«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis tekstów inspirowanych 

 krok wstecz »» 

.część 3 tekstu.

dla TYCH, którym źle się czyta na czarnym tle »» 

Teksty oryginalne

Cyd albo Roderyk 

Le Cid

 autor: 
Pierre Corneille (1606-1684)
 data: 
1637 r.
 nota: 
Dramat "Cyd albo Roderyk" Pierre Corneille oparł na dziełach Guillena de Castro "Las Macedades del Cid", które opiewały dzieje hiszpańskiego bohatera narodowego z XI wieku, Rodrigo Ruy Diaz de Bivara zwanego przez Maurów Cydem. Po raz pierwszy wystawiono go w Paryżu w styczniu 1637 roku, a w Polsce miał premierę w 1660 roku w Zamościu i w 1662 roku w Warszawie.
Tłumaczenie Jana Andrzeja Morsztyna jest do dziś uważane za jedno z największych polskich osiągnięć translatorskich.
 linki: 
"Cyd" (Le Cid) - w języku francuskim
 tekst: 
<< CZĘŚĆ 1 [ akt pierwszy i drugi ]  ...  << CZĘŚĆ 2 [ akt trzeci i czwarty ]

 

[ COFNIJ <<< do części 2 [ akt trzeci i czwarty ] ]


AKT PIĄTY


SCENA PIERWSZA
Rodryk, Chimena

C h i m e n a
Skąd ta śmiałość, Rodryku, wniść nieodpowiednie?
Bez względu na osławę? I jawnie, i we dnie?

R o d e r y k
Idę na śmierć, Chimeno, lecz niż się to stanie,
Ostatnie-ć tu przychodzę oddać pożegnanie,
Dług to był mej miłości, która bez twej woli
Wyniść duszy z poddaństwa twego nie pozwoli.

C h i m e n a
Idziesz na śmierć?

R o d e r y k
Ba, bieżę; skończysz ze mną sprawę
Pomsty tejże godziny, jak mi dasz odprawę.

C h i m e n a
Idziesz na śmierć? To-ć Sankty tak straszny i mężny.
Że-ć strach w serce i w oczy puścił niedołężny?
Skąd on tak straszny? Skąd ty mienisz obyczaje?
Rodryk jeszcze się nie bił, a już się poddaje?
Ojca się mego nie bał, krew Maurów roztacza,
A teraz wcześnie, gdy się z Sanktym bić, rozpacza!
Skąd się narażasz w takiej sprawie na ohydę?

R o d e r y k
Ja nie na pojedynek, ale pod miecz idę:
Kiedy ty śmierci pragniesz, mej wierności cnota
Nie śmie i nie chce bronić własnego żywota.
Jednoż serce mam zawsze, ale nie mam ręki
Bronić tego, co ty chcesz zagubić przez dzięki.
I dziś w nocy już bym był miał śmierć, com jej żądał,
Gdybym się był na siebie samego oglądał;
Ale czyniąc za króla i lud pospolity,
Zdradziłbym ich był, gdybym poległ był zabity,
A mam tyle rozsądku, że nie chcę przez wrota
Zdrady i z zmazą sławy mej wyniść z żywota.
Lecz teraz, gdy o moję tylko idzie skórę,
Gdy chcesz szyje mej, czyńże w niej, jaką chcesz dziurę;
A żem własną twą ręką umrzeć był niegodny,
Że inszym pomstę zleca twój gniew krwie mej głodny –
Ten, kto tam za cię stanie, dozna, jakom cichy,
I że, jak twemu słudze, sam się dam na sztychy,
I smacznie myśląc sobie, że śmiertelne razy
Od tego, który twojej ma się mścić urazy,
Twoje są własne, stawię piersi me odkryte,
Za twoje mając ręce od ciebie zażyte.

