«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis tekstów inspirowanych 

 krok wstecz »» 

.część 2 tekstu.

dla TYCH, którym źle się czyta na czarnym tle »» 

Teksty oryginalne

Cyd albo Roderyk 

Le Cid

 autor: 
Pierre Corneille (1606-1684)
 data: 
1637 r.
 nota: 
Dramat "Cyd albo Roderyk" Pierre Corneille oparł na dziełach Guillena de Castro "Las Macedades del Cid", które opiewały dzieje hiszpańskiego bohatera narodowego z XI wieku, Rodrigo Ruy Diaz de Bivara zwanego przez Maurów Cydem. Po raz pierwszy wystawiono go w Paryżu w styczniu 1637 roku, a w Polsce miał premierę w 1660 roku w Zamościu i w 1662 roku w Warszawie.
Tłumaczenie Jana Andrzeja Morsztyna jest do dziś uważane za jedno z największych polskich osiągnięć translatorskich.
 linki: 
"Cyd" (Le Cid) - w języku francuskim
 tekst: 
<< CZĘŚĆ 1 [ akt pierwszy i drugi ]  ...  CZĘŚĆ 3 [ akt piąty ostatni ] >>

 

[ COFNIJ <<< do części 1 [ akt pierwszy i drugi ] ]


AKT TRZECI


SCENA PIERWSZA
Roderyk, Elwira

E l w i r a
Rodryku, cóż tu robisz? Co tu chcesz, nieboże?

R o d e r y k
Szukam nieszczęściu końca, który tu być może.

E l w i r a
Ale skąd ci ta śmiałość, że tu swą osobą
Przychodzisz w dom, któryś sam napełnił żałobą?
Czy chcesz jeszcze i duszę hrabie wygnać z domu?
Cóż? Czyś go nie ty zabił?

R o d e r y k
Bez wiecznego sromu
Nie mogła moja ręka nie skrócić mu życia.

E l w i r a
Lecz szukać swego w domu niechętnym ukrycia
Kto kiedy winny myślił? I co to za sprawa?
Kto kiedy mężobójcą stawił się do prawa?

R o d e r y k
Nie dziwuj mi się więcej ani mi patrz w oczy;
Śmierci pragnę, com ją dał, i czekam ochoczy.
Dekret mi pisze miłość, Chimena jest sędziem;
Póki się gniewa, póty śmierci godni będziem.
I to mnie tu przygnało, abym przyjął z dzięką
Skazanie na śmierć z jej ust, śmierć samę jej ręką.

E l w i r a
Uciekaj raczej przed nią, bój się jej urazy!
Nie nacieraj na pierwsze żalu z gniewem razy!
Wynidź z domu! Bytność twa, jako ogień plewy,
Podżarzy popędliwość, podpali jej gniewy.

R o d e r y k
Nie, nie, nie może ona, niech się, jak chce, stawia,
Nazbyt mi być surową, czynić mi bezprawia.
Ja dokażę, czegom chciał, jeżeli z tej miary
Rozżarzę i do prędszej pobudzę ją kary.

E l w i r a
Chimena jest u dworu, skąd ją odprowadzi
I połowica dworu, i zgraja czeladzi.
Wynidź! Wynidź! Cóż rzeką widząc cię tu ludzie
O zmyślonej Chimeny w żalach jej obłudzie?
Czy chcesz, żeby rzekł język uszczypliwej mowy,
Że z mordercą ojcowskiej ma przewodnią głowy?
Przydzie prędko; już idzie. Choć dla plotek dworu
Skryj się Rodryku, i miej pieczą jej honoru.
(Kryje się)


SCENA WTÓRA
Elwira, Chimena, Snakty

S a n k t y
Tak jest, słuszny jest twój gniew; i płacz sprawiedliwy
Wyciąga, żeby nie był winowajca żywy.
Ja też nie chcę słownymi wywody tam zmierzać,
Żebym miał żal twój cieszyć i gniewy uśmierzać.
Ale jeślim ci służyć i godny, i zdolny,
Skarz, proszę, przez broń moję postępek swawolny,
Zażył miłości mojej na pomstę, a wszędzie
Za twoim rozkazaniem sił ręce przybędzie.

C h i m e n a
Nieszczęsnaż ja!

S a n k t y
Chciej zażyć, proszę, mojej broni.

C h i m e n a
Uraziłabym króla, który mnie sam broni.

S a n k t y
Sprawiedliwość więc zwykła iść tak chromym krokiem,
Że winny ze wszystkiego wyjdzie przed wyrokiem.
Leniwa to jest pomsta, nadgroda wątpliwa,
Krótsza droga ta, którą miłość ma odkrywa.
Dozwól tylko pod twoim imieniem ci służyć.

C h i m e n a
Ostatni to ratunek, lecz kiedy go użyć
Przyjdzie i jeśli twoja chęć się k’temu skłoni,
Wolno-ć będzie za moję krzywdę dobyć broni.

S a n k t y
Najwyższe moje szczęście, którego nadzieją
Serce się cieszy i me zamysły się śmieją.


SCENA TRZECIA
Chimena, Elwira

C h i m e n a
Terazem sobie wolna i mogę-ć na woi
I bezpiecznie wynurzyć, co mię w sercu boli,
Mogę otworzyć i łzom, i wzdychaniu wrota,
Mogę-ć nie taić myśli i gruntu kłopota.
Ociec mój legł, Elwiro, i Rodryk na probę
Męstwa swego tak znaczną obalił osobę.
Płaczcie, płaczcie, me oczy, zmieńcie się w krynicę!
Połowa zdrowia mego drugą połowicę
W grób wprawiła i każe, żebym pomstę brała
Dla tej, której już nie mam, z tej, co mi została.

E l w i r a
Racz się uspokoić!

C h i m e n a
Ach, jakoż twojej rady
Trudno zażyć podczas tak śmiertelnej zawady!
Jako się uspokoić i wyniść z tej męki,
Kiedy mi tak ojca żal, jak i winnej ręki?
I co za nadzieja w tym z żalami przymierzu,
Gdy czyniąc o mord prawem, kocham się w morderzu?

E l w i r a
Kochasz się w nim? A on ojca-ć własnego morduje!

