub następnym).
   Palącą potrzebą po podboju Pomorza była jego chrystianizacja. Zorganizowanie akcji misyjnej spoczęło przede wszystkim na barkach władzy państwowej. Już w 1121 r. Krzywousty poprosił papieża Kaliksta II o zgodę na założenie biskupstw dla zdobytych przez niego terytoriów. Dwa lata później przybył w tym celu do Polski legat papieski Idzi z Tusculum. Nie na samej rozbudowie organizacji kościelnej miał jednak polegać wysiłek misyjny. Nowo powstające diecezje musiały przecież mieć wiernych. Nawrócenie Pomorzan zależało zatem od skutecznej walki o ich dusze.
   Już w 1123 r. przybył do Polski z dalekiej Hiszpanii biskup Bernard, który porzucił swe stanowisko, aby najpierw stać się pustelnikiem, a następnie misjonarzem pogan. Przekonał Bolesława, iż jest dobrym kandydatem do podjęcia misji u jego nowych poddanych. Wkrótce Bernard stanął przed nimi w Wolinie - ostentacyjnie skromny: boso, w lichym ubraniu - i ogłosił, iż "jest sługą Boga prawdziwego, Stwórcy nieba i ziemi, iż że został przez niego posłany, aby ich odwieść od błędu bałwochwalstwa i sprowadzić na drogę prawdy". Jednak nie zyskał posłuchu u Wolinian. "Najwyższy Bóg - stwierdzili zgodnie - nigdy by im nie przysłał tak godnego wzgardy posłańca".
   Zdeterminowany misjonarz rzucił się nawet z siekierą, aby ściąć wielką kolumnę, w którą wbita była święta włócznia czczona przez mieszkańców miasta. Jego zamiar udaremniono, a sam Bernard został dotkliwie pobity. Gdy nadal nie ustępował w chęci głoszenia kazań, poganie siłą wsadzili go na statek wraz z towarzyszącymi mu kapelanem i tłumaczem i całą trójkę wysłali na pełne morze, aby Bernard mógł swobodnie wygłaszać kazania "rybom morskim i ptakom niebieskim".
   Niefortunnego misjonarza rok później zastąpił jeden z najwybitniejszych mężów Kościoła tamtej epoki, biskup Bambergu Otton. Wybór ten był nieprzypadkowy - Ottona w Polsce znano od lat, jeszcze jako młody kapłan przebywał tu za czasów Władysława Hermana. Wówczas też w jakimś stopniu opanował język słowiański.
   Wyprawa Ottona wyruszyła z Bambergu 24 kwietnia 1124 r. Po krótkim pobycie w Polsce biskup rozpoczął działalność misyjną, i to bardzo obiecująco. Pierwszym ośrodkiem pomorskim, który otworzył mu bramy, były Pyrzyce, gdzie po kilkudniowych katechezach ochrzcić miał aż 4 000 ludzi ze wszystkich stron Pomorza (liczba ta jest raczej symbolem zaniesienia Ewangelii do całej ludności krainy).
   Jednak wkrótce apostoł Pomorzan natrafił na poważne przeszkody w najludniejszych i najbogatszych ośrodkach miejskich - Wolinie i Szczecinie. Aby przełamać opór mieszkańców, obrał zupełnie inną taktykę niż asceta Bernard: otoczony licznym orszakiem, zaopatrzony w eskortę wojskową, przemawiał ubrany w mieniące się złotem i srebrem szaty liturgiczne, manifestując przy tym insygnia swej godności biskupiej.

Walkę o dusze Pomorzan w Szczecinie Otton musiał stoczyć z pogańskim kapłanem. Na przemian przemawiali do tłumu ze specjalnych podwyższeń, z których w tym mieście przewodniczono oficjalnym zgromadzeniom ludności.