C h i m e n a
Jeśli twarda powinność, która mi tej sprawy
Popierać każe gwałtem, w sposób niełaskawy,
Tak ścisłe twej miłości prawa zapisuje,
Że się chcesz temu poddać, co za mię wojuje,
Przynajmniej wspomnij sobie w tak ciężkiej ślepocie,
Że na sławie szwankujesz wraz i na żywocie
I że choć Rodryk sławą wzbił się, każdy snadnie
Rzecze, że zwyciężony, gdy na placu padnie.
Wszak ci sława i honor milsze niż ja były,
Gdy dla nich ręce się twe w mojej krwi obmyły,
I żeby na honorze nie odnosić szkody
Wyrzekłeś się miłości, twej smacznej nadgrody;
A teraz o tę sławę tak, widzę, dbasz mało,
Że chcesz umyślnie przegrać! A cóż ci się stało?
Skąd ta mieszanina w twym męstwie i odmiany?
Czemuś teraz tchórz, rycerz przedtem zawołany?
Czy nie masz serca, tylko kiedy trzeba wrazić
Broń w krew moję, tylko w ten czas, gdy mię urazić?
Czy chcesz mi jeszcze ojca skrzywdzić i z tej strony,
Że jego zwyciężywszy, chcesz być zwyciężony?
Nie, nie, nie śpiesz się na śmierć, niech ja niefortunnie
Sprawę wiodę; ty sławy broń, choć chcesz być w trumnie.

R o d e r y k
Zniósszy Murzynów jak wódz, hrabię pojedynkiem,
Sława ma, utwierdzona stałym odpoczynkiem,
Szczyci się i żadnej się szczerby bać nie może.
Wiedzą dobrze, że wszytko męstwo me przemoże
I że ta bitna ręka, gdy honor na wadze,
Nic swej nieprzebytego nie znajdzie odwadze.
Nie, nie, w tym boju, gdy mi miłość nieszczęsna żyć
Nie każe mogę umrzeć, a sławy nie ważyć;
Mogę umrzeć, a świeżo wziętego u ludzi
Mniemania o mym sercu ta śmierć nie ostudzi.
Rzeką tylko: „Kochał się statecznie w Chimenie,
Wolał umrzeć niż patrzeć na jej zajątrzenie;
Sam się poddał nieszczęściu, które wszytką siłą
Przeciw niemu zbroiło gwałtem jego miłą.
Ta chciała głowy jego; jego umysł wierny
Odmówić tego miał za występek niezmierny.
Oczyszczając swój honor, swe kochanie stracił;
Oczyszczając się pannie, duszą się wypłacił,
Przenosząc pannie honor, a zdrowiu płomienie,
Chimenę duszy swojej, sławę swą Chimenie.”
Tak tedy swej i ludzkiej wygodziwszy zrzędzie,
Owszem, mi sławy śmiercią głośniejszej przybędzie.
I ta dobrowolna śmierć przyda mi ozdobę,
Żem ja sam tylko mógł twą utulić żałobę.

C h i m e n a
Kiedy przeciwko śmierci, która-ć w sercu płuży,
Żywot i z sławą nie są hamulec dość duży,
Jeśliś znał moje chęci, mój drogi, w zamianę
Bij się dobrze, że się nie Sanktemu dostanę.
Bij się mężnie, wyzwól mię od ciężkiego prawa,
Które mi niewdzięcznego dałoby przystawa.
Mamże-ć więcej co rzec? Idź, wygraj tę potrzebę,
Żeby krzywdę mą zmazać i zamknąć im gębę;
I jeśliś się kiedy mą rozpalił urodą,
Wygraj ten bój, którego Chimena nadgrodą!
Bądź łaskaw. Wstyd mię tego prawie, com wyrzekła.

R o d e r y k
(sam)
Nastąpcież teraz, wszystkie potęgi, choć z piekła!
Stańcie tu, Nawarczycy, Granado, Maurowie
I kto się tylko mężem w Hiszpaniji zowie,
Złączcie się wszyscy, na mnie nastąpcie obozem –
Tak zagrzany wszytkich was powiodę za wozem!
Zmówcie się rozerwać mi tak smaczną nadzieję -
Śmieję się z was i jedną ręką was rozwieję!


