«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis władców 

 krok wstecz »» 

  
Kazimierz Odnowiciel
i jego czasy
   żył w latach 1016 - 1058

TRUDNE POCZĄTKI

rys. L. Stroynowski,
  Z. Papieski wg J.Matejki  
Wyd. Dolnośląskie

   "Kazimierz, to jest Karol, odnowiciel Polski" - tak przedstawił syna i następcę Mieszka II anonimowy kronikarz zwany Gallem z początku XII w., pamiętając jego zasługi w odbudowie monarchii piastowskiej po kryzysie z lat 30. XI w.
   Kazimierz Odnowiciel urodził się 25 lipca 1016 r., a zatem w chwili śmierci ojca miał 18 lat. Był więc w ówczesnych realiach w pełni dojrzałym mężczyzną, zdolnym do samodzielnego objęcia tronu. Warto przypomnieć dramatyczne losy rodziny Kazimierza przed tym wydarzeniem. W 1031 r. Mieszko II został wygnany z kraju przez swojego przyrodniego brata Bezpryma. Wówczas to Rycheza i 16-letni Kazimierz udali się do Niemiec (zabrali ze sobą królewskie insygnia Mieszka II i zapewne z polecenia Bezpryma przekazali je cesarzowi Konradowi II). W 1032 r. - po zamordowaniu Bezpryma - Mieszko II powrócił do kraju, a w rok później udało mu się zjednoczyć państwo. Niestety, dzieła odbudowy państwa nie utrwalił, przedwcześnie umierając w 1034 r.
   Kazimierz wrócił do kraju najprawdopodobniej jeszcze za życia ojca i przejął tron z jego rąk. Początkowo sprawował władzę przy poparciu możnowładztwa. Wkrótce jednak jego przedstawiciele "powstali przeciw niemu i zmusili go do udania się na Węgry. W owym czasie rządził Węgrami święty Stefan (...). Z Czechami, najzawziętszymi nieprzyjaciółmi Polaków, utrzymywał przyjaźń" i "ze względu na nich nie puścił [Kazimierza] na wolność. Gdy zaś zeszedł z tego świata, tron węgierski objął Piotr Wenecjanin (...) i mało wagi przywiązując do ich [Czechów] przyjaźni lub nieprzyjaźni, dal Kazimierzowi sto koni i tyluż rycerzy, którzy za nim poszli, i z honorami wypuścił go". Kazimierz "niebawem dotarł do ziemi niemieckiej, gdzie przez pewien czas - nie wiem jak długi - bawił u matki i u cesarza". Pod nieobecność Kazimierza w kraju doszło według cytowanego tu Galla Anonima "do spustoszenia i wyniszczenia Polski".
   Ku przestrodze przyszłych pokoleń dziejopis utrwalił esencję tego, co się działo: "królowie i książęta sąsiedni, każdy od swej strony, gnębili Polskę i do swego władztwa każdy przyłączał miasta i grody graniczne, lub zdobywszy równał je z ziemią. I choć tak wielkie krzywdy i klęski znosiła Polska od obcych, to jeszcze nierozsądniej i sromotniej dręczona była przez własnych mieszkańców Albowiem niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami siebie do rządów wynosząc, i jednych z nich na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa. Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką - czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu - podnieśli bunt przeciw biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych rzekomo godnych lichszej śmierci ukamienowali". Patetyczna konwencja literacka tego opisu nie zamazuje zasadniczych rysów kryzysu wczesnopiastowskiej państwowości.

Rugowanie pogaństwa na ziemiach polskich również po przezwyciężeniu kryzysu państwowego i kościelnego było procesem długotrwałym. Maska drewniana z Opola świadczy, iż jeszcze w końcu XI w. odprawiano na wpół pogańskie obrzędy. Ich pozostałością jest praktykowane do dziś chodzenie z turoniem. Widać zatem, że opór przeciw nowym porządkom religijnym musiał być duży. W rozmaitych obrzędach czy praktykach magicznych nadal wzywano tajemniczych mocy. Całą przyrodę - góry, wody, drzewa i gaje, otwarte niebo - wciąż zaludniały nimfy, duchy leśne i domowe, cienie zmarlych. W pobożności ludowej doszło do stopienia się w jedną całość elementów pogaństwa i chrześcijaństwa, co zyskało miano dwuwiary.


   Według czeskiego kronikarza Kosmasa pierwsze bunty przeciw władzy państwowej, możnowładztwu i Kościołowi miały wystąpić w Polsce już za życia Chrobrego w 1022 roku, ale - poza nielicznymi wyjątkami - nie chcą mu uwierzyć dzisiejsi badacze (zwłaszcza, że w jego przekazie zdarza się dość dużo pomyłek w datach). O wiele poważniej liczyć się jednak trzeba z wystąpieniem pierwszej fali takich rozruchów za rządów Mieszka II od roku 1030.
   Nie ma zgody wśród uczonych co do momentu wystąpienia drugiej, kulminacyjnej fali powszechnej rebelii ludności. Część z nich sądzi, że to właśnie ona doprowadziła do wypędzenia Kazimierza. Ich oponenci natomiast twierdzą, że to ogólne powstanie ludności nastąpiło dopiero po jego wygnaniu, w atmosferze upadku władzy centralnej spowodowanej opuszczeniem państwa przez władcę.
   Jako czas ucieczki polskiego księcia najczęściej - choć jest to, oczywiście, ustalenie hipotetyczne - przyjmuje się lata 1037-1038. Istotną wskazówkę w tej sprawie stanowi zmiana na tronie Węgier, która nastąpiła w czasie pobytu Kazimierza w tym kraju. Uciekiniera przyjął jeszcze Stefan I Waik, zmarły w 1038 r. Zatem pierwszy etap rządów Kazimierza mógł trwać najwyżej 4 lata (być może świadectwem upadku jego władzy, a przez to atrakcyjności dynastii, jest zerwanie zaręczyn margrabiego Ottona ze Schweinfurtu z jego najmłodszą siostrą Matyldą, co nastąpiło już w 1036 r.). Najczytelniejszym przykładem narastającego chaosu społecznego w Polsce było porzucenie chrześcijaństwa.
   Nawroty pogaństwa stanowiły chorobę "wieku dziecięcego" wczesnofeudalnych państwowości. Siły takich buntów mogły być wykorzystane do wprowadzania zmian na tronie. Tak stało się w Danii, kiedy około 986 r. został wypędzony król Harald

Pisanki ruskie z XI w., znalezione w Opolu, są jednym ze świadectw trwania pogańskich wierzeń.