C h i m e n a
Małom rzekła, że kocham, cale mi panuje.
Miłość gniewy me tłumi i bierze im siły;
Ten, co mi winny, tenże sercu memu miły,
I czuję, choć się pomsta w kolerę ubiera,
Że się Rodryk w mym sercu znowu z ojcem ściera;
Przycina, sztychy daje, składa, ustępuje,
Raz mocny, drugi słaby, trzeci tryumfuje.
Ale w tej twardej bitwie pomsty i miłości,
Choć serce w podział idzie, rozum jest w całości;
I choć miłość zażywa ze mną swojej siły,
Zmysły me z powinności toru nie zbłądziły.
Miłość sercem, rozumem kierują urazy:
Rodryk mi miły, żal mi, że padł na te razy,
Serce me za nim mówi; lecz na ten jad skryty
Pomnię dobrze, żem córką, że ociec zabity.

E l w i r a
To z nim myślisz do prawa?

C h i m e n a
Ach, okrutne myśli
I srogie prawo, które powinność wymyśli!
Na gardło następuje, a wygrać się boję;
Chcę go stracić, a z jego śmiercią złączę swoję.

E l w i r a
Porzuć, porzuć tę zrzędę i myśli okrutne
Ani się prawu w łyka podawaj tak smutne.

C h i m e n a
Jako! Ociec mój skonał i krew pomsty woła,
A nieszczęśliwa córka mścić się jej nie zdoła?
I serce, ułowione w miłosne obierży,
Inszej pomsty nad słabe płacze nie odzierży?
Ach, nie daj tego, Boże! Ta miłość, zdrajczyni,
Cnoty mojej milczeniem gnuśnym nie obwini.

E l w i r a
Wierz mi, panno, że-ć każdy przebaczy bez zwłoki,
Że sobie zdrów zachowasz klejnot tak wysoki,
Takiego kawalera. Twa skarga jest świadkiem
Przed królem twojej pomsty. Daruj go ostatkiem,
Nie następuj i nie bądź na swe złe upartą.

C h i m e n a
Jeśli wolną przymówek sławę i otwartą
Chcę mieć, muszę tak czynić i ta twoja rada
Wstyd z sobą niesie, choć jej miłość słucha rada.

E l w i r a
Ale przecię w Rodryku kochasz, choć go winisz.

C h i m e n a
Prawda.

E l w i r a
Cóż na koniec z nim i z sobą uczynisz?

C h i m e n a
Uspokajając sławę i żalów potęgę,
Nastąpię nań, zgubię go, a potem polęgę.


SCENA CZWARTA
Roderyk, Chimena, Elwira

R o d e r y k
Więc dalej, nie odwłaczaj tej chwalebnej chluby,
Nasyć się i krwią moją, i chwałą mej zguby!

C h i m e n a
Elwiro, cóż to widzę? Cóż się dzieje ze mną?
Roderyk w domu moim? Roderyk przede mną?

R o d e r y k
Nie oszczędzaj krwie mojej i dla swej zapłaty
Uciesz się z swojej pomsty, uciesz z mojej straty!

C h i m e n a
Ach!

R o d e r y k
Słuchaj mię!

C h i m e n a
Umieram!

R o d e r y k
Tylko pół kwatery

C h i m e n a
Daj mi pookój, niech umrę!

R o d e r y k
Tylko słowa cztery!
Potem chyba tą szpadą daj mi odpowiedzi.

C h i m e n a
Ach, tą szpadą, która krew ojca mego cedzi!

R o d e r y k
Moja Chimeno!

C h i m e n a
Schowaj tę broń, która oczy
Żałobi, kiedy z złości twej krwią moją broczy.

R o d e r y k
Owszem, patrz na nię, abyś gniew swój tym goręcej
Podżegła i karanie wzięła ze mnie pręcej.

C h i m e n a
Ach, krew swą na niej widzę!

R o d e r y k
Ponurzże ją w mojej
I omyj; niech odmieni tę farbę krwie twojej.

C h i m e n a
Ach, okrutnyś, że prędkim jednego dnia skokiem
Ojca bronią zabijasz, a córkę widokiem!
Skryj to żelazo mokre mordem mego ciała;
Zabijasz mię, a prosisz, żebym cię słuchała.

R o d e r y k
Czynię, co każesz, ale nie składam z tą bronią
Chęci skończyć ten żywot twą ręką i dłonią;
Nie czekaj bowiem, abym, twą miłością struty,
Miał szukać z dobrej sprawy sromotnej pokuty.
Ręka rodzica twego niezmazaną bliznę
Na ojca mego była włożyła siwiznę;
Wiesz sama, jako musi pogębek obchodzić,
Zniewagi takiej trudno inaczej pogodzić.
Nią będąc przyciśniony, bez wszelkiego sporu
Musiałem bronić swego ojca i honoru.
Nie ganię sobie tego, com czynił, i gdyby
czynić to jeszcze trzeba, czyniłbym bez chyby.
Prawda to, że miłość ma długo i nieskromnie
Stawała przeciw ojcu memu, przeciwko mnie;
Osądź stąd, jak jest silna, kiedy w takim razie
Dla niej zapomniałem prawie o urazie,
I chociaż ją zwyciężył respekt sławy chciwy,
Wstrzymywałem swą rękę i gniew popędliwy,
Tłumiłem chęć wygranej, co mi serce bodła,
I pewnie by twa gładkość już była przewiodła,
Gdybym się był jej władzy mocno nie zasłonił,
Że cię niegodzien, który swej czci nie obronił,
Że jakoś się kochała we mnie, gdym był cały
Na poczciwem, wraz by z nim łaski twe ustały,
I że słuchać miłości i być jej powodnym,
Byłbym twych i afektów, i zdania niegodnym.
Toż i teraz powiadam, i aż do wytchnienia
Też we mnie myśli będą i też rozumienia:
Uraziłem cię; broni musiałem w tym użyć,
Żeby być bez sromoty i godnym ci służyć;
Ale sławie i ojcu uczyniwszy dosyć,
Ciebie teraz nadgrodą słuszną chcę przeprosić:
Przynoszę-ć chętnie swoję krew, którąm ci winien.
Zrobiłem, com powinien, czynię, com powinien,
I wiedząc, że śmierć ojca budzi cię do kary,
Nie chciałem ci przysłusznej umykać ofiary:
Dobijże i zarzęż mię przy ojcowskim grobie,
Kiedy sprawę mej ręki za sławę mam sobie.