SCENA WTÓRA

K r ó l e w n a
Ciebież słuchać, wielkiego pompo urodzenia,
Która gasisz ognie moje?
Ciebież słuchać, miłości, która, do więzienia
Serce wziąwszy, z tą pychą przykre staczasz boje?
Nędzna dziewko, to boje
Rozgrywają twoje chcenia!
Rodryku, mogłabym cię z cnót pojąć bez sromu;
Lecz choć mężny, przecięś nie z królewskiego domu.
Niemiłosierne nieba, których złe obroty
Miłość mą i sławę dzielą!
Kto by rzekł, że poznanie tak wysokiej cnoty
Sercu miało być jadem i oczom kąpielą!
O Boże, jakież się ścielą
Sercu biednemu kłopoty,
Kiedy nie może z dwojga trzymać się jednego:
Ani miłości puścić, ani wziąć miłego!
Ale błądzę i rozum, pychą omamiony,
Opuszcza posiłek zdrowy:
Choć samym tylko królom mój ślub naznaczony,
Rodryku, być pod tobą nie byłby wstyd nowy.
Dwóch królów wziąwszy w okowy,
Łacno-ć będzie o korony,
I Cyd, to wielkie imię, stanie za dowody,
Które-ć będą, a wrychle, hołdować narody.
Godzien mnie jest, alem go oddała Chimenie:
Ta mi szczodrość moja wadzi.
Ociec zabity słabe czyni poróżnienie
Między nimi i pomstę krew lekko prowadzi:
Nic tu tedy nie poradzi
Ich zwada na me płomienie,
Gdy na mą biedę depcą ojcowskie popioły
I miłość między dwiema trwa nieprzyjacioły.


SCENA TRZECIA
Królewna, Leonora

K r ó l e w n a
Po cóż tu, Leonoro?

L e o n o r a
Wyrazić się śpieszę,
Jak się wielce z pokoju myśli twoich cieszę.

K r ó l e w n a
Skądże ten pokój, gdym ja najbardziej strapiona?

L e o n o r a
Jeśli miłość nadzieją żyje i z nią kona,
Rodryk już niepotrzebnie twe zmysły turbuje;
Wszak wiesz, że o Chimenę dziś pojedynkuje,
A iż w placu dostąpi śmierci albo żony,
Umiera twa nadzieja, twój umysł zleczony.

K r ó l e w n a
O, jeszcześmy-ć nie doma!

L e o n o r a
Cóż cię może wspierać?

K r ó l e w n a
Raczej: co do nadzieje ma mi drzwi zawierać?
Chociaż pod takim Rodryk bije się zakładem,
Mogę to jeszcze zerwać potajemnym śladem
Miłość – wielka mistrzyni i gdzie serce juczy,
W nadgrodę ostrzy dowcip i wielkich sztuk uczy.

L e o n o r a
Na cóż czynisz daremnie, królewno, zawody,
Gdy mord ojca nie mógł ich przywieść do niezgody;
Bo to jawna, że krwawe dzisiejsze zapaski
Chimena wymyśliła sobie nie z niełaski:
Otrzymuje tę bitwę i w tejże godzinie
Za rycerza obiera, kto się jej nawinie.
Nie obiera walecznych rąk, co w bitwach rosły,
Żeby na końcu broni jej wygraną niosły,
Sanktemu to poleca, który w rękę swoję
Pierwszy raz bierze szpadę, pierwszy wdziewa zbroję.
To się jej w nim podoba, że się nie ostoi,
I że on nie tak sławny, ona się nie boi;
I znać stąd, że go wzięła, a nie myśląc siła,
Że chce bitwy, co by ją milczeć przymusiła,
I żeby mogła rzec, w tej bitwie przekonana,
Że nie szła za Rodryka, aż jako wygrana.

K r ó l e w n a
Widzę-ć ja to i sama, a wżdy po staremu
Zarówno pałam ogniem z Chimeną ku niemu.
Cóż mam czynić, nieszczęsną miłością strapiona?