Sinozęby przez syna, Swena Widłobrodego, a także na Węgrzech. Znany nam już z opisu Galla dobrodziej Mieszka II, król węgierski Piotr Orseolo, z pochodzenia Wenecjanin, został pokonany w 1046 r. przez książąt z rodu Arpadów właśnie dzięki buntowi ludności występującej pod hasłami powrotu do pogaństwa. Tak zwane reakcje pogańskie mogły też doprowadzać do długotrwałej likwidacji chrześcijaństwa i upadku związanej z nią władzy książęcej, czego przykładem jest reakcja pogańska u połabskich Obodrzyców w 1066 r.
   Spoglądając na te przykłady, nasuwa się spostrzeżenie, że dość paradoksalnie do tzw. reakcji pogańskich dochodziło nie na tych obszarach, gdzie chrześcijaństwo wprowadzano najbrutalniej, ale właśnie tam, gdzie ogółowi ludności zostawiano pewien czas - nawet kilku pokoleń - na przyswojenie nowej wiary. Tak stało się w kraju Piastów. Pomimo ewidentnych przykładów siłowego egzekwowania wymogów nowej wiary przez Chrobrego (jak słynne wyłamywanie zębów za lekceważenie postów), należy zaznaczyć, że przymus misyjny w Polsce miał łagodniejsze oblicze niż na przykład krwawa chrystianizacja Sasów przeprowadzona przez Karola Wielkiego na przełomie VIII i IX w.

Deska znaleziona na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu pochodzi z budowli, którą zidentyfikowano jako slowiańską świątynię pogańską (kącinę). Kształtem przypomina deski licznie występujące w słynnej świątyni wieleckiej z Gross Raden na Północnym Połabiu z XI w. Co istotne, dzięki metodzie datowania stosowanej przez archeologów, dendrochronologii, możemy orzec, że wrocławską kącinę zbudowano po 1032 r., a zatem jest śladem tzw. reakcji pogańskiej.


   Prowodyrami wystąpień skierowanych bezpośrednio przeciw duchownym chrześcijańskim i ośrodkom kultu chrześcijańskiego na ziemiach polskich za Kazimierza Odnowiciela byli zapewne pogańscy kapłani. Dla porównania warto wskazać, że na sąsiedniej Rusi obecność tych najgorliwszych stróżów dawnej wiary, zwanych tam wołchwami, ma w XI w. liczne poświadczenia źródłowe. Nie zniknęli oni też zapewne z życia ludności państwa Piastów pomimo już trzeciego pokolenia poddanego chrystianizacji. Wyobrażenie o okrucieństwach, jakich zaznali chrześcijanie, dają drastyczne opisy rebelii u Obodrzyców z 1066 r.: "Starego biskupa Jana ujętego wraz z innymi chrześcijanami w Magnopolis [czyli Mechlinie, dziś Meklemburgu] zachowano przy życiu aż do chwili odprawienia triumfu. Za wyznawanie Chrystusa bito go rózgami, następnie wodzono przez wiele miast słowiańskich na pośmiewisko, a gdy nie dał się oderwać od imienia Chrystusa, odrąbano mu ręce i nogi, wreszcie ciało jego porzucono na ulicy. Odciętą głowę poganie wbili na dzidę i na znak zwycięstwa ofiarowali swojemu bogu Radogostowi" (Helmold, XII w.).
   Kilkadziesiąt lat wcześniej podobna klęska nawiedziła stolicę sąsiadujących z Obodrzycami Wagrów: "w mieście Starogardzie mieszkało bardzo wielu chrześcijan. Sześćdziesięciu kapłanów wystawiono na urągowisko, resztę zaś pozabijano jak bydło. Najstarszy z nich, proboszcz tej miejscowości, miał na imię Oddar. On i pozostali zostali poddani takim męczarniom: po rozcięciu mieczem skóry na głowie w kształcie krzyża, obnażono każdemu mózg. Następnie ze związanymi z tyłu rękoma wleczono wyznawców Boga po miastach słowiańskich, póki nie pomarli" (Helmold).
   Okrucieństwa reakcji pogańskich były najbardziej bolesnym etapem przywracania starego porządku. Dalej następowała budowa pogańskiej organizacji kultowej. Świątynie pogańskich Słowian (tzw. kąciny) na ogół nie były wielkie i wznoszono je z drewna. Zatem dość szybko mogły zastąpić nawet grodowe kościoły. Ślady tej zamiany archeolodzy odkryli we Wrocławiu. Dumni wyznawcy starych bogów podnosili głowy...

