«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis postaci 

 krok wstecz »» 

 Jan z Czerniny
 Człowiek, który stworzył Rydzynę
   Polska, XIV wiek

Tomasz Jurek, Instytut Historii PAN w Poznaniu

     Jan z Czerniny     


   W prezbiterium rydzyńskiego kościoła znajduje się stary nagrobek. Stoi przed nami dostojny mąż sprzed sześciu wieków. "Pan Jan z Czerniny, fundator tej świątyni i dziedzic w Rydzynie" - objaśnia napis. Spogląda na nas marmurowa twarz, uderzająca żywym realizmem przedstawienia. Wysoko podcięte włosy, sumiasty wąs, perkowaty nos, "rysy wybitnie sarmackie" - jak stwierdzał autor monografii tego zabytku. Nosi długą, powłóczystą, modną wtedy szatę, co niezbyt może typowe dla wizerunków szlachty tego czasu, lubującej się wciąż ukazywać w zbroi i pełnym rycerskim rynsztunku. Nasz mąż to więc bardziej wielki pan niż wojownik. Ale wspiera się jednak na potężnym mieczu, przypominając jakby, że i jemu nieobce są cnoty rycerskie. Pan i rycerz. Takie było istotnie jego życie.
   Pochodził ze Śląska, z rodziny dobrze znanej od wielu pokoleń, zwanej Wierzbnami - gniazdo znajdowało się bowiem w Wierzbnej opodal Świdnicy. Do dziś zachowany tam romański kościół z potężnych bloków granitu przypomina potęgę dawnych dziedziców. Byli odnogą możnego rodu Lisów z Małopolski, noszącego w herbie strzałę z przekrzyżowanym drzewcem, a w XII w. odgrywającego pierwszoplanową rolę w piastowskich sporach o władzę zwierzchnią w Polsce. To oni współdecydowali, kto ma rządzić na Wawelu. Prawdopodobnie właśnie po buncie przeciwko Mieszkowi Staremu któryś z Lisów musiał uchodzić, umknął na Śląsk i służąc z kolei tamtejszym książętom otrzymał rozlegle dobra wokół Wierzbnej. U progu XIII w. rodzina rozdzieliła się na dwie linie. Jedni zostali w Wierzbnej i robili świetne kariery u boku Piastów wrocławskich. Zajmowali wysokie urzędy, stale towarzyszyli książętom - aż dwóch Wierzbnów padło wraz z Henrykiem Pobożnym pod Legnicą w bitwie z Tatarami. W kolejnym pokoleniu Jan z Wierzbnej, za młodu odbywający studia w Paryżu, przybrał sobie nowy herb - sześć złotych lilii w błękitnym polu - naśladujący herb królów francuskich. To też miara ambicji tej rodziny. Ale w wieku XIV Wierzbnowie podupadli, sprzedali śląskie majątki wraz z samą Wierzbną i wyemigrowali na Morawy - gdzie po kilku pokoleniach znów się wybili. Zwąc się teraz Bruntalskimi z Vrbna (albo von Würben auf Freudenthal) stali się jedną z pierwszych rodzin Królestwa Czeskiego, a w XVI w. uzyskali tytuł hrabiów.
   Była jednak i druga gałąź rodziny, osiadła na północy Śląska, w okolicy Głogowa. Jej przedstawiciele odeszli z Wierzbnej zapewne w początku XIII w., ale wciąż używali nazwy tego właśnie gniazda w charakterze nazwiska. Żyli skromnie i wiadomo o nich dużo mniej niż wybitnych kuzynach. Trzymali się wciąż starego herbu ze strzałą. Krystyn z Wierzbnej i jego syn Piotr pojawiali się w XIII w. u boku kolejnych książąt głogowskich. Ich potomkowie u progu XIV w. zaczęli się niekiedy pisać z Czerniny - wtedy jeszcze nie podzielonej i stanowiącej jedną wieś. Wieś ta, otrzymana chyba przez Piotra w posagu wraz z żoną z możnej rodziny panów z Prusic, stała się nowym gniazdem rodziny. Ale następne pokolenie dziedziców z Czerniny - Stefan oraz bracia Jakusz, Peczek i Michał - to najwyraźniej już tylko drobne rycerstwo.