   Podczas misji Ottona nie brakło dramatycznych wydarzeń, mógł nawet postradać życie, lecz ostatecznie doprowadził do spalenia pogańskich posągów i świątyń i przekonał ludność do nowej wiary Kilkumiesięczny pobyt na Pomorzu wypełniło planowe głoszenie chrześcijaństwa w innych ośrodkach, m.in. w Kamieniu Pomorskim, Kołobrzegu, Białogardzie.
   Po kilku latach, pod nieobecność Ottona, nieutwierdzeni w chrześcijaństwie Pomorzanie powrócili do zakazanego im przez misjonarza kultu pogańskiego w "unowocześnionej" formie. Otóż nie odrzucając oddawania czci Chrystusowi, w szczecińskim kościele ustawili również posąg rodzimego boga o trzech głowach - Trzygłowa. To odstępstwo zakwalifikować należy jako tzw dwuwiarę, która łączyła w jeden system dawnych bogów z Bogiem chrześcijańskim lub świętymi czczonymi w Kościele.

Gdy biskup Otton chciał ściąć drzewo kultowe (dąb lub orzech) w Szczecinie, omal nie stracił życia, zaatakowany przez jego właściciela (strażnika). Ostatecznie drzewo ocalało. Misjonarz uległ prośbom mieszkańców, aby nie pozbawiać ich pięknego widoku, cienia i innych korzyści, jakie im ono dawało. Jednak Otton nie zapomniał odebrać od nich przysięgi, że już nigdy nie będą czcić drzewa ani bóstwa, które, jak wierzyli, w nim zamieszkiwało.

   Wobec takiego biegu wypadków św. Otton podjął drugą wyprawę misyjną do Pomorzan (w 1128 r.), której rezultatem była rozprawa z kultem pogańskim i nieodwracalne już zaszczepienie chrześcijaństwa. W zmienionej sytuacji politycznej patronat nad tą misją sprawował nie Krzywousty, lecz król niemiecki. Książę Warcisław wręcz próbował na gruncie kościelnym podporządkować się stronie niemieckiej, co spowodowało konflikt między nim a polskim księciem. Jednak Otton doprowadził do pojednania między książętami i skłonił Warcisława, by uznał zwierzchność kościelną Gniezna nad swoim księstwem.
   Słynny misjonarz - jak się można domyślić - w sprawie przynależności kościelnej schrystianizowanych przez niego ziem zajął stanowisko kompromisowe: terytoria zaodrzańskie, zamieszkane przez plemiona wieleckie, miało objąć planowane biskupstwo w Szczecinie, podporządkowane metropolii magdeburskiej, a Pomorze Zachodnie miało wejść do diecezji wolińskiej podległej Gnieznu. Plan ten ziścił się po kilkunastu latach, lecz tylko częściowo. W Szczecinie bowiem nie utworzono wówczas biskupstwa, natomiast w 1140 r. rzeczywiście powstała diecezja wolińska, której pierwszy biskup Wojciech, dawny współpracownik i tłumacz św. Ottona, został podporządkowany Gnieznu.