DWA BRATANKI - BRZETYSŁAW I MIECŁAW
   Pogrążona w kryzysie, "owdowiała po swoim księciu" Polska stała się łatwą zdobyczą dla zewnętrznego wroga. W roku 1038 czeski książę Brzetysław dokonał najazdu na ziemie polskie i nigdzie nie napotkał większego oporu. Czeski kronikarz Kosmas zanotował: "i jak niezmierna burza szaleje, sroży się, wszystko zwala - tak wsie rzeziami, rabunkami, pożarami pustoszył, obronne miejsca siłą zdobywał. Wtargnąwszy zaś do [...] Krakowa, zniszczył [go] zupełnie i wziął łupy; ponadto i stare skarby przez dawnych książąt ukryte zrabował, to jest nieskończoną ilość złota i srebra; podobnie i inne miasta ogniem spalił i aż do gruntu zniszczył". Następnie Brzetysław skierował się ku najbogatszym ośrodkom Wielkopolski. "Wtedy to Czesi zniszczyli Gniezno i Poznań, i zabrali ciało świętego Wojciecha. [...] Wspomniane miasta tak długo pozostawały w opuszczeniu, że w kościele św. Wojciecha męczennika i [kościele] św. Piotra apostoła dzikie zwierzęta założyły swoje legowiska.
   Klęska ta zaś dlatego tak powszechnie miała dotknąć całą [polską] ziemię, że podobno Gaudenty, brat i następca św. Wojciecha, z nie znanej mi przyczyny obłożył ją klątwą".
   Niestety, i my nie znamy z innych źródeł przyczyny klątwy Gaudentego rzuconej niegdyś na Polskę. Przywołanie jej w tej opowieści pozwoliło kronikarzowi jakoś uzasadnić - jak się wydawało - chwilowy brak opieki świętego Wojciecha nad napadniętą Polską. Jego relikwie, zrabowane z gnieźnieńskiej katedry, trafiły do Pragi, gdzie niegdyś sam był biskupem i gdzie za życia go nie chciano. W tym momencie jednak jego szczątki były bardzo cennym nabytkiem czeskiej stolicy; zapewne liczono, że po raz drugi staną się fundamentem, na którym zbudowana zostanie metropolia. Dobrze poinformowany Kosmas dodał jeszcze do katalogu zrabowanych z Gniezna relikwii szczątki Pięciu Braci Męczenników z eremu w Międzyrzeczu (zamordowanych w 1003 r.) oraz zwłoki Gaudentego.
   Z późniejszych wydarzeń, jak pokutna pielgrzymka Bolesława Krzywoustego w 1113 r. do Gniezna, wynika jednak, że przed Brzetysławem udało się ukryć przynajmniej jakąś część relikwii Wojciechowych. Jednak prawdziwa bomba wybuchła w 1127 r., kiedy polskie roczniki triumfalnie obwieściły, że w Gnieźnie odnalazła się głowa świętego Wojciecha. To wydarzenie odbiło się echem również w Czechach (uchwycił je anonimowy kontynuator kroniki Kosmasa zwany Kanonikiem Wyszehradzkim). Rozpoczęła się nie rozstrzygnięta do dziś rywalizacja między Gnieznem a Pragą o pierwszeństwo do tytułu posiadania relikwii apostoła Prusów. Nabrała impetu, kiedy w 1143 r. - jak donosi bezimienny Mnich Sazawski - "w grodzie w Pradze, w kościele św. Wita męczennika", czyli w praskiej katedrze, znalazła się... głowa świętego Wojciecha. Druga?! - Sami sobie odpowiedzmy, gdzie jest prawdziwa.

Płyta z katedry gnieźnieńskiej z napisem "Tu spoczywają szczątki trzech" traktowana jest niekiedy jako miejsce pochówku trzech z Pięciu Braci Męczenników z Międzyrzecza. Byli oni jednymi z pierwszych eremitów (pustelników) na ziemiach polskich i zostali zamordowani przez złoczyńców w 1003 r. Ich relikwie również uprowadzono do Pragi w 1038 r.


   Perypetie relikwii św. Wojciecha to najbardziej spektakularny rezultat najazdu Brzetysława, który przyniósł ruinę dla kraju i boleśnie dał się odczuć zamieszkującej go ludności. Drugi z wspomnianych przez Kosmasa kościołów, pod wezwaniem św. Piotra, to katedra poznańska. Zatem i to miejsce, gdzie najprawdopodobniej pochowany był -poróżniony z rezydującym w Gnieźnie Gaudentym - Bolesław Chrobry, nie zostało uszanowane przez rabusiów.
   Zanim doszło do splądrowania obydwu stołecznych ośrodków, wojskom czeskim poddał się broniący drogi do Gniezna Giecz. Ludność tej ważnej osady produkcyjnej – wraz z mieszkańcami okolicznych wsi, którzy się w niej schronili - stała się bardzo atrakcyjnym "nabytkiem" i Brzetysław w całości uprowadził ją do Czech. Tam również nie rozdzielił tych przymusowych przesiedleńców, lecz w puszczy o nazwie Černin założył dla nich osadę identyfikowaną z dzisiejszą miejscowością Hedčany (Gieczanie?). Jednego z Gieczan ustanowił zwierzchnikiem i sędzią dla całej osady oraz zezwolił, aby obowiązywały w niej prawa zwyczajowe odrębne od czeskich.
   Tak objuczony łupami i niewolnikami Brzetysław skierował się z Wielkopolski na Śląsk. Zajął Wrocław i tę dzielnicę państwa piastowskiego na kilkanaście lat przyłączył do Czech. Swój zwycięski pochód zakończył w Pradze, gdzie religijną procesją witano niesione przez jego ludzi relikwie. Znamienne, że krąg, który zatoczył Brzetysław na ziemiach polskich, nie obejmował Mazowsza.
   Zagadkę tę pozwala wyjaśnić Gall Anonim: "Ci zaś, co uszli z rąk wrogów lub którzy uciekali przed buntem swoich poddanych, uchodzili za rzekę Wisłę na Mazowsze". Tam "był bowiem pewien człowiek o imieniu Miecław, cześnik i sługa jego [Kazimierza] ojca Mieszka, a po śmierci tegoż we własnym przekonaniu książę i naczelnik Mazowszan. Mazowsze było tak gęsto zaludnione przez Polaków, którzy, jak powiedziano, uciekali tam poprzednio, iż pola roiły się od oraczy, pastwiska od bydła, a miejscowości od mieszkańców". Kronikarz odnalazł zatem wyspę szczęśliwą na morzu chaosu politycznego, a zawiadywał nią dawny urzędnik królewski Mieszka II, Miecław (Masław).
   Nie mamy pewności, czy po wygnaniu Kazimierza Odnowiciela Mazowsze było jedynym organizmem politycznym opartym na dawnej odrębności plemiennej. Niemniej z faktu, że możni wypędzili młodego księcia piastowskiego, wynika, że to oni też przechwycili władzę. Ich to zapewne miał na myśli kronikarz, mówiąc o "poronionych książętach". W konsekwencji powstała na ziemiach polskich poliarchia (system polityczny z kilkoma niezależnymi centrami władzy). Najazd Brzetysława ukazał jednak słabość tych lokalnych ośrodków władzy i ich niezdolność do stawienia oporu większemu
   przeciwnikowi z zewnątrz. Jedynym wyjątkiem okazał się Miecław. Brzetysław, choć zapewne słyszał o zasobności nie tkniętego wojną wewnętrznąMazowsza, zdecydował się nie tracić sil na rozprawę z tamtejszym naczelnikiem. Ze nie są to czcze przypuszczenia, niech świadczy fakt, że pod nieobecność Kazimierza w 1038 r. Miecław prowadził ofensywną politykę w kierunku północno-wschodnim. Atakował bałtyjskie plemiona Jaćwięgów i o wpływy na tych terenach rywalizował z silnym księciem ruskim Jarosławem Mądrym.
   Kiedy dokładnie Miecław ustanowił się księciem Mazowsza? Z relacji kronikarza wynika, że bezpośrednio po śmierci Mieszka II. Jest więc możliwe, że w ogóle nie podporządkował się władzy jego syna, Kazimierza. Zatem należałoby wziąć pod uwagę możliwość, że proces rozpadu monarchii rozpoczął się już w 1034 r.
   Powrót Odnowiciela do Polski diametralnie zmienił sytuację Miecława. Z męża opatrznościowego stał się główną przeszkodą w zjednoczeniu państwa, ale, ale! - powiedzmy to językiem Galla Anonima - "dlaczego koło wyprzedza wóz" słowem: jeszcze nie czas na tę historię.