   Trzeba było znów wybitnej jednostki, by podźwignąć rodzinę. Synem wspomnianego przed chwilą Michała był Jan, nasz bohater. Choć pochodził ze Śląska, leżącego wszak wówczas poza granicami Królestwa Polskiego, szukał kariery w Polsce i tu spędził życie. W 1384 r. słyszymy, że jako młodzieniec z dobrego rodu, "brat stryjeczny Jaśka z Melsztyna" (największego wtedy pana w Królestwie), towarzyszył polskim wielmożom jadącym na Węgry na trudne rozmowy w sprawie sprowadzenia do kraju młodziutkiej królewny Jadwigi (dziś już świętej). To epizod bardzo charakterystyczny. Widać, że młody Jan opuścił swą śląską ojcowiznę i próbował obracać się w kręgu elity władzy, odszukiwał - trochę na siłę - koneksje z wpływowymi magnatami (z Melsztyńskim mogło go łączyć jakieś prawdziwe pokrewieństwo, ale na pewno nie był mu bliskim kuzynem). Widać też, że Janowi udało się wypłynąć na szersze wody. Nie wiadomo co prawda nic więcej o zagranicznych wojażach i przygodach, ale wiele wskazuje, że musiały one być bogate. Oto w późniejszych herbarzach francuskich znajdujemy herb, łączący w podzielonej na cztery pola tarczy godła strzały i lilii. To niewątpliwie herb naszego Jana - identyczny nadał wszak założonemu przez siebie miastu Rydzynie. Do obcego herbarza wizerunek ten trafił co prawda dużo później. Herb dzielony był jednak absolutnym wyjątkiem w całej polskiej heraldyce. Samo to świadczy więc o obyciu Czernińskiego z obyczajami zachodnioeuropejskimi. Wprowadzenie zaś lilii wskazuje na zetknięcie się gdzieś z używającymi tego właśnie znaku dalekimi krewnymi z Moraw.
   Są i inne poszlaki. Córkę Ofkę Jan wydał za niejakiego Piotra Tarchałę z Wysocka - to skromny rycerz spod Kalisza, który jednak wiele jeździł po szerokim świecie. Gdy w 1402 r. miano go pozwać do sądu, sędziowie orzekli, że dowiedzieć się najpierw trzeba, na dworze jakiego króla akurat przebywa. I wreszcie rzecz ostatnia. Odkąd Jana z Czerniny widzimy już z powrotem w kraju, obraca on wielkimi sumami pieniędzy - których nie mogła mu przecież przynieść skromna ojcowizna. Wiadomo też potem o skarbach, jakie znajdowały się w rękach jego potomków: Oto w 1466 r. z Rydzyny skradziono złote pierścienie i zapony warte wieleset florenów - za taką sumę można było kupować całe wsie. Jeszcze wnuki Jana obracały w swych transakcjach dużymi ilościami złotych monet węgierskich - co budziło nawet protesty ich kontrahentów, domagających się wypłat w częściej spotykanej w Polsce walucie. Kto wie, czy i w tym posiadaniu owych zasobów rzadkich monet nie należy upatrywać śladu po młodzieńczych wędrówkach Jana.
   Z młodzieńczych wypraw Jan przywiózł więc przede wszystkim skarby i pieniądze. Charakteryzuje go to chyba jako człowieka. Nie zabłysnął

     Pieczęć Rydzyny     

natomiast rycerskimi czynami. Wiemy wszak o nim z pewnością, że nigdy nie uzyskał pasowania rycerskiego - jeszcze u schyłku życia tytułowano go wszak tylko "giermkiem". Podobnie zresztą znakomita większość ówczesnej szlachty polskiej nie dbała o pas rycerski, ale od człowieka, którego podejrzewamy o młodzieńcze przygody w szerokim świecie, można się było spodziewać więcej.