L e o n o r a
Pomnieć: i czyjaś córka, i z kogoś spłodzona.
Król ci w niebie naznaczon, a nie twój poddany.

K r ó l e w n a
Nie tak już teraz godzien ten zapał przygany.
Wyższy cel teraz miłość moja sobie bierze,
Nie w Rodryku, nie w prostym kocham kawalerze,
Ale się kocham w tym, co jest wszystkich kochanie,
Kocham się w Cydzie walecznym i dwóch królów panie.
Lecz przecię się zwyciężę, nie żebym się bała
Przygany, ale żeby ta ich miłość stała;
I chociażby mu dla mnie włożono koronę,
Com raz dała, nazad zaś tego nie ozionę.
A że Rodryk Sanktego bez chyby przeżenie,
Niech nam nie cięży dać go raz jeszcze Chimenie.
A ty, co wiesz myśli mej skrytości do szczątku,
Pójdź, patrz, żem tak do końca mężna, jak z początku.


SCENA CZWARTA
Chimena, Elwira

C h i m e n a
Ach, Elwiro, to-ć mój stan teraz utrapiony!
Nie wiem, czego mam życzyć, strach mię z każdej strony!
Żaden zamysł nie może myślom mym wygodzić
I czego się raz naprę, znowu się zda szkodzić.
Dwaj słudzy moi o mnie biorą los broniami:
Jakkolwiek się rozprawią, mnie to oblać łzami,
Bo jakakolwiek bierka padnie w krwawym czynie,
Albo ociec bez pomsty, albo Rodryk Zginie.

E l w i r a
Ja zaś z obu stron widzę fortunę-ć łaskawą:
Albo Rodryka weźmiesz, albo pomstę prawą.
I niechaj się nad tobą niebo, jak chce, sroży,
Albo ci pomstę, albo-ć męża w łóżko włoży.

C h i m e n a
Jako? Ja-ż to za męża mam mieć z nich jednego?
Krwią Rodryka albo krwią ojca spluskanego!
Z obu stron ktokolwiek mnie czeka jako żony,
Będzie mnie ulubioną krwią świeżo zjuszony;
Z obu stron się myśl moja w różny obrót wierci,
Końca tej bitwy czekam jako własnej śmierci.
Precz, precz, pomsto, miłości! Raczej się was zrzekę,
Niż dla was mam się w nową znowu podać mękę.
A ty, o wieczna władzo, co rządzisz me sprawy,
Skończ bez żadnej wygranej pojedynek krwawy,
Niech żaden z nich nie wygra, żaden nie zwycięży!

E l w i r a
Gdyby tak rzeczy padły, było-ć by z tym ciężéj,
Ten pojedynek nic by dla ciebie nie sprawił,
Gdyby cię znowu w pienią i w sąd smętny wprawił,
Gdybyś znowu musiała kłopotom wpaść w łyka
I przeciw chęci – skazać na śmierć Roderyka.
Nie, nie! Lepiej bogowie, nad twym szczęściem czuli,
Niech mu dadzą zwycięstwo, które cię utuli;
I niech król, jako niosą tej bitwy zakłady,
Tam twe chęci obróci, gdzie się skłonią rady.

C h i m e n a
Choć wygra, jeszcze nie tak gotowa zapłata:
Można moja powinność, wielka moja strata,
I jeszcze tryumfu z nich kłaść sobie nie może,
Choć król tak chce, choć w bitwie Sanktego przemoże.
On-ci łacno Sanktego zwycięży bez potu,
Ale z sławą Chimeny zażyje kłopotu
I jeszcze, cóżkolwiek król przyrzekł za tę bitwę,
Musi się nie przez jednę dobijać mnie brzytwę.