POWRÓT DO KRAJU I ROZPRAWA Z WROGAMI
   Kazimierz po przybyciu z Węgier do Niemiec nie chciał "zadowolić się posiadaniem matczynego dziedzictwa", które nie było wcale małe. Wystarczyłoby dla zapewnienia mu miejsca wśród książąt Rzeszy. Postanowił jednak walczyć o odzyskanie ojcowizny.
   "I zabrawszy z sobą pięciuset rycerzy, wkroczył w granice Polski, a postępując dalej naprzód zajął oddany mu przez swoich gród, z którego powoli, zarówno męstwem, jak i podstępem uwolnił całą Polskę zajętą przez Pomorzan, Czechów i inne sąsiednie ludy i poddał ją pod swoje władztwo".
   Tę wiadomość Galla rozwinął mistrz Wincenty Kadłubek w odniesieniu do spraw wewnętrznych. Jego uwagę rownież przykuł ów przyczółek - tajemniczy gród - w którym schronili się zwolennicy Kazimierza: "Był zaś zebrany oddział krzepkich mężów, który mając jako twierdzę jedno tylko miasto, bronił już nie królestwa, lecz jego resztek przeciw napadom wszystkich wrogów. Kazimierz więc przywrócony ojczyźnie za staraniem tych mężów, wydziera ojczyznę z rąk wrogów, usuwa zewsząd samozwańcze władze, dokoła poszczególnych prowincji wypędza niegodnych książąt i przywraca należne posłuszeństwo".
   W ostatniej twierdzy obstającej przy wygnanym władcy badacze chcieliby odnaleźć pierwszy z większych ośrodków, który opowiedział się po stronie Kazimierza i stał się jego bazą wypadową w działaniach wojennych. Wskazują tu Kraków, Kalisz lub jakiś gród nadgraniczny. Jednak wielce prawdopodobne wydaje się, że jest to metafora, którą kronikarze chcieli oddać prawdę o istnieniu niezłomnych zwolenników prawowitego władcy, których ten nie zawiódł i w ostatniej chwili przybył im z odsieczą. Motyw ostatniego grodu trwającego przy wygnanym władcy ma dużą wartość propagandową, przekonuje, że jego powrót nie był podbojem dokonanym przy udziale 500-osobowego wojska. Obydwaj kronikarze znacząco przemilczeli istotny fakt, że zgoda władcy Niemiec na akcję Kazimierza, a może też i czynne jej wsparcie przez ów oddział rycerzy, zostały okupione złożeniem hołdu cesarzowi i uznaniem jego zwierzchności nad odzyskanym państwem. Świadczy o tym późniejsza obecność Kazimierza na zjazdach z Henrykiem III i poddawanie się werdyktom cesarskim.
   Moment powrotu Odnowiciela do Polski nie został przez historyków jednoznacznie określony. Brano pod uwagę nawet koniec roku 1038, jednak wydaje się bardziej słuszne przesunięcie tego wydarzenia na rok następny W czerwcu 1039 r. zmarł cesarz Konrad II, ale tuż przed śmiercią zdążył zapowiedzieć na jesień tego roku wyprawę na Czechy przeciw nieposłusznemu lennikowi Brzetysławowi. Ten jednak zabiegami dyplomatycznymi oddalił zagrożenie. Niemniej właśnie napięcia między cesarzem a władcą czeskim stwarzały dogodną sytuację dla podjęcia akcji Kazimierza. Odbudowa Polski była pewną formą nacisku na jej sąsiada, Brzetysława.
   Oddział konny zebrany przez Kazimierza był, jak na ówczesne warunki, silą dość dużą (jednak przypomnijmy, że pradziadek polskiego księcia Mieszko I miał w swojej drużynie sześciokrotnie większą konnicę, nie licząc pieszych). Dzięki tym siłom i przy udziale zwolenników w kraju Odnowicielowi udało się ujarzmić opozycję możnowładców. Poza jego władzą nadal znajdował się jednak Śląsk, zagarnięty przez Brzetysława, i Mazowsze. Odzyskanie tych dwóch dzielnic okazało się długotrwałym procesem, którego sukces zależał od współpracy z sąsiadami.
   Na Mazowszu rządził Miecław "ufny w odwagę swego wojska i zaślepiony żądzą zgubnej ambicji". Naturalnym sprzymierzeńcem w rozgrywce z państwem tego uzurpatora był dla Kazimierza książę Rusi, Jarosław Mądry. Parę lat wcześniej walnie przyczynił się on do wypędzenia Mieszka II z Polski i w znacznej mierze spowodował kłopoty, z jakimi musiał borykać się Kazimierz. Niemniej teraz obydwaj władcy, Polski i Rusi, mieli wiele powodów do zawarcia przymierza. Przypieczętował je związek małżeński Kazimierza z siostrą Jarosława Mądrego Dobroniegą Marią zawarty między rokiem 1040 i 1042. Wniosła ona mężowi pokaźny posag, co miało duże znaczenie w zrujnowanym i złupionym kraju. Kazimierz zaś odwzajemnił ten ślubny dar, zwalniając z niewoli 800 ruskich jeńców, których przed 20 laty porwał i przymusowo osadził w Polsce jego dziad, Bolesław Chrobry. Dobroniega dała Odnowicielowi czterech synów: Bolesława Śmiałego, Władysława Hermana, Mieszka i Ottona (dwaj ostatni zmarli młodo), oraz córkę Świętosławę, przyszłą księżną Konstrukcja wału drewniano-ziemnego i królową Czech. Przeżyła męża o niemal 30 lat, zmarła w 1087 r.
   Drugim spoiwem przymierza Polski i Rusi stało się małżeństwo siostry Kazimierza, Gertrudy, z Izjasławem, synem Jarosława Mądrego, zawarte najprawdopodobniej w 1043 r. Współpraca między obydwoma sąsiednimi krajami przesądzała los państwa Miecława. Mimo to pierwsza wyprawa sojuszników na Mazowsze z 1041 r. nie przyniosła jeszcze żadnych rozstrzygnięć. Przełom nastąpił w roku 1047.
   Kazimierz "zebrał nieliczną wprawdzie, lecz zaprawioną w walkach garść wojowników i stoczył zbrojnie bitwę, w której Miecław poległ, a on tryumfalnie zdobył zwycięstwo, pokój i cały kraj. Miała też nastąpić ogromna rzeź Mazowszan, jak na to dotychczas wskazuje miejsce walki i urwisty brzeg rzeki. Sam też Kazimierz, osobiście siekąc mieczem, niezmiernie się utrudził, ramiona, całą pierś i twarz ubroczywszy rozlaną krwią i tak zapamiętale ścigał sam jeden uciekających wrogów, że byłby musiał zginąć, nie znajdując pomocy ze strony swoich; pewien wszakże prosty żołnierz, choć nie ze szlachetnego rodu, szlachetnie pospieszył mu z pomocą, gdy już miał zginąć, co następnie Kazimierz hojnie mu odpłacił, bo i miasto mu nadal, " godności wyniósł go między najdostojniejsze rycerstwo”.
   Gall Anonim zapomniał dodać, że w walkach na Mazowszu, a zapewne też w tej bitwie stoczonej, jak się przypuszcza, nad Wisłą lub Bugiem, wzięło udział również wojsko ruskie.
   "Wygrawszy zatem chlubnie tę bitwę, Kazimierz z nieliczną garstką pospieszył bez wahania, by zajść drogę wojsku Pomorzan, które przybywało na pomoc Miecławowi. [...] z Bożą pomocą rozpoczął walkę i wielkie odniósł zwycięstwo". To drugie zwycięstwo, przez niektórych badaczy wbrew przekazowi Galla przesuwane na rok 1048, pozwoliło Kazimierzowi rozciągnąć swą zwierzchność nad Pomorze Gdańskie. Rządził tam wówczas książę Ziemomysł. Był to duży sukces Odnowiciela, gdyż jeszcze na zjeździe w Merseburgu w 1046 r. obydwaj książęta byli przez cesarza Henryka III traktowani na równi.
   W tym zjeździe wziął również udział książę czeski Brzetysław i tam został zobowiązany do uszanowania polskiej granicy. Było to ważne zabezpieczenie interesów Kazimierza (zwłaszcza w perspektywie rychłej rozprawy z Miecławem), ale mało satysfakcjonujące. Utrzymywało bowiem w mocy ówczesny stan posiadania Polski i Czech, a tymczasem już od chwili powtórnego objęcia rządów w Polsce Odnowiciel zabiegał o zwrot zagrabionego Śląska tak u cesarza, jak i u papieża. W kurii rzymskiej oskarżał Brzetysława o łupienie kościołów, kradzieże relikwii. Domagał się nacisku na księcia Czech, aby ten zwrócił zagrabione świętości, a ponadto aby wypuścił uprowadzoną w niewolę ludność. Do powtórnego przejęcia Śląska Kazimierz ostatecznie musiał jednak dążyć nie dyplomacją, ale polityką faktów.
   W 1050 r., w chwili zaangażowania cesarza Henryka III w tłumienie buntu w Bawarii, polski książę silą zajął Śląsk. Było to jawne złamanie postanowień z Merseburga z 1046 r. Jednak na drodze dyplomatycznej udało się powstrzymywać reakcję cesarską, zwłaszcza dzięki staraniom matki Kazimierza, królowej Rychezy. Do legalizacji przyłączenia Śląska do Polski doszło w 1054 r. na zjeździe w Kwedlinburgu. Niemniej Henryk III nakazał nowemu panu Śląska i Wrocławia, aby uiszczał Brzetysławowi i następującym po nim władcom czeskim roczny trybut w wysokości 500 grzywien srebra i 30 złota. Zatem Śląsk powrócił do monarchii piastowskiej nie na pełnych prawach. Ten kompromis kończył dzieło zjednoczenia ziem polskich przez Odnowiciela.