C h i m e n a
Ach, Rodryku, prawda to, że-ć ganić nie mogę,
Żeś miał o dobre imię tę pieczę i trwogę,
I chociam urażona, serce me w tej chwili
Nie tak cię wini, jako na nieszczęście kwili.
Wiem dobrze, że po takiej niezmiernej zniewadze
Męskie serce powinno nic nie kłaść na wadze.
Czyniłeś, coś powinien, lecz to, coś dla ludzi
Czynił, jest mi nauką; do tegoż mię budzi
Twe nieszczęśliwe męstwo: przez swoję wygraną
Czyta mi i wspomina powinność stroskaną.
Twa ręka mścić się ojca, bronić sławy bieży;
Taż mnie pomsta, taż sławy obrona należy.
Ach, sam mię tylko twój wzgląd wiedzie do rozpaczy!
Gdyby mię była insza ręka w ten żebraczy
Kir ubrała i ociec zginął bez twej winy,
W tobie bym swoich żalów znalazła jedyny
Ratunek i nie tak bym ciężkie serce miała,
Gdyby kochana ręka łzy me ocierała.
Ale teraz w tym jest stan mój najnieszczęśliwszy,
Że i ciebie mam stracić, ojca już straciwszy,
I stąd się toczy z oczu płaczu zdrój bogaty,
Że sama chodzić muszę koło twojej straty.
Nie czekaj bowiem, abym, twoją będąc zdjętą
Miłością, rzucić miała pomstę rozpoczętą.
choć nasze spólne mówią za tobą pochodnie,
Muszę się wielkim sercem zrównać z tobą godnie:
Tyś się mnie godnym ciężką pokazał mnie sprawą,
Ja żem cię godna, ujrzy świat przez twą śmierć krwawą.

R o d e r y k
Nie okładajże dalej. A iż moją głową
Ludziom masz gębę zatkać, tu ją masz gotową.
Uczyń nią dosyć sobie, uczyń swoje zdanie,
Smaczny mi będzie ten raz i na śmierć skazanie.
Czekać na prawo, gdzie więc rozprawa leniwa,
Sławy-ć przez to ubędzie, mnie męki przybywa.
Szczęśliwym, gdy z twej ręki pożegnam się z światem.

C h i m e n a
Daj mi spokój; jam twoją stroną,a nie katem,
Choć mi kark twój podajesz, ja nie mam nań prawa.
Tobie obrona głowy, a mnie o nię sprawa
Przynależy; ani ty masz mi ją darować
I ja cię nie mam karać, ale następować.

R o d e r y k
Choć nasze spólne ze mną proszą cię pochodnie,
Ty się masz wielkim sercem równać ze mną godnie;
Ale chcieć cudzej ręki zażyć w tej przygodzie,
Jest to, wierz mi, Chimeno, pozostać w zawodzie.
Jam własną ręką mścił się ojca, gdy zelżony,
Ty własną ręką mścij się ojca z twojej strony.

C h i m e n a
Okrutny, cóż ci po tym niewczesnym uporze?!
Tyś się mścił bez posiłków, a mnie chcesz mieć w sforze!
Nie chcę dzielić mej sławy z tobą za tym składem,
Zdołam sama zemścić się idąc twym przykładem.
Honor mój i ociec mój twej miłości ani
Twojej rozpaczy nie chcą być obowiązani.

R o d e r y k
Ciężka sporka o sławę! Tak-że na tym stanie,
Że odmówisz tej łaski, odwłócząc karanie?
Dla ojca, co nie żyje, dla naszej miłości
Daj mi śmierć lub jak pomstę, lub jako z litości!
Stradnego sługę twego mniej z twojej zaboli
Umrzeć ręki niż konać w niełasce powoli.

C h i m e n a
Ach, nie mam cię w niełasce!

R o d e r y k
Powinnaś.

C h i m e n a
Nie mogę.

R o d e r y k
Tak lekce puścisz ludzkie języki w odłogę?
Gdy się dowiedzą, że cię dawny ogień piecze,
Czegóż zazdrość nie zmyśli, kłamstwo nie wyrzecze?
Każ im milczeć mą śmiercią i, nie bawiąc wiele,
Ukontentuj twą sławę i nieprzyjaciele.

C h i m e n a
Tym jaśniejsza ma sława, że-ć daruję zdrowie.
Tym samym zatkam gębę wszelakiej obmowie,
Gdy mię i zazdrość sama, żałując, pochwali,
Wiedząc, że prawo wiodę choć mię miłość pali.
Idź sobie precz! Niech się więcej widokiem nie suszę
Tego, co szczerze kocham, a co stracić muszę.
A wynidź potajemnie z nieszczęsnego domu,
żebyś nie dał pochopu do plotek nikomu.
Gdyby cię tu widziano, język uszczypliwy
Mógłby na mą ohydę zmyślić troje dziwy.
Nie życz, żeby dla ciebie miano mię w czym winić.

R o d e r y k
Ach, niech umrę!

C h i m e n a
Idź już precz!

R o d e r y k
A cóż myślisz czynić?

C h i m e n a
Nie patrząc na te, co mój gniew tłumią, płomienie,
Wszystką siłą nastąpię na twe potępienie!
Lecz choć uchybię twardej powinności rządu,
Ta jest ma wszystka żądność: nie wygrać u sądu.

R o d e r y k
O cudowna miłości!

C h i m e n a
Ale nieszczęśliwa!

R o d e r y k
O, jak wzgląd ojców naszych łzami nas obléwa!

C h i m e n a
Roderyku, kto to myślił?

R o d e r y k
Chimeno, kto wierzył?

C h i m e n a
Że Bóg bliskiemu szczęściu krótki czas zamierzył!

R o d e r y k
I że nasze nadzieje, gdy najlepiej trwały,
Miały się rozbić w porcie o ukryte skały!

C h i m e n a
O żalu!

R o d e r y k
O daremne skargi w tym odmęcie!

C h i m e n a
Idź precz! Już cię nie słucham. Idźże już, proszę cię!