   W 1387 r. Jan z Czerniny po raz pierwszy pojawia się w Wielkopolsce. Wrócił już widać z zagranicznych wojaży, ale nie zamierzał skromnie siedzieć w swych śląskich dobrach. Widać go znów u boku możnych panów wielkopolskich. Dociera też do samego króla Władysława Jagiełły. Widać go jako królewskiego zaufanego. Zjawiał się sądach z królewskimi rozkazami, wyjeżdżał (nie wiemy niestety dokąd) "w sprawach królewskich", to on wreszcie w imieniu króla wypłacał pieniądze - i to niemałą sumę (100 grzywien) - co oznacza, że stał się wierzycielem monarchy. Związek z królem, a zwłaszcza okazywane mu finansowe przysługi, procentowały oczywiście monarszą łaską i cennymi zapisami. Jan otrzymuje zatem z rąk królewskich ważne godności: starostwo wschowskie, a następnie jeszcze i kościańskie. Jako starosta łączy władzę królewskiego namiestnika z korzystaniem z dóbr monarszych na swoim terenie. Urząd jest więc intratny. Do tego dochodzi w 1418 r. nominacja na kasztelana międzyrzeckiego - godność była co prawda czysto tytularna, ale wiązał się z nim duży prestiż w oczach szlacheckiej społeczności. Jan umiał dbać zarówno o władzę i dochody, jak i o reprezentację.
   Przede wszystkim jednak Jan z Czerniny kupował dobra ziemskie - i widać, że nie szczędził bynajmniej pieniędzy. Pod koniec życia miał już w Wielkopolsce ponad 10 wsi - Dąbcze, Kłoda, Drzeczkowo, Wolkowo, Piotrowice, Pawłowice, Witosław, Robczysko, Przybinę, Moraczewo, tudzież Rydzynę (do której wrócimy za chwilę) - nie licząc Czerniny i Rojęczyna już po śląskiej stronie granicy. Wszystkie dobra wielkopolskie były kupowane. Za Piotrowice Jan dał bodaj 250 grzywien, za Drzeczkowo co najmniej 100 grzywien. Można więc szacować, że całość zawartych transakcji wymagała zainwestowania kilku tysięcy grzywien - sumy na owe czasy ogromnej (całkowity dochód skarbu królewskiego wynosił wtedy kilkadziesiąt tysięcy grzywien). A nie były to, jak zobaczymy, jedyne kosztowne przedsięwzięcia, w jakie angażował się nasz bohater.
   W zakupach Jana widać zupełnie wyraźny plan i zamysł. Gromadzić się starał zwarty blok majątków przyległych do swej rodzinnej Czerniny. Przez szereg lat z pełną konsekwencją budował więc sobie prawdziwe władztwo, maleńkie "państewko". Centrum takiego kompleksu - górującym nad całością w sensie i gospodarczym, i organizacyjnym - winno być miasto. I Jan założył sobie miasto w swych dobrach. Nie znamy wprawdzie odpowiedniego przywileju lokacyjnego, ale z uzyskaniem niezbędnej w tego rodzaju sprawach zgody królewskiej nie było chyba żadnego kłopotu. Tak powstała Rydzyna.
   Nie są znane jakiekolwiek ślady jej istnienia w czasach wcześniejszych. Domysł, że późniejsze Przedmieście Leszczyńskie jest starsze od miasta i wyznacza lokalizację pierwotnej wsi Rydzyna, jest tylko domysłem – przedmieście jest poświadczone sto lat później i mogło wyrosnąć dopiero jako wynik dalszego rozwoju. Równie dobrze można przypuszczać, że Rydzyna powstała jako miasto "na surowym korzeniu" - przypuszczalnie na specjalnie w tym celu wykarczowanej polanie. Okolica była (a częściowo jest i dziś) lesista. Wiadomo, że jeszcze sto lat później w borach między Rydzyną a Lesznem istniały specjalnie utrzymywane "mateczniki" dla dzikiej zwierzyny. Wymowna jest też wzmianka w przywileju dla sołtysa z Pawłowic, gdzie przewiduje się możliwość zjedzenia sołtysiego konia przez wilki. Las był blisko. Wiadomo zaś, że Jan podejmował w najbliższej okolicy karczunkowe akcje. To on kazał wykarczować Tarnową Łąkę, a być może także Nową Wieś na północ od Dąbcza (poświadczoną po raz pierwszy w kilkadziesiąt lat po jego śmierci). W każdym razie nawet ewentualna pierwotna wieś Rydzyna była osadą niewiele znaczącą (ośrodkiem najbliższej parafii było Dąbcze) i dopiero lokacyjna inicjatywa Jana z Czerniny stworzyła z niej centrum lokalnego życia. Ten punkt na skraju lasów, przy drugorzędnej wówczas drodze z Ponieca do Wschowy, właśnie dla niego miał niezaprzeczone walory: leżał w środku budowanego z rozmachem kompleksu dóbr, a położenie na krawędzi podmokłej doliny odpowiadało wymogom obronności.