E l w i r a
Ha, bój się, że zaś niebo dla pysznej swawoli
Wysłucha cię i pomsty-ć nad miłym pozwoli!
Cóż to jest? Chcesz gotowe szczęście wypchnąć z domu?
Możesz milczeć z sumieniem dobrym i bez sromu!
Cóż chcesz wskórać? Jakiegoż pragniesz więcej wieńca?
Czy wróci-ć ojcu żywot śmierć twego młodzieńca?
Czy chcesz, jakoby dosyć nie było raz stracić,
Żal żałobą i jednę stratę drugą płacić?
Hej, porzuć to! Ba, wierę, źle płacisz swe długi.
I nie godnaś, odpuść mi, tak wiernego sługi.
I snadź niebo, sprzykrzywszy sobie twoje zrzędy
Sanktego na małżeńskie zachowa obrzędy.

C h i m e n a
Dosyć cierpię, Elwiro! Nie chciej mię tą wróżką
Straszyć i bojaźliwą dobijać przegróżką.
Chciałabym, gdyby można, obu się uchronić;
Jeśli nie, Rodryka bym sama chciała bronić.
Nie żebym w nim kochała z sławy mej upadkiem,
Ale że gdyby przegrał, Sankty mię ma spadkiem;
Z tego strachu Rodryk ma przychylność mą całą.
Cóż widzę, nieszczęsna? Ach, ju-ci się stało!


SCENA PIĄTA
Sankty, Chimena, Elwira

S a n k t y
Tę broń, panno, z pokłonem niskim pod twe nogi...

C h i m e n a
Broń krwawą! Broń, którą mój Rodryk poległ drogi!
Zdrajco, śmiesz się mi jeszcze pokazać przed oczy
Z bronią, z której się krew mnie najkochańsza toczy!
Wybuchnij już, miłości, zrzuć swe tajemnice,
Mój ociec już zemszczony, wynurz się z ciemnice!
Jednaż godzina sławie mojej dogodziła,
Serce rozpaczą zdjęła i miłość odkryła.

S a n k t y
Chciej tylko bez kolery...

C h i m e n a
Śmiesz mi mówić jeszcze
Rodryka na grobowej rozciągnąwszy desce!
Ach, przeklęty morderco, pożyłeś go zdradą!
Tacy rycerze nie tak łacno żywot kładą.

E l w i r a
Ale przecie daj ucho!

C h i m e n a
Na cóż mam dać ucha?
Może-ć być jaka po tym, co widzę, otucha?
Otrzymałam, niestetyż! więcej, niżem kładła,
I moja sprawiedliwa nazbyt dobrze padła.
Odpuść, drogi Rodryku, nie mścij sią nad smętną!
Pomnij, żem ojcu córką, chociaż tobie chętną.
Jeżelim gwoli ojcu krew twą na sztych dała,
Gwoli tobie serdeczną krew wytoczę z ciała;
Z ciała, które już więcej nie chce dusze nosić,
Która się śpieszy z świata i ciebie przeprosić.
A ty, który chociażeś wygrał mię, niedługo
Ucieszysz się nadzieją, niepotrzebny sługo;
Nie odniesiesz nadgrody i ta twoja praca
Miasto przysługi mnie się w ciężką śmierć obraca.

S a n k t y
Cudowna rzecz, że nie chcesz słuchać i minuty.

C h i m e n a
Cóż? Chcesz, żebym słuchała twej chełpliwej buty
I krwawej historyjej i żebym z twej pychy
Widziała mój występek, jego śmierć, twe sztychy
I żebym na twą powieść tu padła bez mocy?
Idź precz! Umrę-ć ja bez twej okrutnej pomocy!
Zostaw mię moim żalom, doznasz w godzin kilku,
Że za mym miłym mogę trafić bez posiłku.