R o d e r y k
Bądź łaskawa. Ja żywot mój powlekę smutnie,
Aże mi go przez prawo twe staranie utnie.

C h i m e n a
Jeżeli to otrzymam, daję-ć na to słowo,
Że po tobie minuty żyć nie będę zdrowo.
Bądź mi łaskaw, wynidź, a strzeż, by cię nie widziano.

E l w i r a
Jakimkolwiek nas z nieba nieszczęściem zachwiano...

C h i m e n a
Daj mi pokój! Niechaj mych łez nie każdy słyszy!
Pójdę szukać wygodnej mym lamentom ciszy.


SCENA PIĄTA

D i e g o
sam
Nigdy nam niebo łaski nie pokaże szczerze
I nietrwałe z troskami mamy tu przymierze;
Zawsze najwyższą radość, otwarte wesele
Żal nam jaki przewije, frasunek prześciele.
Wśród szczęścia mego i ja też mam troskę swoję;
W radości pływam, a wraz aż drżę, co się boję.
Napasłem śmiercią hrabi moje oczy mściwe,
Ale tego nie mogę widzieć, co me siwe
Lata zaszczycił: chociaż, ile mój wiek stary
Zniesie, szukam go pilno, już mi prawie pary
Nie staje i zbieganą ledwie wlokę nogę,
A żadnej o nim powziąć nowiny nie mogę.
często w tym nocnym cieniu jako omamiony
Widzę go rzekomo, często chętnymi ramiony
Wiatr ściskam miasto niego; a te same myłki
Strachem mię przerażają do ostatniej żyłki.
Nikt mię, kędy się schronił, gdzie skrył, nie upewni;
Wiem, że potężni hrabie zabitego krewni,
Więc i czeladź domowa myślą o zemszczeniu.
Ach, Rodryk pewnie w grobie już albo w więzieniu!
O Boże, ale jeśli nie mylę się znowu,
Widzę go – czy też marę nocnego obłowu?
On jest; nie wątpmy więcej. Wysłuchane modły
Odegnały frasunek, a radość przywiodły.


SCENA SZÓSTA
Diego, Roderyk

D i e g o
Rodryku, wżdy-ć na koniec niebo mi cię wraca!

R o d e r y k
I z zwycięstwem: ale, ach, smętna moja praca!

D i e g o
Niech sobie pierwej wytchnę, niż cię pocznę chwalić.
Dzielność ma nie może cię dziedzictwa oddalić,
Dobrześ jej naśladował i twa sławna siła
Twe krewne bohatyry dziś w tobie wskrzesiła:
Pokazałeś, żeś synem moim, żeś ich wnukiem.
Ta pierwsza próba, gdyś się zdał w męstwie nieukiem,
Równa się dziełom moim i na przykład młodzi
Jednym sztychem sławy mej wysokiej dochodzi.
Podporo mej starości, rado na kłopoty,
Dotknij się tej siwizny wolnej od sromoty!
Pocałuj ten policzek i obacz tę skronią,
Z której wieczną zniewagę zmyłeś swoją bronią.

R o d e r y k
Ojcze, sam sobie dziękuj! Będąc twoim synem
Nie mogłem ci podlejszym oświadczyć się czynem.
Cieszę się, że odwaga pierwsza tak sowicie
Tobie się podobała, któryś mi dał życie.
Ale nie miej za złe, że w tej wszytkiej ozdobie
Sobie też chcę uczynić dosyć, choć po tobie.
Nie gniewaj się, że rozpacz serce mi rozsadzi.
Twa pochwała me sprawy nazbyt długo gładzi.
Nie żal mi, żem zniewagę dla ciebie zapłacił,
Ale oddaj mi, ojcze, com dla ciebie stracił.
Moja ręka, na pomstę twoję uzbrojona,
Mnie samemu sztych dała, którym serce kona.
Nie mów mi nic: wszystkiem ci już zapłacił długi
Synowskie, duszę dla twej straciwszy usługi.

D i e g o
Więcej-eś jeszcze sprawił tak wystawiwszy mię:
Jam ci tylko żywot dał, ty mnie dobre imię;
A że sława wprzód chodzi, żywot na ostatku,
Przyznawam, żem ci winien jeszcze coś w przypadku.
Lecz niech w tak mężnym sercu słabość się nie ściele:
Jeden tylko jest honor, a panien tak wiele.
Honor jest powinnością, a miłość zabawą.

R o d e r y k
Cóż to mówisz?

D i e g o
Co słuszna i co prawdą prawą.

R o d e r y k
Pokazałem, że u mnie honor niezmazany,
A ty mnie do sromotnej chcesz przywieść odmiany!
Tak kawaler bez serca, jak sługa bez wiary
W równej to są osławie, godni równej kary.
Nie ucz wierności mojej tej z sercem włóczęgi,
Niech będę mężny, ale bez krzywej przysięgi;
Trwalsze są moje związki, nikt ich nie zachwieje,
I w cale chowam miłość, choć nie mam nadzieje,
I nie mogąc Chimeny ni mieć, ni porzucić,
Wolę śmierć niż rozpaczą śmiertelną się smucić.

D i e g o
Jeszcze nie czas żegnać się z światem i umierać:
Król i ojczyzna ręką twoją chcą się wspierać.
Okręty afrykańskie prawie na twe szczęście
Podstąpiły pod miasto, plądrują przedmieście
I Murzyn, morską wodą wniesiony w port nocą,
Na mury się nastąpić zbiera wszytką mocą.
Dwór się w tym bardzo zmieszał, ludzie się strwożyli,
Wrzask wszędzie, a biała płeć żałobliwie kwili.
Podczas tej zawieruchy i tego pogromu
Zastałem pięćset człeka, przyjaciół mych, w domu,
Którzy wiedząc mój despekt i co mię potkało,
Zbiegli się byli, chcąc się mścić krzywdy mej śmiało;
Tyś ich uprzedził, ale jam jest w tej otusze,
Że lepiej ręce wprawią w afrykańskiej jusze.
Staw się z nimi Maurom potężnym odporem,
Prowadź ich, gdzie cię woła rozpacz, i z honorem.
Pragną cię mieć za wodza: pójdą jak za głową;
Jeśli chcesz umrzeć, masz tam piękną śmierć gotową.
Zażyj czasu i umrzyj, kiedy tak twe zdanie,
ale niech ci król za tę śmierć winnym zostanie;
Albo raczej powróć się z zwycięstwem i zdrowy,
Niech twe męstwo ukaże nie tylko domowy
Pojedynek: pójdź dalej, niech twym dziełom gwóli
Sąd się k’tobie nakłoni, Chimena utuli.
Jeżeli się w niej kochasz, za waleczną sprawą
Zwycięstwem zwyciężysz ją i będzie-ć łaskawą.
ale na tych rozmowach czas tracę tak drogi,
A rad bym, żebyś teraz skrzydła miał, nie nogi.
Idź z Bogiem! Niech królowi ta twoja fatyga
Pokaże, że za hrabię ma w wojsku Rodryga.