W OBRONIE SUWERENNOŚCI
   Sukcesy pomorskie kończyły dobrą passę w polityce Bolesława Krzywoustego. W 1125 r. zmarł władca czeski Władysław, zastąpiony przez wrogiego Polsce Sobiesława. W tym samym roku zmarł też cesarz Henryk V, a na tronie królewskim w Niemczech zasiadł książę saski Lotar z Supplinburga, wybitny wódz, pogromca Słowian północnopołabskich, który z niechęcią przyjął rozciągnięcie wpływów polskich na Pomorze, a zwłaszcza ziemie na zachód od Odry.
   Jednocześnie książę zachodniopomorski Warcisław zaczął z powodzeniem dążyć do zrzucenia zwierzchności polskiej. Aby więc zabezpieczyć pomorskie zdobycze przed buntem Warcisława i zakusami niemieckimi, Krzywousty zawarł sojusz z królem Szwecji i Danii Nielsem (pieczętował go związek małżeński córki Bolesława Ryksy z Magnusem, synem Nielsa). Wyprawa polsko-duńska w 1129 r. pozwoliła ponownie sprowadzić Warcisława do pozycji lennika Polski, z której zdążył się już wyzwolić. W 1131 r. Magnus jednak - zagrożony wyprawą niemiecką – złożył hołd Lotarowi i wycofał się ze współpracy z Bolesławem.
   Sprawy pomorskie doprowadziły do sporu o status polskiego Kościoła. Przypomnijmy, że z ramienia papieża Kaliksta II przybył do Polski w 1123 r. legat Idzi z Tusculum, który uzgodnił z Krzywoustym nie do końca dziś znane, ale korzystne plany rozbudowy sieci polskich biskupstw. Pomorze Wschodnie zostało podporządkowane biskupstwu w Kruszwicy, później przeniesionemu do Włocławka (niektórzy sądzą, że pierwotnie powstały jednocześnie aż dwa biskupstwa dla wschodniej części Pomorza - kruszwickie i włocławskie, z których pierwsze upadło). Dla zachodniego Pomorza zaplanowano powstanie trzech diecezji: lubuskiej, szczecińskiej i wolińskiej.
   Te decyzje wywołały sprzeciw wybitnego arcybiskupa magdeburskiego Norberta z Xanten i króla Lotara z Supplinburga. Spór zaczął się o tereny zaodrzańskie, które jeszcze z woli fundatora metropolii magdeburskiej cesarza Ottona I (zm. 972 r.) miały jej podlegać. W 1127 r. Lotar podjął wyprawę na te tereny i rozciągnął na nie swoje panowanie, co Norbertowi dało możliwość objęcia ich swą władzą.
   Ambitny metropolita wkrótce zażądał więcej. W 1131 r. papież Innocenty II wydał bullę podporządkowującą Magdeburgowi diecezję poznańską, a w 1133 r. Norbert uzyskał w Rzymie decyzję o włączeniu całego polskiego Kościoła do metropolii magdeburskiej, a 7.atem zdegradowaniu Gniezna do rangi zwykłego biskupstwa. Decyzje te podjęto na podstawie fałszywych dokumentów z pierwszych lat XI w.
   Fatalny obrót w polityce kościelnej Krzywoustego zbiegł się z pasmem problemów z sąsiadami. W 1127 r. ogłoszono w Gnieźnie, iż cudownie odnalazła się drogocenna relikwia - głowa św. Wojciecha, której przed blisko stu laty nie zdołał zrabować Brzetysław. Ta próba podniesienia prestiżu Gniezna jako stolicy św. Wojciecha oznaczała pogorszenie stosunków dyplomatycznych z Pragą. W 1132 r. Krzywousty podjął wyprawę na Węgry, aby interweniować w walkach o tron na rzecz księcia Borysa. Jego przeciwnik Bela II Ślepy objął tron rok wcześniej, a dzięki pomocy czeskiej, ruskiej i niemieckiej (w tym szczególnie austriackiej) udało mu się odeprzeć najazd polskiego władcy, o czym zadecydowała klęska Polaków w bitwie nad rzeką Sajo. Pokonany Krzywousty został napadnięty i złupiony przez czeskiego Sobiesława, którego wojska do 1134 r. jeszcze czterokrotnie plądrowały i pustoszyły Śląsk.

Brakteat (moneta srebrna lub złota, wybijana jednostronnie) przedstawia Bolesława Krzywoustego, klęczącego przed kładącym rękę na jego głowie (w geście błogosławieństwa?) św. Wojciechem. Scena ta wystąpiła też na brakteatach biskupa Magdeburga Konrada, wybitych na cześć Bolesława w 1135 r. Można więc przypuszczać, że monety powstały z okazji sukcesów polskiego księcia w obronie niezależności metropolii św. Wojciecha w Gnieźnie. Dawniej scenę tę interpretowano jako wyraz pokuty Krzywoustego za zabójstwo brata.