SCENA SZÓSTA
Król, Diego, Arias, Alfons, Sankty, Chimena, Elwira

C h i m e n a
Królu, mogę już teraz sama to zagaić,
Czegom ci wszystką siłą nie mogła utaić:
Kochałam i tyś widział, żem kochała, ale
Miłość ma powinności puszczała cug cale.
Widziałeś sam, o królu, żem była gotową
Duszę ojcowską miłą; uspokoić głową.
Rodryk umarł, mnie zmienił przez krew wytoczoną
Z zjadłej nieprzyjaciółki w wdowę utrapioną;
Jakom była powinna pomstę ojcu swemu,
Takem te łzy powinna słudze kochanemu.
Zabił mnie Sankty, w tych dwóch serc naszych rozbracie.
A ma jeszcze za ten mord odnieść mnie w zapłacie!
Królu, jeśliś się nędznym stawiać zwykł łaskawo,
Zmiłuj się, a tak ostre cofnij nazad prawo:
Za to zwycięstwo, którym lepszą część mą tracę,
Dóbr swoich ustępuję i tym mu zapłacę,
A niechaj wolna sobie w tak nieszczęsnej porze,
Ojca i sługi płaczę do śmierci w klasztorze.

D i e g o
O, już też teraz kocha i serdeczne rany
Wyznawa nie bojąc się wstydu i nagany.

K r ó l
Mylisz, się moja córko, twój kochanek żywie
I Sankty zwyciężony splótł ci coś fałszywie.

S a n k t y
Królu, zapalczywość ją, nie powieść ma zwiodła;
Przyszedłem był sprawę dać, jak się bitwa wiodła.
Ten waleczny kawaler, co jej w sercu dzwoni:
„Nie bój się – rzekł, ręce mi obnażywszy z broni –
Wolałbym za niepewną zostawić wygraną
Niźli toczyć Chimenie krew ofiarowaną;
A że mię teraz sprawy ciągną do pałacu,
Ty za mnie idź, jej powiedz, coś sprawił na placu
I oddaj pod jej nogi żywot twój i szpadę”.
Szedłem, królu, a gdy broń swą do nóg jej kładę,
Wzięła mię za zwycięzcę, żem powrócił zdrowy,
I miłość swą odkryła, a nie chcąc mi mowy
Na minutę pozwolić, uparła się w zrzędzie
I teraz skarży na mnie, będąc w tymże błędzie.
Ale ja, chociam przegrał, szczęśliwym się sądzę
I tłumiąc swe zamysły i miłosne żądze,
Lubo widzę, co tracę, z tego się raduję,
Że przegraniem miłość ich tak szczerą krępuję.

K r ó l
Nie trzeba-ć się, Chimeno, za tak ogień cudny
Zapałać i w sposób się wymawiać obłudny;
Darmo cię wstyd do tego wiedzie niepotrzebny;
Sława twoja jest jasna, postępek chwalebny.
Ociec twój wziął nadgrodę, dobrześ się go mściła,
Gdyś Rodryka tak często na śmierć naraziła;
Lecz widzisz, że inaczej uradzono w niebie.
Czyniąc wszytko dla ojca, czyń też co dla siebie
I memu rozkazaniu nie chciej być odporną,
Które cię z twoim miłym wiąże w miłość sforną.


SCENA SIÓDMA
Te-ż osoby i Królewna, Leonora, Roderyk

K r ó l e w n a
Wypogódź się, Chimeno, otrzyj ten płacz rzewny!
I weź tego zwycięzcę z rąk twojej królewny.