AKT CZWARTY


SCENA PIERWSZA
Chimena, Elwira

C h i m e n a
A prawdaż to, Elwiro? Skądże masz te wieści?

E l w i r a
Ledwie-ć się to, jako go chwalą, w głowie zmieści,
I jako wszytko miasto zgodliwymi głosy
Wysławia jego mężne dzieła pod niebiosy.
Na swój wstyd potkali się z nim Maurowie wściekli:
Prędko byli przypadli, lecz prędzej uciekli.
Trzy godziny potrzeby dały łup gotowy
Ludziom naszym i nadto dwóch królów w okowy;
Dzielność wodza wszytkie ich sztuki przełomiła.

C h i m e n a
A wszytkoż to sprawiła Rodrykowa siła?

E l w i r a
On na wszytko powodem, on swą ręką mężnie
Zwyciężył i poimał te w koronach więźnie.

C h i m e n a
Od kogoż wiesz to i kto-ć te nowiny nosi?

E l w i r a
Od pospólstwa, co wszędzie dzieła jego głosi,
Co go już inszym nie chce nazywać imieniem,
Tylko aniołem stróżem i swoim zbawieniem.

C h i m e n a
A król jak też przyjmuje tę przysługę jego?

E l w i r a
Rodryk nie śmie do boku jeszcze królewskiego,
Lecz Dijego dwóch królów, związanych łańcuchem,
Imieniem jego oddał i pokornym duchem
Prosi, żeby syn jego za wszytką nagrodę
Miał tylko rękę pańską całować swobodę.

C h i m e n a
A czy nie ranny?

E l w i r a
Nie wiem. Cóż? Twarz ci już blednie?
Przyjdź k’sobie, bo nie ranny i zdrów bardzo przednie.

C h i m e n a
Wróćmy się tedy do mej pomsty osłabiałej:
Oń się pytam, a ociec u mnie w pieczy małej;
Chwalą go, a serce me z chęcią tych chwał słucha!
Honor mój jakby niemy, powinność jak głucha!
Milcz, miłości! Niech mówi wnętrznych pamięć bólów!
Zabił mi ojca, chociaż poimał dwóch królów.
Te, w których czytam swój żal, żałosne ubiory
Są pierwsze męstwa jego i znaki, i tory,
I choć sławny u ludzi, choć wolnym uznany,
Tu go i stroje moje potępią, i ściany.
O wy, które mi słusznych gniewów przydajecie,
Podarki dzieła jego pierwszego na świecie!
Wy, opłakane stroje, kirze, płachty, zgrzebie!
Przeciw zdradnej miłości stańcie mi w potrzebie
I gdy mi serce smaczny jej powab otoczy,
Wy, wy powinność moję stawcie mi przed oczy!
Nie bójcie się z zwycięzcą jeszcze świeżym biedzić.

E l w i r a
Uspokój się! Królewna idzie cię nawiedzić.


SCENA WTÓRA
Królwna, Chimena, (Leonora, Elwira)

K r ó l e w n a
Nie przychodzę cię cieszyć; raczej z twą żałobą
Zmieszać me łzy i szczerze zasmucić się z tobą.

C h i m e n a
Raczej w tym pospolitym uciesz się weselu,
A po zbitym rozpuść swój śmiech nieprzyjacielu.
Ja tylko sama słusznie dzisiaj płakać mogę,
Mnie samej, chociaż Rodryk zniósł z was wszytką trwogę,
Choć się nie trzeba szturmów z Afryki spodziewać,
Wolno płakać, mnie samej słuszna łzy wylewać.
On miasto oswobodził, otrzymał zwycięstwo;
Wszytkim smaczne, mnie tylko smętne jego męstwo.

K r ó l e w n a
Prawda to, że dokaże, cokolwiek on zacznie.

C h i m e n a
Już mię ta doleciała nowina niesmacznie
I wiem, że go, i słusznie, wysławiają hojnie,
Że lepsze niż w zalotach szczęście ma na wojnie.

K r ó l e w n a
Czemuż byś miała ten głos przyjmować z niesmakiem?
Ten bohatyr sługą twym był nie lada jakiem
I tyś nie miała za wstyd miłością się palić;
Stąd chwalić męstwo jego jest twe zdanie chwalić.

C h i m e n a
Przyznawam, że mu słusznie dają te pochwały,
Ale mnie nowe to są męki, nowe strzały.
Żarzą te chwały żal mój, choć ja go nie hydzę:
Widząc, czym jest, wraz, jako wiele tracę, widzę.
O kochającym myślom uwago troskliwa!
Im on godniejszy, tym mnie zapału przybywa.
Ale przecię przeciąga słuszność w sercu szczera
I odłożywszy miłość, prawem nań naciera.

K r ó l e w n a
Wczorajszy twój postępek wzniósł cię pod obłoki;
Pokazałaś nad sercem swym gwałt tak wysoki,
Że wszytek dwór zwycięstwu twemu się dziwuje
I chwaląc wielkość serca, ogniów twych lituje.
Ale czy przyjęłabyś wdzięcznie wierną radą?

C h i m e n a
Słuchać cię za powinność pierwszą sobie kładę.