   Niepowodzenia skłoniły Krzywoustego do złagodzenia polityki zachodniej. W lipcu 1135 r. na zjeździe w Merseburgu Krzywousty złożył hołd Lotarowi i uznał się za jego lennika. Trzeba pamiętać jednak, że nie oznaczało to podporządkowania Polski Niemcom, gdyż Lotar wcześniej uzyskał tytuł cesarza rzymskiego, oznaczający pierwszeństwo w całym świecie Zachodu. Część historyków sądzi zresztą, że Bolesław złożył hołd jedynie z ziem niedawno podbitych, pomorskich lub zaodrzańskich, a może nawet tych, które dopiero planował opanować (wskazuje się tu na wyspę Rugię). Spraw tych jednoznacznie rozstrzygnąć się nie da. Na zjeździe merseburskim ustalono też zawarcie pokoju Polski z Węgrami (Krzywousty przestał popierać pretensje Borysa do tronu), natomiast pokój z Czechami podpisano dopiero w 1137 r.
   Kompromisowa postawa Krzywoustego pozwoliła mu odnieść sukces w polityce kościelnej. Po śmierci arcybiskupa Norberta (1134) i zdobyciu przychylności cesarskiej Krzywousty w 1136 r. uzyskał od Innocentego II słynną Bullę gnieźnieńską, w której przywracano Gnieznu rangę metropolii. Tym samym Polska odzyskała odrębność organizacji kościelnej, stanowiącej w epoce średniowiecza jedną z podstawowych gwarancji niepodległego bytu państwa.

"TESTAMENT" KRZYWOUSTEGO
   Bolesław, "gdy poczuł, że los żąda już od niego śmiertelnej powinności, poleca spisać dokumenty testamentowe. Przekazuje w nich w spadku czterem synom i to co osiągnięte zasługami przodków, i następstwo w królestwie, wyznaczając stale granice czterech dzielnic w ten sposób, że w ręku najstarszego miało pozostać i księstwo dzielnicy krakowskiej, i władza zwierzchnia. A jeśliby spotkało go to, co ludzkie [tu: śmierć], zawsze starszeństwo i wzgląd pierworództwa miały rozstrzygać spór o następstwo. Przypominają mu piątego syna, to jest Kazimierza, który był jeszcze małym dzieckiem, dlaczego nie pamiętał o nim, dlaczego nie zapisał mu żadnej cząstki testamentowej.

Podział dzielnicowy Polski, zarządzony przez Krzywoustego w 1138 r., wciąż stanowi przedmiot dyskusji uczonych, dlatego tę propozycję należy traktować częściowo jako hipotetyczną (zwłaszcza jeśli chodzi o wdowie uposażenie księżnej Salomei).