ODNOWIENIE PAŃSTWA I KOŚCIOŁA
   Zrujnowane pod nieobecność Kazimierza państwo polskie wymagało po jego powrocie nie tylko gruntownej odbudowy, ale i przebudowy wewnętrznej, która zapobiegłaby nawrotom kryzysu podobnego do tego z lat 30. XI w.
   W opisach wojen Kazimierza uderza nikła w porównaniu z jego przeciwnikami liczebność podległej mu armii. W słynnej bitwie z Miecławem "Mazowszanie mieli 30 sprawionych hufców, podczas gdy Kazimierz posiadał zaledwie trzy pełne hufce wojowników, gdyż, jak powiedziałem, cała Polska niemalże pustką stała". Oczywiście możemy się spodziewać, że kronikarze dla zbudowania jego bohaterskiego wizerunku nie stronili od przesady. Jednak, wybierając właśnie ten motyw, dają wskazówkę, że w tej dysproporcji sil kryje się element prawdy Zgadzają się z tym uczeni i podkreślają, że u źródeł załamania się państwowości piastowskiej tkwił kryzys siły militarnej.
   Drużyna Mieszka czy Bolesława Chrobrego stanowiła świetną silę uderzeniową, ale niezwykle drogą w utrzymaniu. Część wysiłku militarnego pierwszych Piastów (zwłaszcza łupiestwa Chrobrego) wynikała z konieczności zdobycia środków na utrzymanie drużynników i siłą rzeczy ten właściwy dla epoki podbojów typ wojska prowadził do konfliktów z sąsiadami. Zdawał sobie z tego sprawę Kazimierz i zdecydował się przyjąć rozwiązanie właściwe systemowi feudalnemu na Zachodzie. Rozpoczął proces nadawania wojom, odtąd już rycerzom, jego wasalom, ziemi w lenno. Teraz podstawą ich utrzymania był majątek ziemski, za którego posiadanie zobowiązani byli służyć władcy na wojnie. W ten sposób zaczęło się w Polsce kształtować rycerstwo jako osobna warstwa społeczna.