K r ó l e w n a
Już dziś więcej nie ujdzie to, co-ć uszło wczora.
Rodryk teraz jest nasza jedyna podpora
I kochanie pospólstwa, i hetman jedyny,
Obrońca Kastylijej, postrach na Murzyny;
Jego ręka, co wzięła nam była, oddaje,
I w nim samym twój zmarły ociec zmartwychwstaje.
A że-ć szczerze i krótko, co rozumiem, rzekę,
chcesz zgubić to królestwo, gdy nań ściągasz rękę.
A czy dla pomsty ojca słuszność ci pozwoli
Zdradzić ojczyznę, być nam przyczyną niewoli?
Co mówię nie dlatego, żebyś pojąć miała
Tego, któregoś dotąd słusznie oskarżała;
Sama bym tym zamysłom przeczyła zelżywym:
Nie kochaj w nim, ale go zostaw dla nas żywym.

C h i m e n a
Proszę, królewno, żebyś się nie uraziła,
Gdy dopędzę do końca zaczętego dziéła.
Choć me serce przeciw mnie bierze jego stronę,
Choć go król pieści, choć lud ma w nim swą obronę.
Choć hetmany, choć królów prowadzi za szyję,
Moją żałobą jego tryumfy nakryję.

K r ó l e w n a
Wielki znak pamiętnego na swą krzywdę serca
Chcieć kochanego na plac prawny wieść z kobierca,
Aleć sławniej wysokie serce tryumfuje,
Kiedy krzywdę krwie swojej ojczyźnie daruje.
Dosyć pomsty, że w serca będzie wywołany;
Nazbyt kary, że będzie gniewem twym skarany.
Tak uczyń, a ostatek podaruj ojczyźnie:
Co też wiesz, czy przed królem on się nie wyśliźnie.

C h i m e n a
Król mu może odpuścić, ja milczeć nie mogę.

K r ó l e w n a
Weź sobie do uwagi tę moję przestrogę.
Miej się dobrze, a obierz, co cię może wspierać.

C h i m e n a
Gdy ociec mój na marach, trudno nam obierać.


SCENA TRZECIA
Król, Diego, Arias, Roderyk, Sankty

K r ó l
Niewyrodny dziedzicu sławnej familijej,
Która ozdobą zawsze była Kastylijej,
Godny wnuku, coś w pierwszym wieku – swoich dziadów
Dościgł szczęścia i męstwa dogonił przykładów!
Więcejeś, niż ja mogę nadgrodzić, zasłużył
Możesz rzec bezpiecznie, że-ć się król zadłużył.
Miasto i państwo z toni złej wyswobodzone,
Berło w ręce mej ręką twoją utwierdzone.
I Murzyn przymuszony wrócić na swe spławy
Pierwej, niż ludzie moi mogli przyjść do sprawy:
Są to dzieła, za które nie wie król, jakoby
Pokazać ci wdzięczności równe im sposoby.
Ale-ć będą nadgrodą dwa wzięci królowie:
Nazwali cię przede mną swoim Cydem w mowie;
A że Cyd to jest u nich, co u nas być panem,
Bądź im panem i zów się Cydem zawołanem.
Bądź Cydem, a niech przed twym zwycięskim nazwiskiem
Tolet ukłonem padnie i Granada niskiem,
I niechaj lud, który drży, kiedy ja rozkażę,
Uzna stąd, com ci winien i jako cię ważę.

R o d e r y k
Przebacz, panie, że wstydem przyjmuję te chwały,
których się moje wszytkie odwagi nie stały,
I to mnie prawie znaczną nakrywa sromotą,
Gdy słabą służbę z taką przyjmujesz ochotą.
Wiem ja dobrze, co panu powinien poddany,
Że mu ma być z ostatnią krwią żywot oddany,
I choćbym to oboje dzisiaj był utracił,
Tylko bym był, com winien, com dłużny, zapłacił.

K r ó l
Nie wszyscy ci, których ja znam za swoje sługi,
Tak mi powinność czynią i tak płacą długi;
Musi mieć serce wielkie, animusz niewąski,,
Kto takim dziełem płaci swoje obowiązki.
Nie wstydź się tedy chwały dobrze otrzymanej!
A teraz nam o swojej daj sprawę wygranej.

R o d e r y k
Właśnie pod ten czas, królu, kiedy niespodziani
Do naszych się przybyli brzegów Afrykani,
Zgromadzeni w dom ojca mego przyjaciele
Pobudzili mię, żebym począł sobie śmiele
Ale odpuść wprzód, panie, że bez dozwolenia
Śmiałem ich w takim razie użyć do czynienia!
Oni byli gotowi, nieprzyjaciel blisko,
A mnie iść do pałacu jeszcze było ślisko;
Szło mi o głowę, którą łożyć w boju stałem
Dla ojczyzny, niż na płacz Chimeny, wolałem.

K r ó l
Nie mam za złe, żeś tak był do tej pomsty skory,
Dzieła twe wielkie dają twej sprawie podpory
I choć Chimena z tobą prawo chce pośpieszyć,
Nie ciebie karać będę, ale onę cieszyć.
Ale mów dalej.