   Wobec zaginięcia przywileju lokacyjnego nie znamy dokładnej daty założenia miasta, ale można ją z dużą dokładnością określić na podstawie przesłanek pośrednich. W związku z lokacją stały bowiem bez wątpienia dwa fakty: nabycie przez Jana sąsiedniego Dąbcza oraz powstanie pierwszej kaplicy w Rydzynie. Jan z Czerniny kupił Dąbcze w 1393 lub 1394 r. (w 1394 był już na pewno w posiadaniu tej wsi, a w 1396 r. w procesie z poprzednimi właścicielami wspomniano, że od transakcji nie minęły jeszcze 3 lata). Kaplicę w Rydzynie natomiast zbudowano sumptem naszego Jana przed 1395 r. Najprawdopodobniej zatem lokacji miasta dokonano ok. 1394 r Potem sypią się kolejne i coraz bardziej jednoznaczne wzmianki: w 1399 r. Jan po raz pierwszy podpisał się "z Rydzyny" - tu więc była już jego główna siedziba; w 1407 występuje rydzyński burmistrz, a w 1409 r. pada wreszcie zupełnie już jednoznaczne określenie miasto Rydzyna".
   Jan z Czerniny - teraz już Rydzyński - dbał o swe miasto. To on najpewniej sprowadził do niego pierwszych osadników ze Śląska. Na takie ich pochodzenie zdaje się wskazywać okoliczność, że już w najwcześniejszym okresie historii miasta rydzyńscy wójtowie zadłużali się właśnie na Śląsku. To Jan załatwiał potem dzięki swym wpływom ważne dla rozwoju miasta przywileje: w 1409 r. król Jagiełło zapewnił wszystkim przejeżdżającym przez Rydzynę zwolnienie od ceł miało to oczywiście zachęcić do podróżowania drogą, z pominięciem sąsiednich miast, w których (jak np. w Poniecu) istniały uciążliwe komory celne. Wreszcie to Jan przeprowadził podniesienie miejscowej kaplicy Św. Stanisława do rangi kościoła parafialnego i hojnie przyczynił się do jego uposażenia.
   Fundacja nowej parafii miała miejsce w listopadzie 1410 r. - a więc w zaledwie kilka miesięcy po powrocie rycerstwa z wyprawy grunwaldzkiej. Może miał być to dar wotywny człowieka wdzięcznego za szczęśliwy powrót z tak szczęśliwie zakończonej wojny? Jednocześnie bowiem Jan ufundował kaplicę w katedrze poznańskiej, wyposażając ją z iście królewską hojnością dochodami (w sumie 20 grzywien rocznie) z własnych dóbr. I nie był to koniec pobożnych fundacji Jana. Wiadomo jeszcze, że to on wzniósł kaplicę w Kłodzie, że to on zbudował nowy kościół w Dąbczu, że to on wreszcie wystawił dwa dodatkowe ołtarze w kościele w Rydzynie: ich wezwania (Św. Stanisława i Znalezienia Krzyża Św.) nawiązują wszak do innych fundacji Janowych (wezwanie Św. Stanisława nosił sam kościół rydzyński, a wezwanie Znalezienia Krzyża Św. - wspomniana kaplica katedralna). Działalność ta świadczy też o dobrych stosunkach z duchowieństwem. Biskupi dokument fundacyjny parafii wspomina wyraźnie o wielkich zasługach Jana dla poznańskiego Kościoła. Gdy zaś trzeba było, Jan potrafił sięgać jeszcze wyżej - w 1421 r. papież Marcin V udzielił mu prestiżowej łaski, dyspensy na słuchanie mszy św. w miejscach objętych karami kościelnymi.