Kościół benedyktyński z XI w. znajdujący się w Mogilnie ten stanowi najprawdopodobniej fundację Kazimierza Odnowiciela. W stylu budowla nawiązuje do architektury mozańsko–kolońskiej, co nie jest przypadkowe – w Kolonii urząd arcybiskupa piastował wuj Kazimierza, z którym polski władca ściśle współpracował.

   Należało również przystąpić do odnowienia Kościoła. Gall zanotował, iż Kazimierz miał "zwłaszcza mnożyć zgromadzenia mnichów i świętych dziewic". Przypisuje mu się dziś fundacje klasztorów benedyktyńskich w Tyńcu i Mogilnie. Do "Odnowicielowych" korzeni sięga też tradycja śląskiego klasztoru w Lubiążu, choć badacze wątpią w jej prawdziwość. Do najważniejszych zadań należało jednak jak najszybsze przywrócenie sieci diecezji. Jako pierwsze, już w 1046 r., zaczęło funkcjonować biskupstwo krakowskie, a wkrótce też wrocławskie (choć jeszcze nie w samym Wrocławiu, zajmowanym wówczas przez Czechów). Jednak najtrudniejsze okazało się przełamanie skutków upadku Kościoła w Wielkopolsce.
   Gniezno, pozbawione przynajmniej części relikwii Wojciechowych, straciło należny metropolii prestiż i wydaje się, że za czasów Kazimierza pozostało instytucją martwą w działaniu. Tymczasem arcybiskupstwo magdeburskie wystarało się w Rzymie o papieskie zatwierdzenie sfałszowanego dokumentu własnej fundacji, w którym wśród biskupstw podległych jego zwierzchnictwu (sufraganii) znalazło się poznańskie. Był to przejaw dążenia niemieckiej hierarchii kościelnej do pozbawienia Polski samodzielnej organizacji Kościoła, czemu sprzyjał cesarz Henryk III.
   Na szczęście Odnowicielowi udało się przy pomocy wuja Hermana, metropolity Kolonii, uzyskać paliusz (oznakę władzy arcybiskupiej) dla krakowskiego biskupa Arona. W ten sposób Kraków wprawdzie nie został podniesiony do rangi metropolii kościelnej, lecz Kazimierz zyskał u swego boku duchownego, który mógł wykonywać władzę zwierzchnią wobec pozostałych biskupów polskich. Dowodzi to, że Kazimierz walczył o niezależność Kościoła we własnym kraju od obcych metropolitów, a być może też, że planował stolicę polskiej prowincji kościelnej przenieść do Krakowa. Taka lokalizacja miałaby uzasadnienie w zasadniczej zmianie dokonanej w administracji państwa. Niemniej do przeniesienia siedziby polskiego metropolity do nowej stolicy nie doszło. W kilka lat po śmierci Kazimierza jego syn i następca, Bolesław Szczodry podniósł z ruin katedrę w Gnieźnie i za jego czasów tam archidiecezja zaczęła ponownie pełnić stołeczne funkcje w polskim Kościele.
   W toku walk wewnętrznych, a zwłaszcza najazdu Brzetysława, unicestwione zostały stołeczne grody monarchii piastowskiej w Wielkopolsce. Kazimierz podjął decyzję brzemienną w skutki na stulecia – ustanowił swą stolicą Kraków. Wprawdzie i to miasto ucierpiało z rąk czeskich, ale mniej. W Krakowie najprawdopodobniej ocalało biskupstwo. Położenie nowej stolicy pozwalało łatwiej utrzymać kontakt ze strategicznymi sojusznikami Kazimierza, Węgrami, gdzie rządził przychylny mu Piotr Orseolo, zwany Wenecjaninem, i Rusią.