R o d e r y k
Odpuść, królu, że miłość w oczach mego pana
Każe mi przed nią naprzód upaść na kolana.
(Nie o nadgrodę, panno, naznaczoną proszę,
Nie o płacą, lecz głowę powtórnie-ć przynoszę
Nie myśli miłość prawem konać cię gotowem,
Choć wsparta pojedynkiem i królewskim słowem.
Jeśli na wyjście z winy, com czynił, jest mało,
Powiedz, jakim sposobem dosyć by-ć się stało.
Czy tysiąckroć zwyciężać zazdrosne współsługi?
Czy świat mymi zwycięstwy przebieżeć jak długi?
Czy miasta brać? Czy wojska pojedynkiem znosić
I sławą się nad bajki starych dziejów wznosić?
Jeśli tym wyjdę z winy i gniew twój ukoję,
Podjąć się i wykonać wszystkiego nie boję;
Ale jeśli ten srogi honor i gniew dziki
Nie spuści, aż ja będę między nieboszczyki,
Nie zażywaj przeciw mnie pożyczanej broni,
Głowa ma jest u twych nóg, śmierć moja w twej dłoni,
Niezwyciężonego twa ręka tylko zmoże,
Weź pomstę ze mnie, której nikt ci dać nie może.
Jednak przynajmniej niech śmierć umorzy niechęci,
Miej dość na tym, że umrę, a miej mnie w pamięci.
Moja śmierć twojej sławie upartej wygodzi,
Twoja pamięć niech mi to wzajem też nadgrodzi
I rzecz, podczas wspomniawszy los mój nieszczęśliwy:
„Gdyby mię był nie kochał, byłby jeszcze żywy”.

C h i m e n a
Wstań Rodryku! Trudno mam, królu, ogień stały
Taić więcej, wydałam już swoje postrzały;
Rodryk ma cnoty, które związują mi duszę.
I tyś jest mój pan, czuję, że cię słuchać muszę;
Ale choć mi twe prawo już łożnicę ściele,
Królu, jako tak prędko ma być to wesele?
Jeden dzień i początkiem, i końcem żałobie,
I Rodryk pierwej w łóżku, niźli ociec w grobie?
Wprzód weselną niż ojcu mam palić pochodnią?
Ach, zdałabym się trzymać z zabójcą przewodnią
I wiecznej słusznie bym się nabawiła zmazy,
Żem się prędko zgodziła za takie urazy.

K r ó l
Względy pewne i czasu różnego odmiany
Rzecz niezwykłą nakażą podczas bez nagany.
Rodryk cię wygrał i już miejcie się do siebie;
Ale choć cię w dzisiejszej pozyskał potrzebie,
Musiałbym być twej sławie poniekąd niechętny,
Gdybym mu tę nadgrodę dał w dzień tobie smętny.
Mogę nie łamiąc prawa odłożyć te gody,
Bom czasu nie naznaczył tej smacznej nadgrody.
Weź sobie rok, Chimeno, żebyś łzy otarła.
Ty, Rodryku, tymczasem na murzyńskie garła
Dobądź znajomej broni i w domu ich zbiwszy
Pokaż, żeś na własnych ich śmieciach tym szczęśliwszy;
Wtargnij w ziemię z wojskiem mym, za noc niespokojną
Zanieś im w dom niepokój i płać wojnę wojną.
Na imię Cyd upadną jako przed taranem
I przyjmą cię za króla, nazwawszy cię panem.
lecz w tych zabawach pannie twej dotrzymaj wiary,
Wróć się jej i jej chęci godnym z każdej miary
I tak rozgłoś ręki twej niezrównane dziéła,
Żeby się iść za cnego Cyda nie wstydził.

R o d e r y k
Twa służba i z Chimeną obiecane śluby –
Mnie do sławy, a Maurów przywiedą do zguby.
I choć się, rozjeżdzając z nią, myśli me mdleją,
Mogąc się już spodziewać, cieszę się nadzieją.

K r ó l
Miej nadzieję w swym sercu i w mej obietnicy
I mając serce panny, samę w połowicy,
Ufaj, że tę żałobną zrzędę, co jej cięży,
Sam czas i twoje męstwo, i twój król zwycięży.


 OPRACOWANIA:
    (polecane przez Warownię.pl oznaczone "###")

   - Pierre Corneille "Cyd albo Roderyk"
   - Sprawozdanie z "Cyda" Corneille'a w reżyserii Krystyny Jandy
   - Artyzm Cyda Pierra Corneille'a
   - Ideały Corneille w "Cydzie". Kult woli, rozumu, odwagi, która nie zna granic
   - Corneille "Cyd" - konflikt honoru i miłości

 Katalog zbiorów Biblioteki 

 Spis tekstów 

 Góra 

 Powrót 

  © Xezaar