   A on im na to odrzekł: «Owszem, od dawna pamiętałem i zapisałem»".
   Tak zrelacjonował okoliczności podziału Polski na dzielnice po śmierci Krzywoustego mistrz Wincenty Kadłubek piszący około 70 lat później. Kronikarz był człowiekiem o nieprzeciętnej wyobraźni - w tym przypadku dodajmy: niestety Trudno bowiem we wszystko mu uwierzyć, a wspomniane "dokumenty testamentowe", które mogłyby uwiarygodnić jego relację, nie dotrwały do naszych czasów. Należy zresztą wątpić, że w ogóle istniały Podział państwa na dzielnice nie wydaje się bowiem decyzją podjętą dopiero w obliczu nadchodzącej śmierci, gdyż jego koncepcję wypracowano na tyle wcześnie, że zdążyli się z nią oswoić następcy Bolesława. Historycy wolą więc mówić nie tyle o testamencie Krzywoustego, ile o jego ustawie sukcesyjnej.
   Wbrew przekazowi Kadłubka, Krzywousty o "cząstce testamentowej" dla Kazimierza nie mógł od dawna pamiętać, bowiem najmłodszy z kilkanaściorga jego dzieci urodził się bądź jako pogrobowiec, bądź tuż przed jego śmiercią i w podziale nie został wcale uwzględniony. Przyjmuje się na ogół, że wolą Krzywoustego był podział na pięć dzielnic: cztery dziedziczne i jedną przechodzącą pod władzę każdorazowego seniora rodu, który zarazem miał sprawować władzę zwierzchnią nad pozostałymi Piastami, nosząc tytuł princepsa. Zgodnie z zasadą senioratu najstarszy z synów Bolesława, Władysław, objął dzielnicę senioralną (pryncypacką), której nie wolno był mu podzielić, oraz jako dziedziczną - Śląsk, Bolesław Kędzierzawy otrzymał Mazowsze, Mieszko Stary - Wielkopolskę, wreszcie Henryk dostać miał ziemię sandomierską, ale jako małoletni pozostał pod opieką Kędzierzawego albo matki, księżnej Salomei. Dzielnica senioralna obejmowała ziemię krakowską, łęczycką, sieradzką, Pomorze Gdańskie oraz zwierzchność nad Pomorzem Zachodnim.
   Dyskutuje się nad oprawą wdowią księżnej Salomei - czy otrzymała dożywotnio jakieś ziemie (łęczycką? sieradzką? może obydwie?), czy też jedynie jakieś grody? Ewentualnie mogła też rządzić w dzielnicy małoletniego syna jako jego opiekunka. Tę drugą małżonkę, pochodzącą z rodu hrabiów Bergu, Krzywousty poślubił w 1115 r. i to ona wydała na świat kilkanaścioro jego potomstwa, w tym prawie wszystkich - poza najstarszym Władysławem - dziedziców jego państwa. Zapamiętana została jej działalność dobroczynna na rzecz Kościoła.
   "Testament" Krzywoustego doczekał się zróżnicowanych ocen. W 1. połowie XIX w. nie szczędzono słów potępienia dla pomysłu podziału państwa na dzielnice, pod koniec tegoż stulecia dokonano jednak częściowej rehabilitacji Krzywoustego, uznając, że gdyby przestrzegano jego postanowień, to zjednoczenie Polski nastąpiłoby dość szybko. Obecnie sam pomysł "testamentu" nie budzi aż takich kontrowersji. Traktuje się go jako jedną kolejnych prób rozwiązania problemu dziedziczenia państwa przez członków rodu panującego. Warto zwrócić uwagę, że stosunkowo bliski czasom Krzywoustego Wincenty Kadłubek, choć bolał nad rozdarciem Polski na dzielnice, to samego pomysłu nie potępił, wręcz przeciwnie - traktował go jako przejaw roztropnej polityki Krzywoustego i jego zatroskania o przyszłość rodu i państwa.
   Podobne kontrowersje wzbudziła ocena całego panowania Krzywoustego. W XIX w. pozytywne opinie średniowiecznych kronikarzy, a zwłaszcza wychwalającego go nad miarę Galla Anonima, przyjmowano dość sceptycznie. Niekiedy wręcz traktowano księcia jako osobę chwiejną, ulegającą otoczeniu, szczególnie patrząc z perspektywy całości jego rządów i biorąc pod uwagę wszystkie przegrane i kompromisy. Krótko mówiąc, do ideału, jakim miał być dlań "Wielki Bolesław" (czyli Chrobry), Bolesław Krzywousty nie dorastał. Nawet zwycięstwo nad Niemcami w 1109 r. uważano za zaprzepaszczone przez hołd złożony cesarzowi w 1135 r. (niezbyt to sprawiedliwe - przecież Chrobry też złożył hołd władcy Niemiec, i to wtedy, gdy ten jeszcze nie był cesarzem). Dziś ocena Krzywoustego zbliżyła się w pewnej mierze do Gallowej. Po stronie plusów wskazywane są sukcesy morskie księcia. Zauważa się też wagę uratowania przez niego samodzielności kościelnej Polski, co w dobie rozbicia dzielnicowego przyczyniło się do utrzymania poczucia jedności terytorialnej. Podkreśla się wreszcie, że nawet gdy Bolesław Krzywousty przegrywał z silniejszymi koalicjami na polu militarnym, to na drodze dyplomatycznej potrafił ustrzec swe państwo przed stratami.

"BOLESŁAW KRZYWOUSTY i jego czasy" - Stanisław Rosik, zeszyt 8 serii Wydawnictwa Dolnośląskiego

  Powrót 

  © Xezaar