«« do wejścia do Biblioteki 
 «« spis tekstów rodzimych 

 krok wstecz »» 

 dla TYCH co wolą wszystko w czerni »» 

Teksty oryginalne

O wójcie krakowskim Albercie 

 autor: 
nieznany
 data: 
XIV w.
 nota: 
Wiersz o obyczajowości polskiego XV-wiecznego społeczeństwa.
Tytułowy wójt Krakowa, Albert (? - po 1317) brał w 1310 r. udział w spisku, w wyniku którego Kraków miał zostać poddany księciu opolskiemu Bolesławowi, będącemu podówczas lennikiem Jana Luksemburczyka, króla Czech. Jednak Władysław Łokietek stłumił bunt, dochodząc do porozumienia z księciem Bolesławem i ukarał spiskowców, w tym właśnie i wójta Alberta, który oddany w ręce księcia opolskiego, został uwięziony przez niego na pięć lat (1312-1317). Potem został wykupiony z więzienia przez Czechów i osiadł w Pradze, gdzie niedługo potem zmarł.
120 wersów, 20 strof
 


In fortuna, qui spem [totam]...

Kto w Fortunie ma nadzieję,
Ufa, że bezpiecznie będzie
Na jej kole siedzieć mógł,
Taki nie zna jej zwyczajów,
Nie wie, że nic nie jest w świecie
Gorsze niźli wierzyć jej.

Ślepa, zwodna jest Fortuna.
Spośród wszystkich świata potęg
Ta najgorszych godna klątw
Komu śmiać się pozwoliła,
Temu zaraz płakać każe.
O, żałosny losie zły!

Siebie stawiam jako przykład,
Ostrzeżenie dla was wszystkich.
Jam się w Polsce Albert zwał.
Szanowany, wielce możny,
Wójtem byłem krakowianów.
Jam ten wielki dźwignął gród.

Na mnie każdy się oglądał,
Grabie czy obywatele,
Każdy, kto obrony chciał.
Zawsze byłem ich rzecznikiem
Wobec książąt. W ciężkiej biedzie
Zawsze ja broniłem ich.

Król mnie szukał, książę, grabia.
Rzadko-ś widział, by beze mnie
Mogło się cokolwiek dziać.
Pośród wielkich żyjąc panów
Przerastałem ich o głowę.
Jakiż książę nie znał mnie?

Byłem rządcą żupy solnej.
Nikt bogactwem mnie nie zaćmił,
Tyle zamków miałem, wsi.
Ponad wszystkich się wznosiłem,
Wszystkich wyprzedzałem władzą,
Pierwszy głos był zawsze mój.

Nie był nikt, jak ja, uczczony.
Lecz Fortuna, jako zwykła,
Obróciwszy koło swe,
W dół rzuciła mnie, z bogacza
Uczyniła wprost nędzarzem.
Czy musiało stać się tak?

Byłem pewny stałej doli,
Spodziewałem się, że zawsze
Każdy mi ustąpi rad.
Ale przyszła ta godzina,
Gdy mnie Bolko do Opola,
Swego grodu, w pętach wiódł.

Miałem siedzieć tam w łańcuchach,
Chłodem, głodem udręczony.
Na kamienie mnie rzucono,
Woda nie zwilżyła warg.
W zaduch straszny. W mrocznym lochu
Piętrzył się dokoła gnój.

Przez pięć roków gniłem w nędzy.
Zapomnieli mnie sąsiedzi,
Przyjaciele, jakbym sczezł,
Póki wierny poręczyciel,
Pieniądz, nie wybłagał wreszcie
Otworzenia lochu wrót.

Pozostałem więc u Czechów,
Tam się skryłem, tam doszedłem
Aż do kresu moich dni
U zacnego męża, który
Niech od Boga łaski dozna,
Przebaczenia wszystkich win.

Po zaszczytach wielkich miałem
Hańbę. O tym, jak-em skończył,
Lepiej będzie nie rzec nic.
Z nosem na dół obróconym,
Położony przy topielcu -
Pogrzebany jestem tu.

Tak Fortuna swym kochankom
Płaci: gdy obróci koło,
W nędzę strąca ich bez dna.
Ona nigdy się nie zmieni:
Część zabiera, życie, dobra,
Spych nędznych w piekła mrok.

Gdybym wiedział, co wiem teraz,
Zawsze wierny byłbym księciu.
Moim władcą byłby on!
Ale ja złamałem wiarę:
Chciałem nosić barwy Szwaba,
Ziemię oddać w jego moc.

Tam zaczęła się niedola,
Gdy na klęskę mą Fortuna
Obróciła spisek ten.
Pan Bóg mi wymierzył karę
Za najeźdźcy tego winę.
Sprawiedliwie zrządził Bóg.

Pociągnęła mnie natura.
Ten jest zwyczaj wszystkich Niemców,
Że gdziekolwiek mają żyć,
Zawsze, wszędzie chcą przodować,
A nikomu nie podlegać.
Mają tu wybiegów sto.

Najpierw o to się starają,
Aby sobie zjednać względy;
Przeto uniżeni są.
Potem dziewki obcych biorą,
Swoje dają im za żony,
By zadzierzgnąć z nimi więź.

A to wszystko jest podstępem.
Bo gdy już się staną znani,
Zaraz wyżej piąć się chcą.
Idzie taki do dziedzica,
Tysiąc groszy przed nim kładzie,
Aby mu dzierżawę dał.

Stara się niebawem o to,
By mógł wioskę odziedziczyć,
Dawszy złota pełen trzos.
Tak zostaje wójtem wioski,
Choć go w koszu przyniesiono.
Spadkobiercy idą precz.

Tak to Czechów oszukano.
Tacy właśnie Teutonowie
Z wszelkich ich wyzuli dóbr.
Niemal już przepadli Czesi,
Gdy swe dobra wymienili
Na trzewiczków, sukien blask.

 

PODSTAWY TEKSTU i PRZYPISÓW:
    - "Poeci polscy od Średniowiecza do Baroku" - PIW - W-wa 1977 - oprac. Kazimiera Żukowska
    - "Studia i szkice historyczne" - tom I - Kraków 1922 - tekst łac. M. Bobrzyński - przekład Zygmunt Kubiak

 OPRACOWANIA:
    (polecane przez Warownię.pl oznaczone "###")

   - NA RAZIE BRAK

 Katalog zbiorów Biblioteki 

 Spis tekstów 

 Góra 

 Powrót 

  © Xezaar