   Jan wreszcie zbudował także zamek w Rydzynie. Nie znamy wprawdzie żadnych dat jego budowy. Wyraźne poświadczenia jego istnienia pochodzą dopiero z połowy XV w. Wiadomo jednak, że już za czasów Jana występowali rydzyńscy burgrabiowie - gdzie zaś byli tacy urzędnicy zamkowi, musiał też istnieć materialnie sam zamek. Zamek w Rydzynie nie został jeszcze gruntownie przebadany. Wiadomo jednak, że stojący obecnie barokowy pałac Leszczyńskich i Sułkowskich kryje w sobie całe partie średniowiecznych, gotyckich murów. Daje to podstawy do odtworzenia zarysu pierwotnej budowli - i pokazuje, z jakim rozmachem była wznoszona. Zamek rydzyński tworzył rozległy czworobok murów, którego jeden bok zajmowało piętrowe skrzydło mieszkalne, w innym zaś znajdowała się brama, niewątpliwie zaopatrzona w wieżę. Nie przypomina to rozwiązań typowych dla ówczesnych siedzib szlacheckich w Wielkopolsce - przeważnie były to umocnione wieże na sztucznie nasypanym kopcu lub w najlepszym razie niewielkie zameczki. Rydzyńskie założenie swą formą i rozmiarami przypomina zamki królewskie, wznoszone w Wielkopolsce głównie przez Kazimierza Wielkiego, a także zamki krzyżackie. Wspaniałe to świadectwo potęgi i zamożności pana takiej rezydencji.
   Rydzyna błyskawicznie wyrosła więc na wielkopańską siedzibę. Na zamku rezydował dziedzic, otoczony prawdziwym dworem. Niewiele wszak znaczył wówczas ten, kto nie miał na swe usługi zastępu oddanych ludzi. Wiemy, że pierwsi Rydzyńscy utrzymywali własnych pisarzy, szumnie tytułowanych "dworskimi". Administrowanie kompleksem dóbr wymagało pisma: wystawiania dokumentów, pisania listów, sporządzania rachunków. Najważniejsze było jednak posiadanie zbrojnego orszaku. To on bowiem świadczył naprawdę o randze pana. Mamy wyraźne wiadomości o służącej Rydzyńskiemu szlachcie. Wiemy, że Jan kupił część Moraczewa od ubogich sąsiadów, ale pozwolił im zostać w tych dobrach w charakterze swoich wasali - odtąd jemu mieli służyć, jego słuchać i odpowiadać tylko przed jego sądem. Widać tu wyraźny wpływ zachodnioeuropejskich zwyczajów lennych - rzadkich wprawdzie w Polsce, ale panujących na Ślą sku, skąd pochodził Jan z Czerniny. Wiemy też o pewnym Świętomirze (niewątpliwie zubożałym szlachcicu), któremu Jan podarował - również na zasadach zależności - jakieś dobra w Witosławiu. Znamy też pewnego Jana (znów niewątpliwego szlachcica, bo ożenionego z dziedziczką Karśca), który służąc Czerninskiemu pisał się po prostu "z Rydzyny" - przypuszczać więc można, że mieszkał stale na zamku swego pana. Dziedziców Rydzyny otaczała więc cała sieć w różny sposób uzależnionych od nich klientów - jak wówczas mówiono, "czeladź" lub "chlebojedźcy" (bo jedli chleb swego pana). "Czeladź" tę poznajemy niekiedy w bezpośrednim działaniu: oto Rydzyński bronić się musiał się przed zarzutami Mikołaja Gila z niedalekiej Goliny przysięgając solennie, że nie zlecił swej "czeladzi" napadu na niego, że Jędrzych Czyrnar nie był wtedy jego burgrabią, a Junocha, Jana Karsieckiego (tego osobnika już znamy), Machnika Zenwicza i pewnego mieszczanina z Rydzyny sam osądzi za tę napaść, w której nie brał udziału nikt więcej. Nie wnikajmy, czy zaprzysiężone zeznanie było całkowicie zgodne z prawdą. Nie dawało się w każdym razie zaprzeczyć, że ludzie Rydzyńskiego dokonali zbrojnego zajazdu na dom sąsiada.