R o d e r y k
Ten huf tedy zgromadzony
Za mną udał się mężnie do portowej brony;
Pięćset nas z domu wyszło, ale w minut kilku
Półtrzecia nam tysiąca przybyło w posiłku:
Widząc ochotę naszę, potrwogani wszędzie
Wiązali się i w jednym z nami biegli rzędzie.
Dwa tysiące z nich, żeby z tyłu czynić wstręty,
Ukryłem w opuszczone na rzece okręty,
Ostatek – a coraz ich przybywało więcej –
Zostaje przy mnie, chcąc się rozpierać co pręcej;
Ale czekamy cicho i straż dla posłuchu
Zawiódłszy pokładliśmy wszyscy się na brzuchu.
Toż czynią i cicho się odprawują straże,
Posłuszni cale, co mój ordynans im każe.
Bom ja bezpiecznie zmyślił i tak każdy sądził,
Żem od króla posłany, abym nimi rządził.
Aż wtem widziem pod światłem, które czynią gwiazdy,
Że trzydzieści okrętów idzie bez pojazdy;
Bo morze, które wtenczas wracało do brzegu,
Przeciw rzece wniosło ich aż w port w jednym biegu.
Minęli nas, ta wojna idzie im jak w żarty –
Nie masz ludzi na murach, nie masz w porcie warty
I nie słychać starszyzny straże obchodzących.
Nie wątpią, że nas wszystkich przydybali śpiących;
Przystępują do brzegu, rzucają kotwice,
Wysiadają i dzielą już sobie ulice.
My wtenczas niespodzianie powstawszy na nogi,
Uczyniliśmy na nich zewsząd okrzyk srogi.
Nasi także z okrętów, powziąwszy to hasło,
Toż czynią – a w Maurach wszystkie serce zgasło,
Strach ich wielki ogarnął i pierwej zwątpili
O wygranej, niż do rąk przyszło, niż się bili,
I że mniemali napaść na gotowe łupy,
A znaleźli odważnej mężny odpór kupy,
Niźli do sprawy przyszli w tak nagłej przygodzie,
Mocnośmy ich urwali ziemią i na wodzie.
Ale znowu wodzowie prędko ich szykują
I męstwo w nich wznowiwszy, ku nam postępują;
I wstydząc się umykać, nie biwszy się, kroku,
Znowu do królewskiego zbierają się boku.
Wtenczas lepszy żołnierze i kto natarczywy
Giną i dokazuje miecz cudzej krwie chciwy:
Ląd i rzeka, i nasz port, i tychże okręty
Pełne trupów jako plac na cmentarz zajęty.
O, jak siła mężnych spraw, jak wielkich dzieł siła,
Noc niepamiętna płaszczem żałobnym nakryła;
Gdzie każdy sam posiłkiem, sam sobie i świadkiem,
Nie wiedział, co się dzieje z ludzi twych ostatkiem.
Jam jednak wszędzie biegał, posyłał posiłki,
Szykował nowe kupy i strzegł nocnej myłki,
I tum zasadzki czynił, tu mężne potkania,
Niepewny o wygranej aże do świtania.
Ale skoro dzień odkrył naszę lepszą biały
I Murzyn trupy ujrzał, kędy wojska stały,
Widząc jeszcze, że z miasta posiłki nam idą,
zwątpił o przedsięwzięciu i z wielką ohydą
Uciekał na okręty, i uciąwszy liny
Z krzykiem walnym puścił się do swojej krainy.
I toż morze, które ich wniosło, kiedy rosło,
Zapadając, nazad ich po rzece wyniosło;
Ale że nasi mocno na kark im nalegli,
Wsiadając, jako kto mógł, królów swych odbiegli,
Którzy między naszymi będąc zamieszani,
Z garścią swych, i to rannych, choć już wojska ani
Okrętów nie widzieli, posiłków nie mieli,
Bronili się i poddać gwałtem się nie chcieli,
Ku portowi się mając; lecz że w naszej sile
Trudno było wydołać i w przodku, i w tyle,
I że sami zostali nierówni tej fali
Spytawszy o hetmana, broń mi swą oddali.
Jam ich, królu, obudwóch odesłał do ciebie.
I tak było, zniósszy ich wszystkich, po potrzebie.
Tym tedy kształtem nocne dzisiejsze zabawy...


SCENA CZWARTA
Też osoby i Alfons

A l f o n s
Królu, Chimena idzie poprzeć swojej sprawy.

K r ó l
Wolałbym, żeby mi z tym prawem pokój dała;
Nie chcę tego, Rodryku, żeby cię widziała;
Za nagrodę wygnać cię od siebie się kwapię,
Ale przystąp, niech cię wprzód, niż wyńdziesz, obłapię.
(Roderyk wychodzi)

D i e g o
Chimena, choć naciera, chciałaby go zbawić.

K r ó l
Słyszałem, że w nim kocha, i chcę się w tym sprawić,
Czyń się smutnym.


SCENA PIĄTA
Król, Diego, Arias, Alfons, Sankty, Chimena, Elwira

K r ó l
Chimeno, nie trzeba już prawa
I tak ci padła, jakoś chciała, twoja sprawa;
Rodryk po bitwie mężnie wygranej z Maurami
Od ran poczciwie wziętych dokonał przed nami.
Dziękuj niebu, że twoje pomsty wykonało.
– Patrz, jak zbladła, jako w niej krwie zostaje mało!

D i e g o
Ba, patrz królu, że mdleje i miłość prawdziwa,
Przez tę mdłość wynurzona, już się nie ukrywa.
Ból jej wszytkie do serca pootwierał nity
I wywiódł na świat płomień dotąd pilnie kryty.

C h i m e n a
To umarł Rodryk?

K r ó l
Nie, nie – i żyje, i zdrowy,
I nieodmiennie twoje piastuje okowy;
Będziesz go miała, będziesz, wróć się z twojej mdłości.

C h i m e n a
Królu, jak może z żalu umrzeć, tak z radości:
Wielkie wesele może swoim smacznym zbytkiem
Serce zalać i zmysłom sen nakazać wszytkiem.

K r ó l
Ho, tego w nas nie wmówisz, twój żal był widomy
I radość insze czyni w sercu więc pogromy!

C h i m e n a
Więc dobrze, niech mi i to do biedy przybędzie,
Że za przyczynę mdłości mej żal miany będzie;
Prawda to, że żal, ale żal nienaganiony:
Gdyby umarł, nie byłby ociec mój zemszczony.
Krew Rodryka na służbie twojej wytoczona
Sprawę mą zmazałaby i pomsta tym skona;
Z krzywdą swą życzyłabym mu takiego końca:
Niech umrze jako winny, nie jako obrońca!
Śmierć niech cierpi jak karę, nie jak w pojedynku,
Niech umiera nie w polu, ale wpośród rynku!
Niech owszem stąd odnosi na swej sławie bliznę,
Ginie za ojca mego, a nie za ojczyznę!
Bo umrzeć za ojczyznę u mnie to nie strata,
Jest to, owszem, żyć sławnie w nieskończone lata.
Radam, że żyw, że wygrał, miła mi to praca:
Ciebie, królu, obronił, mnie się pod miecz wraca;
Ale się wraca większy, sławniejszy i w wieńce
Zwycięstwa ozdobiony nad insze młodzieńce,
I taki, że co mnie w nim cieszy, śmiele rzekę,
Że mi za ojca godny iść pod prawną rękę.
Ale, ach, jakoż próżną karmię się nadzieją!
I cóż moje łzy sprawią, z których się tu śmieją!
Rodryk niczego z mojej nie boi się strony,
Wszędzie ma wolność w państwie i jawne obrony!
I pod twą władzą sobie postępując śmiele,
Tak nas już przezwyciężył – jak nieprzyjaciele;
W ich krwi i sprawiedliwość, choć przedtem mnie bliższa,
Utopiona, nowym go zwycięstwem wywyższa,
I jam częścią tryumfu; z nieszczęśliwej doli
I mnie ze dwiema królami prowadzi w niewoli.