Mapa Polski odnowionej przez Kazimierza I.


Słynny Kopiec Krakusa (Kraka) w Krakowie został usypany już w VIII w. n.e. Przypuszcza się, że mógł to być symboliczny grobowiec jakiegoś władcy. Przez całe średniowiecze, aż po kres XV w. kopiec stanowił miejsce obrzędów ludowych o pogańskiej jeszcze tradycji. W XV w. kronikarz Jan Długosz wiązał ów kopiec z osobą legendarnego założyciela miasta Kraka, o którym informował już w początkach XIII w. Mistrz Wincenty Kadłubek. Odnotował on podanie, iż u początków miasta Krakowa tkwiło ujarzmienie smoka żyjącego w skalnej pieczarze pod Wawelem. Na skale tego potwora, nazwanego wymownie "całożercą" zbudowano miasto nazwane od imienia Kraka (u Kadłubka: Grakcha, a to w nawiązaniu do nazwiska wybitnych polityków rzymskich, braci Grakhów). Inni "nazwali je Krakowem od krakania kruków, które zleciały się ta do ścierwa potwora”. zabitego przez synów Kraka. To on wydał im polecenie walki z potworem i jako władca zwierzchni rysuje się jako pogromca sił chaosu bezpaństwowego upostaciowanego w smoku "całożercy".

   Wykrystalizowanie się odnowionych struktur państwa wokół Krakowa sprzyjało zapewne powstaniu cyklu wątków legendarnych, w których miasto to zostało wykreowane na kolebkę polskiej państwowości. Ich centralną postacią jest Krak, mityczny prawodawca i twórca ładu społecznego. Od niego zaczyna się społeczeństwo cum lege et rege (z prawem i królem).
   Podstawowe zręby takiej wspólnoty stworzyli Mieszko I i Bolesław Chrobry, jednak po załamaniu ich dzieła nowy kształt państwu nadał ich potomek Kazimierz I. W tym sensie zasługuje on nie tylko na miano Odnowiciela, ale i swoje drugie imię - Karol. Możemy się domyślać, że nadała mu je matka Rycheza, pamiętając, że cesarska dynastia Ludolfingów, której krew płynęła w jej żyłach, była spokrewniona z niedoścignionym wzorem monarchów średniowiecznego Zachodu – Karolem Wielkim. Jego to zapewne wybrała dumna matka na patrona dla nowo narodzonego syna i była w tym nuta prorocza. Wprawdzie Kazimierz nigdy nie założył korony, lecz w tradycji polskiego średniowiecza zapisał się jako twórca królestwa, godny naśladowca dokonań swego dalekiego praprzodka. Odnowiciel zmarł w 1058 r.

CZY ODNOWICIEL ZOSTAŁ MNICHEM?
   Życie Kazimierza obrosło legendą. Najsłynniejsze stało się uznanie go za zakonnika, tak że nawet miał konkurencyjny w stosunku do "Odnowiciela" przydomek "Mnich". Pogłoska zrodziła się przez nieporozumienie, najprawdopodobniej na podstawie wiadomości rocznikarskiej zapisanej pod rokiem 1026, a powtórzonej blisko 100 lat później przez Anonima Galla, iż "w pacholęcym wieku oddany został przez rodziców do klasztoru, gdzie otrzymał gruntowne wykształcenie religijne" (tym też tłumaczył Gall jego wielki szacunek dla Kościoła). Mistrz Wincenty Kadłubek w początkach XIII w przedstawił barwną wersję opowieści o okolicznościach tego wydarzenia, już z elementami legendarnymi:
   "Powiadają bowiem, że matka tego dziecięcia wyzionęła ducha przy samym połogu, on zaś jakby drugi Herkules, jeszcze wśród zabawek zaznał macoszych rozkoszy. [...] Chytra macocha knuje podstęp, zastawia zasadzkę, śmierć chłopcu gotuje, [...] żeby jej własna latorośl wstąpiła wreszcie na tron królewski. Potajemnie więc zwodzi pewnego zaufanego człowieka pieszczotliwymi słówkami miłymi obietnicami łudzi, dukatami wabi, aby chłopca na śmierć naraził. [...] Jednakże człowiek ów, równie bogobojny, jak pełen mądrości, chcąc Kazimierza wybawić od śmierci, słowem tylko zgodził się na jego śmierć i uprowadziwszy go, udając, że go zabije, powierzył go pewnemu klasztorowi na wychowanie".
   Zauważmy od razu, że mistrz Wincenty nie czyni jeszcze Kazimierza mnichem. Ale wróćmy do jego kroniki: "Po krótkim czasie ojciec umiera, macochę wyganiają. Królestwo upada, ojczyzna wydana na spustoszenie, buntują się obywatele, grasują wrogowie; miasta i grody pozbawione miejscowych załóg zajmują obcy. Rozpada się kraj od tego spustoszenia, pastwą łupiestwa się staje. Wszelako ów wierny człowiek pomny powierzonego sobie chłopca, przypomina o nim pewnym najżyczliwszym naszej rzeczypospolitej mężom: «On to - powiada - jedynym jest ratunkiem w tak wielkim spustoszeniu, ale to jedyne lekarstwo boska przewidziała Opatrzność, nie zaś jego własna zapobiegliwość »".
   Legenda ta ma na celu ukazanie nadzwyczajnego faktu odrodzenia się państwowości. Kazimierz Odnowiciel zostaje wykreowany na bohatera mitycznego, ale też godnego fabuły dzisiejszych filmów akcji, w których ratunek dla zagrożonego społeczeństwa w beznadziejnej sytuacji może przynieść tylko on jeden. Przedstawia się on jako bohater całkowicie odmienny od pozostałych, pierwotnie w ogóle nie brany pod uwagę jako kandydat do władzy, a nawet celowo odrzucony.
   Jest w bajecznej części dzieła Wincentego Kadłubka postać w jakimś sensie prototypowa dla Kazimierza, o imieniu Lestek (właściwie jeden z trzech Lestków, w porządku dzieła drugi).