   Warto też zwrócić uwagę na owego Jędrzycha Czyrnara - jego niemiecki przydomek świadczy wszak o pochodzeniu z Czerniny (niem. Tschirne). Kto wie, czy to nawet nie krewny pana Rydzyńskiego. Wiadomo wszak skądinąd, że krewniacy ściągali za nim do Wielkopolski. Działał tu niejaki Pietrasz Wierzbieński - nazwiskiem tym wciąż przypominający śląskie korzenie rodziny - może nawet brat naszego Jana, którego zastępował w obowiązkach starosty i reprezentował go w sądach. Sam nie zrobił jednak wielkiej kariery. Żona wniosła mu w posagu Szelejewo, gdzie siedzieli potem jego potomkowie (syn o charakterystycznym dla Wierzbnów imieniu Krystyn osiągnął nawet urząd kasztelana krzywińskiego).
   Jan Rydzyński zmarł 23 X I423 r. Znajomość dokładnej daty zgonu zawdzięczamy nagrobkowi. Sam chyba zdążył go sobie zamówić - rzeźba ma, jak się rzekło, wyraźnie cechy realistycznego portretu. I w tym dziele widać typowy dla tego człowieka rozmach: sprowadził sobie rzeźbiarza najlepszej klasy; historycy sztuki analogii dla rydzyńskiej płyty szukają w kręgu warsztatów pracujących na potrzeby królewskich dworów, wymienia się wawelski grobowiec Jagiełły i dzieła Parlerów, którzy przyozdobili gotycką Pragę cesarza Karola IV.
   Z nieznanej zupełnie żony pozostawił Jan wspomnianą już córkę Ofkę oraz syna Stefana. Ani syn ani dalsi potomkowie nie zdołali jednak kontynuować jego ambitnych zamierzeń. Widać, że przejadali po prostu dorobek swego wielkiego przodka. Trzeba było sprzedać część majątków. W pokoleniu wnuków Jana doszło do rodzinnych działów: Pawłowice z Robczyskiem i Przybiną wydzielono w odrębny klucz, którego dziedzice przyjęli teraz nazwisko Pawłowskich. Zarówno Rydzyńscy jak i Pawłowscy spadli już wyraźnie do poziomu średniej szlachty. Nie sprawowali urzędów, nie wchodzili w koneksje z możnymi rodzinami. Dalsze rozradzanie się powodowało zaś rozdrobnienie majątku.
   Rydzyńscy żyli więc wspomnieniami przeszłości. W połowie XVI w. odnowili - w nieznanych niestety bliżej okolicznościach - kontakty z Bruntalskimi, krewniakami z Moraw. Pomogło im to odświeżyć sobie pamięć o śląskich korzeniach. Zaczęli więc dodawać sobie do nazwiska dźwięczny tytuł "hrabiów z Wierzbnej". A kiedy w końcu XVI w. w rodzinnej kaplicy w poznańskiej katedrze zawieszano epitafium ku czci kilku niedawno zmarłych braci Rydzyńskich, najwięcej miejsca poświęcono bynajmniej nie im samym, lecz zasługom wielkiego przodka: który przybył do Polski, zbudował zamek, ufundował cały szereg kościołów. Chodziło oczywiście o Jana z Czerniny Rydzyńskiego. Pamiętano więc wciąż jego zasługi dla rodziny, dla miasta, dla całej okolicy.

Powyższy tekst pochodzi z periodyku "Rydzyniak" nr 10-11'2000 i jest autorstwa Tomasza Jurka z Instytutu Historii PAN w Poznaniu. Zamieszczony został na stronie www.warownia.pl za zgodą wydawców wyżej wymienionego czasopisma. Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie i przetwarzanie zabronione.

  Powrót 

  © Xezaar