K r ó l
Nazbyt cię popędliwość, córko ma, napada:
Kto z prawa sądzi, każdą rzecz na wagę wkłada.
Zabił ci ojca, ale on zaczął bezprawie,
Stąd słuszność sama każe sądzić go łaskawie.
Pierwej niźli poganisz łaskę nad pozwanem,
Poradź się serca swego, Rodryk tam jest panem,
I twój ogień, mów, co chcesz, dziękuje mi w ciszy,
Gdy – że dla ciebie Rodryk zachowany – słyszy.

C h i m e n a
Dla mnie? Mój nieprzyjaciel? Powód mej żałoby?
Cel mej niełaski? Morderz ojcowskiej osoby?
O, jak lekce sieroce łzy i skargę ważą!
Czyniąc mi krzywdę jeszcze dziękować mi każą.
Królu, ponieważ widzę przegraną na jawi,
Niech się na pojedynek prawny Rodryk stawi;
Tym sposobem miecz jego we krwi mojej brodzi,
Tymże sposobem ufam, że mi się nadgrodzi.
Wszystkich dworskich o głowę proszę Rodrykowę,
A Chimena zapłatą będzie za tę głowę;
Ktokolwiek go zwycięży szczęśliwym orężem
I mej się krzywdy pomści, ten mi będzie mężem.
Proszę, panie, każ to samo obwołać przy dworze.

K r ó l
Ten zwyczaj, chociaż z dawna zostaje tu w porze,
Pod pokrywką słuszności i w pomsty ubierze
Co lepsze kawalery państwu temu bierze,
I często przez ten sposób niepewnej obrony
Winny wolen, niewinny bywa zwyciężony.
Uwalniam z niej Rodryka: i nazbyt mi drogi,
Żebym go miał wdawać w te niepotrzebne trwogi;
I ci Maurowie zbici uciekając, jeśli
Co zgrzeszył, winę jego precz z sobą zanieśli.

D i e g o
Jako, królu? Dla niego chcesz łamać zwyczaje,
Którym się z dawna wszytko królestwo poddaje?
Co rzecze lud? Co rzecze zazdrosna niecnota,
Kiedy pod twoją łaską ochroni żywota?
Czy nie uczynią szkodnej sławie jego wzmianki,
Że za pańskim faworem nie stawił się w szranki?
Królu, nie bądź nań, proszę, łaskaw tym sposobem,
Ciężej mu żyć z przymówką, niż się witać z grobem.
Hrabia nas był znieważył, on go skarać umiał,
Niech bronią szczyci, kto by inaczej rozumiał.

K r ó l
Kiedy tak chcesz, więc i ja pozwalam nie chcęcy;
Ale się Rodryk będzie bił z kilką tysięcy:
Dla tak drogiej, jako jest Chimena, zapłaty,
Każdy się w pole będzie spieszył jako w swaty.
Spuszczać go ze wszystkimi niesłuszna. Więc tedy
Będzie się bił, lecz tylko raz, dla twojej zrzędy:
Obierajże, Chimeno, kto się ma z nim ścierać,
A obrawszy nie myśl się niczego napierać.

D i e g o
Nie dawaj, królu, ludzkiej bojaźni zasłony,
Niewiele ich tam wnidzie na plac otworzony;
Patrząc, w jak krwawej Rodryk dzisiaj był kąpieli,
Kto się z nim pojedynkiem spróbować ośmieli?
Kogo napadną z takim mężem ostre fochy?
Kto będzie tak waleczny albo raczej płochy?

S a n k t y
Owom ja! Niech tylko plac będzie dostateczny,
Ja to będę ten płochy, a raczej waleczny.
Proszę, panno, racz swego słowa być pamiętną
I usługą odważnej ręki nie gardź chętną.

K r ó l
Chimeno, będzie on w tym od ciebie użytem?

C h i m e n a
Obiecałam

K r ó l
Bądź jutro w pogotowiu z świtem.

D i e g o
Nie trzeba, panie, tego do jutra odkładać:
Kto ma serce, ten gotów zawsze bronią władać.

K r ó l
Bić się zaraz po krwawej i długiej potrzebie?

D i e g o
Wytchnął już sobie Rodryk i przyszedł do siebie.

K r ó l
Przynajmniej niechaj ze dwie odpocznie godzinie.
Ale na znak, że w krwawym nie kocham się czynie
I że to gwałtem czynię, i żeby w przykłady
Nie poszedł tak niesłuszny zwyczaj i szkarady,
Ani my, ani dwór nasz przy bitwie nie będziem.
Ty, Aryjas, męstwa ich sam tam będziesz sędziem;
Niech czynią oba mężnie, a który się sprawi
Z lepszym szczęściem, niech mi się zaraz z tobą stawi.
Którykolwiek z nich będzie, jednęż weźmie cenę
Swej prace i za żonę odbierze Chimenę,
A ona go bez dalszej weźmie sobie wzgardy.

C h i m e n a
Panie mój, nazbyt to jest dekret dla mnie twardy!

K r ó l
W rzeczy się skarżysz, ale gdy Rodryk zwycięży,
Przyjąć go bez przymusu serca-ć nie obcięży.
Nie skarżże się na dekret smaczny na twą stronę:
Ktokolwiek wygra, ten cię otrzyma za żonę.


[ DALEJ >>> część 3 tekstu [ akt piąty ostatni ] ]

 OPRACOWANIA:
    (polecane przez Warownię.pl oznaczone "###")

   - Pierre Corneille "Cyd albo Roderyk"
   - Sprawozdanie z "Cyda" Corneille'a w reżyserii Krystyny Jandy
   - Artyzm Cyda Pierra Corneille'a
   - Ideały Corneille w "Cydzie". Kult woli, rozumu, odwagi, która nie zna granic
   - Corneille "Cyd" - konflikt honoru i miłości

 Katalog zbiorów Biblioteki 

 Spis tekstów 

 Góra 

 Powrót 

  © Xezaar