A oto w skrócie historia wejścia na tron legendarnego władcy, Lestka II.
"Gdy bowiem Polska, pozbawiona króla, walczyła o następcę tronu, omal nie została pogrążona w burzliwych zamieszkach, ponieważ wszyscy przedniejsi zabiegali o władzę tyrańską. Gdy długo i z wielkim niebezpieczeństwem toczyli te spory, wreszcie wybór księcia poddają orzeczeniu zwykłych ludzi". Polegać on miał na zawodach jeździeckich. Niemniej jeden z uczestników gonitwy na dzień przed zawodami rozsypał na drodze żelazne kolce, sobie tylko pozostawiając wiadome bezpieczne przejście. Jego podstęp odkryło jednak dwóch chłopców, "najniższego stanu chudopachołków" dla zabawy urządzając sobie wyścig.
"A gdy igrając dworowali z siebie nawzajem, « godna to rzecz – mówią – abyśmy wieniec naszego zwycięstwa wywalczyli na polu, gdzie toczy się bój o królestwo ». Tu zaraz w pierwszym zapędzie zatrzymują się i przysiadają, kolcami przebiwszy sobie stopy aż do kości. Gdy długo ze zdziwieniem patrzyli na gwoździe, domyślili się podstępu, spostrzegając chytrze wyznaczoną ścieżkę, na której zastawiają taką samą pułapkę, i udają, że o niczym nic zgoła nie wiedzą". Gdy rozpoczęły się zawody, dwaj chłopcy obrali różną taktykę. Pierwszy podkul konia, drugi - dodajmy Lestek – nie. Na dany znak uczestnicy biegu "wszyscy wyskakują prosto przed siebie, a ten [Lestek] wyrywa się kłusem w poprzek, budząc śmiech gawiedzi. I gdy wszyscy natykają się na nieszczęsne kolce, on przemierzywszy długą okrężną drogę, pospiesza w końcu do wyznaczonego słupa, którego przed nim dosięgnął jego towarzysz złowróżbnie powitany [już] jako król. Zgromadzenie bowiem, urażone na widok podkutego konia, orzekło, że jest on sprawcą podstępu. A ponieważ podstęp nikomu nie wychodzi na dobre, wydanego na śmiertelne męki rozszarpują na kawałki. Tamten zaś, pośmiewisko gawiedzi, wyrokiem zwierzchności osiąga władzę królewską".

Osiągnął on również tron na przekór wszelkiemu prawdopodobieństwu. Jego bajeczna historia oddaje Kadłubkową filozofię dziejów (historiozofię). Kronikarz rozważa sytuację kryzysową, gdy struktury państwowe zmurszały, lud stracił witalność, a źródło ładu społecznego wyschło.
   W takim momencie idealnym kandydatem na herosa - odnowiciela państwa - jest ktoś spoza aktualnego układu władzy. I na taką właśnie postać zostaje wykreowany dzięki legendzie zapisanej przez Kadłubka Kazimierz Odnowiciel.
   Próba wydziedziczenia go i zabójstwa w wieku dziecięcym oraz cudowne ocalenie w klasztorze w miarę rozwoju legendy uległa istotnemu skróceniu: aby odsunąć od władzy, skierowano go na drogę mniszą. Tym samym jego aspiracje do tronu były zupełnie pogrzebane. Zrządzeniem Opatrzności jednak ów prawy dziedzic królestwa, choć pierwotnie odrzucony, stal się fundamentem odbudowy państwa.
   Ten wątek, ale już historycznie, rozwinął Anonim Gall. Wspomniał on, że Kazimierz "krótki czas zabawiwszy u Niemców i zdobywszy tam wielką sławę i rozgłos rycerski postanowił powrócić do Polski i poufnie oznajmił to matce. A gdy go matka przekonywała, by nie wracał do ludu wiarołomnego i jeszcze niezupełnie utwierdzonego w chrześcijaństwie, lecz spokojnie zadowolił się posiadaniem matczynego dziedzictwa - i sam cesarz prosił, aby pozostał z nim chcąc mu nadać nie byle jakie księstwo, odrzekł sentencjonalnie, jako człowiek wykształcony: « Żadnego dziedzictwa po wujach lub po matce nie posiada się tak słusznie i zaszczytnie, jak dziedzictwo po ojcu »".
   I ta kreacja naszego bohatera pod piórem kronikarza ma w sobie posmak wciągającej akcji filmu. Przed podjęciem decydującej rozgrywki o odzyskanie tronu Kazimierz musi się sprawdzić jako wojownik, udowodnić w obcym kraju - bez żadnej wstępnej faworyzacji -swoje predyspozycje do realizacji powziętego planu. To zapewne miał na myśli Gall, wspominając jego sławę i rozgłos rycerski w Niemczech oraz uznanie w oczach samego cesarza. Możemy poczuć się zawiedzeni, że opowieści naszych kronikarzy o Odnowicielu są tak podejrzanie osnute legendą. Na dodatek czujne "szkiełko i oko" historyka znajduje w nich stosunkowo niewiele faktów z tego niekrótkiego przecież panowania. Jednak właśnie elementy heroizacji postaci na wzór bohaterów mitycznych i literackich wskazują na rzeczywistą doniosłość dzieła tego władcy Tak zostało ono zapamiętane w świadomości historycznej następujących po nim kilku pokoleń Polaków, a ich echem w kronikach jest właściwy wykształceniu autorów sztafaż literacki. Uwzniośla on Kazimierza Karola Mieszkowica jako ponownego twórcę, odnowiciela państwa i społeczeństwa cum lege et rege.

"KAZIMIERZ ODNOWICIEL i jego czasy" - Stanisław Rosik, zeszyt 4 serii Wydawnictwa Dolnośląskiego


  Powrót 

  © Xezaar